• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[22.09 "posiadłość" Morpheusa | Morpheus & Millie] The alchemy of Mother Earth

[22.09 "posiadłość" Morpheusa | Morpheus & Millie] The alchemy of Mother Earth
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
17.12.2025, 12:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2025, 12:28 przez Millie Moody.)  
22.09.1972

Zmierzchać będzie.

Embrace this time the change of lights,
With shorter days and longer nights.
The wheel has turned, the time will change,
The darker side of the earth remians.
There's magic in the lunar light,
With intuition at its heigt.
The alchemy of Morher Earth,
From birth to deat, will come rebirth.

Myślosiewnia w Strażnicy przyjmowała w milczeniu wszystkie paskudne słowa, które żabim jadem wyciekły spomiędzy jej warg. Słowo do słowa, każda wątpliwej jakości "przepowiednia" której stała się bramą z powodu... czegoś, kogoś, zaklęcia, klątwy czy innego jeszcze niezidentyfikowanego gówna.

Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii..

Było Mabon i za kilka godzin miała spotkać się w nowej restauracji Bertti'ego z Aaronem i Alastorem. Powiedzieć, że skręcało ją z nerwów w żołądku to mało.

Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii..

O tym powinna chyba zaraportować Harper i Jonathanowi... Ostentacyjne nawoływanie do najważniejszego prawa czarodziejów może wpłynie na zakonserwowane kodeksami puszki. Chociaż czy ingerowanie w Ministerstwo miało taki sens? Gdyby nie Jonathan, najprawdopodobniej zakładałaby się bardzo ochoczo, że tam już wszyscy są Śmierciożercami łącznie z Jenkins.

Wasz ból jest bramą do prawdy. Uczyńcie z mojego imienia kompas i podążajcie za słowem, które niesie się ustami Londynu..

Największa bzdura. Imię, którego nie mogła wymówić, a które miało być kompasem.

– Pierdolony Voldekurwamord – wycedziła składając ostatnie ze wspomnień do zakonowej myśliodsiewnej.

Ale spotkanie z Morpheusem nie miało odbywać się tutaj. Papcio Morfina miał parę spraw do załatwienia w swojej ruderze, nazywanej szumnie posiadłością czy zameczkiem. Moody nie oponowała. Jego obecność i tematy, które mieli podjąć skutecznie odsuwała od niej myśl o rodzinnym spotkaniu. Chciała przyjść punktualnie, żeby nie robić przykrości Bertiemu, ale jakoś nie wierzyła, żeby mężczyźni z jej familii podeszli do sprawy z taką samą dbałością.

Zamiast ciężko wzdychać, zamiast rozpaczać, płakać, odwoływać wszystko, wyszczerzyła zęby w uśmiechu, rzuciła coś o tym, że zjeb Voldemort nie będzie jej ruchać twarzy i przeskoczyła z Morpheusem do jego włości.

– A wiesz, śniło mi się dzisiaj wyjebanie dużo śniegu. Nie wiem czy się tak napatrzyłam na ten pierdolony czarnomagiczny opad, że mi się to skojarzyło, ale tym razem padał na mnie prawdziwy śnieg. Nadzieja. Nowe możliwości. Moja głowa zwykle dopierdala mi koszmarami, a teraz... nie wiem, jakoś tak mi było lekko. I potem wzięłam gigantyczną szuflę, większa ode mnie, i zaczęłam ten śnieg odgarniać. – Ton miała lekki, choć takie sny bardzo ją stresowały. Odbiegały od normy. Były... niosły posmak nadziei, że może krew Trelawneyów wciąż gdzieś w niej wrzała. Wciąż miała znaczenie. Może była późno zakwitającym kwiatkiem. Pierdolonym kwiatkiem lotosu. – No i tak się umęczyłam tym odśnieżaniem, że rano jak się obudziłam to bolały mnie łapska. Nieźle nie? A ciągle padało i padało. Pizdyliard śniegu. Nigdy nie widziałam tyle tego gówna, co w moim śnie. – Czy to miało aż takie znaczenie? Rozpaczliwie chciałaby pozbyć się problemów, przełamać bariery, mieć poczucie, że jej praca nad sobą, nad zakonowymi sprawami ma sens. Chociaż może nie miała? Może to, że ciągle padało...

Potrząsnęła głową odganiając złe myśli i poprawiła chyba basiliusowy szalik. A może thomasowy? Wsadziła nos w wełnę i z pewnym zakłopotaniem zdała sobie sprawę z tego, że nie umie powiedzieć.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
22.02.2026, 18:36  ✶  

Im człowiek był bardziej normalny, zdrowy i szczęśliwy, tym bardziej potrafił zaakceptować pozory rzeczywistości jako prawdę, skuteczniej potrafił tłumić, wypierać, zaprzeczać, racjonalizować, dramatyzować i oszukiwać innych. To potwierdzało, że cierpienie jasnowidzów, profetów i widzących nie wynika z bolesnej rzeczywistości, ale z bolesnej prawdy, która dopiero sprawia, że rzeczywistość staje się nie do zniesienia. Morpheus był w punkcie, w którym dostrzegał oszustwo świata zmysłów, fałszywość rzeczywistości. Cierpiał nie z powodu wszystkich patologicznych mechanizmów, które były psychicznie niezbędne do życia i zdrowia, ale z powodu odrzucenia tych mechanizmów, co właśnie pozbawiło go iluzji ważnych dla życia.

Sam miał rodzinne spotkanie kilka godzin później. Może właśnie dlatego, zamiast zrobić cokolwiek ze sobą, po prostu pojawił się z Millie w Little Hangleton.

Zameczek był perfekcyjnie nawiedzony w swoim wystroju, dopóki Morpheus nie wysłał w powietrze światełka z różdżki. Zapach świeżego tynku oraz rozstawione rusztowania, pozostawione narzędzia robotników, sprawiały, że przestrzeń hallu przestała wyglądać przerażająco. Gdy Millie mówiła, on zaprowadził ją do przejścia, do części, która została jako pierwsza wyremontowana. I chociaż jeszcze niewykończona, brakowało w niej sztukaterii czy ozdób, wyglądała zaskakująco Morpheusowo i jednocześnie wcale nie.

Większość Zakonu Feniksa wiedziała, że Longbottom ma lęk wysokości, a jednak Millie właśnie patrzyła na wnętrze wieżyczki, całkowicie wybiałkowane, do sanitarnej czystości, jeszcze z betonową posadzką, bez podłogi, za to ze schodami. I to jakimi schodami.

Na piętro prowadziły kryształowe schody, całkowicie przezroczyste, cięte po bokach w coś na kształt obłoków.

— Wystrój przypadkowo pasuje do twojego snu — zaśmiał się, czarna plama na bieli, jak test Rorschacha. Widocznie jednak przytulił się do ściany i bardzo patrzył tylko w górę, a nie gdzie stawia stopy, pnąc się w górę. Lęk podchodził mu do gardła. Morpheus musiał mocno nienawidzić siebie, skoro uznał to za idealne przejście do swojego miejsca pracy. — Ta wizja, brzmi bardziej jak groźba, niż wizja, ale z drugiej strony, wszystko teraz brzmi jak groźba. Rozłożymy to na części pierwsze.



Zwada: Lęk Wysokości

!Trauma Ognia


attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
22.02.2026, 18:36  ✶  
Jeżeli znajdujesz się w pomieszczeniu, jego ściany pokrywają się pajęczyną pęknięć, z których sączy się żar. Czy to kolejna klątwa Voldemorta? Ogień w tych szczelinach syczy, tryskają z nich iskry. Dopiero po zamknięciu oczu na kilkadziesiąt sekund i kilku głębokich wdechach dociera do ciebie, że to omamy.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
11.03.2026, 13:26  ✶  
- Popierdoliło Cię do reszty - podsumowała kryształowe schody z właściwą sobie swobodnością. Morfina mógł próbować zrobić z niej kobietę, ale było to jak prostowanie zębów dorosłej osobie. Wracały na swoje miejsce dziady, a teraz nie da się ukryć że spalona noc ostentacyjnie podchłonęła obcasy i ładne ciuszki na rzecz praktycznych trampek i zapierdalania po mieście, żeby pomagać mugolakom, które Zakon miał pod swoją opieką.

- W ogóle to powiedziałam Johny’emu, żeby rozważył kandydaturę Peregrinusa na przyjaciela. Wiesz, przydałby się nam dyspozytor, ktoś kto ogarniałby to na takiej bardzo… formalnej stopie, co o tym myślisz papciu? To mój kuzyn bardzo mu ufam, jest super zajebiście kompetentną osobą. I dobrą. Trochę nieszczęśliwą. Mogłabym go pougniatać, bo jedziemy z Cutty na wyjazd i nie wiem, z dala od Anglii może łatwiej byłoby tym pogadać, ale on mówił że chciałby pomóc tylko no nie widzi siebie jako wojownika, a przecież kurwa jak to nie chodzi o to żeby się napierdalać. Ktoś tych ludzi musi potem składać, ktoś musi dbać o przepływ informacji. Albo o logistykę. Ta logistyka to jest straszne gówno. - paplała swobodnie, nim zorientowała się w jakim bardzo złym miejscu znalazł się Papcio. Czy to była kwestia schodów? Zadarła głowę do góry zastanawiając się czy po prostu nie teleportować się na ich szczyt. Chociaż ostatnio jak skakała na takie małe odległości skończyło się przeniesieniem części kolana do innej galaktyki. - Morfina? Jestem tu. Jestem. - złapała go za ramię wspierająco. Bała się lecznicy dusz, ale teraz po operacji na żywym umyśle dokonanej przez Oddiego, wrócił jej dawny rezon i brawura. Te jednak nie wykluczały troski.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
08.06.2026, 21:14  ✶  

Stracił wątek jakoś w połowie jej monologu.

Morpheus zatrzymał się tak nagle, jakby schody pod jego stopami przemieniły się w szkło cienkie niczym lód na zimowej kałuży.

Nie.

To nie działo się naprawdę.

A jednak jego serce tłukło sięw piersi z taką siłą, jakby próbowało wyrwać się na wolność. Każde uderzenie rozbrzmiewało mu w uszach głucho i ciężko, zagłuszając wszystko inne. Wszystko oprócz żaru, pękających ścian i dymnych omamów. To widział doskonale pod zaciśniętymi powiekami.

Powietrze zgęstniało i nagle nie potrafił nabrać go do płuc. Wdychał je zachłannie, raz za razem, ale każdy oddech wydawał się za płytki, zbyt mały dla ciała, które ogarniała coraz większa panika. Kolana ugięły się pod nim i przycisnął dłoń do ściany. Ściany chłodnej, twardej i rzeczywistej.

[Lęk wspinał się po nim powoli, elegancko niemal, jak stary kochanek wracający do dawno opuszczonego domu. Oplatał żebra. Zaciskał palce na gardle. Jeszcze chwila. Jeszcze jeden oddech.

— Nic mi nie jest. Po prostu… też widzę rzeczy. Po Spalonej Nocy — w końcu przyznał się do tego głośno. Antoniuszowi nie musiał mówić, Anam Cara szybko zorientował się, co się dzieje z przyjacielem, gdy tylko w jego pobliżu zapłonie ogień, a czasem, jak teraz, i bez niego. Ale większość nie wiedziała, chociaż był pewien, prawie, że czują to samo. Ten strach. Te wizje.

— Po prostu niefortunna lokalizacja. Ale jakie piękne miejsce żeby się wykrwawić po upadku. Malownicze.

Mimo wszystko humor mu dopisywał, albo próbował zabić wszystko dookoła siebie kiepskimi żartami. Jedno z dwóch albo oba.

— Co mówiłaś, mogłabyś powtórzyć?



attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
28.06.2026, 16:55  ✶  
Przełknęła ślinę. Głośno. Dobitnie. Bo sama nie bała się niczego. Ale bała się o ludzi, którzy byli jej bliscy, a Morpheus zaliczał się do tych osób. I jak bardzo nie dostrzegała własnego szalonego tańca ku upadkowi, tak - jak przystało na szewca bez butów - mogła całkiem nieźle zlokalizować podobnego sobie szaleńca.

Chociaż widzieć kogoś takiego nie do końca oznaczało "wiedzieć jak mu pomóc".

– Słuchaj, dam Ci namiar na swojego terapeutę, albo pójdziesz z parką Trelawney'ów do Szeptuchy. Ewentualnie odpalę Ci jeden ze swoich eliksirów na relaksacje spiętej dupy, dzięki którym widzę nieco mniej niż więcej. – Mówiła lekko, chociaż jej chwyt, bardzo… bardzo rozpaczliwy w swoim wymiarze – zdradzał o wiele, o wiele więcej emocji. – Jak koniecznie chcesz, to mogę przynieść kubeł czarnej farby i Ci to kurwa zwizualizować na posadzce. Performance tylko dla Ciebie stary zgredzie. – Prychnęła – Dać Ci kontakt do swojego dupka od głowy? Wyciął mi kilka wspomnień ze Spalonej Nocy i przestałam rzygać pierdoloną voldemordzką propagandą. Polecam. 10/10.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Millie Moody (963), Morpheus Longbottom (544), Pan Losu (47)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa