• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 16,10 Apartament Shafiq'a | Guinevere, Jonathan & Anthony] Filiżanka

[Jesień 72, 16,10 Apartament Shafiq'a | Guinevere, Jonathan & Anthony] Filiżanka
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
19.12.2025, 15:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2025, 15:51 przez Anthony Shafiq.)  

—16/10/1972—
Anglia, Londyn
Guinevere McGonagall, Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
[Obrazek: NOuqTsg.png]

Nie istnieje żaden na tyle poważny problem, którego nie dałoby się załagodzić filiżanką dobrej herbaty



W jego apartamencie panowało zamieszanie, do którego zdążył przywyknąć i przyszło mu to zaskakująco łatwo.

Na tyle łatwo, że w to poniedziałkowe popołudnie gdy powrócił do mieszkania i od progu nie usłyszał pokrzykiwania któregokolwiek z Bletchleyów, poczuł dziwaczną pustkę w sercu, której nie chciał tymczasowo identyfikować. Powoli przymusowi goście opuszczali jego progi. Jackie, Longbottomowie, niedługo... już niedługo i ta familia powróci na swoją ziemię pozostawiając go samego.

Samego?

Wergiliusz przygotował wszystko w gabinecie. Obok rosłego biurka ustawiono rzeźbiony stoliczek, na którym pysznił się porcelanowy dzbanek trzymający odpowiednią temperaturę, aby zaparzona herbata nie traciła swoich walorów smakowych. Miody i słodzidła czekały na kogoś, kto nie doceniał subtelnych tonów parzonych liści, Anthony nie zamierzał jednak odmawiać odrobiny słodyczy swoim gościom. Sam - zwłaszcza w lecie - preferował czarną i zabójczo wręcz słodką herbatę, jako sposób na ukojenie pragnienia i odzyskanie energii do działania.

Zdążył rozdziać się i przebrać w wygodniejsze szaty domowe, utrzymane w kolorze kojącego granatu, obszyte srebrzystą nicią. Zdążył rzucić okiem na to, kto gdzie się w mieszkaniu znajdował i powitać go w kilku całkiem szczerych w życzliwości słowach. Zdążył trąceniem placów wprawić w ruch magiczną harfę, która zaczęła przygrywać kojącym dźwiękiem do nadchodzącego spotkania. Niedługo potem pojawiła się Guinevere'a i Jonathan. Dopiero gdy zamknął za nimi drzwi prowadzące do osobistego gabinetu znajdującego się w apartamencie, przypomniał sobie, że przecież potrzebował jakiejś wymówki do tego spotkania niż tylko... wiadoma sprawa.

Nerwowym ruchem przeczesał przydługie włosy, szybko pokrywając zakłopotanie serdecznym uśmiechem, którego nigdy mu nie brakło dla McGonagallówny. Dzięki niej wizyty w Egipcie nigdy nie były tak bolesne, dzięki wspólnym przygodom mógł zdjąć z barków ciężar oczekiwań i... cóż, poczuć się bardziej Shafiq'iem niż przy własnej, dyplomatycznej części rodziny.

– Z pewnością mieliście już okazję się poznać z moim zastępcą, czyż nie? Zdaje mi się, że w 68? 9?– był nieprzygotowany, ale wszystko, absolutnie wszystko tego dnia sprzysięgło się przeciwko niemu. Z drugiej strony miał nadzieję, że przyjaciółka mu to wybaczy. Był pewien, że Jonathan nie będzie tego poczytywał jako lekceważenie jego własnej sprawy.– Opowiadaj proszę, gdzie się zatrzymałaś? Jak wypełniasz swój czas? U nas... na dniach przypływa towar z Kambodży i mamy absolutnie piekło. Problemy kadrowe nie chcą się skończyć. Na szczęście znamy los większości zaginionych, ale wciąż musimy radzić sobie z 60% pracowników – przyznał bez ogródek, dzieląc się dość otwarcie problemami nękającymi Organ w pełni świadomy, że być może nie będzie to jedyna poufna informacja, która miałaby paść nad filiżanką herbaty.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
21.12.2025, 18:44  ✶  

W sumie to chyba nigdy tutaj nie była – zorientowała się Guinevere, kiedy w końcu trafiła pod odpowiedni adres (z początku zgubiwszy się oczywiście, bo jej orientacja z Magicznych Dzielnicach była bardzo kiepska i nadal nie mogła się przyzwyczaić jak szeroko budują w Wielkiej Brytanii w porównaniu do takiego Egiptu chociażby). Wpuszczona do środka nie kryła zainteresowania, bezczelnie gapiąc się na ściany, podłogi i wszystkie dekoracje, jakie znajdowały się w środku.

Do Anthonego uśmiechnęła się, najpierw tylko oczami, później już całą sobą i nie przejmując się absolutnie niczym, rzuciła mu się na szyję mocno przytulając. Dobrze go było widzieć, tym bardziej że nie mieli okazji i czasu spotkać się, odkąd przyjechała do Anglii.

– Tony! – rzuciła przy tym jeszcze, mówiąc coś o tym, że dobrze go było widzieć w zdrowiu.

Nie sądziła za to, że na tym spotkaniu ma się zjawić ktoś jeszcze. Jonathan. Kojarzyła go oczywiście, choć nigdy nie mieli jakiegoś wielkiego kontaktu, ale przelotnie, jak najbardziej. Na jego widok więc jedynie uniosła wyżej brew, a potem zajęła jedno z krzeseł.

– Mieliśmy – przyznała, zerkając na Selwyna krótko, ale przy tym nie omieszkała otaksować go mocnym spojrzeniem od góry do dołu, jakby oceniała. Bo oceniała: przystojny. Ale zaraz przeniosła uwagę na Anthonego. – Aż zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest coś nie tak z moimi papierami i zaraz mi nie powiecie, że trzeba mnie aresztować za nielegalną pracę na Wyspach Brytyjskich, albo zostanę odesłana do Egiptu – paplała, doskonale świadoma, że zapewne wprawi ich tymi tekstami w zmieszanie, bo była całkowicie pewna, że jej papiery są w porządku. W końcu dość długo po przyjeździe czekała aż wszystkie biurokratyczne duperele będą dopięte, nie chciała robić problemów grupie archeologicznej, której częścią była. Zgłosiła się nawet w tym biurze od animagów, choć zataiła pełną prawdę, rejestrując tylko jedną ze swoich form: kocią. Ale ptasiej używała rzadko. I wiedziało o niej bardzo mało ludzi, w tym Cathal Shafiq, którego nie podejrzewała o podkablowanie jej do Ministerstwa. – U dziadków, jak zawsze, chociaż od miesiąca zostaję na noc jednak w obozie na wykopaliskach – tak, był październik i było już zimno, ale to nie było nic, z czym nie radziły sobie czary. Noce na środku pustyni były jeszcze bardziej zimne. A zostawała, bo po Spalonej Nocy nie była w stanie spać w domu dziadków, runa, którą Cathal zidentyfikował jako tą, która zakłóca sen domowników, wciąż tam była i nie znaleźli na razie sposobu, by się jej pozbyć. – Robię dokładnie to co zawsze, Tony. Praca uzdrowiciela nigdy się nie kończy, ale wiem, że łatwo zapomnieć, że jestem też historykiem – więc nie tylko czekała na rannych (a zdarzali się tacy na wykopaliskach dość często), ale sama też prowadziła swoje badania, głównie w zakresie symboli. A mówiąc o symbolach… Oczywiście, że posłodziła swoją herbatę. – Chcesz, żeby zerknąć w twoją?.... Waszą? – poprawiła się po chwili, kiwając głową w kierunku herbaty. – W każdym razie nic się nie zmieniło, przyjechałam tu za grupą, z którą dobrze mi się pracowało i jestem zatrudniona jako prywatny uzdrowiciel – miała licencję i certyfikaty wydane przez Ministerstwo oczywiście. Wszystkiego dopilnowała. – Skąd te problemy kadrowe? Strata 40% pracowników raczej nie dzieje się z dnia na dzień.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#3
24.12.2025, 00:17  ✶  
Na początku dzisiejszego spotkania przyświecały mu dwie myśli.
Po pierwsze zdecydowanie trzeba było coś zrobić z wystrojem wnętrza w apartamencie Anthony'ego, bo miał dziwne wrażenie, że już nawet wnętrze trumny umarlaka było kolorystycznie ciekawsze, niż ta biel na bieli. Właściwie to już zaczął coś w tej sprawie robić, bo na dzisiejsze spotkanie przyszedł z niewielkim prezentem dla swojego partnera w postaci niebiesko-srebrnych świec dekoracyjnych. Rozważał również wysłanie mu ogromnego bukietu kwiatów, aby potem niewinnie zapytać się od kogo one były, ale to chyba byłoby nieco bezczelne.

Po drugie natomiast, wokół Jonathana cały czas krążyło przekonanie, że Albus Dumbledore odpowiadał na pytania z podobną enigmatycznością, co sfinks po środkach nasennych, ale niestety temu nie dalo się zaradzić kwiatami.
– To prawda. Niestety nigdy nie mieliśmy przyjemności, aby dłużej porozmawiać – powiedział z uśmiechem, spoglądając na czarownicę.
Wiem też, że jako dziecko jak przyjechała do Anglii, to zrobiła całą wycieczkę w poszukiwaniu świętego Graala. Znalazła wtedy porzucone w lesie stare rajstopy.

To była anegdotka z jej życia, czy może jednak zawoalowana wiadomość? Święty Graal. Król Arthur. To były rzeczy kojarzące się z dobrem, więc może Guinevere nie miała problematycznych poglądów? Czy gdyby było inaczej Albus napisałby, że szukała w lesie Morgany?
Jedno było natomiast pewne. Anthony ją lubił. A to też było ważne.
Roześmiał się na jej słowa.
– Oh, nie. Proszę się nie martwić. Możemy co najwyżej pouczać ludzi w sprawie sprowadzania zza granicy niewłaściwych modeli latających dywanów – odpowiedział.
Słuchał jej dalej, pilnując się przy tym, aby sprawiać wrażenie, że był wyraźnie zainteresowany każdym jej słowem, co zresztą nie było szczególnie trudne, skoro naprawdę chciał dowiedzieć się o niej jak najwięcej.
– I co dokładnie obecnie pani bada? O ile to nie jest tajemnica – spytał, biorąc łyka herbaty, próbując jednocześnie zrozumieć co miała na myśli gdy pytała się o zerknięcie w coś Anthony'ego, chociaż zakładał, że mogło chodzić o fusy. – Muszę przyznać, że zawsze podziwiałem świat wykopalisk, nawet jeśli sam nigdy nie miałem historycznego zacięcia. A co do naszych braków kadrowych... No cóż, może nie w jeden dzień, ale w jedną noc już tak.
Z tymi słowami, postanowił w końcu spojrzeć na aurę potencjalnie nowej członkini Zakonu, a przynajmniej kandydatki na to stanowisko.

Rzut na aurowidzenie, percepcja III

Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#4
14.01.2026, 16:40  ✶  
– Na wykopaliskach? – No nie tego się spodziewał, choć już następne słowa Guinevery rozjaśniły mu czoło, a uśmiech nabrał przepraszającego tonu po jej łagodnej przyganie. – Można być historykiem, można i medykiem, ale czemu śpisz na wykopaliskach? Jeśli potrzebujesz miejsca w którym mogłabyś się zatrzymać... Z pewnością Ci pomożemy. – Może nazbyt łatwo przychodziło mu używanie liczby mnogiej w tej konwersacji, ostatecznie chodziło jednak przecież nie doprecyzował jakie "my" ma na miejscu.

Zaraz potem i z ust kobiety "twoją" poprawione zostało na "waszą" i chociaż miała z pewnością co innego na myśli, ciężko było za maską obojętności ukryć Shafiqowi ciepły uśmiech, zdradzający przyjemną miękkość jaka zalęgła się wokół serca. Minęły prawie dwa tygodnie i choć sytuacja Anglii była szalenie niewesoła, on nie potrafił powiedzieć kiedy ostatnim razem był tak szczęśliwy.

Skinął głową.

– Chodzi za mną pewne przedsięwzięcie. Bardzo rozbudowana, ale ustrukturyzowana sieć. Fundacja właściwie, część osób podpisało już dokumenty, z chęcią dowiem się, co Ci powie na ten temat moja herbata, daj mi tylko proszę moja droga ją wypić. – McGonagallówna zdawała mu się tak poza tym wszystkim co działo się w Anglii... jej obecność była powiewem saharyjskiego wiatru, jej ton głosu, uroda zaś przywodziła mu na myśl przyjemne strony wypełnione słońcem, zakazane miasto z okresu dzieciństwa, które udało mu się zdobyć i pokochać. Czuł się swobodnie, jakby to nie było realne spotkanie, a przyjemny sen.

Ach nie. Jednak rozmawiali o biurze, a i Anthony miał przecież swoje zadanie w wiadomej sprawie. Cień przeszedł przez jego czoło, wzrokiem uciekł do filiżanki.

– Pożar to jedno. Ofiary, ranni, ale i Ci, którzy musieli zaopiekować się rodzinami, lub po prostu uznali, że Anglia nie jest obecnie dla nich dobrym miejscem. Migracja wzmogła, część pracowników musieliśmy przenieść do innych oddziałów departamentu, część zgłosiła się do Munga, szczególnie Ci co mieli coś wspólnego wcześniej z Akademią. – westchnął, nim pochylił się ku niej, uspokajająco gładząc jej smukłą dłoń. – Ale nie martw się kochana, dajemy sobie radę, tu, na naszym piętrze nie dzieją się aż tak... dantejskie sceny.

