09.12.2025, 02:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2026, 21:14 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Helloise Rowle - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Świąteczny afterek pod Knieją
Zbierając się do wyjścia z uroczystej kolacji, Helloise bardzo nalegała, żeby ją odprowadzić. Było to wręcz konieczne — nie mogła się przecież sama teleportować, toż to nielegalne. I nim ktokolwiek zdążył wyrazić jakieś obiekcje czy opinie, już wisiała wyczekująco na ramieniu Leviathana.
— Och, dobra Matko — westchnęła teraz cierpiętniczo, gdy wylądowali w jej chatce. — Jakie to szczęście, że dla mnie to była droga tylko w jedną stronę. Teleportacja po takich ilościach jedzenia... — Znów westchnęła i odchyliła głowę do tyłu, jakby to miało pomóc utrzymać treść żołądka tam, gdzie jej miejsce. — Że też musisz tam wracać, znów się teleportować — mruknęła przebiegle tonem, który nic a nic nie sugerował.
Puściła czarodzieja. Zdjęła w progu kozaki. Wchodząc do kuchni, jedna za drugą wysupłała spomiędzy włosów spinki tworzące raczej chaotyczne upięcie i zostawiła je na stole. Nazbyt formalne jak na jej gusta były te świąteczne kolacje, z przyjemnością więc wracała do swojego naturalnego swobodnego stanu.
— Napal w kominku, skoro już jesteś — dodała, odwracając się przelotnie do Leviego, aby upewnić się, że zrozumiał aluzję i rzeczywiście poczuł się zaproszony do środka.
Nie było w chacie tak zupełnie zimno — wciąż tlił się na palenisku żar, lecz ostatnie drwa miały lada chwila dogasnąć. Oprócz tego gospodyni ruchem różdżki zapaliła serię poutykanych po kątach izby świec, aby nie siedzieli tu w ciemności.
Uroczo prezentowała się chatka na kurzej stopie w środku zimowej nocy: obsypana bielutkim śniegiem, błyszcząca zza okien ciepłym światłem. Ducha mroźnej pory oddawało jednak szczególnie wnętrze wypełnione zapachem drzew iglastych i pomarańczy. Było tu oprócz pozostałości gałązek zużytych na wieńce świąteczne (szczególnie obecnych w postaci niedokładnie zamiecionych igieł na deskach podłogi), również kilka niewielkich choineczek w donicach (aby dało się je później zasadzić w stosownym miejscu); girlandy z cytrusowych skórek zaś Helloise uwiesiła, gdzie tylko się dało.
— Wina? — Otworzyła szafkę z alkoholami. Opium zawsze najlepiej smakowało jej z winem, więc miała go najwięcej. — Mam też jakieś nalewki, jeśli masz ochotę degustować. — Cóż, przynajmniej nie wyciągnęła przed nim w tym roku obrzydliwego ulepu ochrzczonego likierem piernikowym, którym chwaliła się dumnie w poprzednim sezonie.
dotknij trawy