• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[2.10.72] Zabić perkusistę

[2.10.72] Zabić perkusistę
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
05.02.2026, 21:19  ✶  
Mieszkanie było pełne sadzy, której – Cathal mógłby przysiąc – znów przybyło od jego ostatniej bytności tutaj, a gdzieś w piwnicach kamienicy ktoś grał na bębnach. Znowu. Grał na nich i trzy dni temu, gdy Shafiq zajrzał tutaj, żeby sprawdzić, czy nałożone pieczęcie cokolwiek zmieniły, i tydzień temu, kiedy te pieczęcie zakładał. Grały i teraz, kiedy przy okazji wizyty w Londynie w sprawach papierkowych wpadli sprawdzić, czy nikt się nie włamał, bo ktoś podobno próbował dokonać włamu do opuszczonego mieszkania sąsiadów.
Bum. Bum. Bum.
Rytm wwiercał się w uszy Shafiqa i w jego umysł. Osadzał się w pamięci. Przez ostatnie trzy dni nie mógł się od tego dźwięku uwolnić: gdziekolwiek był, cokolwiek robił, jego pamięć absolutna podsuwała mu złośliwie właśnie te dźwięki, przez co trudno mu było skupić się w pełni na chwili bieżącej. I gdy dziś rano zaczął mieć nadzieję, że efekt osłabł… znowu.
– Pieczęcie są całe, więc wszystko w porządku – orzekł tonem bardzo spokojnym, a potem spojrzał na swoją dłoń, ubabraną sadzą. Jego niewielkie mieszkanie, składające się z salonu połączonego z gabinetem i sypialni, całe było nią pokryte. Sadza osiadła na ścianach, na szklanych gablotkach, na szafkach – w większości teraz opustoszałych, bo wyniósł stąd w pudłach, co tylko mógł, w nadziei, że zdoła jeszcze ocalić co cenniejsze książki i pamiątki – na biurku. Na podłodze pozostawały ślady, jakby ktoś się tutaj przechadzał, choć Shafiq był pewien, że nic nie zostało ruszone, więc do środka nie dostali się żadni niechciani goście. – Musisz mi tylko dać chwilę, pójdę do piwnicy, zabiję tego bębniarza i będziemy mogli wracać do Walii – dodał, wciąż bez choćby śladu gniewu w głosie. Brzmiał, jakby prowadził zwykłą konwersację.
Ale chyba niekoniecznie żartował, ponieważ po tych słowach skierował się prosto ku wyjściu, a potem ruszył po schodach na dół, ku wejścia do piwnic kamienicy. Dźwięk jego kroków ginął w odgłosach bębnów.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
05.02.2026, 22:44  ✶  

Od kilku dni miała wrażenie, że Cathal jest bardziej nieobecny niż zwykle, łatwiej się rozkojarzał i choć Ginny tego nie komentowała, to zdecydowanie zauważała. Wyduszenie czegokolwiek z Shafiqa nie było takie proste, jeśli sam nie chciał mówić, przy nim trzeba się było uzbrajać w anielską cierpliwość, na szczęście tej McGonagall miała pod dostatkiem. I teraz, kiedy przekroczyła próg jego mieszkania, też nie zwróciła na głos uwagi na to, jak był nienaturalnie wręcz spokojny. Tak, pieczęci były nienaruszone, nikt mu się nie włamał do mieszkania, ale nie dało się nie zauważyć śladów pozostawionych w sadzy na podłodze. Cholera, nawet klamkę miał tą sadzą pokrytą, tak, że teraz jego dłoń była czarna i lepka od tego dziwnego zjawiska. Opowiadał jej (i miała wrażenie, że niechętnie) o tym, jak teraz wygląda jego mieszkanie, ale zobaczyć to na własne oczy, to było zupełnie co innego.

Ludzie w obcych mieszkaniach zwykle bywali skrępowani, nie chcieli niczego ruszać i tak dalej, ale nie Nefret – oj nie. Gapiła się bezczelnie na wszystko, na co można było spojrzeć, na te puste gablotki i miejsca na biurku, na sufit, ściany, drzwi, na meble. Na wszystko. Słuchała co Cathal do niej mówi, zawsze słuchała, chociaż nie zawsze odpowiadała. Ona też słyszała te bębny i był to dźwięk wyjątkowo osobliwy. Kojarzył jej się z rytuałami przeprowadzanymi przez niektóre plemiona w Afryce, a które miała okazję słyszeć i widzieć na przestrzeni lat, również w Uagadou, które było skupiskiem przeróżnych kultur, zdecydowanie bardziej niż bardzo jednolity i ograniczony do Wysp Brytyjskich Hogwart.

– Wiesz, z czym mi się to kojarzy? – odezwała się w końcu, a jej palec właśnie zawisł w powietrzu, przy szklanej gablotce, na której szybie zamierzała wymalować cokolwiek jej przyjdzie do głowy. – Te bębny brzmią jakby spirytysta właśnie siedział w kręgu kamieni na sawannie, jego ciało jest wymalowane w białe wzory, zamyka oczy… i próbuje się skontaktować z duchem przodka – jedna kreska, druga, trzecia, zawijas tu i tam… Egipcjanka przekrzywiła głowę i zmrużyła jasnobrązowe oczy, patrząc na świeczki, które wyrysowała palcem, całe trzy. Nic nie robiła sobie z tego „zabiję bębniarza i możemy wracać”; to naprawdę było jak zwykła konwersacja pomiędzy nimi. Odwróciła głowę, zauważyła, że Cal faktycznie poszedł, a ona ma przed sobą całe płótno: czyli więcej powierzchni, po których mogła sobie pomazać. – Tylko się nie zgub! – krzyknęła jeszcze za nim, marząc teraz na biurku Cala widoczek składający się ze słońca i trzech, bardzo charakterystycznych piramid.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
06.02.2026, 12:46  ✶  
Spokój Cathala był równie złudny, jak mogłoby się wydawać ten morza w pogodny dzień, gdy jego tafla ledwo porusza się niewielkimi falami, ale pod spodem wciąż poruszają się zdradzieckie prądy, niosące lodowatą wodę czy gotowe porwać nieostrożnego pływaka w głąb wody. Nie stało się tak naprawdę nic, co wstrząsnęłoby jego życiem: nie stracił całego dobytku w ogniach Spalonej Nocy, nikt mu bliski nie zginął, nie ucierpiał, ba, popiół nawet ominął dom Isabelli i posiadłość Gauntów. Gdzieś w nim tkwił jednak płomyk cichej, stałej irytacji. Wyjazd Ulyssesa i powrót Lety do Egiptu były jak kamyczki w bucie, stale uwierające. Opóźnienia na wykopaliskach z powodu Spalonej Nocy wymagały rozplanowywania od nowa, szukania pracowników, gdy parę osób zrezygnowało, problemów z dostawami, układania budżetu i negocjacji z krewnymi Shafiqa w sprawie finansowań. Kontrola z Ministerstwa, nasłana nie wiadomo po co, i w momencie, gdy na pewno mieli ważniejsze sprawy – Cal podejrzewał, że ot pewien auror sądził, że Shafiq mógł mieć coś wspólnego ze Spaloną Nocą – sprawiła, że utonął pod papierami. Sadza wtargnęła do jego mieszkania i do jego życia, jakby wojna próbowała ku niemu sięgnąć, a paradoksalnie bezpieczeństwo domu matki tylko potęgowało niepokój.
I te bębny były jakby ostatnim kamyczkiem, przed wznieceniem lawiny.
– Jeśli to taki bębnista, przekonam go, że są inne sposoby na kontakty z duchami przodków – powiedział Cathal jeszcze do Ginny, wciąż spokojnie, niemal uprzejmie, już stojąc w drzwiach, zanim na korytarzu rozbrzmiały kroki. W kamienicy znajdowały się jeszcze cztery mieszkania, ale przynajmniej dwa były teraz opustoszałe: może przez zniszczenia, a może mieszkańcy po prostu bali się wracać do Londynu.
Dobrze, bo przynajmniej nikogo nie miało ściągnąć zamieszanie. Do uszu Ginny bowiem kilkanaście sekund później dotarły odgłosy niewielkiego wybuchu gdzieś z dołu. I choć nie mogła tego wiedzieć, Cathal po prostu wysadził piwnicze drzwi. Wprawdzie do własnej piwnicy, wciąż jednak takie rzeczy mogły wzbudzać pewien niepokój.
Nie zabrał klucza.
A poza tym mógłby przysiąc, że dźwięki dochodziły właśnie stąd.
Tyle że gdy pył opadł, a otwarte przemocą drzwi zakołysały się na zawiasie, i Shafiq zajrzał do środka, zobaczył… ot puste pomieszczenie. Nie korzystał z niego poza tym, że trzymał tu trochę drewna do kominka, i to leżało w kącie, ale poza tym piwnica pełna była kurzu i cóż, sadzy, może magicznej, może zwykłej, bo stąd nikt jej nie sprzątał, jeśli się wdarła przez niewielkie, piwniczne okienko.
Dźwięki zaś umilkły i nie miał już pewności, skąd wcześniej dochodziły. Rozejrzał się więc i wszedł do środka, pochylając, bo omal nie rąbnął głową o framugę – drzwi były trochę niższe niż on.

percepcja
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
06.02.2026, 14:13  ✶  

Miała na niego oko, jak zawsze, gotowa zainterweniować, gdyby doszło to do tego momentu, w którym Cathal gotów zrobić krzywdę sobie i swojemu otoczeniu, właśnie tym bardziej, że wydawał się taki spokojny – ale McGonagall wiedziała lepiej i nie było ją tak łatwo oszukać czy zamydlić oczy. Rozumiała, że każda jedna irytacja tylko się nabudowuje, a ten spokój był jak cisza przed burzą i w którymś momencie ta budująca się złość będzie potrzebowała ujścia, tym bardziej, że Cathal zamiast to z siebie wyrzucić, to tak to gniótł, milczał, gniótł bardziej, milczał bardziej… Opóźnienia na wykopaliskach w obecnych warunkach nie były niczym niespodziewanym, raczej były dokładnie tym, co można było przewidzieć po atakach sprzed miesiąca, a robota papierkowa… cóż. Anglicy lubili te swoje papierki, wiedziała o tym doskonale, bo przecież ile czasu jej zajęło załatwienie wszystkich dokumentów, gdy tutaj przyjechała.

– Ale to będzie przed czy po tym jak już go zabijesz? – rzuciła mu jeszcze na odchodne, gdy tak skupiała się na tych piramidkach, do których dorysowała jeszcze dwie palemki. Anglicy, gdy rysowali byle co, często kreślili te swoje drzewka, a ona miała palmy, wychowana w takich a nie innych warunkach…

Ale wtedy usłyszała charakterystyczny dźwięk wybuchu i automatycznie się wyprostowała. To było trochę tak, jak ten wybuch sprzed miesiąca, po którym mieli pełne ręce roboty, na szczęście nogę Liama udało się uratować… Odwróciła się automatycznie w stronę wyjścia, nasłuchując teraz znacznie uważniej, nieco jednak przejęta tym, co się mogło w tej piwnicy dziać, a takie wybuchy nigdy nie zwiastowały niczego dobrego.

Zwłaszcza, gdy Cal był taki och-jakże-spokojny.

Porzuciła więc rysuneczek i z westchnieniem po prostu poszła do drzwi, zamknęła je za sobą ostrożnie, a schodząc po schodach, wydobyła z kieszeni chusteczkę, chcąc wytrzeć swoją dłoń, a zwłaszcza palec, którym kreśliła te swoje dzieła sztuki. Chyba jednak lepiej było go przypilnować, bo kto wie, co jeszcze przyjdzie archeologowi do głowy, gdy był w tak parszywym nastroju.

– Chcesz zabić bębniarza, czy siebie? – zapytała będąc jeszcze na schodach. – Bo bębniarz chyba się wystraszył i przestał – a tu było strasznie dużo dymu i McGonagall jakoś automatycznie zakasłała.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
07.02.2026, 17:23  ✶  
- W trakcie.
Wszak gdy zostanie zabity dostanie najlepszy możliwy kanał do kontaktów z przodkami, ale Cathal mógł go wcześniej o tym poinformować.
Trudno powiedzieć, czy faktycznie gdyby dopadł bębniarza, zabiłby go na miejscu. Prawdopodobnie miałby na to ochotę, ale być może rozsądek jednak by się odezwał i podpowiedział, że pozbycie się kogoś w centrum Londynu, nawet gdy sytuacja była tak niestabilna, mogłoby zaprowadzić Shafiqa prosto do Azkabanu. Ukrywanie ciał w mieście było dużo bardziej problematyczne niż na pustyni, a gdy ktoś tutaj zaginął, rzadziej machano na to po prostu ręką, jak robiono to w Afryce, gdzie ludzi było dużo, a kontynent zbyt duży i zbyt pełen kryjówek, aby chciało się kogoś szukać zbyt gorąco.
Tak czy inaczej nie dostał szansy się przekonać.
– Nie planuję samobójstwa w najbliższym czasie – stwierdził, a w jego głowie rozbrzmiał własny głos, dawne wspomnienie.
Musisz mi coś obiecać.
Odgonił je jednak szybko, a kraniec różdżki rozjaśnił się światłem, kiedy Cathal rozglądał się po piwniczym pomieszczeniu, jakby spodziewał się, że zaraz zobaczy jednak bębny albo samego bębniarza, ale było tylko to drewno.
– Jeśli nawet się przestraszył, zaraz zacznie znowu – powiedział, spoglądając ku Ginny. Może powinien po prostu odpuścić: w jego mieszkaniu i tak nie dawało się przebywać, a on tkwił teraz głównie na wykopaliskach, nie wpadając nawet do Little Hangleton. Ale naprawdę chciał dobitnie wyjaśnić temu domorosłemu perkusiście, dlaczego tak idiotyczna muzyka nie jest czymś, czemu powinieneś oddawać się w londyńskiej kamienicy. – Mógłbym przysiąc, że dźwięk dochodził z tej piwnicy.
Z jego piwnicy. I to naprawdę go wkurwiło i skłoniło do wywalenia tych drzwi. Teraz, kiedy okazywało się, że może jednak dźwięki dobiegały z którejś z sąsiednich, Cathal dalej był wprawdzie zły, ale też trochę skonfundowany. Nie zmieniało to jednak tego, że we własnej głowie rozwalał te bębny i dusił bębniarza, a ktoś – może Slytherin – chichotał w jego głowie na te fantazje.

Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
08.02.2026, 00:58  ✶  

Właściwie to Guinevere wcale go nie podejrzewała o to, że od razu dokona morderstwa, gdy tylko dorwie w swoje ręce tego, kto mu tak bardzo zakłócał spokój. A jakże, byłby do tego zdolny… zwłaszcza w afekcie, ale już samo to, że ktoś mu się włamał do piwnicy było alarmujące i być może dlatego aż tak bardzo się tym ewentualnym morderstwem nie przejmowała (ktokolwiek to był, najpewniej by zasłużył na obicie twarzy)… Tym niemniej czuła w kościach, że Shafiq może odwalić coś głupiego, coś, czego będzie potem żałował, tym bardziej, gdy usłyszała ten wybuch…

– Mhm, w najbliższym – wymamrotała i odkaszlnęła pyłem, dymem, kurzem i wszystkim tym co wzbiło się w powietrze, gdy Cathal postanowił wysadzić drzwi do swojej piwnicy, te same, które teraz się tak kołysały na zawiasie, a na które Guinevere tak łypnęła. – To co to był za wybuch? – zapytała podejrzliwie i już w ręce miała swoją różdżkę, mieląc teraz chusteczkę, która niewiele pomogła na sadzę, której jeszcze chwilę temu dotykała, w drugiej dłoni. – Chcesz sobie sufit zawalić na głowę? – dodała nieprzekonana, ale w końcu zeszła ze schodów i stanęła na palcach, żeby zajrzeć do tej piwnicy.

Drażniła się z Calem, ale przecież to nie tak, że mu nie wierzyła, bo przecież też słyszała te dziwne dźwięki. To nie działo się tylko w głowie blondyna, gdyby słyszał je tylko on, to mieliby tu zupełnie inną rozmowę, ale również je słyszała i to było tym bardziej martwiące… Nie była to sprawa, którą należało olać, tak przynajmniej uważała.

– A próbowałeś rozproszyć magię? Może kryje się i mami zmysły jakąś iluzją – podsunęła, a jej oczy płynnie zmieniły się z jasnobrązowych w złote, kocie. – Nie świeć mi tym w oczy, zobaczę czy widać tu coś więcej. Albo… poczekaj, zobaczę czy czegoś tutaj nie czuć – dodała i zaraz w jej miejscu stał kot, który przecisnął się obok nóg Cathala do środka piwnicy, by sobie obejrzeć jej wnętrze z zupełnie innej perspektywy. Kiwała przy tym łbem na wszystkie strony, z lekko otwartą buzią, ewidentnie chłonąc wszystkie zapachy, jakie tylko mogła.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
09.02.2026, 10:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2026, 11:02 przez Cathal Shafiq.)  
– Zamek się zaciął – skłamał Cathal bez mrugnięcia powieką, chociaż po prawdzie po prostu nie wziął klucza, a nie zamierzał ryzykować, że bębniarz zniknie, zanim on się po nie wróci.
Tyle że bębny i tak umilkły, a w pomieszczeniu nikogo nie było.
– Ktoś ukrywa się pod iluzją w mojej piwnicy? To chyba nie miałoby sensu – stwierdził, wychodząc z powrotem na korytarz, gdy Ginny zaczęła krążyć jako kot po pomieszczeniu. Ustawił się tak, by światło z różdżki nie wpadało do środka piwniczego pomieszczenia i nie świeciło pani animag prosto w kocie oczy. – Ale może te dźwięki to jakieś zaklęcie zauraczające… – zgodził się po chwili wahania. Jego spojrzenie wędrowało jednak po drzwiach do dwóch sąsiednich piwnic, należących do sąsiadów. Shafiq zamilkł, nasłuchując, czy z którejś z nich nie dobiegną dźwięki, świadczące o tym, że siedzi tam jakiś podejrzany perkusista, czekający aż sobie pójdą.

Rzut Z 1d100 - 52
Sukces!


Nie słyszał jednak żadnych dźwięków, za to gdy z powrotem zajrzał do swojej piwnicy zamarł.
Bo pomiędzy nim a kotem w podłodze znajdowała się klapa. Klapa, której - mógłby przysiąc - nie było tutaj jeszcze chwilę temu. Dokładnie w miejscu, w którym chwilę temu stał, i przez które potem przeszła kotka. Nie powinien jej przegapić. Ona nie powinna jej przegapić.
- Guinevere? Tej klapy tu wcześniej nie było - powiedział, bo kogo jak kogo, ale Cathala pamięć nie mogła mylić. I nie pamiętał, by ta się wcześniej tu znajdowała. A że mieszkanie do wiosny stało zupełnie puste, zaś latem zupełnie nie schodził na dół, bo nie palił w kominku... od razu zrobił się podejrzliwy. Podszedł do niej ostrożnie, a potem faktycznie machnął różdżką, próbując rzucić zaklęcie rozpraszające magię, zanim przykucnął na pokrytej kurzem podłodze i przyjrzał się brzegom klapy. Doświadczenia z wykopalisk uczyły, by nie dotykać takich rzeczy bez sprawdzenia. Nawet jeśli to nie były wykopaliska, a tylko zwykła piwnica.

Rzut PO 1d100 - 71
Sukces!
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
09.02.2026, 19:28  ✶  

Zmrużyła jeszcze oczy na to „zamek się zaciął”, gotowa mu to odpuścić, bo ostatecznie nic się nikomu (chyba…) nie stało, ale na kolejne po prostu spojrzała na Shafiqa wymownie.

– A ma sens to, że ktoś urządził sobie w twojej piwnicy klub bębniarza? – to było równie absurdalne co ukrywanie się pod jakąś iluzją, no ale jak to inaczej wyjaśnić – że oboje to słyszeli, a żadne nic nie widziało? Tyle mu jeszcze zdążyła powiedzieć, nim zmniejszyła się i przybrała zwierzęcy kształt.

Nie wyczuła tutaj niczego nadzwyczajnego oprócz mocnego zapachu popiołu i kurzu… i czegoś jeszcze, ale nie była pewna, czy to nie przez ten wybuch. Przebijał się też przez to słaby zapach drewna, ale te drwa do napalenia w kominku widziała – słowem żaden zapach jej nie zaalarmował, gdy tak znaczyła kocimi łapkami podłogę w piwnicy, rzeczywiście krążąc po pomieszczeniu, a jej długi ogon chodził na boki, jakby prowadził zupełnie odrębne życie. Koci wzrok też nie zauważył tutaj niczego, czego nie powinno tu być – i to jednocześnie dobrze, jak i źle. Dobrze, bo oznaczało, że nic tu się nie działo niepokojącego, a źle, bo nadal nie było wiadomo skąd te dziwaczne dźwięki?

Ale wtedy Cathal kompletnie wyprowadził ją z równowagi mówiąc o jakiejś klapie. Odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, by całym swoim ciałkiem i wyrazem pyska powiedzieć Calowi co ona myśli o jakichś tam klapach, których tu nie ma, ale wtedy i jej złote oczy zobaczyły to, czego tu wcześniej nie było i zdurniała. Po prostu stała tam nieruchomo, jedyne co się zmieniło, to jej wibrysy napięły się i ustawiły się końcami do przodu, ale spojrzenie łypało na klapę. A potem uniosła łeb na Cala i miauknęła przeciągle, jakby była oburzona.

Bo była!

– Miiaaaauuuuuuuu – co to kurwa jest zdawała się mówić, bo na pewno myśleć. – Miiił? – myślisz, że tam siedzi? I gdy Cathal zbliżył się ostrożnie i podejrzliwie, ona równie ostrożnie i podejrzliwie zrobiła kółko wokół klapy, łypiąc na nią teraz co najmniej tak, jakby gotowa ją zapacać łapą na śmierć, gdyby ta się sama otworzyła.

Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, nawet wtedy, gdy blondyn machnął różdżką czyniąc magię – cokolwiek zrobił… nic się nie zmieniło. Ginny szukała teraz na tym drewnie klapy jakichkolwiek oznak magii; wydrapanych run, symboli, czegokolwiek co powiedziałoby z czym mają właśnie do czynienia, a im bardziej nic nie widziała, tym bardziej była skonfundowana.

– Miau – to ostatnie miauknięcie zresztą samo mówiło o tym, że nic nie rozumie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
10.02.2026, 09:54  ✶  
Cathal mówił wszystkimi językami świata. Do pewnego stopnia rozumiał nawet mowę węży. Żadna z tych rzeczy nie czyniła go absolutnie wyjątkowym. Prawdopodobnie jednak to że zrozumiał, co takiego miauczała Ginny, czyniło go już pierwszym światowym ekspertem z zakresu kociej mowy. Może nie wyłapywał wszystkich niuansów, ale był pewny, że w tym miauczeniu kryła się co najmniej jedna „kurwa” i prawdopodobnie wariacja na temat „co to ma być”?
– Nie wiem, ale zaraz się przekonamy – odparł spokojnie. Zaklęcie rozpraszające zadziałało i nic się nie stało, nie widział też żadnych run, pieczęci, ani niczego, co czasem znajdowało się na tego typu tajemniczych klapach. Jeśli była tu jakaś pułapka, to niewidoczna dla kogoś, kto nie był absolutnym specjalistą w dziedzinie, a Cal może i nie potrafił takich rozbrajać, ale takie mniej wymyślne powinien zauważyć…
W końcu więc szarpnął i odrzucił klapę na bok, celując różdżką w ciemność.
Blask lumos rozświetlił kolejny piwniczy poziom. Pomieszczenie na dole było niewielkie, na pierwszy rzut oka puste. Unosił się z niego zapach wypalonych świec, resztek dymu, a także czegoś jeszcze, metalicznego, co dla kocich zmysłów kojarzyło się z krwią, ale być nią nie musiało. Cathal trzymając się krawędzi pochylił się nad dziurą, nauczony doświadczeniem, żeby od razu do takiej nie wskakiwać, póki nie upewni się, że w środku nie ma żadnych wirujących ostrzy, krokodyli ani klątw.
– Są tu te cholerne bębny – powiedział nagle, gdy pochylony dostrzegł, jak z mroku wyłania się bęben, pokryty czymś czerwonym, i czerwień zalała też umysł Cathala. Na tyle, że ostatecznie zamiast przeprowadzić wszystkie niezbędne procedury, zeskoczył na dół. Ostatecznie to nie była egipska piramida, kto spodziewałby się przeraźliwych, czarnomagicznych klątw we własnej piwnicy…?
Cóż, prawdopodobnie nikt. Ale też nikt nie spodziewałby się tego, co zobaczył Shafiq, gdy znalazł się na dole. Faktycznie, były tu bębny, ale poza tym też świece i coś, co wyglądało jak prymitywny ołtarz: Cathal zapatrzył się na niego, nieruchomy, bo jego umysł zaczął automatycznie przykładać do tego obrazka setki innych, jakie widział sam i na ilustracjach w książkach. Jaka to religia, jaki obrządek, jaka strona świata…?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#10
10.02.2026, 23:04  ✶  

Wpatrzyła w Cala uważne spojrzenie, gdy odpowiedział jej całkowicie sensownie, jakby właśnie prowadzili że sobą nie przerwaną rozmowę, a ona wcale nie kręciła się właśnie po jego piwnicy pod postacią kota. To, że obróciła głowę w bok, tak całkowicie po kociemu, mogło dać Cathalowi całkiem niezłą wskazówkę co do tego, że owszem, zrozumiał jej oburzone miauczenie.

Nie zauważyła na tej klapie niczego podejrzanego, a gdy zauważyła, że Shafiq zaraz ją otworzy, odsunęła się na bok, żeby przypadkiem czymś nie oberwać. Zmrużyła oczy, gdy różdżka czarodzieja rozbłysła światłem i za chwilę stała przy krawędzi klapy, w ślad za nim zerkając w dół. Światło nie bardzo jej pomagało, poza tym w kociej postaci miała pewien problem z kolorami, za to znacznie wyraźniej czuła wszystkie zapachy i słyszała dźwięki. Powietrze dobiegające z dołu zdawało się być na pewien sposób… zatęchłe. Co nie miało większego sensu, skoro klapa musiała być otwierana i używana… prawda? Czuła też coś jeszcze, pewien metaliczny, charakterystyczny zapach, który tym razem nie miał nic wspólnego z wysadzanymi drzwiami.

Nie zdążyła powstrzymać Cala przed skokiem do środka, gdy zobaczył bęben i to podziałało na niego jak czerwona płachta na byka. Miauknęła tylko, jakby chcąc powiedzieć, by poczekał, ostatecznie jednak odsunęła się, by zrobić sobie miejsce i wrócić do ludzkiej postaci, bo ta kocia niewiele by się tu jeszcze przydała. Na szczęście jednak nie dosłyszała żadnych odgłosów świadczących o tym, że Cathalowi działa się jakaś krzywda… i po chwili zawahania (bo nie chciała się połamać…) opuściła się na rękach, żeby mieć nieco bliżej do lądowania i ostatecznie stanęła przy nim wyprostowana.

Wzrok Egipcjanki jakoś automatycznie spoczął na tym ołtarzu i głośno wypuściła powietrze przez usta.

– No dobra… Wiesz co, jakoś te moje żarty o siedzeniu w kręgu i wywoływaniu duchów mogły nie być do końca żartami – mruknęła i poczuła, że coś chyba jej się wywraca w żołądku, a na pewno ściska w supeł. To nie była dawno porzucona czarodziejska wioska, ani wykopaliska archeologiczne, tylko, do cholery jasnej, mieszkanie Cathala. Mieszkanie! – Ale to wygląda na stare. Bardzo stare. Tylko… Wiesz co, tam z góry miałam wrażenie, że czuję krew.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (3697), Guinevere McGonagall (3915)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa