• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9.10.72, Lindisfarne] Drzazgi pod skórą

[9.10.72, Lindisfarne] Drzazgi pod skórą
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
02.02.2026, 11:56  ✶  
– Pewnie nigdy się nie dowiemy, co tam się stało. W sumie byłam zdziwiona, że Niewymowni z Komnaty Miłości nie oszaleli na tym punkcie... ale jeśli sabaty jeszcze wrócą, to mam wrażenie, że niewiele osób odważy się zaryzykować z zapleceniem wianka – mruknęła Brenna. Szukała, bo wydawało się jej, że to wszystko może być jakoś połączone, ale wyglądało na to, że nawet jeżeli, nigdy nie poznają odpowiedzi. Najważniejsze było teraz, że klątwołamacze znaleźli sposób na przerwanie tych więzi, które namieszały na pewno w niejednym życiu. Czasem na dobre, ale prawdopodobnie częściej na złe. Kwiaty wyrastające w płucach mogły być piękne, wciąż jednak sprawiały, że nie mogło się oddychać.
– Mężczyźni to czasem po prostu kretyni, którzy uważają takie rzeczy za oczywiste albo sądzą, że dadzą nad sobą władzę, jak coś takiego powiedzą czy coś takiego – westchnęła, bo chyba nie wierzyła, że Sauriel mógłby NIE uważać Victorii za ładną. Byli oczywiście i tacy, którzy dla odmiany komplementami szafowali, i tacy, którzy potrafili po prostu powiedzieć taki w odpowiednim momencie: Brenna bez wahania wymieniłaby to choćby własnego brata czy takiego Jonathana (który umiał też bezlitośnie skrytykować na przykład dobór szalików). Sauriel jednak ewidentnie mieścił się w kategorii tych, którzy nawet na to nie wpadli. Chociaż skoro flirtował z tymi blondynkami, może im mówił, że są ładne? – Naprawdę brzmi jak ktoś w głębokiej depresji – wymamrotała, bo ta samobójcza próba na coś takiego wskazywała, i pewnie sama w sobie powinna Brenną wstrząsać. Do pewnego stopnia chyba wstrząsała: spotkała Sauriela tylko parę razy i absolutnie nie wydawał się kimś, kto mógłby targnąć się na swoje życie – prędzej na czyjeś. Ale i w tej chwili była po prostu lojalną przyjaciółką, i ciężko było nie skupić się bardziej na tym komunikacie, jednym z wielu, które Rookwood dawał Victorii.
– Ale brzmi też jak ktoś, kto sam nie wie, czego chce. Co gorsza nawet nie wie, czego nie chce. I nie wydaje mi się, że przegrałaś z blondynkami, raczej z jego pragnieniem… wolności. Takiej bez granic. Trochę mitycznej – powiedziała, obejmując Victorię jeszcze przez chwilę i wciąż spoglądając gdzieś przed siebie, na morze i słońce, które już zanurzało się w wodzie. Potem puściła ją, i też wypiła jeszcze łyk, choć spijać się za bardzo nie planowała: i tak ogólnie nie chcąc skończyć pijana, i by nie skończyły przypadkiem utopione w tym morzu, gdyby przesadziły. – Może kiedy znikł tak całkiem… będzie łatwiej. W sensie… nie wpadając na niego.
Bo gdyby wpadł na Victorię, mógłby znowu zmienić zdanie, i Brenna miała wrażenie, że ta by go przyjęła i po raz trzeci, ale namieszałoby jej to znowu w głowie. Nie wspominając o tym, że życie u boku wampira ogólnie nie byłoby łatwe. Ludzie mieli tendencje do przymykania oka na wiele rzeczy, gdy w grę wchodziły uczucia, i nawet nie mogła się temu specjalnie dziwić.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
03.02.2026, 01:29  ✶  

– Czy Niewymowni w ogóle oszaleli na jakimkolwiek punkcie… – mruknęła cicho i wzruszyła ramionami, bo i owszem, po Beltane w ich świecie znalazło się mnóstwo dziwacznych zagadnień wprost idealnych dla Niewymownych, ale… czy w ogóle się nimi zajmowali? To wiedzieli chyba tylko oni sami.

– Wiem, że to strasznie głupie – powiedziała po chwili. – W sensie, że to brzmi jakby to była dla mnie najważniejsza rzecz pod słońcem, a to… niby tylko twarz, która kiedyś mi się pomarszczy – może i tylko twarz, ale która kobieta nie chciała się podobać? I to zwłaszcza komuś, kto podobał się jej? Było w tym coś próżnego, jakby ta uroda ją definiowała, albo jakby czegoś było jej brak, bo druga strona nie umiała tego należycie zauważyć. Prawda była jednak taka, że Victoria sama z siebie aż tak bardzo na urodę drugiej osoby nie zwracała uwagi, nie komentowała i nie krzywiła się, jeśli widziała kogoś nieatrakcyjnego. Dla niej, w pierwszej kolejności, liczyła się inteligencja – czy to emocjonalna, czy ta analityczna. Zwracała uwagę na swoją twarz w tym konkretnym przypadku dlatego, że wiedziała i widziała jak Sauriel flirtował z innymi… ale nie z nią, naturalnie więc w pewnym momencie zaczęła poszukiwać w sobie jakichś braków.

– Wiem, że to nie z blondynkami przegrałam… Bo ostatnie, czego się po nim spodziewam to to, żeby pognał do innej – raczej nie. Raczej powiedziałaby, że Sauriel wybrał drogę i życia całkowitego samotnika, który nie potrzebuje u swego boku drugiej połówki. Pokiwała przy tym głową, bo to był fakt: to z pragnieniem wolności przegrała, z wolnością, która tak całkowicie wcale nie istniała, a sama Victoria nigdy nawet nie chciała mu jej zabierać czy ograniczać. – Będzie. Kiedyś, prędzej czy później – przyznała, nadal zapatrzona w morze. – Przekonałam się po prostu w prawdziwości tego, że czasami, gdy nam na kimś zależy, trzeba pozwolić mu odejść. Nawet, jeżeli to boli. Bardziej zależało mi na tym, żeby on był szczęśliwy, niż  żeby mieć coś egoistycznie dla siebie – dodała po chwili i dopiła zawartość szklanki, krzywiąc się na to ponownie. – Będzie łatwiej. Z każdym dniem jest łatwiej. W końcu przejdzie i będzie tylko wspomnieniem – wampir nim będzie i ból też nim będzie. Bolało tym bardziej, że Victoria wcześniej w nikim się nie zakochała, to była ta pierwsza, bardzo nieudana miłość, która ewidentnie była jak ten pierwszy naleśnik: do wyrzucenia. Victoria nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby Sauriel nagle się pojawił znowu i ponownie mieszał jej w głowie. Chciała wierzyć w to, że powiedziałaby mu, żeby się przestał bawić jej uczuciami – to byłby idealny scenariusz, a rzeczywistość? Tej nie potrafiła odgadnąć, więc rzeczywiście lepiej, że wyjechał. Może sam czuł, że inaczej nic z tego nie będzie…

– Brenn… A ty jak się czujesz? – zapytała w końcu, obróciwszy lekko głowę w stronę. – Czytałam tamten artykuł… o twojej rodzinie – ale nie chciała zawracać o to Brennie głowy od samego początku, dając jej czas i tak dalej. Teraz za to, skoro były tutaj i mogły pogadać o tych prywatnych rzeczach, wydawał się to być odpowiedni moment.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
03.02.2026, 09:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2026, 10:25 przez Brenna Longbottom.)  
– Cóż… wuj przynajmniej próbował z tymi widmami, ale mam wrażenie, że Niewymowni bronią też informacji sami przed sobą, bo tego, co ja przekazywałam do Departamentu, dowiedział się ode mnie – westchnęła Brenna. Ewentualnie bardzo dobrze udawał, ale jakoś w to wątpiła. Jaki sens w ogóle miało istnienie tego Departamentu? Rozumiała, że niektórych informacji nie mogli po prostu przekazywać dalej, ale wydawało się, że nijak rezultatów tych swoich badań nie wykorzystywali ani nie dawali ich tym, którzy mogliby je wykorzystać. – Wiesz co? Gdybyś powiedziała to mojej mamie, nie wiem, za co ochrzaniłaby cię bardziej. Za myślenie, że nie jesteś dość ładna czy za myślenie, że wygląd to coś, czym nie powinno się w ogóle przejmować.
Jasne, ocenianie po samym wyglądzie nigdy nie było miłe, człowiek nie był tylko twarzą, a na niektóre rzeczy człowiek nie miał wpływu i nie powinny go definiować. Ale choćby to, czy trochę o siebie dbałeś, czy dobierałeś ubranie właściwie do konkretnej okazji, przesyłało już pewien komunikat. Nie wspominając o tym, że jeżeli ktoś, na kim ci zależało, zdawał się zupełnie obojętny na twój wygląd, to miało prawo boleć.
– Jak to szło? To tylko rozdział, nie cała książka? – rzuciła, puszczając Victorię, i sięgając po butelkę po raz ostatni. – Czasem uczucie to po prostu za mało. Wiem… że myślisz głównie o nim, ale skoro to cię ciągle bolało…
To lepiej i dla niej, że znikł. Mogła teraz przeboleć to, przejść żałobę i ruszyć dalej, zamiast wciąż tkwić na jakimś mugolskim rolercosterze, czy jak to się nazywało, gdzie nie miałeś pojęcia, co stanie się za chwilę. O takich rzeczach dobrze się czytało w książkach czy oglądało na ekranach kin, ale w prawdziwym życiu na dłuższą metę wieczna niepewność mogła po prostu wykończyć.
– W każdym razie, Tori… Za nowe początki – powiedziała, unosząc kubek, by upić jeszcze łyk. Palił w gardło, może sprawiał, że w głowie trochę zaszumi, ale sądziła, że zanim będą się stąd zabierać, ten stan zdąży minąć. A potem westchnęła na jej pytanie i opadła na koc, spoglądając na niebo, tam w górze już przybierające granatową barwę. – Nijak? Trochę mnie dziwi, że ludzie się radykalizują, kiedy ktoś w sumie rozwala wszystko, włącznie z prawdopodobnie zabiciem avatara bogini, i tak dalej, ale taki jest świat i tyle, a Arista Black nie zdziwiłabym się, gdyby działała na polecenie panów w śmiesznych maskach, ale nie mogę z tym nic zrobić, bo niby co? Zacznę nagonkę na Philomenę Mulciber? Że nas się czepia, a tu jej wnuki prowadzą interesy na podziemnych, gdzie są sami przestępcy, tu jeden znany głównie z dziwnych wybryków, tu Diana Mulciber i jej skandale, tu inny wnuk sobie wyjechał, tu jakaś cyganka… kurde, jak byłam we Francji, miałam wrażenie, że Cyganów to tam nie szanują, więc ciekawe, skąd oni brali tę czystą krew… Działanie, żeby kogoś zniszczyć, to nie mój styl. Teraz raczej powinnam się skupić na tym, by nie dać się zabić i pomagać ofiarom Spalonej Nocy.
Jasne, przejęła się, bo jej rodzina się przejęła. I tak, jedną z jej pierwszych, nieprzyjemnych myśli było, czy Bulstrode da sobie spokój, ale to też nie było coś, z czym mogła coś zrobić i pozostawało się cieszyć, że póki co tego nie zrobił. Nie zamierzała nagle wchodzić na Nokturn pod wielosokową postacią Blackówny, zaczynać nagonki na Mulciberową czy wychodzić za mąż za jakiegoś przypadkowego mężczyznę, kiedy jakby jej serce wyrywało się do kogoś innego.
– Pomagałam z Pandorą w Dolinie, próbuję się zorientować, gdzie najlepiej przelać pieniądze na pomoc w odbudowie domów w Londynie, rozmawiałam z Norą… wiesz, nad pracami nad jakimiś eliksirami, które mogłyby pomóc w sadach w Dolinie po tym ogniu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
03.02.2026, 15:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2026, 15:11 przez Victoria Lestrange.)  

– I jaki to ma sens… To zazdrośnie trzymanie wszystkich informacji, z których ostatecznie nikt nie korzysta. Czy to po prostu tak zaczyna się objawiać choroba Niewymownych? Paranoją, że ktoś wykorzysta ich własne informacje przeciwko nim? – chyba każdy w Ministerstwie słyszał o tym, że wielu Niewymownych na którymś etapie traciło zmysły, a kto wie, może zaczynało się to niewinnie, właśnie od tego, że coś dziwnego roiło im się w głowie. – To nie tak, że się tym w ogóle nie przejmuję… – powiedziała zaraz na swoją obronę, bo wyobraziła sobie Elisę Longbottom, która karci ją za złe myślenie o sobie, chociaż fakt, że myślała że nie jest dość ładna, albo że nie jest wystarczająca i czuła, że będzie potrzebowała czasu, by z tego wyjść.

– Tak, dokładnie. To tylko rozdział – potwierdziła, bo sama miała skojarzenie z rozdziałem w książce. Rozdziałem, który już się zakończył, a teraz już pisał się jakiś nowy: bez niego, ale wcale nie z pustymi kartkami oznaczającymi kolejne dni czy tygodnie. Victoria nie zgadzała się na to, by się teraz poddać jakiejś rozpaczy, by siedzieć i płakać. To nie było w jej stylu – więc starała się… żyć, na własnych warunkach, zajmując się rzeczami, które były dookoła. I tak… czasami uczucie nie było wystarczające, trzeba było czegoś więcej – zbliżonej moralności, jakiejś wspólnej wizji, a przy opcji super-minimum przynajmniej jakichkolwiek chęci. Sauriel nie lubił nawet tych wszystkich bali i imprez, chociaż jak już się na nich pojawiał, to lubił tańczyć, więc na weselu u Blacków nie bawili się razem źle, a wręcz przeciwnie, ale poszedł tam chyba tylko dlatego, że to jego kuzynka wychodziła ponownie za mąż. A Victoria chociaż czasami czuła, że nie ma ochoty nigdzie iść, to nie czuła do tych spotkań takiej niechęci. Nie mówiąc już o ich zupełnie innym podejściu do Nokturnu i sposobów na życie.

Uniosła szklankę w tym niemym toaście, upiła kolejny łyk, skrzywiła się wyraźnie, czując jak i coś jej lekko zaszumiało w głowie.

– Ludzie nie mają pojęcia, co się dokładnie wydarzyło w Limbo – odpowiedziała jej już po chwili, gdy Brenna powiedziała jej co o tym wszystkim myśli. – Znaczy… Nie sądzę, że to do końca był jej awatar. Bardziej forma, którą mogły objąć nasze umysły, ale nie wydaje mi się, żeby ją zabił faktycznie. Zrobił coś tej dziwnej fizycznej wersji, o ile w ogóle można mówić o jakiejkolwiek cielesnej skorupie w samym Limbo, ale chociaż to hyym… ciało ulegało rozkładowi na naszych oczach, to ona ciągle do nas mówiła. Nie wiem jak to wytłumaczyć – stwierdziła, a ostatecznie wzruszyła ramionami i sięgnęła po paczkę fasolek. – Nie no, nie myślałam, żeby teraz odpłacać im pięknym za nadobne. Zniżą was do swojego poziomu, a potem pokonają doświadczeniem. Mulciberowie są w tym nieźli. Pierdoleni hipokryci – nie było więc sensu próbować tego samego z Mulciberami. – Ale wiesz… Zastanawiałam się, czy nie da się jakoś pokazać, że ich intencje nie są czyste, a poza tym są źle wymierzone? – bo co dobrego przyjdzie z okrzyknięcia Longbottomów jako nieczystych? Ile by to pociągnęło za sobą rodów z nimi spokrewnionych? Ilu członków musiano by nagle wydziedziczać? Byłoby zamieszanie. Chyba że o to Mulciberom chodziło: o jeszcze większy chaos, by ich ród coś na tym zyskał. – Zastanawiam się, wiesz, co oni z tego mają, z tego chaosu, który ewidentnie chcą zasiać. Co chcą w zamian. Pieniędzy, których nie mają? Chcą poczuć się ważni, bo doprowadzili do upadku innego rodu? Nie wiem. No i zastanawia mnie skąd Arista Black ma informacje wewnętrzne brygady – przyznała z zastanowieniem, bo przecież nikt się nie chwalił na głos, że Erik został za coś tam zawieszony? I skąd wiedziała o Mavelle? Lestrange o tym nie wiedziała, a zadawala się z Longbottomami od zawsze, to skąd wiedziała to ta dziewczyna? – Nie uważam, że jesteś nieatrakcyjna czy… jak to było… przejrzała, Bren. Wręcz przeciwnie. Może Arista zazdrości, że musiała już urodzić drugie dziecko, a ty rozwijasz karierę – prychnęła i wsadziła sobie fasolkę do ust i po chwili skrzywiła się wyraźnie, ale żuła żelka, nie wypluła go, znaczy że nie było tragicznie. Tylko miała minę, jakby wsadziła do ust coś bardzo niedobrego. – Fuj, cynamon w takiej ilości – zacisnęła nawet oczy, jakby to miało w czymś pomóc. Nie pomogło. Przełknęła w końcu fasolkę. – Nie wiem skąd przeświadczenie, że trzeba szybko brać te śluby, przecież nie jesteśmy krótko żyjącymi mugolami – a niektóre czystokrwiste rodziny zachowywały się, jakby tak właśnie było i już po szkole brali te śluby i płodzili dzieci, zupełnie na mugolską modłę. Nie wszyscy rzecz jasna… na przykład jej własna babcia swoje dzieci miała późno, no i co, czy to wyszło źle? Chyba wręcz przeciwnie.

– Z Pandorą Prewett? – upewniła się jeszcze, a potem sama się zastanowiła. – Najlepiej chyba na jakąś oficjalną fundację, która się zajmuje odbudową domów… Mam nadzieję, że ludzie się do takich organizacji zgłaszają, a nie czekają na nie wiadomo co – dodała jeszcze. – Ciekawe ile zrobili Mulciberzy, skoro tak im nie pasuje wasza działalność charytatywna. Kojarzy mi się coś na Lammas, jakaś zbiórka pieniędzy na jakąś fundację przy stoisku ze świeczkami, ale przyznam się, że się tym w ogóle nie interesowałam… Zresztą nie słyszałam poza tym, żeby cokolwiek finansowali i prowadzili – nie słynęli zresztą z bycia bogatym rodem, więc…?

