• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9.10.72, Lindisfarne] Drzazgi pod skórą

[9.10.72, Lindisfarne] Drzazgi pod skórą
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#21
04.02.2026, 10:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2026, 10:38 przez Brenna Longbottom.)  
– Pewnie. Zawsze – oświadczyła Brenna, która pod pewnymi względami nigdy nie porzuciła do końca lat nastoletnich, a kolekcjonowanie kart czekoladowych żab było właśnie jednym z nich. Wprawdzie nie była pewna, czy Hubbard też spłonęła, czy była w pudełeczku w Zakątku, nie miała czasu na coś tak mało istotnego jak sprawdzenie kolekcji, ale lepiej mieć dwie niż żadnej, prawda? – Mój brat bardzo chciałby… żebym była szczęśliwa i chyba przyszło mu do głowy, że najlepszy sposób to mnie z kimś wyswatać. Wcześniej już sugerował mi Castiela, wiesz, brata Cyn, i jestem prawie pewna, że miał też plany odnośnie Vinca…
…a na jego liście znalazł się nawet Dumbledore, chociaż Brenna podejrzewała, że tutaj jednak sobie żartował. Żartował, prawda?
- …więc to po prostu wpisywało się w ogólne tendencje.
Sama nigdy nie próbowała. Chyba najpierw długo wierzyła, że Erik znajdzie sobie kogoś sam. Potem… potem zaczęła może mieć pewne podejrzenia, ale nigdy nie spytała, a teraz… Teraz pewnie powinna z nim pogadać o tym wszystkim, gdy znalazł się w oku cyklonu. I tę rozmowę będzie trzeba przeprowadzić na trzeźwo. Erik obrywał ostatnio od życia na wielu różnych poziomach i przynajmniej musiała spróbować jeśli nie pomóc, to z nim pogadać.
– Mówiłam, spotykamy się jakiś miesiąc… znaczy, teraz już z półtora – odparła Victorii, zgodnie z prawdą zresztą, bo chyba ciężko było wliczać do spotykania się te sytuacje z wygrażaniem sobie nawzajem na trawniku czy na Nokturnie. Zaprosiła go na tę plażę, a on ją na koncert pod koniec sierpnia, więc wydawało się jej względnie sensowne, skoro Victoria chciała znać daty… – Rosierowie… zamiana nici w złoto, taka trochę metaforyczna. Mam chociaż nadzieję, że nie jest śmiertelnie nudny.
Trochę miała wrażenie, że większość osób o tym nazwisku taka właśnie jest: nudna. Co było paradoksalne, bo mody samej w sobie Brenna za nudną nie uważała. Z drugiej strony Basilius miał bodaj matkę z Rosierów, a on był zabawny i ślizgońsko sprytny, może więc to ci nudni byli wyjątkami?
– Jeden albo dwa – skwitowała odnośnie listów. Ewentualnie dziesięć. – Czy ja wiem? Mam wrażenie, że zarządzanie leży i kwiczy, skoro nawet ludzie mający szukać danej osoby czasem nie wiedzą, że jest poszukiwania i za co – podsumowała dość krótko, wzruszając ramionami. Tkwiło w tym więcej rzeczy, choćby fakt, że czuła, że prędzej czy później albo będzie musiała opuścić Zakon, albo Brygadę, ale w tej chwili… w tej chwili i tak pozostawało po prostu sprzątać po Spalonej Nocy.
I czekać.
Czekać, co będzie dalej.
Beltane i Samhain, dwa bieguny, dwie strony tej samej monety. Chyba wszyscy spodziewali się, że coś się wtedy stanie: pytaniem pozostawało tylko co… i co jeszcze stanie się wcześniej, bo ciężko było mieć nadzieję, że czeka ich parę tygodni spokoju.
Sięgnęła tym razem po herbatę, by rozlać ją do kubków: słońce utonęło ostatecznie w morzu, niebo przybrało ciemną barwę, tylko na zachodzie jeszcze płonąc śladem pomarańczu i czerwieni, a na wschodzie już migotały pierwsze gwiazdy, i zaczynało robić się coraz chłodniej.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#22
04.02.2026, 13:50  ✶  

