To nie tak, że nie czuła się dobrze w samotności. Było to jednak zupełnie obce miejsce, nie do końca znała zasady jego funkcjonowania, przede wszystkim bardzo odbiegało od tych miejsc, które znała, w których spędzała czas na co dzień. Nie było łatwo jej się tutaj odnaleźć, bez chociaż jednej osoby, która byłaby dla niej łaskawa. Podchodziła jednak do tego, jako do nowego doświadczenia, co mogło jej się stać? Najwyżej umrze i zostanie w tych górach na zawsze, to też była jakaś opcja, chociaż jednak wolała jej nie wybierać, bo ledwie zaczęła dorosłe życie, ledwie skończyła staż, no chciała jeszcze trochę zrobić w swoim życiu. Niezbadane jednak były koleje losu, czy coś i miała tego świadomość.
Nie zakładała, że może pokonać ją indyk, uważała to za odrobinę upokarzające, szczególnie, że był martwy, teraz robił się ciepły, no ale tak naprawdę można było mówić o nim jako o zimnym, w sensie już dawno nie żył, a jednak był w stanie okropnie uprzykrzyć jej życie. Widać było, że brakowało jej wiele do profesjonalnej kucharki, aczkolwiek spodziewała się, że na tle innych obozowiczów nie było z nią tak źle... myślała tak do czasu, dopóki wszystko nie zaczęło się sypać.
Nawinął się jednak ktoś, kto miał zostać jej wsparciem technicznym, nie zakładała już odwrotu, nie po tym, jak mówił, że wykona jej polecenie, gdyby ją teraz zostawił, to byłoby naprawdę słabe, bo przecież zaczęła się produkować, no i opowiadać o tym całym procesie, który był przed nimi. Opowiadać bardzo obrazowo, szczegółowo, nic nie mogło przecież mu umknąć, musiał poznać, każdy nawet najdrobniejszy detal czynności, którą miał się zająć.
Jej towarzysz nawet na moment na nią nie spojrzał, wydawał się być wpatrzony w swoją ofiarę, to znaczy w ich wspólny posiłek, który właśnie szykowali. Obserwował uważnie kawałek mięsa, jakby zastanawiał się, jak zabrać się za zadanie. To dobrze o nim świadczyło, analizował, nie reagował spontanicznie, słuchał instrukcji, wszystko powinno się udać, bo co niby mogło nie? Udzieliła mu naprawdę wszystkich informacji, przeprowadziła krok po kroku teoretycznie przez operację, którą miał wykonać. Miało to być dla niego bułką z masłem, a przynajmniej tak zakładała.
Przeniósł spojrzenie na krzaki, czyżby coś w nich siedziało, istniała taka szansa, poczuła się trochę nieswojo, ale to minęło, gdy uświadomiła sobie, że były wyznaczone osoby, które właśnie stały na warcie, z drugiej strony jeśli wartownicy byli takimi samymi debilami, jak ten kto składał tę prowizoryczną kuchnię, to cóż - mogli nie przetrwać nocy, nie zdziwiłoby jej to wcale.
- Poniekąd to dla mnie nowość, w domu miewałam mniejsze ptaki, ale podejrzewam, że technika w każdym przypadku jest taka sama, no może odrobinę się różni, po prostu trzeba się z nim odpowiednio obchodzić, gabaryty nie powinny mieć wpływu na to, czy uda się osiągnąć cel. - Naprawdę starała się to rzeczowo wyjaśnić, jednak miała wrażenie, że każde kolejne słowo, czy tam zdanie, które padało z jej ust brzmiało coraz bardziej absurdalnie, nawet nie mogła schować głowy w piasek, bo ziemia była zamarznięta. Przygryzła policzek od środka, gadała takie głupoty... że powinna w końcu nad tym jakoś zapanować, tyle, że coś jej nie szło.
- Podoba mi się Twój entuzjazm, rzadko kiedyś trafia się ktoś, kto chce tak kooperować. Widać, że posiadasz nie najgorsze doświadczenie we współpracy, dobrze jest wiedzieć, że jest tu ktoś kto może wesprzeć w takich drobnych problemach, jak będzie kiedyś Twoja kolej na gotowanie i będziesz miał problem z ptakiem, małym, czy dużym to wiesz, będę miała u Ciebie dług. - Warto było o tym wspomnieć, chociaż wydawało jej się, że raczej ona będzie musiała się tym zajmować, dopóki nie opuści tego miejsca. Przeniosła spojrzenie w stronę ognia, bo dotarło do niej po raz kolejny jak brzmiała jej wypowiedzieć. Powinna się już chyba zamkną, zamilknąć na wieki, czy coś.
Przez to, że patrzyła na ogień, nie widziała, co zrobił. Krótkie Nie wyrwało jej się z ust, ale było już za późno. Postanowił od razu przejść do rzeczy i złapać go gołymi rękoma. Indor przecież znajdował się nad ogniem, był gorący, czy sam na to nie wpadł? Miała ochotę wyjść z siebie, bo nie wyglądało to dobrze.
Syknął głośno, a to nie wróżyło niczego dobrego, poparzył się, nie widziała, czy w tę samą rękę, czy w drugą, lekka kraksa, bo chyba potrzebował rąk do pracy. Na szczęście nie była kucharzem, a uzdrowicielem...
- Nie spodziewałam się, że zrobisz to ot tak, przecież pali się pod nim ogień, musiał być gorący. To jasne jak słońce, oczywiste! - Uniosła się nieco, bo przecież to nie była jej wina, że nie wpadł na to, że ptaszor może być rozgrzany, fakt, mogła dodać pierwszy krok instrukcji, ale serio to było całkiem oczywiste, przynajmniej dla niej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)