12.12.2025, 10:44 ✶
– Mój drogi… – wszedł mu w słowo zaraz po tym, gdy Jonathan wymienił swoje wszystkie wielkie zasługi dla świata i okolic, zasypując go wymówkami. Wszedł mu w słowo tonem przecież tak doskonale znajomym z samych początków ich znajomości, gdy młodziutki prefekt wymawiał się kwieciście, czemu nie przygotował bibliografii do eseju z historii magii, w którym Anthony zobowiązał się pomóc, ale przecież nie napisać za niego. – TERAZ jesteś zajęty. – Iskry zazdrości pobrzmiewały w głosie Anthony’ego a palce na krótki moment ściągnęły się w geście właściwym smoku, który mocniej zaciskał łapę na swoich skarbach. Na swoim skarbie. Największym z nich. – Wtedy to były tylko… tylko… tylko próby do tego, jak bardzo obecnie jesteś zajęty. – Z przypływu afektu na moment stracił wątek, bo niewątpliwie okres ambasadorowania Jonathana we Francji bardzo źle, jak nie jeszcze gorzej kojarzył się Anthony’emu.
Mój, mój tylko mój…
Napięcie ustąpiło szybko, gdy jego specjalny ktoś postanowił nie przerywać pasma słodyczy, którą przeczesywał skołtunione myśli, zastraszająco skutecznie odwracając uwagę od wszelkich obaw i strachów, od nostalgii od wszystkiego co nie było uśmiechem jego ukochanego Gryfona. Tak blisko. Był tak blisko. Tak rozkosznie i obezwładniająco blisko.
– Już… cyt, odpocznij, ja pójdę po buteleczkę. I tak. Zdecydowanie musisz poćwiczyć, bo nie jestem skory do zrezygnowania z tego typu rozrywek w przyszłości. – z niechęcią wysunął się spod ciała kochanka, poprawił kompres i ucałował jego głowę na pożegnanie, nim poszedł do łazienki po buteleczkę, po drodze narzucając na siebie krwistoczerwony jedwabny szlafrok pachnący Jonathanem. Właścicielowi się nie przyda na razie…
I zdecydowanie Anthony chciał być pomocny. Ilość buteleczek w tej łazience jednak go przytłoczyła.
– Jonathan… – powiedział nieco głośniej, by być słyszalnym w sypialni. – Nie sądzisz… nie sądzisz, że nie potrzebujesz ich aż tyle? Przecież… eh… mogę zabrać Cię do swojej cudotwórczyni z Hogsmead. Spodoba Ci się, nie musisz wszystkiego robić w domu sam. – W porównaniu z Antoniuszowym bezwonnym mydłem i jednym olejkiem do nacierania skóry przed snem głównie dla walorów sensorycznych, mężczyźnie zdawało się, że półki sklepowe były gorzej zaopatrzone, zwłaszcza teraz po Spalonej Nocy. – Eliksir jest w standardowej butelce, czy jakiejś… mm… fikuśnej? – dopytywał przeszukując metodycznie szuflady.
Mój, mój tylko mój…
Napięcie ustąpiło szybko, gdy jego specjalny ktoś postanowił nie przerywać pasma słodyczy, którą przeczesywał skołtunione myśli, zastraszająco skutecznie odwracając uwagę od wszelkich obaw i strachów, od nostalgii od wszystkiego co nie było uśmiechem jego ukochanego Gryfona. Tak blisko. Był tak blisko. Tak rozkosznie i obezwładniająco blisko.
– Już… cyt, odpocznij, ja pójdę po buteleczkę. I tak. Zdecydowanie musisz poćwiczyć, bo nie jestem skory do zrezygnowania z tego typu rozrywek w przyszłości. – z niechęcią wysunął się spod ciała kochanka, poprawił kompres i ucałował jego głowę na pożegnanie, nim poszedł do łazienki po buteleczkę, po drodze narzucając na siebie krwistoczerwony jedwabny szlafrok pachnący Jonathanem. Właścicielowi się nie przyda na razie…
I zdecydowanie Anthony chciał być pomocny. Ilość buteleczek w tej łazience jednak go przytłoczyła.
– Jonathan… – powiedział nieco głośniej, by być słyszalnym w sypialni. – Nie sądzisz… nie sądzisz, że nie potrzebujesz ich aż tyle? Przecież… eh… mogę zabrać Cię do swojej cudotwórczyni z Hogsmead. Spodoba Ci się, nie musisz wszystkiego robić w domu sam. – W porównaniu z Antoniuszowym bezwonnym mydłem i jednym olejkiem do nacierania skóry przed snem głównie dla walorów sensorycznych, mężczyźnie zdawało się, że półki sklepowe były gorzej zaopatrzone, zwłaszcza teraz po Spalonej Nocy. – Eliksir jest w standardowej butelce, czy jakiejś… mm… fikuśnej? – dopytywał przeszukując metodycznie szuflady.