Victoria tylko pokręciła głową na tę całą listę facetów, co do których Erik miał jakieś plany, by ich wyswatać ze swoją siostrą, bo to było wielkie przedsięwzięcie w ogóle stworzyć taką listę potencjalnych absztyfikantów, których mogłaby Brenna w ogóle przyjąć. Rozumiała ten sentyment i to faktycznie było całkiem urocze i kochane w tym wydaniu, bo wydawało jej się, że na liście i zapraszaniu na imprezę się zakończyło. Ale sama będąc zmuszona do małżeństwa przez swoją rodzinę dwa razy (a oba okazały się niewypałem i całe szczęście, że do ślubu nie doszło, bo byłaby teraz wdową i rozwódką), niespecjalnie uważała, za dobry pomysł tak popychać kogokolwiek od jednych ramion do drugich bez wyraźnej zgody.

Lestrange bardzo szybko sobie to półtorej miesiąca odliczyła, aż wyszedł jej koniec sierpnia i początek września i tylko cmoknęła niepocieszona, że Brenna nic jej wcześniej nie powiedziała, a musiała z niej wszystko wyciągać siłą, a najgorsze było to, że nie połapałaby się, że coś jest na rzeczy, gdyby jej Atreus nie powiedział, że idzie z nią na wesele do Yaxleyów i nadal żyłaby sobie tak nieświadomie, że coś się w życiu panny Longbottom pozmieniało. Victoria nie była pewna, skąd ta cała skrytość i bardzo nie chciała myśleć o sobie jak o jakimś niechcianym elemencie, któremu nie warto się zwierzyć z tego, że ktoś jej się podoba i że myśli o tym kimś na poważnie. Owszem, już ostatnio pytała ile to trwa, ale choć dostała wtedy odpowiedź, to nie była co do niej przekonana, skoro dookoła dostawała jeszcze takie odpowiedzi jak „a czym dokładnie jest to”.

– To już chwilę trwa, zaraz będzie dłużej niż każde moje narzeczeństwo – zauważyła. Żadne nie przetrwało dłużej niż dwa miesiące, ale o tym, że była zaręczona, każde z jej przyjaciół wiedziało i nikt nie musiał tego z niej wyduszać siłą. – Nie jest. Gdyby był śmiertelnie nudny, to nie poszłabym z nim na bal – nie była do tego przecież przymuszona przez kogokolwiek, poszła z nim z własnej woli.

– Też dostałam jeden albo dwa – stwierdziła i uśmiechnęła się złośliwie. – Śmiem twierdzić, że wygnanie mu nie służy. Ma za dużo czasu na te bzdury, a do tego myśli, że nikt się nie połapie, że te wycinanki to on. Wyślij mu kiedyś rebus zielarski albo kolorowankę z jakąś rośliną. Ucieknie w popłochu – gdziekolwiek się zaszył, to miał ewidentnie za dużo czasu. Ale z drugiej strony to dobrze, bo to oznaczało mniej czasu na robienie złych rzeczy. – A gdzie zarządzanie nie leży i nie kwiczy. Z drugiej strony jak funkcjonariuszom nie chce się zapamiętać nazwisk na tablicy z listami gończymi, to nie do końca jest wina systemu, a jednostki. Chyba, że mówisz o czymś innym.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#23
04.02.2026, 15:16  ✶  
Brenna była rozgadana, ale też w pewnych sprawach zaskakująco skryta – coś, czego pewnie nie spodziewało się po niej, kiedy mówiła, mówiła i mówiła, także o rzeczach, do których większość ludzi się nie przyznawała, w rodzaju „a potem omal nie zmiótł mnie zbyt nisko lecący latający dywan”. Tu zaś zwyczajnie ciężko było wcześniej wiele powiedzieć, skoro najpierw był to rytuał, a potem próba znalezienia się w sytuacji. Po prawdzie o Atreusie nie rozmawiała zwyczajnie z nikim, a jedyną osobą, która cokolwiek wiedziała, był Mav i to tylko dlatego, że wpadli na siebie na Nokturnie... No i Erik knuł z powodu tych kamieni, ale tak naprawdę nie opowiadała o niczym i jemu, a jego lekkie szturchnięcia po prawdzie w żadnym razie nie równały się zmuszaniu do brania ślubów z kimś, kogo się nienawidziło.
Widziała, że Roookwood przejechał po pewności siebie Victorii, ale tak naprawdę w pełni dotarło to do niej teraz... I chyba ciągle nie wpadłaby na to, że mogło to obejmować też szukanie czegoś takiego u przyjaciół.
- Nie zapeszaj - rzuciła do Victorii, unosząc kubek z herbatą, takim gestem wyrażającym nieme pytanie, czy też chce. – W sumie to nawet nie wiem, czy tak to można liczyć, bo jakby w międzyczasie wydawało mi się, że przestaliśmy rozmawiać, a potem jeszcze… wiesz. Spalona.
Spalona Noc i atmosfera po niej nie sprzyjała spotykaniu się z kimkolwiek i jakimkolwiek zwierzeniom. A on stracił wtedy siostrę. I to dokładało wtedy kolejne cegiełki do ogólnej konstrukcji „to skomplikowane”. Biorąc pod uwagę wszystko, co się działo, nie widzieli się prawie trzy tygodnie, nie licząc tego momentu, w którym kamienica zwalała się im na głowy i gdy dawała mu potem książki w szpitalu.
– Mam w każdym razie nadzieję, że jeśli chodzi o ciebie, to mamy do czynienia z klasycznym „do trzech razy sztuka”. Jedna z zasad, tak sobie myślę, powinna brzmieć, że zaczyna się od pytania o matkę i spędzania wolnego czasu…
Żeby nie trafić na kolejnego Rosiera maminsynka albo kogoś, kogo styl życia był chyba dość… skrajny.
– Czy matka tego Rosiera jest przynajmniej tak względnie normalna? Kojarzysz ją? – upewniła się jeszcze, po czym upiła ostrożnie kilka łyków ciepłej herbaty. – Wiesz, Vika, wiadomości do mnie raczej nie są tymi, które wysyła się dla żartu znajomym. I trudno, żeby nie rzucało się na mózg, kiedy jesteś poszukiwany. Zresztą… szkoda o nim gadać, psuje mi to nastrój – powiedziała, a jej ton zmienił się teraz i przez chwilę był wręcz wyzuty z emocji.
Cruciatus.
List, pozostawiony na zgliszczach.
Wiadomości, wysyłane raz za razem.
Głowa na biurku Harper…
Nie miałem wyboru…
Odetchnęła. Nie chciała dziś rozmawiać o Stanleyu Borginie.
– Ożywiałaś jakieś jaszczurki? – spytała w końcu: to było chyba ostatnie z nurtujących ją pytań, które chciała dziś zadać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#24
04.02.2026, 18:03  ✶  

– To moja klątwa, nie twoja – parsknęła, po prawdzie nawet nie traktując tego jako klątwy, a zwyczajnego w życiu pecha, chociaż dwa przypadki już pomału robiły z tego pewną regułę, przez którą Victoria na myśl o „dwóch miesiącach” zaczynała się krzywić. Zrozumiała jednak aluzję i podsunęła wolny kubek, by również się napić herbaty. Nie, żeby się rozgrzać, bo wiadomo, ale żeby się nie zasłodzić czekoladową żabą (bo fasolkami, na które trafiła, to nie miała co…). – Wiesz, istotne jest to, jak ty to widzisz, a nie jak powinno się coś tam liczyć. Bo to, jak ty na to patrzysz, dużo mówi o tobie – a to interesowało właśnie Victorię: perspektywa Brenny, to co ona odpowie, gdy zapytać ją „jak długo”, od kiedy ona by sobie to liczyła i uznała, że od tej daty by coś uznała. To, że był moment, że nie rozmawiali nie było aż takie dziwne: byli dorosłymi ludźmi z dorosłymi zawodami, a ostatni miesiąc był taki, że postawił wszystkie służby na głowie.

–  Do trzech razy… ale licząc od kiedy? – zażartowała sobie, bo też jak powinna na to patrzeć? Poprzednie dwa razy nie były nawet jej decyzją. Później coś próbowała z Rookwoodem i to już był jej wybór, ale i tak nic z tego nie wyszło, a poza tym przez większą część czasu nie wiedziała co ma sobie myśleć. Co zaś się tyczyło Rosiera to tu również nie wiedziała, jak do tego podchodzić. Miała jakieś obawy w sobie, dotyczące tego, że jeszcze się okaże, że to ona jest nudziarą, a poza tym nie chciała sobie robić na nic nadziei, ani nawet nie wiedziała czy powinna na cokolwiek liczyć – umówili się na spotkanie poza balem, ale póki co sama zwyczajnie była w kropce. Choć, jak to mówią, pierwsze koty za płoty, bo przynajmniej nie odmówiła, ani nie zwiała, a naprawdę dobrze bawiła się na balu i nie miała nic przeciwko by zobaczyć, dokąd ich to zaprowadzi. – Uhuhm, to bardzo ważna zasada, którą ogólnie polecałabym każdemu wprowadzić w życie. Na szczęście w tym przypadku już znam odpowiedzi – trochę przypadkowo, bo jak siedziała z Christopherem w kuchni i jadła pudding, który sam upiekł, to jakoś samo zeszło na te tematy, więc wiedziała, co robił w wolnym czasie. – Tak tak, znam ją. Nie jakoś bardzo dobrze, ale jest… no jest normalna. Na pewno nie tak surowa jak moja – ale Isabella Lestrange to był zupełnie inny poziom dla bardzo wielu matek. – W pewnym sensie przypomina twoją matkę – dodała z zastanowieniem po czym uśmiechnęła się lekko do Brenny. Za chwilę jednak ten uśmiech nieco zbladł. – Nie wiem, Brenn… Skąd mam to wiedzieć – nie znała napięć, jakie panowały pomiędzy Brenną, a Stanleyem, nie wiedziała o ich podłożu w postaci ukrywającej się u Longbottomów Menodory. Nie wiedziała o żadnym cruciatusie, liście na zgliszczach, ani głowie na biurku Harper Moody. Victoria była boleśnie nieświadoma dlaczego w ogóle Borgin był poszukiwany – wiedziała tyle, ile było na jego liście gończym, który zresztą nie był podany do publicznej informacji: czyli niezbyt wiele i sądziła, że może mieć po prostu jakieś informacje związane z Beltane, a nie, że zrobił coś okropnego… Chociaż chodziło jej po głowie, że skoro się tak długo ukrywał, to być może, ale tylko być może, mógł mieć na sumieniu coś więcej – tak ogólnie, a nie że na Beltane… – Ale w porządku, nie rozmawiajmy o nim – zgodziła się, bo czemu miałaby zmuszać Brennę do rozmowy o czymś, czego ta nie chciała poruszać?

– Nie – ani jaszczurek, ani pszczółek, ani niczego innego – nie próbowała manipulować energią, którą miała w sobie. Może był to błąd, może dobra decyzja – tego nie wiedziała.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#25
04.02.2026, 18:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2026, 18:27 przez Brenna Longbottom.)  
– A to dopiero się okaże – roześmiała się. Przez „przestanie rozmawiać” rozumiała, że jakby sądziła, że zerwali kontakt, ale było, minęło, a i nieświadoma, jak Victoria zinterpretowała jej słowa, nie rozwinęła tematu. – To chyba dużo mówi o mnie, że sama miałabym pewne problemy z definicjami i jasnymi datami. Ewentualnie o ogólnym porąbaniu całej sytuacji.
Mogło chodzić o obie te rzeczy, no i na pewno nie ułatwiało, że cały świat dookoła zdawał się oszaleć, prawda?
– O trzecich potencjalnych zaręczynach. W sensie… że skoro dwa razy skończyło się, jak się skończyło… Może kiedyś uda się trzeci raz i tym razem będzie po prostu dobrze.
Ten pierwszy był absolutną porażką i koszmarem. Ten drugi zdawał się przypominać miłosną, epicką historię rodem z opowieści, ale bez szczęśliwego zakończenia – na całe szczęście pomijającą jednak elementy trucizny i noża. Szczerze życzyła Victorii, by trzeci raz był już wspaniałą historią miłosną z zakończeniem szczęśliwym, ale że takie rzeczy rzadko działy się poza książkami… to miała nadzieję po prostu na coś, co zdoła zapewnić jej jeśli nie prawdziwe szczęście, to stabilizację spokój ducha, trochę radości.
– Naprawdę? Czy Christopher też już prosił, żebyś o czymś nie mówiła jego matce? – spytała, posyłając Victorii szeroki uśmiech, choć podejrzewała, że mogło po prostu chodzić o zamiłowanie do mody, dość typowe akurat i u Rosierów, i o Potterów, czy Selwynów. Zaraz jednak uśmiech trochę zbladł i spojrzała na Victorię z pewnym zaskoczeniem. – To znaczy… sądziłam, że aurorzy wiedzą? W sensie, dlaczego Stanley jest poszukiwany? – zapytała, marszcząc brwi.
Bo naprawdę, jakich wiadomości można by się do niej spodziewać od kogoś, kogo szukano za potencjalną współpracę ze śmierciożercami? (Dobra, chodziło o podrzucenie głowy, tyle że to była głowa kogoś zabitego przez śmierciożerców, a on znikł, ledwo go o tę zapytano...) Brenna wiedziała że przed Brygadzistami broniono tych informacji, nie wspominając już o reszcie Departamentu, ale przyjmowała jakoś, że Victoria wie: ostatecznie sprawę zabicia szpiega szefowej aurorów, który wniknął w szeregi śmierciożerców, prowadzili aurorzy, prawda?
– Muszę przyznać, że z tym mi ulżyło – westchnęła, odnośnie słów Victorii. – Zdaniem Atreusa arcykapłanka może o tym wszystkim wiedzieć więcej… ale chyba planują trzymać ją pod kluczem. Chociaż trochę mnie to zaskakuje, bo ostatecznie w sumie doszło tam tylko do samookaleczenia.
Nie była na miejscu, nie miała więc pojęcia, jak wszystko wyglądało: kapłankom odbiło, chciały złożyć ofiarę z człowieka, ostatecznie jedna kapłanka zraniła się nożem, zerwano zasłonę między światami i działy się dziwne rzeczy. Tyle dotarło do jej uszu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#26
04.02.2026, 21:44  ✶  

– Ale w końcu określiłaś pewien zakres czasu i właśnie taki, a nie inny – dla Victorii znaczyło to tyle, że właśnie te półtorej miesiąca temu Brenna się tak faktycznie zorientowała co do swoich uczuć i zdecydowała, że chciałaby być może czegoś więcej.

– Może – przyznała i uśmiechnęła się trochę smutno. – Może się kiedyś uda. Ten trzeci raz nie będzie już wymuszony przez moją rodzinę, więc na pewno nie będzie gorzej – a przynajmniej chciała w to wierzyć, że gdy sama będzie mogła podjąć swoje decyzje, to pójdzie to lepiej. – A jak się nie uda, to zawsze mam swoje koty – chociaż rodzinę chciała założyć… ale to też nie tak, że to było jej jakieś wielkie marzenie, które niespełnione sprawi, że będzie się w swoim życiu czuła gorsza, czy coś w ten deseń – nie.

– Nie, nie prosił – roześmiała się na tę insynuację, jakoś nie umiała go sobie wyobrazić mówiącego, by czegoś tam nie mówić jego matce. Z drugiej strony w jej obecności niczego nie przeskrobał, ani nie kombinował niczego, co mogłoby się nie spodobać mamie.

– Ja nic nie wiem ponad to, co jest napisane na tym liście gończym, czyli w sumie to niewiele – bo było tam podane, że Stanley jest poszukiwany w sprawie związanej z Beltane, czyli że… co niby? Wiedziała, że był u Moody, a potem od niej wyszedł – nikt go wtedy nie próbował łapać, nie gonił, a potem się więcej nie pojawił w Ministerstwie. Dlatego przez dłuższy czas zakładała, że szukają go dlatego, że zniknął, a może mieć jakieś ważne informacje, a nie dlatego, że zrobił tam coś okropnego. Później nie była tego już taka pewna, gdy dotarło do niej, że Borgin celowo się ukrywa i ani myśli wracać. – Ty coś wiesz? – sądząc po reakcji Brenny – owszem, wiedziała. I na tym etapie Victoria już nie miała siły się nawet dziwić, że Longbottom znowu wie coś więcej.

– Ja niestety wiem o sprawie arcykapłanki niewiele. Ale mogę podpytać Primrose, bo chyba ma do niej dostęp w Lecznicy Dusz? – ale czy faktycznie miała? Nie wiedziała. Nie zajmowała się też sprawą Stonehenge po Lithcie, więc znała głównie plotki na ten temat. – Ale nie dziwi mnie, że ona może wiedzieć więcej. W końcu to ona wyciągnęła Atreusa z Limbo… czy jak to nazwać.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#27
05.02.2026, 09:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2026, 10:38 przez Brenna Longbottom.)  
– To w takim razie myślę, że nasze mamy jednak nie są aż tak podobne. Jak znasz go od lat, to jak nic kiedyś powinno się to zdarzyć.
Trochę się jej to nie trzymało kupy, bo nawet jeśli nie chcieli, by informacja o tym, za co poszukiwano Stanleya dotarła do śmierciożerców i ktoś zakładał, że aurorzy mogliby ją wynieść... to jakby Borgin chyba wiedział, w jakiej sprawie go przesłuchiwano. Jasne, Harper mogła nie chcieć podać szczegółów, ale chyba nie ukryła tej głowy...? A jeśli to zrobiła, wciąż mogła wprost powiedzieć, że podejrzewa współpracę ze śmierciożercami. Brenna przez chwilę siedziała z wzrokiem spuszczonym na kubek, poruszając nim tak, że wprawiła w ruch resztkę herbaty na dnie, jakby szukała tam odpowiedzi na wszystkie pytania, zanim znów westchnęła.
– Myślałam, że przynajmniej wy wiecie więcej? Efekty tego całego widowiska i tak dalej na przykład do nas w ogóle nie dotarły, ale sądziłam, że… no aurorzy wiedzą. - A chyba przesłuchiwano obsługę, dziewczynę, która z nim znikła? Brenna nie wiedziała niczego o efektach, ale przyjmowała, że aurorzy jednak dostali informacje. O zabójstwie i dostarczeniu głowy dostała informację nieoficjalnie, ale o ile mogła zrozumieć, że to jeszcze Harper kryje… to czemu podejrzenie współpracy? – Składając plotki i niektóre rzeczy, w tym szukanie go w sprawie Beltane i jego nagłe zniknięcie, moim zdaniem Stanley biegał podczas majowego święta w mało gustownej masce – skwitowała. – Może nawet on rzucał we mnie ogniowe zaklęcia? Albo zabił Derwina? Niby mogę się mylić, ale Borginowie to…
Zawahała się, a potem pokręciła głową z westchnieniem. Nie chciała kręcić i udawać, że nie uważa Stanleya za śmierciożercę, chociaż może i powinna. Victoria ostatecznie była kimś, kto skupiał się na swoich bliskich i pracy. A czy wśród tych bliskich nie było kogoś, kto ochronił Maida Vale przed popiołem i ogniem…? Czy ocalenie ogrodu stanowiło przypadek? Do kogo mogłoby dotrzeć nieostrożnie rzucone słowo? Ale ostatecznie nie mówiła jej o głowie, a jedynie o własnych podejrzeniach.
– Kiedyś, dawno temu, z jednym się przyjaźniłam. Można spokojnie założyć, że poróżniły nas rodzinne poglądy. A Stanley raczej nie napisał do mnie z sympatii – powiedziała w końcu i sięgnęła po butelkę po jeszcze jeden łyk, wzięty trochę na smutno, trochę w jakiejś zaciętości. Naprawdę nie był to temat, który chciała tu omawiać, kolejny na liście trudnych tematów, po tym o Saurielu i jego zniknięciu.
– Może warto? Nie pozwalają jej wychodzić na zewnątrz ani na kontakty z nikim… i zastanawiam się, czy boją się, czy rzuci się na kogoś udusić, czy tkwi w tym coś więcej, skoro… wiesz, tak bronią informacji o właściwie wszystkim – mruknęła. Zimni najwyraźniej nie musieli się martwić, że ta energia nagle się wyczerpie i padną martwi, ale to nie oznaczało, że wiedzieli, co zrobić dalej. Próbować to odwrócić w Samhain, oddając energię? Czy to im nie zaszkodzi? Zachować ją? Jeśli tak, jakie będą konsekwencje?
Brenna westchnęła w końcu i wstała.
– Skoro już tu jesteśmy, chcesz się przejść? – rzuciła, wsuwając dłonie do kieszeni. Rzeczy zostawiała póki co bez wahania, bo wątpiła, by ktoś zdołał je stąd ukraść, a szkoda była już wracać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#28
05.02.2026, 18:48  ✶  

– No nie są takie same. Mówiłam, że są w pewnym sensie podobne. Ale my się nigdy blisko nie trzymaliśmy, więc nie było też okazji, żeby się przekonać jak duże jest to podobieństwo… – Victoria czuła się w obowiązku, by się wytłumaczyć. No bo tak, znali się z Chrisem całe lata, ale to zawsze był po prostu kontakt… biznesowy, a przynajmniej w większości, bo to, że znali się ze szkoły, nieco tę znajomość ocieplało, do stopnia, że można sobie było pozwolić na nieco więcej (jak choćby na uwagi, że wydają ją nie za tego Rosiera, za którego powinni).

– Jeżeli ktoś coś wie, to się tym nie chwali. Oficjalnie nie dostaliśmy żadnych informacji, nad czym ubolewam… Ale nie byłby to pierwszy raz, kiedy wywalają nas do zadania i nie podają pełnych informacji. Na przykład w sierpniu zostałam przydzielona do… hmmm… pilnowania Lorraine Malfoy w trakcie, kiedy ona zajmowała się ciałami naszych widmowych wydmuszek i przez cały czas zastanawiałam się co to ma na celu – pilnowanie ciał przed nią, czy pilnowanie jej przed ciałami. Do teraz nie jestem pewna jaki był tego cel, chociaż jedno z ciał wróciło do życia – Lestrange skrzywiła się. – Ale nie poinformowano mnie wcześniej, że coś takiego może mieć miejsce, nie otrzymałam żadnego pakietu informacji, nic, tylko to, że mam tam siedzieć przez kilka godzin i liczyć palce, bo byłam bliska zaśnięcia z nudów – czy można było Victorię winić za jej podejrzliwość w stosunku do Ministerstwa? Chyba nie. Była pewna, tak jak Brenna mówiła, że mieli w szeregach Śmierciożerców, to nie ulegało wątpliwościom, dlatego też podczas akcji nad jeziorem Windermere podjęła taką a nie inną decyzję: zniszczyła kocioł trytonki, za pomocą którego kontrolowała ludzi i pominęła to w raportach, nie chcąc, by ta substancja trafiła w ręce kogokolwiek, bo już czuła w kościach jakby się to skończyło: badaniami. I wszyscy by tego pożałowali. I niestety doskonale wiedziała, że gdyby nie odznaka, to nie miałaby do tego wszystkiego dostępu. – Cóż, co jak co, ale Borginowie od chyba zawsze zajmowali się różnymi mniej legalnymi interesami – Victoria westchnęła lekko, bo nawet jej własna babka skierowała ją do Borginów i choćby dlatego Stanley był jej potrzebny: inaczej trudno byłoby wyciągnąć z nich informacje, choć czy w tym momencie to rzeczywiście było takie ważne? Powód, dla którego to wszystko potrzebowała, wyjechał w siną dal. No i… Lestrange też miała całkiem solidny powód by podejrzewać, że Stanley nosił szlafrok i maseczkę, i wcale nie chodziło o wizyty w spa. Nie było to coś, czym zamierzała się dzielić ze swoją rodziną, bo może i była wychowana w takim a nie innym klimacie, że rodzina powinna być na pierwszym miejscu, to przecież nie była głupia. Ktoś z jej rodziny musiał się kłaniać Voldemortowi, a ona nie wiedziała kto taki. Wiedziała za to, kto tego nie robił: ona sama. I raczej nie Primrose, która nie miałaby kiedy zacząć kolaborować, a poza tym była przerażona tym co się działo.

– Szkoda, jeśli wartości rodziny przysłaniają wszystko inne – odparła i szturchnęła lekko Brennę łokciem w bok, by nieco się rozchmurzyła. Wartości rodziny Lestrange też różniły się od tych, które przekazywali sobie u Longbottomów, ale co z tego? Nie zamierzała wyrzekać się swojej przyjaźni z Brenną, wręcz przeciwnie. Gdyby ktoś jej coś rzucił na ten temat, to gotowa była wręcz podłożyć się z nią przy jakichś pismakach, żeby każdy wiedział i widział, że ma to wszystko gdzieś.

– Cóż, zapytać ją nie zaszkodzi. Co prawda pracuje tam od miesiąca, ale to i tak większy dostęp do informacji niż my z zewnątrz – Lestrange jakoś zapomniała w tym równaniu o Isobel, skupiając się na nekromantach zza granicy.

– No jasne. Ale potem czeka nas druga tura fasolek – dodała i chwilę później już stała, gotowa do spaceru.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (7589), Victoria Lestrange (9332)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa