03.01.2026, 22:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2026, 22:27 przez Henry Lockhart.)
Spóźniał się. Nie było to z jego strony stylowe, taktowne, ani nawet do końca fair. Myślał całą drogę o kłamstwach, jakie w ramach wymówki mógłby wcisnąć przyjaciołom. Wiedział nawet, że by mu uwierzyli. Potrafił doskonale wciskać ludziom kit. Ostatecznie jednak nie chciał jednak traktować w ten sposób ludzi mu drogich. Kłamstwo było bronią, nie sposobem na zbywanie innych. Szczególnie, że jego jedyny grzech stanowiło zmęczenie, które skłoniło go do drzemki po pracy. Takiej, która przeciągnęła się dłużej niż by zakładał.
Wszedł więc do Dziurawego Kotła niczym kumpel marnotrawny. Musiał rozejrzeć się, by zauważyć grupkę przy jednym ze stolików. Jessie, Electra, Hestia i Hannibal już ze sobą gawędzili. Coż w głowie Henia zaczęło krzyczeć, że przecież nie powinien im przeszkadzać. Bo przecież jego obecność zniszczyłaby cały wesoły nastrój, nie? A co jeśli nie było dla niego miejsca?
Nie. Przetrwał Dunwich, to przetrwa i spotkanie ze znajomymi.
Przeszedł do stolika i przywitał się z grupką. Uśmiechnął się nieco niezręcznie.
– Wybaczcie spóźnienie. Zaspałem. – Ach, co za one-liner. Byle obrócić wszystko w żart. – Zostało dla mnie trochę wina?
Odgarnął włosy dłonią, choć wcale nie wpadały mu do oczu. Stres zjadał go od środka, jednak przywitał się ze wszystkimi. Nie chciał wyciągać ich z miejsc. Przysiadł się obok Electry. Po chwili przypomniał sobie, że powinien zdjąć kurtkę. Podniósł się więc niezręcznie, ściągnął ją i zawiesił na oparciu krzesła. Siadając ponownie, podparł się o stół. Zdarzyła się jednak kolejna wpadka, bo położył rękę dokładnie tam, gdzie leżała czyjaś dłoń. I to nie byle jaka dłoń. Należała ona do Electry.
Henry szybko zabrał rękę, a rumieniec wstąpił na jego policzki.
– Przepraszam – wydukał. Zapomniał chyba zamówić sobie picia. Uznał jednak, że przez chwilę powstrzyma się przed robieniem wokół siebie bałaganu. – Mam nadzieję, że no... nie przeszkodziłem wam.
Wszedł więc do Dziurawego Kotła niczym kumpel marnotrawny. Musiał rozejrzeć się, by zauważyć grupkę przy jednym ze stolików. Jessie, Electra, Hestia i Hannibal już ze sobą gawędzili. Coż w głowie Henia zaczęło krzyczeć, że przecież nie powinien im przeszkadzać. Bo przecież jego obecność zniszczyłaby cały wesoły nastrój, nie? A co jeśli nie było dla niego miejsca?
Nie. Przetrwał Dunwich, to przetrwa i spotkanie ze znajomymi.
Przeszedł do stolika i przywitał się z grupką. Uśmiechnął się nieco niezręcznie.
– Wybaczcie spóźnienie. Zaspałem. – Ach, co za one-liner. Byle obrócić wszystko w żart. – Zostało dla mnie trochę wina?
Odgarnął włosy dłonią, choć wcale nie wpadały mu do oczu. Stres zjadał go od środka, jednak przywitał się ze wszystkimi. Nie chciał wyciągać ich z miejsc. Przysiadł się obok Electry. Po chwili przypomniał sobie, że powinien zdjąć kurtkę. Podniósł się więc niezręcznie, ściągnął ją i zawiesił na oparciu krzesła. Siadając ponownie, podparł się o stół. Zdarzyła się jednak kolejna wpadka, bo położył rękę dokładnie tam, gdzie leżała czyjaś dłoń. I to nie byle jaka dłoń. Należała ona do Electry.
Henry szybko zabrał rękę, a rumieniec wstąpił na jego policzki.
– Przepraszam – wydukał. Zapomniał chyba zamówić sobie picia. Uznał jednak, że przez chwilę powstrzyma się przed robieniem wokół siebie bałaganu. – Mam nadzieję, że no... nie przeszkodziłem wam.