03.07.2025, 23:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 00:24 przez Elliott Malfoy.)
Dom otoczony górami, Szkocja, jesień 1972
Zmierzchało. Świeżość górskiego powietrza przelewała się po grzbietach Highlandów, mieszała z wilgocią okolicznych jezior. Kiedy Anglia płonęła, jej północny sąsiad pławił się w deszczu, zupełnie jakby wszechświat chciał takimi zjawiskami atmosferycznymi podprogowo przekazać wiadomość. Tymże razem gorąco południa nie wzięło się jednak z błagalnych stęków matki natury, a różdżek zionących nie tylko płomieniami, ale też nienawiścią.
Wciąż miał w pamięci nakreślone dłonią Longbottoma słowa o Warowni. Przedostali się przez ich zabezpieczenia, czymże jest moje ukrywanie się na górskich szlakach? pomyślał, tragicznie rozbawiony swoimi desperackimi próbami trzymania się burty statku pod banderą Fortinbrasa; sztorm rozbujał kadłub, żagle się zrywały, a sam kapitan knuł pod pokładem.
Pokój w którym dziadek Elliotta trzymał mugolską literaturę wydawał się młodemu Malfoyowi najbezpieczniejszym pokojem na świecie dopóki nie przekroczył progu posiadłości Longbottomów. Ciężar zabezpieczeń nałożonych na dom w Dolinie Godryka osadzał się na duszy ostrzegającymi iskierkami, otulał, gdy byłeś w środku, mamił i odbijał, gdy zbliżałeś się nieproszony - choć tego ostatniego scenariusza nigdy nie doświadczył, sama energia zaklęć ochronnych była wystarczająco sugestywna.
Pomimo czystego nieba, coś wydawało się wisieć w powietrzu. Chmura problemów nadciągająca z samej stolicy rozpostarła swe ramiona nad całym krajem i choć górskie zacisze wydawało się być na uboczu, Elliott wiedział, że musi trzymać się na baczności. Nie marnował czasu, gdy tylko Lorraine potwierdziła mu, że jest w dobrym zdrowiu, zaaranżował odpowiednie miejsce, w którym świstoklik miał ją przenieść na szkockie szczyty, wewnątrz ochronnej bariery, ale przed drzwi.
Jego paranoja dostała swojej paranoi. Chciał odsunąć się od tej wojny domowej wpierw uciekając do tego domu, później do Włoch. Nic to, nie wytrzymał, wysłał listy, zamieszał się w tę sytuację, bo dotyczyła go bezpośrednio - jego i rodziny, której głową miał zostać, nieistotne co ojciec o tym myślał.
- Lorraine, droga kuzynko - odezwał się do kobiety czekającej na progu domu tymi samymi słowami, które zawarł w swoim pierwszym liście. Jej rozświetlone blaskiem upadającego słońca włosy odznaczały się na ciemnej, drewnianej ramie drzwi; jasne kosmyki były komfortem, były nienawiścią i przygniatającą skałą niedopowiedzeń, palącym ikarze skrzydła słońcem, chłodem skutej lodem sadzawki, błędnym ogniem w blasku księżyca i ochroną, tarczą i rozpoznaniem, skinieniem głowy, kontaktem wzrokowym, zaciskającym się na szyi sznurem i opaską na oczy.
Zaprosił ją do środka, a gdy otworzył przed nimi drzwi na niewielki hol, lampka pod schodami ogarnęła pomieszczenie ciepłym światłem. Drewno zamknęło się za nimi z cichym kliknięciem, oddzielając nozdrza od świeżego zapachu roślin, otulając ramiona wonią skóry, drewna i świec.
- Pozwól, że oprowadzę cię po najważniejszych pomieszczeniach zanim wpłyniemy na głębokie wody - przeszedł do rzeczy jak zwykle stawiając na brak bezpośredniości. Pomógł jej z płaszczem, jeżeli takowy ze sobą miała i odwiesił go, wraz ze swoją szorstką, wełnianą marynarką na skromny stojak na odzienie wierzchnie; jakby się przyjrzeć można było dostrzec dokładne grawerowania na całej jego linii oraz wykonane z cięższego surowca nóżki. Po ściągnięciu tego, co miał na siebie narzucone, jego strój pasował do cieplejszego klimatu - biała koszula z zakasanymi rękawami sugerowała, że wyszedł z domu w pośpiechu i nie planował tego ukrywać, lniane spodnie kontrastowały, wręcz kłóciły się z odwieszoną przed chwilą marynarką, a skórzane półbuty nie nadawały się na szkockie szklaki.
- Tak jak wspominałem, jeżeli będziesz potrzebowała miejsca do zatrzymania, ten dom jest wystarczająco na uboczu, aby nikt cię nie niepokoił. Niestety, wolałbym, abyś nie proponowała tego rozwiązania nikomu innemu - to mówiąc, wyciągnął różdżkę i dotknął drewnianych paneli pod schodami w odpowiednim rytmie. Z podłogi zaczęły wyrastać pnącza, które ukształtowały się w niskie, ale solidne drzwi.
- Dziadek był niski - skomentował, nim puścił ją przodem.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