Był nieco rozdarty. Z jednej strony tez chciałby raczej mówić o wykopaliskach. Z drugiej... teraźniejszość potrzebowała Guinevery bardziej niż przeszłość... Jak mógłby ją stamtąd wyrwać? W przeciwieństwie bowiem do Selwyna o tym, że McGonagallówna jest doskonałą kandydatką do sprawy Anthony był niemal pewien, więc analizował niespiesznie inne pytania, które mogłyby paść, które padały po przejściu tego pierwszego stopnia. Nie "czy" tylko "jak"!

Tymczasem w toku rozmowy, odkrył, że herbata była już wypita, dlatego też bez większych oporów podał jej filiżankę, gdy wieszczka na to przyzwoliła.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#5
18.01.2026, 11:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2026, 12:12 przez Guinevere McGonagall.)  

Puściła do Jonathana oko w odpowiedzi, bo oto była okazja by porozmawiać i zamierzała pokazać się dokładnie z tej strony, z której głównie znał ją Anthony, czyli psotnej, a przynajmniej do pewnego stopnia. W jej naturze było coś z kota, który lubił czasem zrzucić z blatu jakąś figurkę, a potem udawać, że to wcale nie on, a pies zbyt entuzjastycznie machnął ogonem – a ona mogła przyglądać się jak świat płonie… lecz nie dosłownie, bo to co działo się podczas Spalonej Nocy było inną kategorią: tą, która ściskała za serce.

– A to nie, dywanu ze sobą nie przywiozłam – parsknęła, ale faktycznie zgodnie z prawdą. Były całkiem zabawne te dywany, powszechne w jej rodzinnych stronach, ale orientowała się w kulturze Anglii na tyle, by wiedzieć, że to nie ten klimat. – Za to całe paczki najlepszej kawy – bo ta, którą można było dostać w Wielkiej Brytanii jakoś nie spełniała jej standardów smakowych.

– Spokojnie, nie zostaję tam sama – nie przejmowała się tak tym, że nie spała w domu, a na wykopaliskach, bo była do tego zupełnie przyzwyczajona. – Tony, jestem przyzwyczajona do spania na wykopaliskach, to bardzo nieekonomiczne dla wolnego czasu tak krążyć pomiędzy obozem a domem, zwłaszcza jak pracowałam w Egipcie. Tu jest zresztą podobnie. Do tej pory zostawałam na kilka dni w Walii, a potem wracałam pomóc dziadkom  i tak w kółko – nie żeby jej pomocy faktycznie potrzebowali, chodziło o to, że chciała spędzać z nimi czas, skoro już miała ich tak blisko. Tylko o to chodziło. – Po prostu… Nie jesteśmy w stanie spać w tym domu. Cal zidentyfikował runę, która zaburza nasz sen, więc moi dziadkowie są teraz w domu Minervy w Hogsmeade, nie śpią w Pangbourne, a ja na noc wracam do Walii – rzucała tak imionami, nie będąc nawet pewna czy Anthony nadąży za tym o kim mówi, o Jonathanie nie wspominając, ale nie przejmowała się tym wcale. Pewnie sama mogłaby zostawać na noc w domu ciotki, która i tak w roku szkolnym w nim nie mieszkała, ale Ginny po prostu wolała, być może z przyzwyczajenia, zostawać już w obozie. Choć po prawdzie wielkim czynnikiem było tutaj to, jak źle czuła się po teleportacji, unikała wiec jej jak ognia, a na wykopaliskach nie mieli kominka, którym mogłaby się szybko przenieść dokąd tylko chciała.

– Badamy ruiny wioski, która przed wiekami zamieszkała była w pełni przez czarodziejów – odpowiedziała Jonathanowi i uśmiechnęła się nieznacznie. Nie była to tajemnica, pisali o tym nawet w gazecie, ale było to kilka miesięcy temu. Zainteresowani tematem archeologii mogli o tym pamiętać, ale reszta raczej nie bardzo i rozumiała to w zupełności. Ale co tam znaleźli, to już nie zamierzała mówić. – I… Proszę, bez pani, mam na imię Ginevra – zmrużyła lekko oczy w uśmiechu, podając jedną z odmian jej imienia Jonathanowi, który i tak doskonale wiedział jak ma na imię.

A potem kiwnęła głową.

– Ach, więc to to miał na myśli Lazarus – powiedziała w końcu i uśmiechnęła się trochę jak taki kot, który właśnie upolował wróbelka. – Wasz nowy nabytek, hmm? – z Lazarusem połączyła ją jedna nocna przygoda… choć zupełnie nie w tym kontekście, a faktycznie przygoda nocowania podczas wielkiej burzy w środku lasu w, jak się później okazało, nawiedzonym domu, skąd nie byli się w stanie nawet teleportować aż do rana. Niewiele rozmawiali o sobie, ale te kilka zdań, jakie wypowiedział Lovegood okazało się niemałą skarbnica wiedzy teraz, gdy już otrzymała klucz do skrzynki.

