05.01.2026, 11:03 ✶
Przez myśl mu przeszło, że chyba kilka zupełnie losowych gości Dziurawego Kotła dołączyło do bijatyki z powodu, że po prostu chcieli komuś obić mordę, bo tych niechlujów nie było przecież tak dużo, co nie było może dobrym dla nich rozwinięciem akcji, ale przynajmniej ćpuni również obrywali.
Barman cały czas na nich łypał, powoli przecierając szmatką szklanki, aż przestało to wyglądać jak prawdziwe wykonywanie swoich barmańskich zadań. I ktoś mógłby powiedzieć, że facet pewnie chce zobaczyć, jak się potoczy sytuacja, gdyby trzeba było udzielić komuś pierwsze osoby, bo do uspokojenia towarzystwa, które, co tu dużo mówić, mogło nadszarpnąć dobre imię pubu, ani trochę się nie garną. Ktoś mógłby powiedzieć, że to dlatego, że był młody (aż tak młody nie był), pewnie się bał, że i jemu stanie się krzywda, ale nie były to dobre argumenty. Jeżeli nie potrafił sam ogarnąć towarzystwa, powinien był wezwać kogoś, kto byłby w stanie to zrobić. Może nawet wezwać BUMowców już w momencie, w którym ta banda niechlujów z podejrzanymi fajkami przekroczyła próg Dziurawego Kotła.
No właśnie. BUM.
Jeżeli ktoś wcześniej pomyślał o tym, żeby wezwać gliny, Henry i Jessie pewnie nie daliby rady ich przekonać, że cała ta bójka nie była ich winą. Nawet jeśli Brzydale palili podejrzane coś, co rozchodziło się w powietrzu i docierało do wszystkich dookoła, Jessie i Henry rozpoczęli bójkę. Ktoś by mógł nawet powiedzieć, że sprowokowali ćpunów, więc sami sobie byli winni i ponosili taką samą odpowiedzialność. Ta myśli musiała pojawić się w jego głowie dosłownie sekundę po tym, jak Henry sobie to uświadomił. Lockhart mógł zauważyć, jak usta Kelly'ego poruszają się w znanym wszystkim słowie realizacji myśli, zanim Henry wywarzył drzwi i wybiegli na mugolską ulicę.
-ZA NIMI! POWYRYWAM GÓWNIARZOM NOGI Z TYŁKÓW!
-Spróbuj nas najpierw dogonić - mruknął w biegu.
Lekkie szarpnięcie, kiedy Henry złapał go za rękę, skierowało go w stronę, w którą Henry chciał ich oddalić, i gdyby Henry się odwrócił, zobaczyłby na twarzy Jessiego uśmiech. Nie złośliwy, nie obłąkany, ale taki, który pojawia się na twojej twarzy, kiedy naprawdę dobrze się bawisz. Nieważne, że bójka nie trwała długo, nie poszła po ich myśli, przez co musieli się zmyć, a on oberwał w szczękę. Jessie obejrzał się przez ramię.
-Ale frajerzy! Ścigać się nie umieją.
Goniący ich ćpuni bardziej za nimi człapali, niż faktycznie ich gonili, chociaż nie było z nimi tak źle, by dla złośliwości chłopcy mogli po prostu iść, zamiast biec.
Barman cały czas na nich łypał, powoli przecierając szmatką szklanki, aż przestało to wyglądać jak prawdziwe wykonywanie swoich barmańskich zadań. I ktoś mógłby powiedzieć, że facet pewnie chce zobaczyć, jak się potoczy sytuacja, gdyby trzeba było udzielić komuś pierwsze osoby, bo do uspokojenia towarzystwa, które, co tu dużo mówić, mogło nadszarpnąć dobre imię pubu, ani trochę się nie garną. Ktoś mógłby powiedzieć, że to dlatego, że był młody (aż tak młody nie był), pewnie się bał, że i jemu stanie się krzywda, ale nie były to dobre argumenty. Jeżeli nie potrafił sam ogarnąć towarzystwa, powinien był wezwać kogoś, kto byłby w stanie to zrobić. Może nawet wezwać BUMowców już w momencie, w którym ta banda niechlujów z podejrzanymi fajkami przekroczyła próg Dziurawego Kotła.
No właśnie. BUM.
Jeżeli ktoś wcześniej pomyślał o tym, żeby wezwać gliny, Henry i Jessie pewnie nie daliby rady ich przekonać, że cała ta bójka nie była ich winą. Nawet jeśli Brzydale palili podejrzane coś, co rozchodziło się w powietrzu i docierało do wszystkich dookoła, Jessie i Henry rozpoczęli bójkę. Ktoś by mógł nawet powiedzieć, że sprowokowali ćpunów, więc sami sobie byli winni i ponosili taką samą odpowiedzialność. Ta myśli musiała pojawić się w jego głowie dosłownie sekundę po tym, jak Henry sobie to uświadomił. Lockhart mógł zauważyć, jak usta Kelly'ego poruszają się w znanym wszystkim słowie realizacji myśli, zanim Henry wywarzył drzwi i wybiegli na mugolską ulicę.
-ZA NIMI! POWYRYWAM GÓWNIARZOM NOGI Z TYŁKÓW!
-Spróbuj nas najpierw dogonić - mruknął w biegu.
Lekkie szarpnięcie, kiedy Henry złapał go za rękę, skierowało go w stronę, w którą Henry chciał ich oddalić, i gdyby Henry się odwrócił, zobaczyłby na twarzy Jessiego uśmiech. Nie złośliwy, nie obłąkany, ale taki, który pojawia się na twojej twarzy, kiedy naprawdę dobrze się bawisz. Nieważne, że bójka nie trwała długo, nie poszła po ich myśli, przez co musieli się zmyć, a on oberwał w szczękę. Jessie obejrzał się przez ramię.
-Ale frajerzy! Ścigać się nie umieją.
Goniący ich ćpuni bardziej za nimi człapali, niż faktycznie ich gonili, chociaż nie było z nimi tak źle, by dla złośliwości chłopcy mogli po prostu iść, zamiast biec.