15.12.2025, 13:25 ✶
Głęboki ukłon, zawadiacki uśmiech… Nie trzeba było wiele, by Anthony zachłysnął się szczęściem, a w ostatnich dniach szczęście otaczało go w nadmiarze. Poranna melancholia pierzchła bezpowrotnie, rozświetlona słonecznym blaskiem bijącym od rosłego kochanka, a Anthony’emu wciąż trochę się kręciło w głowie od nadmiaru wrażeń i bodźców, bo choć nie spędził ostatnich chwil uniesień z rozwartym szeroko trzecim okiem, to wciąż jednak Jonathan był bardzo hojny w okazywaniu swej atencji.
W okazywaniu swojej miłości…
Shafiq konsekwentnie nie wpuścił go do łazienki, żeby nie stracili kolejnej godziny, albo dwóch w przestrzeniach w których zaiste lustro stanowiło wielką pokusę, ale nie na dziś, nie na dziś… Radości, marzenia, ogrom fantazji spychanych na dno szafy nieświadomości, teraz wylewały się z niego skutecznie czyniąc go przyjemnie rozkojarzonym wobec trwającego tu i teraz.
Potrzeby ciała ostatecznie nie ograniczały się do ekstazy, głód stał się nieznośny ale jakże skuteczny do tego, by w końcu znaleźli się w kuchni.
Gdy Jonathan przyszedł po swoich porannych ablucjach, Anthony krzątał się zafrasowany nową okolicą. Parzenie kawy było proste, na patelni skwierczały nieco zapomniane kiełbaski, patera z cynamonkami czekała przygotowana zawczasu przez selwynowego skrzata. Zaaferowany Anthony, odświeżony i pachnący przyjemnie rozmarynowym mydłem wybranym losowo spośród zbyt wielu mydeł, nie zauważył w pierwszej chwili Jonathana, skupiając się na porannym ćwiczeniu operowania sztućcami w powietrzu. W praktyce bezróżdżkowej translokacji stawiał przede wszystkim na precyzje, co sprawiało, że niestety zbyt wiele przestrzeni kończyło uświnione masłem.
W okazywaniu swojej miłości…
Shafiq konsekwentnie nie wpuścił go do łazienki, żeby nie stracili kolejnej godziny, albo dwóch w przestrzeniach w których zaiste lustro stanowiło wielką pokusę, ale nie na dziś, nie na dziś… Radości, marzenia, ogrom fantazji spychanych na dno szafy nieświadomości, teraz wylewały się z niego skutecznie czyniąc go przyjemnie rozkojarzonym wobec trwającego tu i teraz.
Potrzeby ciała ostatecznie nie ograniczały się do ekstazy, głód stał się nieznośny ale jakże skuteczny do tego, by w końcu znaleźli się w kuchni.
Gdy Jonathan przyszedł po swoich porannych ablucjach, Anthony krzątał się zafrasowany nową okolicą. Parzenie kawy było proste, na patelni skwierczały nieco zapomniane kiełbaski, patera z cynamonkami czekała przygotowana zawczasu przez selwynowego skrzata. Zaaferowany Anthony, odświeżony i pachnący przyjemnie rozmarynowym mydłem wybranym losowo spośród zbyt wielu mydeł, nie zauważył w pierwszej chwili Jonathana, skupiając się na porannym ćwiczeniu operowania sztućcami w powietrzu. W praktyce bezróżdżkowej translokacji stawiał przede wszystkim na precyzje, co sprawiało, że niestety zbyt wiele przestrzeni kończyło uświnione masłem.