[rzut na fasolkę]
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
03.02.2026, 15:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2026, 15:47 przez Brenna Longbottom.)  
– Mulciberowie nas po prostu nie lubią, więc pewnie chodzi o to – stwierdziła Brenna dość obojętnie, jeszcze przez chwilę zapatrzona na niebo. Leżała po prostu, wdychając zapach morza, wsłuchując się w szum fal, a potem podciągnęła z powrotem do pozycji siedzącej. – Nawet nie doczytałam do tej części o byciu przejrzałą – roześmiała się, też sięgając do opakowania z fasolkami, a potem przez chwilę uważnie przyglądając się wylosowanej fasolce. I tak miała zamiar ją ugryźć, oczywiście. Chociaż fasolki wszystkich smaków zdecydowanie nie były czymś dla każdego. – Jakby dwóch moich kuzynów jest żonatych, jeden ma kilkunastoletniego syna, a dziedzic Mulciberów… ehem, sama wiesz, jak to z jego weselem. Mogłabym zresztą od ręki wymienić masę takich sytuacji – dodała, wzruszając ramionami, niemalże obojętnie. Traversowie? Cynthia i Castiel? Stanley Borgin, Pandora, Rowlowie, nawet Ambroise i Geraldine, którzy pobrali się dość późno. Brała to po prostu jako naginanie sobie wszystkiego do swoich celów i tyle. Adelard, o ironio, syn Blackówny, ożenił się jakiś czas temu, a ojciec Franka zafundował sobie syna zaraz po Hogwarcie. Jasne, nie wychylał się jakoś, ale… po prawdzie jego obecność była tak samo zauważalna jak ta Lucy. A błyskawiczny rozwód Perseusa Blacka? Zerwane nagle zaręczyny Blackówny? Takie rzeczy ot się zdarzały. – Chociaż podejrzewam… że mogą chcieć znaleźć żonę dla Erika – westchnęła. Bo to… to ją wkurwiało. Że jej brat miał się żenić tylko po to, by zadowolić matkę. Był starszy i przekazywał nazwisko, więc i dość naturalne, że jego brano na pierwszy ogień. Choć i Brenna wcale nie była pewna, ile to ma sensu. Nie żeby sama nie była na celowniku, nie tak dawno temu poddano ją przesłuchaniu, po którym czuła się bardziej wyczerpana niż po dobowym dyżurze. Jej matka umiała być przerażająca.
– Cóż, darczyńcy u nas otrzymywali kwity, wszystkie rzeczy pochodziły albo od nas, albo od osób, które je ofiarowały na moją prośbę, ci którzy licytowali również, a potem załatwiałam potwierdzenia przelewów bankowych na odpowiednie kwoty i tak dalej, było też jasne wskazane, na co dokładnie przekazane zostaną pieniądze. Konkretnie na stypendia dla dzieci i absolwentów Hogwartu, którzy nie mogli sobie pozwolić na edukację oraz na schronisko dla magicznych zwierząt. Miała tony dokumentów odnośnie tej imprezy i całej działalności. – W przypadku Mulciberów… nie mam pojęcia, gdzie te pieniądze ostatecznie trafiły. Tylko czy naprawdę z zaczynania takiej wojny na obrzucanie się błotem z nimi wyjdzie cokolwiek dobrego? Zwłaszcza jeśli wydział skarbu nie zainteresował się tą sprawą sam z siebie.
Nie wiedziała też, że ta cała fundacja w ogóle nie była zarejestrowana. Wiedziała tylko, że nie ma prawa działać odpowiednio: znając tę sprawę od kuchni wiedziała, że żeby założyć i rozpocząć jakiekolwiek działania charytatywne, trzeba mieć kapitał własny oraz bardzo dużo czasu kilku osób. A oni nie mieli fundacji, po prostu od lat angażowali się w różne charytatywne przedsięwzięcia.
– Co do informacji w Brygadzie, wszyscy wiemy, że w Ministerstwie też są śmierciożercy. Moim zdaniem napisał jej to Stanley Borgin – skwitowała, ponownie wzruszając ramionami. Miała skłonności do obwiniania go o całe zło świata, a poza tym dobre dowody, że z jakichś powodów się do niej doczepił. – Ale jeśli odejdę z Ministerstwa, to na pewno nie przez tę sukę, a właśnie dlatego, że niektórzy tam grają na dwa fronty – stwierdziła, niemalże pogodnie i ugryzła fasolkę. – Chociaż wtedy mogłabym po prostu przekazać prasie informacje o paru sprawach, które ogarniałam i dać zasługi Erikowi, tyle że i to wątpię, by sprawiło, że się od niego odczepią… och fuj. Cynamon to nieźle. Ta to jakaś zgnilizna.
Zrobiła taki ruch, jakby chciała wyrzucić fasolkę do morza, ale po chwili wrzuciła ją do chusteczki, bo uznała, że jeszcze jakaś mewa tę zeżre i się otruje.
– Dzięki, że się tym przejmujesz, w każdym razie - stwierdziła, posyłając Victorii uśmiech. - Myślałam o fundacji, tylko chcę ją sprawdzić, żeby kasa trafiła tam, gdzie powinna. Na razie zostawiłam trochę kasy paru sąsiadom. I tak, chodzi o Prewettównę. To urocza dziewczyna. Przy niej trudno jest czymkolwiek się smucić, ma w sobie mnóstwo radości.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
03.02.2026, 17:41  ✶  

– A kogo oni lubią – burknęła pod nosem, mając w pamięci całkiem niedawne skandale z jej rodziną i Mulciberami w roli głównej. – Nas też nie lubią i to ze wzajemnością – ale nie odważyli się pogryźć Lestrange po kostkach tak bardzo, by zarzucać im opieszałość czy to, że mają brudną krew – Victoria się nie dziwiła, bo najpewniej skończyłoby się to dla Mulciberów raczej kiepsko. – Żałuj, Blackowa wspięła się tam na wyżyny. Jak na moje, to ją tam trochę boli i musiała powbijać szpileczki, żeby poczuć się lepiej – może powinna podpytać o nią siostrę? Były chyba na jednym roku w Hogwarcie, ale Victoria mogła źle zapamiętać. – Tak, wiem – odparła cierpko i z lekką złością sięgnęła po kolejną fasolkę, Victoria najwyraźniej była w nastroju na małe ryzyko. Doskonale wiedziała, jak to było z weselem dziedzica Mulciberów: jakieś cygańskie hocki klocki, które mógł sobie wsadzić w dupę. Przyjrzała się przy tym swojej fasolce i niestety nie doszła do żadnych sensownym wniosków. – Myślisz? – o tej żonie dla Erika znaczy się… Victoria zastanawiała się teraz, czy brata Brenny w ogóle pamiętała z tego, by spotykał się z kimkolwiek, ale może był po prostu bardzo dyskretny… Z drugiej strony wiedziała, że Bren sama nie spotykała się z nikim… aż do niedawna. Ale to przecież nie było nic złego. Ciemnowłosą po prostu strasznie drażniło to szybkie zmuszanie do zamążpójścia, a tym bardziej irytowało ją nazywanie Brenny czy Erika przebrzmiałymi. Bo co to miało niby znaczyć? – W sumie w obliczu tego wszystkiego, to nawet dobrze wyszło, że pokazujesz się z Atreusem, tak sobie myślę. Bo może ci to dać trochę więcej spokoju. Jakby na to nie patrzeć… to dobra partia – a Victoria mogła mu zawsze skopać kostki, jak znowu będą siedzieli naprzeciwko siebie przy pisaniu raportów, gdyby Bulstrode miał się źle zachowywać czy nieodpowiednio traktować Brennę. – Teraz już wiesz, co jest między wami, czy nadal się zastanawiasz? – ostatnio jej odpuściła, ale skoro siedziały na plaży, piły ognistą i jadły fasolki, to równie dobrze mogła wrócić do tego tematu.

– Wiem, że to dużo roboty. No i… robiliście to niejeden raz. O Mulciberach tego jakoś nigdy nie słyszałam. Nie chwalili się też swoimi sukcesami po zbiórce na Lammas – parsknęła. Może nie zebrali za dużo pieniędzy? Mogłaby dyskretnie podpytać swoją matkę, w końcu pracowała w Departamencie Skarbu, ale póki nie musiała, to wolała nie inicjować interakcji z Isabellą… A przynajmniej póki co.

– To Borgin w ogóle potrafi pisać? – odparła nieco ironicznie i nie do końca poważnie, bo owszem – wiedziała, że pisać i czytać potrafił, tylko czasami zachowywał się tak, jakby miał w tej głowie tak koszmarnie pusto. – Zresztą… co on miałby wiedzieć, jak od początku lipca nikt go w Ministerstwie nie widział… – a chyba tak długo Erik zawieszony nie był…? Czy był? Lestrange nie pamiętała, ale nie wydawało jej się. Jak byli na Perle Morza, to starszy Longbottom zdecydowanie był na służbie. – Wydaje mi się, że musiała się dowiedzieć jakoś inaczej… To chyba nie tak, że to jakaś bardzo powszechna informacja? – prawdę mówiąc na miejscu Bonesa czy Moody zastanawiałaby się, którędy taka informacja w ogóle wyszła, bo to mogło mocno godzić w bezpieczeństwo tych dwóch biur… jak i ogólnie całego Ministerstwa. Bo to, że podejrzewali, że jacyś Śmierciożercy są w brygadzie czy u aurorów to jedno, a to, że tutaj mieli wręcz namacalne dowody, że ktoś wynosił poufne informacje… to drugie. – Z drugiej strony mam wrażenie, że Arista to się przy tym aż wystawiła, wiesz… To jest coś, co łatwo można obrócić jako przekazywanie nieprawdziwych plotek i spokojnie podważyć połowę tego całego artykuliku, a stamtąd to już łatwa droga do tego, żeby jakoś… osłabić te ciosy – nawinęła sobie nawet kosmyk włosów na palec, w tym jakże skomplikowanym ciągu myślowym, bo Lestrange właśnie mocno się wysilała, żeby to sobie jakoś poukładać. – No bo… jak udowodni to, co napisała? Musiałaby mieć w rękach dokumenty, a tym by przybiła sobie gwóźdź do trumny.

Wykrzywiła się lekko, gdy Brenna stwierdziła, że właśnie trafiła na fasolkę o smaku zgnilizny i spojrzała raz jeszcze na tę druga, którą trzymała ciągle w dłoni – nie, kolorem zupełnie nie przypominała tej pechowej od Brenny i w końcu i ją wsadziła sobie do buzi, mamlając ją z wyrazem może nie zdegustowania, ale nie wyglądała też żeby była zadowolona.

– Chyba mam właśnie masło – stwierdziła w końcu. – Ale to jest dziwne – dodała, jakże inteligentnie, zastanawiając się, co też Bertie Bott miał w głowie, tworząc te fasolki.

– A rozważasz odejście? – tylko czy to miało sens? Tak, na pewno byli tam ludzie, którzy robili na dwa fronty, ale czy to nie oznaczało jakby kapitulacji i oddaniu im tego w całości? Czy nie będzie tylko gorzej? – Jak mogłabym się nie przejmować? – wydawało jej się oczywiste, że gdy się z kimś przyjaźnisz… to interesujesz się i przejmujesz jego sprawami, czasami nawet bardziej, niż on sam. – Nie miałam jakoś nigdy większej okazji z nią porozmawiać – kojarzyły się, oczywiście, spotkały się też wtedy, gdy szturmem uderzyli do New Forest, ale poza tym to o Pandorze więcej wiedziała z opowieści Laurenta, niż z własnego doświadczenia. – Mam nadzieję, że coś się wam udało zdziałać – to był zawsze szczytny cel. Victoria jednak się tego nie podjęła, głównie dlatego, że skupiła się na swojej rodzinie i pracy, ale czuła też, że sama ma tyle problemów, że chyba nie dźwignęłaby jeszcze chodzenia po obcych i pomagania tam – zresztą jak? Nie była rzemieślnikiem, nie znała się na pieczętowaniu, ani na klątwołamaniu (choć naprawdę od jakiegoś czasu już rozważała, by poczynić kroki w tym kierunku), a na domiar wszystkiego, miała poczucie, że nawet oklumencja ją zawodzi, wiec jak niby miałaby pomóc innym, skoro nawet sobie nie potrafiła?

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
03.02.2026, 19:33  ✶  
– Charlie Mulciber to całkiem uroczy dzieciak. Wyciągnęłam go raz ze stawu. Może pobyt za granicą go uchronił albo Mulciberowie psują się po dwudziestce czy coś takiego – stwierdziła, żartobliwym tonem, bo naprawdę uważała, że chłopak był miły: i ciężko byłoby jej pogodzić się z myślą, że ten uroczy dzieciak siał chaos i krzywdził ludzi podczas Spalonej Nocy. Na szczęście dla siebie, zupełnie nie wyobrażała go sobie w masce i pelerynie. – Nawet nie chcę o tym myśleć w takim kontekście. W sensie… wiązać z artykułami – mruknęła, sięgając po kolejną fasolkę. Pokazała się jakby z nim pierwszy raz zanim ten artykuł się ukazał i aż wzdrygała się wewnętrznie na samą myśl, że mogłoby to wyglądać tak, jakby nagle usiłowała zacząć się umawiać tylko z powodu tego tekstu. Nie chodziło przecież o żadną Aristę Black.
A potem jęknęła.
Nie z powodu pytania Victorii, chociaż to też zasługiwało na jęknięcie, ale to które wydała z siebie Brenna było ewidentnie odgłosem wyrażającym bezbrzeżny zachwyt. Ta fasolka osłodziła jej tę poprzednią, o smaku zgniłych liści, i trudne pytanie Victorii, i w ogóle przypomniała, czemu człowiek przedzierał się przez te fasolki trawiaste, flaczkowe oraz smakujące mydłem. Fasolka o smaku ciasta czekoladowego smakowała jak najwspanialsze ciastko czekoladowe wszechczasów. Takie, jakie umiała robić tylko babcia, i za którym tęskniłeś, gdy stawiono przed tobą kawałek zbyt słodkiego tortu, do którego ktoś napchał margaryny.
– Ciasto czekoladowe. Jest cudowna – wyjaśniła, kiedy już przełknęła, choć cudnie czekoladowy smak został jeszcze przez chwilę w ustach. – Napraaaawdę lubisz trudne pytania. Wyszliśmy razem…
…ile właściwie razy? Czy liczyło się tamto kino? I zabawna na plaży? Kontemplowała ten temat przez jakieś trzy sekundy, zanim uznała w końcu, że policzy je po prostu jako pół raza każde.
- …chyba z pięć razy, licząc wesele i wasz bal. Można więc chyba po prostu powiedzieć, że się spotykamy?
To chyba nie była definicja na wyrost, bo czy na pewno mogłaby powiedzieć, że są parą, to nie była do końca pewna, chociaż teraz była bliższa uznania, że być – może – tak, zważywszy na to, że mimo pewnej niechęci do poważnych rozmów, Atreus zadeklarował dwa dni temu zdecydowanie więcej niż Sauriel kiedykolwiek Victorii.
Kochanie Rookwooda mogło być czerwienią, ale pozostawiło po sobie zbyt wiele błękitu i szarości.
– I na tym balu ty też byłaś chyba w towarzystwie? – dodała jeszcze niewinnie, podciągając trochę jeden z kocy, by się nim nakryć, a potem uśmiechnęła się, odrobinę chłodnym uśmiechem, na wzmiankę o Stanleyu i jego pisaniu. Umiał pisać. Ba, umiał nawet pisać wiersze, o tym wiedziała doskonale. – Na pewno świetnie potrafi wyklejać. Ale jeśli to nawet nie on, ktoś inny z Brygady mógł to przekazać. No i… jest jeszcze Rowle, wkurzył się o jakiegoś zmutowanego błotoryja. W sensie że go nie transportowano, chociaż po prawdzie… jeśli był tak wielki i atakował, to nie bardzo wiem, jak dałoby się go zabrać bezpiecznie…
Czy Rowle mógł ze złości donieść o tym Ariście? Być może. Albo po prostu z prostej chęci zaszkodzenia im: nie dało się przecież wykluczyć, że… że Rowlowie mieli z tym coś wspólnego. Brenna wciąż pamiętała, że śmierciożerca poprosił o pomoc Monę. Monę! Najsłodszą dziewczynę pod słońcem, która nigdy nikogo nie chciała skrzywdzić, i pewnie śmiertelnie bała się nawet podejść do kogoś, o kim wiedziała, że jest mordercą. Dlaczego się do niej zwrócił? Czy mógł ją znać…?
– Może chciała odwrócić uwagę od cyrku na weselu Blacków. – Na to nawet Brenna by nie wpadła, bo po prostu wiedziała, że to nie skończyłoby się dobrze dla nikogo. – Ale znowu, składanie jakichś skarg nie ma chyba większego sensu. Niby można by ją oskarżyć o pomówienia, tyle że nie wiem, czy całemu Prorokowi ostatnio nie odjebało, dziennikarze, których znałam, raczej się już nie udzielają i tylko wciągnęlibyśmy w to taką Norę… która ledwo co zerwała zaręczyny i nie chcę mieszać jej w głowie. Nie z Erikiem, tak dodam – parsknęła. – Panda zna się na renowacji i mechanizmach, więc pomogła trochę z naprawami, ja posłużyłam jako tragarz i zostawiłam trochę monet, więc udało się trochę pomóc.
Nie zamierzała obwiniać Victorii o to, że ta nie niesie pomocy prywatnie. Jakkolwiek by to nie brzmiało, chyba się tego nie spodziewała: Lestrange zawsze skupiała się na bliskich i na pracy, i po prawdzie ciężko było mieć o to pretensję. Brennę zadowalało, że nic nie wskazywało, by jednak pomagała śmierciożercom.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
03.02.2026, 21:55  ✶  

– Aaaa, wiem który. Napisał mi z miesiąc temu jakiś dziwaczny list, na który nie wiedziałam nawet jak odpisać – zmrużyła oczy, wysilając pamięć do osobliwego listu o Rodolphusie i otrzymaną od niego roślinę. Znaczy od Charlesa, nie Rodolphusa, rzecz jasna. Ostatecznie na wiadomość nie odpisała, uznawszy, że w sumie to nie wie co mu napisać, a ani myślała podpytywać Rodolphusa czemu u diabła rozdaje jej prezenty jakimś facecikom. Złośliwe prezenty, należało nadmienić, bo przecież wiedziała, że jej młodszy kuzyn guzik się zna na roślinach. – Mmmm… Nie wiem, ale mogę ci sprzedać super informacje. Matka Sauriela jest z Mulciberów i akurat ona jest bardzo w porządku – nie żeby znała Annę Rookwood jakoś bardzo dobrze, ale kobieta pomagała jej w ogrodzie po tym, jak przez Dolinę Godryka przetoczyła się wichura. Miała jeszcze jedną super wiadomość, bo Sauriel powiedział jej kiedyś, że ojciec Stanleya Borgina również był od Mulciberów, ale sama nie wiedziała, jak się do tego ustosunkować. Ostatecznie ani jeden ani drugi nie nosili tego jakże dumnego nazwiska. – Nie to miałam na myśli, Bren – Victoria wiedziała przecież, że Brenna nie pokazywała się z Bulstrodem z powodu głupiego artykułu. – Tylko to, że możesz to przy okazji wykorzystać przeciwko tym głupotom z Proroka – niedzielnego, a nie codziennego, ale nadal proroka.

Trochę zamarła na to jęknięcie Brenny, ale zaraz szybko się okazało, że to był zachwyt i aż Victoria jej tego pozazdrościła. Czekolada, ciasto czekoladowe… Victoria uwielbiała czekoladę (wcale nie była to zasługa Rookwooda… wcaaaaale).

– Też chcę – oświadczyła i zanurkowała dłonią w opakowaniu przeklętych fasolek, ale to, na co trafiła, nie było żadną czekoladą, ani inną anielską kombinacją. Jęknęła, ale to nie był jęk zachwytu, a zawodu. Ale znowu – fasolki nie wypluła, nie było takiego powodu. – Mogło być gorzej. To na bank jest ketchup – stwierdziła, nic nie robiąc sobie z tego, że Brenna określiła jej pytanie jako „trudne”. Dopiero co nakreśliła jej swoją relację z Rookwoodem, to można było z pewnością określić jako trudne, to co niby było trudnego w jej pytaniu?

– Oki, to chyba można usunąć „chyba” z twojej wypowiedzi i będę zadowolona – troszkę się z Brenną drażniła, głównie dlatego, że ta była taka defensywna do tego wszystkiego. Poza tym – kibicowała przyjaciółce w tym, żeby jej się życie uczuciowe poukładało, chciała żeby była szczęśliwa. – Nie wiedziałam, że coś jest na rzeczy, jak byłam na tej twojej potańcówce. Jakbyś mi powiedziała, to bym ci go wepchnęła do tańca – przede wszystkim to miała nadzieję, że Brenna sobie wtedy niczego dziwnego nie pomyślała, bo owszem, bawiła się wtedy z Bulstrodem, ale jako znajomi, przyjaciele może, nic więcej. No i przecież wygrali wyjście do teatru Selwynów, na które nigdy nie poszli, bo Victoria oświadczyła Atreusowi, że jeśli będzie miał na oku dziewczynę, z którą chciałby tam pójść, to żeby jej powiedział i mu odstąpi to miejsce.

– Byłam – o czym Bren wiedziała, bo już rozmawiały o tym, że jemu by raczej słowo „sraka” nie przeszło przez gardło, ale na tym się temat skończył, bo nie było na to czasu. Wiedziała za to, czemu Longbottom w ten sposób zagaiła temat teraz. Ale co miała jej powiedzieć? – Od słowa do słowa wyszło, że ani ja, ani Chris nie mieliśmy z kim pójść, więc przyszliśmy razem. Bo to był Christopher Rosier – nie pytała, czy Brenna go kojarzyła, bo była pewna, że tak, ale nie wiedziała czy się znali.

– Wyklejać? – nie brzmiała na zaskoczoną, bo zaskoczona nie była. Sama dostała ze dwie czy trzy takie wyklejane wiadomości, na które zareagowała tak, że potraktowała Sauriela jak sowę uzbrajając się w cierpliwość, bo bliska była mentalnego pieprznięcia Borgina prosto w łeb za te wygłupy. – Zawsze miał, ekhem, talent do prac plastycznych. Musiałabyś widzieć jego rysuneczki na notatkach z zielarstwa, piękne. Jak poprosili mnie w maju czy kiedy to było o pomoc przy sadzeniu ogórków i poprosiłam go o jego zeszyt to mało się nie posikał ze strachu, a ja mu tylko poprawiłam błędy… A co, pokazywał ci swoje wyklejanki? – uśmiechnęła się przy tym złośliwie, nieświadoma, że Borgin wysyłał takie „anonimy” Brennie od miesięcy. – A tak, Rowle… Ale no nie wiem czy wie dokładnie co się wewnętrznie dzieje w brygadzie – mruknęła i zmrużyła oczy. Rowle. Miała na oku jednego Rowle’a od kilku miesięcy i tak się głupio składało, że był też jej rodziną, ale akurat z tą częścią nie trzymała się zbyt blisko. Akurat co do tego jednego Rowle’a miała całkiem spore podejrzenia, że trzymał ze Śmierciożercami… ale nie pracował w Ministerstwie. – Błotoryja można by jakoś uśpić na czas transportu… Specjaliści z Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami na pewno mają jakieś sposoby.

– No może chciała – Victoria parsknęła cicho, bo doskonale pamiętała jaki skandal wybuchł ze względu na ten cały cyrk. – Tyle tylko, że ona już i tak wmieszała w to Norę – Victoria nie wiedziała, co myśleć o Norze… To była kolejna blondynka z otoczenia Sauriela, którego musiała się zapytać wprost, czy coś z nią łączy, bo dużo o niej mówił. A później robiła niesamowicie dziwne rzeczy podczas badania zmutowanej mandragory na spotkaniu towarzystwa herbologicznego i Lestrange nie bardzo rozumiała, co to miało na celu – ale nie znała jej, stąd te mieszane uczucia, bo Brenna zawsze dobrze się o niej wypowiadała. – A te pomówienia mogą się za wami długo ciągnąć… – zresztą gdyby to miały być tylko pomówienia, a nie większe konsekwencje… Bo skoro Brenna mówiła, że przez ten artykuł mogą zechcieć znaleźć żonę dla Erika, to znaczyło, że miało to większy impakt. – Głupia pinda – skwitowała jeszcze Aristę Black.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
03.02.2026, 22:28  ✶  
– Hm… dobrze ją poznałaś? – spytała Brenna, tak do końca nieprzekonana. Czy matka Sauriela naprawdę była w porządku, gdy wydawało się, że nie nauczono go przyjmowania uczuć? I że w tej rodzinie zrobiono mu ogromną krzywdę? Czy może też była ofiarą, która nie znalazła w sobie siły, by coś z tym zrobić? Ale tego nieprzekonania nie chciała wygłaszać na głos: zwłaszcza że to tak naprawdę w tej chwili nie miało już znaczenia. Rookwood odszedł. Może, bo chciał wolności. Może, bo nie chciał pomocy. Może, bo nie chciał pociągnąć Victorii za sobą.
– Wiem, że mi tego nie zarzucasz, spokojnie. Po prostu jak wspomniałaś o wykorzystaniu tego, to… pomyślałam, że bardzo nie chciałabym, żeby to w ogóle wyglądało jak jakaś transakcja – uspokoiła ją Brenna. Nawet nie przyszło jej do głowy, że Victoria mogła uznać, że faktycznie Brenna tak to traktowała. – Och. Nie tak źle, nie najlepiej. Może powinnaś po prostu wziąć kolejną żabę? Wypadła mi całkiem niezła karta, patrz – powiedziała, podsuwając jej wizerunek Nicholasa Flamela. Ta akurat była w części kolekcji, która spłonęła, więc Brenna całkiem się ucieszyła, że ją wylosowała. Zaraz jednak wetknęła tę do kieszeni i postanowiła zaryzykować z jeszcze jedną fasolką. – O, szczęście mi sprzyja. Cytrynowa. To w ogóle niesamowite, że cytryny same w sobie są takie niedobre, ale ciasta i słodycze cytrynowe są takie pyszne… – oświadczyła. A jeśli szło o fasolkę cytrynową, to była królową cytrynowych słodyczy.
– W porządku. W takim razie się spotykamy. Lubię go – powtórzyła grzecznie, usuwając to „chyba”. – Tam nie przyszedł ze mną, ja nawet go nie zapraszałam… zaproszenie wysłał mu mój brat. – Uśmiechnęła się mimowolnie na samo wspomnienie, bo teraz wydawało się jej to zabawne, a poza tym Erik był z jednej strony uroczy, że tak się o nią troszczył, z drugiej… z drugiej ich późniejsza rozmowa była trochę zabawna, trochę słodka, a trochę smutna. I Brenna nie mogła powstrzymać westchnienia, bo tak jak Victoria chciała, by ona była szczęśliwa… tak Brenna bardzo chciałaby, żeby szczęśliwy był jej brat. I nie miała pojęcia, co mogła zrobić, aby mu w tym pomóc. Gdyby wiedziała, że to na pewno mu pomoże, to… może nie zatłukłaby osobiście Aristę Black, ale byłaby pewnie w stanie ją porwać i wywieść gdzieś do Afryki. – I tańczyłam tam i z nim.
Wtedy też nie podejrzewałaby o jakieś niecne chęci Victorii, bo ta i Sauriel kręcili się obok siebie, a ona po prostu nie była kimś, kto w oczach Brenny mógłby grać na dwa fronty. W kwestii Atreusa za to… wtedy to chyba oboje byli akurat w takim miejscu, że nie byli pewni, co chcą zrobić.
– Czyyyli przypadkowe pojedyncze spotkanie? – spytała. Nie znała Christophera jakoś dobrze, raczej w takim stopniu, w jakim ot wpadało się na ludzi w podobnym wieku. Miała parę strojów od Rosierów, więc o nim słyszała, choć zaopatrywała się raczej w kolekcji jego kuzynki. – Tak, Stanley pokazał mi parę swoich wyklejanek – przyznała i miała ochotę napić się jeszcze więcej whiskey, więc przez moment siedziała tak z uniesioną w jednej ręce butelką, a drugiej termosem z herbatą, jakby nie mogąc zdecydować, z którego z nich sobie nalać. Borginowi na myśl o niej chciało się palić, a jej teraz na myśl o nim i gratulacjach ślubnych: chlać.
– Raczej nie, chociaż mam wrażenie, że tego zawieszenia żądał on, ale mogłam to źle rozumieć. Nie chciałam męczyć Erika, i tak się tym przejął. Wiesz, zawsze był bardzo oddany tej pracy, ale teraz… chyba go trochę to męczy. On po prostu… bardzo wierzył w uczciwość ludzi, tak myślę – powiedziała, niemal miękko, choć ton zaraz się zmienił. – A co do mnie, czasem po prostu zastanawiam się, czy w tej chwili nie będę mogła bardziej pomóc ludziom poza Ministerstwem. Jakby pensji nie potrzebuję, i tak ledwo co zarobki z ładnych kilku tygodni wrzuciłam na zbiórkę Selwynów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
04.02.2026, 01:24  ✶  

– O tyle o ile… Zawsze wydawała mi się bardzo wylękniona – jakby bała się, że za plecami znajdzie się ktoś, kto zrobi jej coś złego… Mniej-więcej tak to Victoria odbierała. – I była bardzo szczęśliwa, jak mogła przyjść do mnie pomóc mi z ogrodem. Wydaje mi się, że nieczęsto opuszczała dom – no i zawsze miło mówiła o swoim synu, choć wyglądała, jakby się go bała. I to ona przyszła do Victorii poprosić ją o pomoc, gdy przeczuwała, ze może zrobić coś ostatecznego.

– Wiem, Brenn. Ja bym tego nie traktowała jako transakcję, przecież spotykalibyście się niezależnie od tego, że ten paszkwil się pojawił, nie? – i miała już pewną myśl w głowie, którą chciała zresztą kontynuować, ale przerwała jej wzmianka o żabach i fasolkach. – Pewnie masz rację, nie mam dzisiaj szczęścia – westchnęła i złapała za pudełko czekoladowej żaby. To przynajmniej na pewno była czekolada, a po tych dziwnych smakach fasolek mogła sobie to umilić i tak też zrobiła, łapiąc zręcznie żabkę. – Stara mateczka Hubbard, wspaniale – mlasnęła z przekąsem. – Chcesz? – zapytała jeszcze, bo skoro Brenna tak się ucieszyła z Nicolasa, to może i z wiedźmy też… – To ten sam przypadek co czarna porzeczka – mruknęła jeszcze ale zaraz spojrzała na Brennę przeciągle. – Ale to się świetnie składa, że trafiłaś na cytrynową. Bo chciałam ci powiedzieć, że skoro życie podsuwa ci cytryny, to powinnaś zrobić z nich lemoniadę. To odnośnie tego paszkwilu i spotykania się z Atreusem – bo przecież o Brennie też napisali bzdury, które były nieprawdą, a mogła to przekuć w coś dobrego, choćby we własnym domu, by dali jej spokój. To najmniej, co mogła z tym zrobić.

– No, w końcu – ucieszyła się, gdy już Brenna usunęła z wypowiedzi niepotrzebne tam słowa i z poczuciem dobrze wykonanej pracy wsadziła sobie resztę żaby do buzi i uśmiechnęła się niewinnie. – Ach, bawił się w swatkę? – zapytała i uśmiechnęła się pod nosem, bo to w sumie nieistotne, czy Brenna go zaprosiła czy nie: ważne, że tam był i… Cóż, Victoria już pytała się Brenne jak długo to trwa i nie dostała żadnej sensownej odpowiedzi. Ale nie zamierzała tak po prostu odpuścić, co to, to nie. – No dobra, to ile to w końcu trwa? Tylko błagam cię nie mów mi, że nie wiesz, bo tym razem ci nie dam tak łatwo spokoju.

Nie, Victoria nie miała w głowie żadnych planów, żeby lecieć na dwa fronty, to faktycznie nie było w jej stylu, ale gdyby wiedziała, to z pewnością chciałaby nieco dopomóc szczęściu Brenny, tak to już przecież było.

– Nie do końca przypadkowe. Utrzymujemy kontakt od… no od czasu szkoły. Nie jakoś bardzo duży, ale dość regularny, bo Chris jest autorem chyba większości moich sukienek – nie wszystkich, nie, ale na przestrzeni lat trochę się już tego pozbierało. – Ta, w której byłam na balu to też jego dzieło – uśmiechnęła się lekko, bo cokolwiek i jakkolwiek Rosier to robił, to uważała, że w jakiś sposób był w stanie wydobyć jej urodę jeszcze bardziej. – To kuzyn mojego pierwszego i na szczęście niedoszłego… Ale są zupełnie inni – Victoria niespecjalnie lubiła wspominać tamten ciemny okres swojego życia, ale nie dało się tego całkowicie pominąć, a na pewno nie w tej historii. – A czy pojedyncze… Hmmm – zaprosił ją na kolejne spotkanie, więc nie pojedyncze, ale nie potrafiła przewidzieć, jak to będzie dalej i czy zaraz mu się nie znudzi. Tak, Rookwood całkiem nieźle przeorał jej pewność siebie, chociaż naprawdę próbowała o sobie nie myśleć w tych złych kategoriach. – Czy chcesz mi powiedzieć, że wysłał do ciebie listy z wycinanymi literkami z gazet? – Lestrange nie wytrzymała i po prostu zapytała wprost, bo odkąd Stanley już nie pracował w Ministerstwie, to chyba mu się nudziło i wyczyniał takie cuda.

– Ach, jasne. Każdy komu zależy by się przejął, to w sumie nic dziwnego… – ale to nadal były poufne informacje, więc… – Pewnie zależy od rodzaju pomocy. Wiem, że nie robisz tego dla pieniędzy. Ale nie da się ukryć, że odznaka bardzo wiele rzeczy ułatwia i otwiera furtki – nie mówiąc już o tym, że łatwiej było o pewne informacje… Tak, jasne, niektórzy korzystali z tego dla własnych celów, a nie by pomóc, ale ci co mieli serce we właściwym miejscu również z tego korzystali. Łatwiej było o pewne narzędzia. No i… było się tym oczkiem w sicie, które mogło zatrzymać kamień, a nie po prostu wielką dziurą, przez którą by przeleciał…

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (7589), Victoria Lestrange (9332)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa