Rozmowa była bardzo intensywna, pobudzająca, spowodowała, że Prue stwierdziła, że pomysł, aby się tutaj pojawiła nie był wcale taki najgorszy. Najwyraźniej nawet na takim pustkowiu można było spotkać interesujących ludzi, którzy potrafili bawić się słowem, mieli bystry umysł, a ona zawsze to doceniała. Uwielbiała podobne potyczki słowne, rzadko kiedy trafiała na kogoś, kto był w stanie za nią nadążyć i nie była w tym pyszna, po prostu jej umysł był bystrzejszy od większości ludzi, jednak nie tym razem. Doceniała to, że mogła się nieco pogimnastykować, nieznajomy wzbudził w niej ciekawość, ogromną, to naprawdę zdarzało się bardzo rzadko.
Gdzieś między słowami, zaczęli się też umawiać na coś zupełnie innego niż wspólne gotowanie i chociaż nie miała tego w zwyczaju, to nie widziała w tym nic nieodpowiedniego. Nie robiła takich rzeczy, ale może to był moment, w którym mogła zaszaleć, zmienić podejście na dzień, lub kilka, obozowy romans? Czemu nie, mógł jej nieco urozmaicić czas spędzony w tym miejscu, już zresztą to się działo. Pojawiła się iskra, uśmiech na twarzy i chęć sprawdzenia jak daleko będą się w stanie posunąć i ona i on, bo co chwila przesuwali granicę. I to wszystko tylko przez rozmowę, którą prowadzili, to było niesamowite.
Nie musiała widzieć, jak wygląda, nie obchodziło jej to, nie w tej chwili, nie kiedy potrafił w ten sposób z nią dyskutować, chciałaby zobaczyć jak faktycznie może się to skończyć, bo raczej była pewna, że nie chodziło tylko o słowa, skoro te przychodziły im tak łatwo, to i cała reszta mogła wyglądać w ten sposób, faktycznie może dobrze byłoby mieć się do kogo przytulić podczas tych chłodnych nocy w górach, złapała się na tej myśli, ale nie próbowała się jej pozbyć, nie tym razem, to był zresztą tylko moment, krótka chwila, którą miała tu spędzić, później mieliby się rozejść każde w swoją stronę, bez żadnych konsekwencji, więc czemu by na to nie przystać.
Dość szybko jednak osunęła od siebie tej myśl, przyszło jej to równie szybko, co się pojawiło, bo konwersacja przybrała zupełnie inny obrót po tym jednym, bardzo drobnym niepowodzeniu, które poprowadziło ich na zupełnie inną stronę, cóż to też była jakaś rozrywka, może nie taka przyjemna jak tamta poprzednia, jednakże nie miała zamiaru jej sobie darować.
- Starego psa trudno jest uczyć nowych sztuczek. - Wzruszyła nawet ramionami, gdy się odezwała. - Jeśli przez tyle lat, nie byłeś w stanie opanować podstaw, to już raczej się nie zmieni, niektórzy są okropnie toporni na przyswajanie wiedzy, tablica, obrazki nie są tutaj w stanie pomóc, nie w przypadku takich ewenementów. - Mówiła dalej, jakby naprawdę miała do czynienia z jakimś krnąbrnym uczniem, a przecież stał przed nią dorosły mężczyzna.
- Widzisz, to może się łączyć, zachowujesz się jak rozkapryszona nastolatka, ale przyswajasz wiedzę jak stary pies, który niczego już nie jest w stanie się nauczyć, bardzo prosta sprawa, te dziedziny się ze sobą nie łączą, wiec można korzystać z różnych przykładów. - Nadal mówiła tym pouczającym tonem, jakby to była najbardziej prosta rzecz na świecie, a on dalej nie był w stanie przez swoje ograniczenia tego dojrzeć. Jasne, łapał ją za słówka, próbował wyprowadzić z równowagi, sugerować, że ona się mieszała, ale nie pozwalała na to.
- Mówiłam już, że jestem tolerancyjna i otwarta, więc raczej nie mam zamiaru się bawić ani w jedno, ani w drugie, po prostu dostosowuję się do sytuacji, możliwości. Nie wepchniesz mnie w żadne ramy. - Nie wiedzieć czemu było to dla niej bardzo istotne w tej chwili, jakby miało jakieś znaczenie. Nie znosiła, gdy ktoś próbował jej coś narzucać, to chyba przez to.
- W papierach masz dwadzieścia sześć? Ciekawe, szkoda tylko, że nie do końca odzwierciedla to sposób w jaki się zachowujesz. - Teraz już sama nie wiedziała, czy chciała go bardziej wepchnąć w łatkę rozkapryszonej nastolatki, czy jednak pozostać przy starym bucu, który nie rozumiał tego, że ktoś może widzieć coś inaczej niż on, że niektóre rzeczy faktycznie były całkiem logiczne i nie trzeba było ich mówić wprost.
Nie spodziewała się, że porównanie go do napuszonego ptactwa wywoła, aż taką reakcję, ale chyba trafiła całkiem celnie, widziała to prychnięcie, dostrzegła, że pewniej się oparł i chciał się odgryźć, czekała na to, nie bez powodu przecież weszła z nim w tę polemikę.
- Nie, to nie Twój sport? Jakoś nie chce mi się wierzyć. - Bo inaczej niby dlaczego nadal stał tu przed nią, nadal z nią dyskutował, zamiast obrócić się na pięcie, jak dla niej to chciał coś udowodnić, pokazać piórka, czy coś, prosta sprawa.
- Nie muszę wybierać miejsc bez konkurencji, żeby gruchano mi z aprobatą, takie okazy raczej cieszą się uwagą, nie muszą nawet o nią specjalnie zabiegać. Dziobaniem też nie musisz się przejmować, naprawdę takie gołębice są na tyle interesujące że, gdy już opuszczają gołębnik to pojawia się wokół nich wiele ptaków, gotowych stanąć w kolejce i czekać na swoją kolej. - Nie powinna była w to brnąć, miał rację, Prue bardzo rzadko opuszczała swoje sterylne sale, nigdy jej to jednak nie przeszkadzało, teraz poczuła, że to jest nieco ograniczające, bo od zawsze zamykała się na ludzi i miejsca, a zarazem też na doświadczenia. - Obyś więc nie myślał o nadziewaniu, kiedy faktycznie będziesz musiał z niego korzystać, kto wie, kiedy może Cię znowu zamroczyć, jak widać nie do końca możesz polegać na tym swoim instynkcie, skoro tak łatwo jest spowodować, żeby coś odwróciło Twoją uwagę. Nie muszę niczego udowadniać, to nie są moje teorie, to są teorie ludzi, którzy już coś widzieli, coś przeżyli, ja tylko się nimi kieruję, bo w ten sposób łatwiej jest uniknąć popełniania błędów, które ktoś już kiedyś popełnił. - Pewnie zupełnie go to nie interesowało, skoro kierował się instynktem, to i instynktownie musiał popełniać błędy i pakować się w kłopoty, a ona wolała tego unikać, byli zupełnie z innych światów, na szczęście dosyć szybko do tego doszli, bardzo dobrze, szkoda było czasu na późniejsze rozczarowania, mimo wszystko nadal czuła, że ta rozmowa wzbudza w niej więcej emocji, niż by chciała.
- To źle myślałeś, nie ograniczam się, tutaj również. - Na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech, wspominała przecież o tym, że ma otwarty umysł, czyż nie, nie chodziło tylko o podejście do ptaków, a o cały światopogląd.
- Nic nie wiesz o moich mechanizmach, jak sam zauważyłeś jestem zupełnie innego gatunku, to, że przez chwilę uważałam, że być może koguciki, czy tam pawie są w stanie zwrócić moją uwagę, to było tylko chwilowe rozproszenie, spowodowane jakimś zaćmieniem. Potrafisz się kamuflować, na szczęście szybko wyszło szydło z worka. - To nie tak, że przestała odczuwać cokolwiek w jego towarzystwie, nadal wypełniały ją wszelkie, możliwe emocje i nie podobało jej się to, ale przecież nie mogła mu powiedzieć o tym, że faktycznie myśli o jego ptaku, i że chciałaby być może... jej myśli zmierzały w bardzo złą stronę i on doskonale ją rozgryzł, wiedział, co się z nią działo, nie podobało jej się wcale. - Zresztą mam gdzieś Twojego naprężonego ptaka... - Dodała jeszcze nadal nie przestając na niego spoglądać.
- Nie zamierzam też nigdzie uciekać, ale tego powinieneś się już domyślić, racjonalizacji nie jestem w stanie pominąć, bo to moja domena, tak samo jak elegancja. - Doskonale, że to dostrzegał, szkoda tylko, że widział to wszystko takim, jakie było naprawdę, mimo, że próbowała, aby tak nie było. Powinna się odwrócić na pięcie i zniknąć w namiocie, tyle, że przecież mówiła, że nie ucieka, więc nie mogła tego zrobić.
Zabawne, że myślała o ucieczce, a chwilę później musieli uciekać, tyle, że razem, bo góra postanowiła im przypomnieć o tym, że nic nie było takie proste, że czasem pojawiały się czynniki zewnętrzne, które mogły bardzo namieszać. Zapomnieli o tej rozmowie, jednej, czy drugiej, złączyli ze sobą swój los na czas katastrofy, razem próbowali jakoś to przetrwać.
Nie było to najlepszym doświadczeniem, to znaczy Prudence chyba nigdy nie była w podobnej sytuacji, nigdy nie musiała walczyć o życie w ten sposób, nie była do tego przystosowana, nie miała wyśmienitej sprawności fizycznej, nie miała doświadczenia w uciekaniu przed goniącym ją śniegiem, nie miała pojęcia, czy on je miał, ale widać było, że ten mityczny instynkt w tej chwili pomagał, wiedział co robić, gdzie iść, gdzie biegnąć, aby chociaż spróbować to przetrwać. W tej chwili to było naprawdę wiele, bo gdyby nie było go obok, to pewnie po pierwszej minucie, czy dwóch znalazłaby się pod grubą warstwą śniegu, która byłaby jej grobowcem.
Tak to starała się iść, mimo śniegu, który okropnie to utrudniał, mimo tego, że nie miała już siły ciągnąć nóg, jakoś zmierzała przed siebie, no w pewnej chwili się zaplątała, ale nie pozwolił jej zostać w śnieżnej zaspie, uniósł ją nad ziemię, wypchnął do przodu, aby ona wyznaczała tempo, co było naprawdę głupim pomysłem, bo ledwo ciągnęła nogi przez te warstwy śniegu, chociaż starała się to robić, bo nie zależało od tego wyłącznie jej życie, związał swoje życie z jej tym szalikiem, który mógł się okazać dla niego ścieżką do trumny. Na pierwszy rzut oka widać było, kto z nich radził sobie lepiej, kto miał większe szanse to przetrwać, mimo wszystko nie porzucił jej, to było wyjątkowe, bo nie spodziewała się, że wiele osób zrobiłoby coś takiego, każdy raczej starał się chronić tylko i wyłącznie własną dupę.
Później nie ominęło ich najgorsze, znaleźli się pod śniegiem, lawina w końcu złapała ich w swoje sidła, jednakże nie skończyli jako jej ofiary, miał on w sobie tyle uporu, że jakimś cudem wypchnął ją na powierzchnie, a później sam się na niej znalazł. To było niesamowite, bo ona sama była na etapie witania się z drugą stroną, zupełnie niepotrzebnie, nie pozwolił jej umrzeć pod tą warstwą śniegu i lodu. Huk, trzaski, które przed chwilą rozchodziły się po okolicy zamilkły, teraz otaczała ich przerażająca cisza. Nie było słychać niczego poza nią.
Gdy znaleźli się na powierzchni przyciągnął ją do siebie, przystała na to, nie odrzuciła go, nie chciała tego robić. Takie wydarzenia potrafiły łączyć, jak nic innego. Przetrwali to razem, właściwie to przetrwała to dzięki niemu, była tego świadoma, nie chciała myśleć o tym, co by było gdyby nie znalazł się obok, chociaż miała tendencje do analizowania, nie robiła tego tym razem.
Starała się oddychać spokojniej, chociaż po takim wysiłku trudno jej było uspokoić oddech, do tego śnieg miała chyba wszędzie, trudno byłoby nie mieć po tym co przeżyli, ale jednak udało im się uniknąć śmierci pod nim, to było niesamowite. Skupiała się na ciepłym ciele, które znajdowało się pod nią, nie na zimnie, chłodzie, to by w niczym nie pomogło.
- Trudno jest ocenić gatunek przy poznaniu, ale możesz mieć jakieś naleciałości, które ciągną Cię do konkretnych. - Nie brzmiało to najlepiej, jeśli faktycznie zawsze gustował w tych najbardziej upartych, to nie miał lekko, faktycznie to mógł być problem związany z jego gustem, cóż nie mogła zaprzeczyć, że wpasowywała się w to, co powiedział, ona była uparta jak cholera i nie należała do łatwych w obsłudze osób, a chyba się nią chociaż na chwilę zainteresował, co było tylko potwierdzeniem jego słów.
- Nie wiem, czy to powód do dumy, wiesz, może trochę, dążenie do celu, mimo wszystko, konsekwencja, to się ceni. - Nie chciała go oceniać, trochę znała to wszystko z autopsji, sama nie potrafiła odpuszczać, miała z tym ogromny problem mimo tego, że była raczej całkiem rozsądna, nie znosiła jednak przegrywać.
- Chciałam być miła, bo dzięki tej Twoje zawziętości aktualnie leżymy na śniegu, a nie pod nim. - Nie miała co do tego najmniejszej wątpliwości, że stało się to tylko wyłącznie dlatego, że on nie pozwolił im umrzeć, instynkt zadziałał.
Zaśmiała się, gdy wspomniał o tym, że wyjątkowo go wkurwiała. Ten śmiech się urywał, bo jeszcze bolały ją płuca, ale nie mogła się powstrzymać, to naprawdę było idealne wyznanie, jak na ten moment.
- Skoro tak mówisz, skoro pierwsze jest nie do pobicia, to muszę pogodzić się z drugim. - Nie umknęło jej to, że wspomniał o tym, że wkurwianie łączy się z pociąganiem, to było dość istotne w tym wszystkim, szczególnie, że teraz na nim leżała, słabo byłoby gdyby tylko i wyłącznie go irytowała. Nie miała zamiaru udowadniać mu, że byłaby w stanie wskoczyć na pierwsze miejsce w tym rankingu, bo w tej chwili zbyt wiele mu zawdzięczała.
- Nie wyglądasz na kogoś kto lubi wieczory przy świecach. - Dodała jeszcze, bo raczej wydawało jej się, że pierwsze randki w jego wykonaniu mogą być dość nietypowe, no, nie zakładała, że lawiny były dla niego codziennością, bo jednak takie katastrofy nie zdarzają się często. - Wiesz, ratujesz damy w opałach, przez co nie mogą Ci się oprzeć, każda katastrofa zmienia się w coś dobrego, myślę, że to brzmi jak nie najgorsza pierwsza randka. - Mógł zrobić z siebie bohatera, a bohaterom ciężko było się oprzeć, już ona coś o tym wiedziała.
- Całkiem szybko zacząłeś planować naszą wspólną przyszłość, wystarczyło, że prawie umarliśmy pod tym śniegiem, a Ty już nam wróżysz wspólny rok, nieźle. - Próbowała brzmieć poważnie, jednak szło jej to dość ciężko, była zmęczona, a do tego przerażona, teraz powoli zaczynała wracać do normalności, o ile w ogóle można to było nazwać normalnością.
- Ale zgadzam się, jedna katastrofa na rok wystarczy. - Tak naprawdę, to wystarczyłaby jej na całe życie, ale skoro mieli mieć umowę, to niech będzie, mogła się do tego przekonać. Przynajmniej dzisiaj poczuła, że żyje, bardzo mocno poczuła, bo jej całe ciało było obolałe.
- O, to ciekawe, tak właściwie to może coś w tym jest, ta sójka to nie najgorszy wybór, Ty za to przypominasz sokoła, one są niesamowicie szybkie i odważne, wiesz, wszędzie potrafi się odnaleźć, ma niesamowity instynkt. - Skoro już wrócili do tematu sprzed katastrofy, to również postanowiła się zreflektować. Nie chciała, żeby myślał, że faktycznie ma go za kogucika, czy pawia, zresztą sięgała po te porównania tylko, żeby go wkurzyć, wtedy też tak nie myślała. Ciało przypominało jej o tym, co się przed chwilą wydarzyło, mężczyzna całkiem skutecznie jednak odsunął jej myśli od tego, że przed chwilą prawie zginęli pod bardzo ciężką warstwą śniegu.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)