Sięgnęła po pustą już filiżankę Anthonego, mając w pamięci to, o co chciał zapytać sploty magii, i wprawnym gładkim ruchem, lewą dłonią okręciła ją trzy razy w stronę przeciwną niż wskazówki zegara. Zgarnęła drugą ręką spodeczek, by przykryć filiżankę i odwrócić ją na chwilę do góry nogami.


Rzut Symbol 1d258 - 42
Filiżanka (nagroda za pracę)

– Będzie pan zadowolony – odparła, przenosząc jasnobrązowe oczy na Anthonego. – Za twoją ciężką pracę przyjdzie satysfakcjonująca nagroda.

A potem spojrzała to na jednego, to na drugiego, przeciągle.

– No dobrze, widzę, że coś się święci. Czemu mam tę przyjemność, skoro nie chodzi o moje… papiery? – zresztą i tak nie sądziła, że to dlatego byli tu we dwóch.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#6
18.01.2026, 16:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2026, 16:31 przez Jonathan Selwyn.)  
W odpowiedzi na jej puszczenie oczka Jonathan uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Patrząc jak wiele robi kawa dla naszego kraju i jego funkcjonowania, zwłaszcza w godzinach porannych, to kawy nigdy byśmy się nie czepiali – powiedział żartobliwie, po czym sam napił się... No nie kawy, ale naprawdę wyśmienitej herbaty. A może chociaż kubi Anthony'emu kolorowe puszki na herbatę do kuchni? Albo chociaż barwne filiżanki.

– Anthony, chyba nie zabronisz młodej czarownicy spać na wykopaliskch, skoro najwyraźniej jest tak żądna wiedzy i przygody – rzucił w stronę Shafiqa, ale zaraz spoważniał. Rzeczywiście pogubił się trochę kto w tej historii był kim i tak dalej, ale znajomość imion nie była wymagana do zrozumienia, że i dom kobiety ucierpiał. – Jeśli potrzebujecie jakieś pomocy z runą, to może uda nam się coś zdziałać. Wiem, że jest to obecnie trudność, z którą musi się mierzyć wiele rodzin. Jakby czarodzieje nie mieli już wystarczająco dużo na głowie.

A czy jest to wioska arturiańska? – Aż kusiło go zapytać, ale szybko się powstrzymał i jedynie pokiwał głową z uznaniem dla jej pracy badawczej.
– W takim razie liczę, że wkrótce gazety będą pisać o waszych dokonaniach jeszcze głośniej – odpowiedział i ponownie skinął głową. – Oczywiście Guinevro. Przejdźmy na ty. – powiedział po czym dla formalności wskazał na siebie i dodał. – Jonathan. Oh, znasz Lazarusa?

Gdy przyszedł czas na wróżenie z fusów, Jonathan wykorzystał okazję i ponownie spróbował spojrzeć na aurę McGonagall, skoro najwyraźniej za pierwszym razem jego trzecie oko nie chciało współpracować.

Rzut na aurowidzenie, percepcja III
Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!


I tym razem szczęśliwie już mu się to udało, idealnie chwilę przed tym jak kobieta zadała im obu kolejne pytanie. Jonathan odstawił filiżanke na stolik i założył nogę na nogę.
– No cóż, nasz wspólny przyjaciel, siedzący tutaj Anthony wyrażał się niezwykle pochlebnie o twoich zdolnościach uzdrowicielskich, a jak wiesz nie wszyscy po Spalonej Nocy wrócili jeszcze do swojego poprzedniego stanu zdrowia. Co więcej, niektórzy wolą unikać Munga nawet w przypadku innych chorób. W Ministerstwie Magii jest sporo osób, które ze względu na pochodzenie swoje lub swoich bliskich i ostatnie wydarzenia wolą nie ryzykowac wizyty w instytucjach, które jawią się im jako prowadzone przez czystokrwistych czarodziejów. Dlatego poszukujemy kogoś, kto mógłby w takim wypadku pomóc im prywatnie i za kogo moglibyśmy ręczyć, że nie popiera tej szalonej ideologii. – Nie kłamał. Nie całkowicie. Po prostu na razie jeszcze nie wspominał o Zakonie.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
19.01.2026, 14:57  ✶  
– Kawy, koniecznie więc czeka mnie rewizyta u Ciebie moja droga... – wtrącił Anthony w jej wypowiedź, bo dobrej kawy nie zamierzał nigdy odmawiać, a znał gusta Guinevery wykształcone w odpowiednim miejscu i czasie, aby nie wątpić, że będzie to napitek pierwszej klasy.

W imionach orientował się o tyle o ile, nie będąc aż tak zagłębiony w drzewo genealogiczne McGonagallów, wykraczające poza fakt, że gdzieś na jego gałęziach siedziała Minevra z Hogwartu i Guinevere'a z Aleksandrii. No i Cathal... Jak sól w oku, ale Anthony tak wiele razy udawał, że zasłyszane informacje go nie dziwią, ni ziębią ni chłodzą. Dlatego też nawet nie mrugnął, sącząc sobie swoją herbatę, ciekaw wróżby, omenu, który dostrzeże jego przyjaciółka.

Na wspomnienie Lazarusa uniósł nieco zaskoczony brwi.
– Znacie się z wykopalisk, czy mieliście okazję przy innej okazji? Rozpatrywał Twoją reklamację w Urzędzie Celnym? – było w tym coś miłego, że McGonagallówna znała jego najbliższe otoczenie. Och, jakżeby chciał możliwie szybko i skutecznie ukraść ją Cathalowi! Niestety, wolny wiatr z północnej Afryki od razu przejrzałby jego gierki dążące do tego, Anthony więc nawet nie próbował. Może gdyby został archeologiem i badaczem jak Thomas... Cóż, wtedy być może ich szarada sprzed lat z udawanymi zrękowinami, byłaby mniej zabawna, a bardzo poważna.

Wróżbę przyjął nie kryjąc rozluźnienia i wdzięcznego uśmiechu. – Oby. – kryzys pobudzał w nim przesądność, w normalnych okolicznościach zawierzałby przyszłość tylko Morpheusowi, teraz jednak łapał się każdej pozytywnej wróżby. Zaraz potem jednak oddał pałeczkę pierwszeństwa swojemu Zastępcy, choć nie rozmawiali o sprawach służbowych. Absolutnie nie. Nie zamierzał się wtrącać w te... negocjacje, które nosiły płaszczyk spotkania przy herbacie. Też był po trosze ciekaw, jak to wygląda. Też był po trosze ciekaw, co odpowie na tak postawioną sprawę kobieta rozdarta między światem historii i medycyny.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
19.01.2026, 23:40  ✶  

– Zapraszam – odparła tylko, wyżej unosząc brwi, jakby Anthonego właśnie leciutko prowokowała, a zaraz zmrużyła oczy w uśmiechu: ciepłym i szczerym.

– Runę odczytywał specjalista od starożytnych run i pieczęci, ale to utrudnione, bo widzę ją tylko ja – odwróciła się do Jonathana, również na moment poważniejąc. – Niestety nie wiem, czy to jakaś klątwa czy co… Też nad tym pracujemy, póki co ze skutkiem takim, że nikt tam nie zostaje na noc. Na szczęście nie wpływa na zwierzęta, bo nie wiem co wtedy byśmy zrobili – leciutko wzruszyła ramionami. – Ale jeśli coś znajdziecie, zanim  zrobimy to my, to chętnie przyjmę pomoc – bo pomocy, gdy ta była potrzebna, się nie odmawiało, tym bardziej, że to chodziło o jej dziadków.

– Ha, wątpię, że będą o tym pisały. Mają ciekawsze tematy – a Cathal pilnował, żeby nie kręcili im się tam jacyś niepowołani ludzie, zwłaszcza po tym, jak mieli problem z osobą, która podszywała się pod jedną z pracownic i Guinevere wcale się nie dziwiła takiej decyzji.

– Nie, ale wiem, że kiedyś pracował jako archeolog – machnęła dłonią, jakby odrzucała tę myśl, a potem kiwnęła głową. – Mieliśmy przyjemność jakiś… miesiąc temu? Trafiliśmy na jakąś dziwną anomalie, która wyrzuciła nas w jedno miejsce podczas teleportacji i chwilę później zaczęła się okropna burza i nie dało się teleportować stamtąd… Więc spędziliśmy noc w nawiedzonym domu. Tak się właśnie poznaliśmy – mogłaby gadać dalej, bo niestety (albo stety, zależy), Guinevere potrafiła się buzia nie zamykać, jak już zaczęła, hamowała się jednak dzielnie, nie chcąc ich tutaj zasypać historiami o swoich pechowych perypetiach ze znienawidzoną teleportacją.

Aura Egipcjanki mieniła się jasnym fioletem, który otaczał ją ściśle – była osobą, która nie odmawiała w potrzebie, nie patrząc przy tym na własny zysk, materialny czy nie. W tym fiolecie widoczne były też jasnoczerwone nici, a odpowiedź na to była chyba też podana jak na dłoni, bo Ginny była daleka od osoby flegmatycznej, a życie wręcz wylewało się z jej ruchów, mowy ciała, mimiki czy nawet ze słów, jakie dobierała w tej rozmowie, gdy cały czas szukała takiego miejsca by zaczepić. Jakże niewinnie. Oprócz tego, dostrzegalne były też kolory, które mówiły o tym, że w tej chwili była rozbawiona i zaintrygowana.

Słuchała Jonathana, na chwilę tylko uciekła wzrokiem na Anthonego, gdy Selwyn powiedział, że wypowiadał się pochlebnie o jej zdolnościach, a potem milczała przez pewną chwilę, nie dlatego, ze zastanawiała się czy pomóc, bo to było oczywiste, tylko jak odpowiedzieć na to ostatnie. Bo już rozumiała o co tutaj chodziło. Czy przypadkiem nie popiera Voldemorta. Otóż jego postulaty były jej tak odległe jak tylko się dało. Zgoda, nie miała wielkiego kontaktu z mugolami, zwyczajnie było jej nie po drodze, a na wykopaliskach tylko przeszkadzali i nieraz musieli się z nimi namęczyć, żeby nie wchodzili im w drogę, ale co jej zrobili mugolacy? To wielokrotnie okazywali się niezwykli czarodzieje. Co zaś się tyczyło supremacji czystej krwi… Cóż. Guinevere skończyła akademię medyczną na specjalności uzdrowicielstwa ogólnego i położnictwa, miała więc bardzo konkretne zdanie na temat genów, przekazywania sobie chorób i próby zachowania czystej krwi, która panu Voldemortowi by się zdecydowanie nie spodobała.

– Byłam podczas Spalonej Nocy na ulicach Londynu – podjęła w końcu. – Zdaje mi się, że natrafiłam na twojego krewniaka, Jonathanie, zgaduję po nazwisku, że Hannibal to jakaś twoja rodzina? Został zaatakowany przez czarodzieja, był cały poparzony. Jak mogłabym mu nie pomóc? Zanim uzdrowiciele z Munga w ogóle by tam trafili, to mogłoby być już po wszystkim. Pomagałam chłopakowi, który miał szkło powbijane w twarz i bał się, że straci wzrok. Pomagałam kobiecie, której maszyna do mieszania ciasta wbiła się po wybuchu piekarni w nogę, by jej nie straciła. Pomagałam wtedy komu tylko się dało, bo wiedziałam, że nie każdy może się przenieść do szpitala, a tam pewnie i tak będzie mnóstwo ludzi, którzy potrzebują pomocy. Ślubowałam pomagać i nie szkodzić, nie obchodzą mnie nazwiska, ani płeć. Ba, jakbym wygłosiła temu jakmutam – machnęła tutaj ręką, jakby chciała pokazać tego mitycznego czarnoksiężnika – wykład na temat inbredu i konsekwencji mieszania krwi w swoim własnym sosie, wybaczcie mi to opisowe porównanie, to chyba by mnie z miejsca zmiótł z ziemi. Daruję wam ten wykład, chyba, że bardzo chcecie posłuchać – czy właśnie rozmawiała z czarodziejami czystej krwi? Ano tak. Czy miała to absolutnie gdzieś? Również. – Nie odmawiam pomocy tym, którzy jej potrzebują – dodała jeszcze i w końcu sięgnęła po swoją herbatę.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#9
21.01.2026, 22:28  ✶  
Jonathan skinął głową w odpowiedzi na informacje o runie. Prawda była taka, że chyba wszyscy liczyli na to, aby sprawy run i innych pospalononocnych klątw dało się szybko rozwiązać, ale najwyraźniej nic nie wskazywało na to, że tak właśnie miało być.

Aura Guinevry szczęśliwie nie nosiła w sobie żadnych nieprzyjemnych niespodzianek, a barwy które zobaczył nie dość, że miały sens, to jeszcze szalenie pasowały do ich sprawy.
— To brzmi jak dość niecodzienna przygoda– zauważył, gdy zdradziła im skąd znała Lazarusa. – I mówisz, że dom był też nawiedzony. – Pokręcił głową rozbawiony – Niesamowite, czyli dobrze rozumiem, że z moim szefem łączy cię dość ciekawa i z pewnością zabawna historia wybicia z głowy waszych rodziców pomysłu na ślub waszej dwójki,  z asystentem mojego szefa poznałaś się w nawiedzonym domu, a ze mną po prostu przy herbatce? Gdybym wiedział, jak ciekawe miałaś zapoznania z innymi pracownikami OMSHMu, to zapłaciłbym chociaż jakiemuś grajkowi, aby przeszedł się z skrzypcami pod oknem dla urozmaicenia tego spotkania.
Mówiąc to wszystko zerknął przelotnie na Anthony'ego, aby zobaczyć, czy ukochany już przewracał oczami, czy jeszcze był w stanie się od tego powstrzymać, a on musiał postarać się bardziej.

Kiedy Guinevra odezwała się ponownie, Jonathan spoważniał przysłuchując się wszystkiemu co miała do powiedzenia, ale kolejny uśmiech szybko przebił się przez taflę skupienia. A więc rzeczywiście zaraz zyskają nowego sojusznika i to dość zdeterminowanego jeśli chodziło o pacyfikowanie pewnych poglądów.
– Doskonale – powiedział w końcu szczerze uradowany tym co właśnie usłyszał, nawet jeśli w pewnym momencie zaczął się zastanawiać jak wiele mieszania we własnym sosie było i w jego rodzinie. – Na wykład może skuszę się innym razem, teraz chciałbym natomiast usłyszeć od ciebie odpowiedź na moje pytanie. Widzisz... Zastanawiam się co byś mi odpowiedziała, gdybym powiedział ci, że istnieje pewna grupka osób, która próbuje się zorganizować i działać bardziej zdecydowanie przeciwko Śmierciożercom, bo widzą, że Ministerstwo nie daje sobie rady. I że tej grupce zdecydowanie przydałby się uzdrowiciel o twoich poglądach, który chciałby ich wesprzeć, nawet jeśli mógłby narazić się przy tym na niebezpieczeństwo zarówno ze strony prawa, jak i popleczników Voldemorta.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#10
22.01.2026, 10:17  ✶  
Ukochany miał się całkiem dobrze, bo nie od dziś wysłuchiwał kolorowych historii przetkanych specyficznym poczuciem humoru. Ukochany zakochał się w tych historiach 30 lat temu i nauczył się już nimi nie pogardzać, a kręcenie oczami, ciężkie wzdychanie i wzrok pełen komunikatu "błagam skończ" traktował jako zabezpieczenie, ostateczną ochronę przed tym, że Jonathan mógłby uznać, że Anthony nadmiernie lubi jego towarzystwo.

Zabezpieczenie, które obecnie nie miało już racji bytu.

Więc pewnie, gdyby Guinevery tu nie było, Anthony bezczelnie wgapiałby się w przystojną twarz dąsającą się na przeróżne okoliczności wydarzające się wszystkim tylko nie Selwynowi, na sugestię skrzypka chadzającego po Horyzontalnej, albo lepiej - lewitującego na poziomie pierwszego piętra, aby być lepiej słyszalnym.

Ale McGonagallówna była, więc zachował kamienną twarz, to znaczy, niezmienną wobec zastanych okoliczności, życzliwą, nieco smutną w swoim naturalnym układzie mięśni, choć uśmiechającą się pobieżnie do rozmówców. Dolał sobie herbaty, dotulając do piersi pomyślną wróżbę i zgodnie z zamierzeniem oddał pałęczkę i ciężar prowadzenia rozmowy towarzyszowi.

Wszak o wiadomej sprawie nie wiedział zbyt wiele.

Efekt tej rozmowy nie zaskoczył go zbytnio, choć kobieta jeszcze się nie zgodziła, ale najwidoczniej wcześniej zebrane o niej informacje, aura, czyny i deklaracje wystarczyły. Czegoż więcej chcieć? Tak na prawdę, jeśli tylko człowiek zdawał sobie w pełni sprawę że są w stanie wojny, wtedy oczywistym było, że neutralność pozostawała mitem i mżonką. Ułudą, niezbędną do sprostowania.

A jednak poczuł to, ukłucie zazdrości jak gładko to przebiegło. Czego brakowało jego osobie, ażeby Jonathan usiadł z nim pewnego dnia i powiedział te słowa, które teraz mówił w stronę McGonagall? Umiejętności? Wpływów? Przekonań? Brudnej krwi?

Ach nie. Chodziło o bezpieczeństwo. Jego bezpieczeństwo. No tak.

Bezgłośnie siorbnął znów herbatą, zjadając nie pierwszy i najprawdopodobniej nie ostatni raz własną dumę.

Nie dodał nic więcej, bo i nie jego kolej była na mówienie. W głowie jednak układał sobie słowa, które być może padną między nimi, gdy tylko Guinevere opuści jego mieszkanie. O strachu. O wyobraźni podpowiadającej najczarniejsze scenariusze. O Morpheusowym "oni tam wszyscy zginą", wypowiedzianym w strachu po jednym zebraniu. Mieli do przedyskutowania pewne sprawy i Anthony zaczął już teraz układać sobie w głowie ochronne bariery. Urok Jonathana potrafił bardzo rozpraszać aurę rzeczowej konwersacji, ale sprawa, ich sprawa była w tym momencie ważniejsza niż cokolwiek innego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2409), Guinevere McGonagall (2919), Jonathan Selwyn (1649)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa