• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.09.72] Charlotte & Lorien - kobiety zawsze chodzą parami do łazienki

[22.09.72] Charlotte & Lorien - kobiety zawsze chodzą parami do łazienki
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#1
07.02.2026, 02:04  ✶  
[c.d. sesji z Mabon w Mulciber Manor - odpowiedź na post Charlie]

To nie był łatwy wieczór dla nikogo z ich rodziny. No może babka Philomena czuła się jak zwykle świetnie, ale ta wiedźma nie była najlepszym wyznacznikiem “udanego święta”. Dla niej pewnie i dożynki w mugolskim piekle byłyby wyśmienitą rozrywką.
Dzieci były. Nawet jeśli już trochę podskoczyły wzrostem, dzieci zawsze były w tym dziwacznym rodzinnym równaniu najważniejsze. Idąc za Charlotte usłyszała dźwięk skrzypiec z jadalni. Odetchnęła z ulgą. Scarlett miał kto się tam zaopiekować.
Dlaczego zawsze tak musiało być. Dlaczego zawsze coś było nie tak. Może ściągała pecha na Mulciberów? Nie chciała. Najgorsze było właśnie to, że nie chciała. Oczywiście, wdową była równie udaną co Robert był mężem, ale… Po raz pierwszy w życiu była karana za swoją niewinność.
I nawet fakt, że w jej obronie stanęli praktycznie wszyscy pozostali członkowie rodziny nie zmienił faktu, że ręce jej drżały, a krok był mniej pewny niż zwykle. Musiała stamtąd uciec i chcąc nie chcąc Charlotte stała się doskonałą ku temu wymówką.

Usłyszała szczęk zamka, który wyrwał ją z rozmyślań. Zebrała się mentalnie w sobie przywołując na twarz łagodny uśmiech. Ten jednak zniknął, gdy tylko dostrzegła w jakim stanie jest jej podopieczna. Płacz pozostawiał po sobie ślad nie tylko w roztartym, pośpiesznie uprzątniętym makijażu; nie tylko w błyszczących oczach czy drżących kącikach ust. Płacz odbijał się w całym ciele. Dlatego, gdy Lorien wślizgnęła się do łazienki, natychmiast po wręczeniu prezentu złapała Charlotte czule za przedramiona. Obejmowanie zawsze było trudne przy takiej różnicy wzrostu. Gdy jednak została przytulona, natychmiast pogłaskała dziewczynę po plecach. Uśmiechała się stało, jakby jej samej było z tym wszystkim ciężko. Ale od tego byli dorośli, żeby pocieszać młodzież. Więc zdusiła w sobie tyle ile była w stanie.
- Charlie. Popatrz na mnie.- Wysunęła się z uścisku, po czym stanęła na palcach by otrzeć wierzchem dłoni łzy z policzków Mulciberówny.- Musisz wiedzieć, że bardzo się cieszę, że w ogóle przyszłaś. Bałam się, że po śmierci Thadeusa…
Nie dokończyła, bo w tym samym momencie Charlotte podwinęła rękaw sukni. Lorien natychmiast spoważniała. Zaczęła oglądać srebrny, zakrwawiony rumień. Srebrzyca. Oczywiście. Jak mogła nie pomyśleć, że kłótnia przy stole wpłynie na jej stan zdrowia.
- Tym bardziej nie przepraszaj.- Powiedziała surowo, chociaż w jej głosie nie było złości. Była za to dość szczera troska.- Nigdy nie przepraszaj za swoją chorobę i rzeczy na które nie masz wpływu.

Pod względem wszelkich klątw i chorób nie było chyba lepszego sojusznika nad Lorien. Czarownica ujęła ją pod rękę, zręcznie omijając wszystkie miejsca, gdzie zrobił się stan zapalny. Nie była magomedykiem, nie byłaby w stanie jej uleczyć. Miała przeczucie, że upchane po wszystkich łazienkach odkąd się sprowadziła do Mulciber Manor eliksiry uspokajające też niewiele zdziałają.
- Czy chcesz żebym cię zabrała do Munga? Mój kuzyn Basilius jest wybitnym lekarzem… Pod jego opieką będziesz najbezpieczniejsza.
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#2
11.03.2026, 10:29  ✶  
Potrzebowała tego. Lorien doskonale wiedziała, jak bardzo Charlotte tego potrzebowała - prostego, acz czułego gestu, którego nie zaznała od dłuższego czasu od... Cóż, praktycznie nikogo. Z matką nie rozmawiała, ojciec nie żył. Chcąc nie chcąc, przez ten rok zaczęła postrzegać Lorien jako swoją matkę. Mówiło się, że rodziny się nie wybierało: a ona bardzo chciała pokazać wszystkim, że się mylili. Z początku Lorien Crouch była śmieszną koleżanką mamy, która była niska i dystyngowana, ale czuła. Z biegiem lat przeskoczyła w tej drabince postrzegania do cioci Lorien. Tej fajnej cioci, która przynosiła prezenty, która naklejała plaster na zbite kolano. A w ostatnim roku stała się jej powierniczką sekretów. Może bardziej pasowałoby tu słowo przyjaciółka, lecz Charlotte nie mogła się zdobyć na używanie tego określenia. Nie, jeszcze nie. Miały swoje sekrety, ale jedna drugą zawsze wesprze - czyż nie tak działała relacja matki z córką?

Gdy Lorien ją objęła, Charlie wydawała się nagle skurczyć. Otoczyła kobietę ramionami i pozwoliła, by ostatnie łzy, które nie zaśpiewały ostatniej nuty, popłynęły leniwie po jej policzkach. Drżała, lecz było to drżenie, na które mogła sobie pozwolić w jej ramionach. Była wściekła, była smutna, była rozgoryczona i wisiało nad jej głową ogromne poczucie niesprawiedliwości. Ale nade wszystko przemawiał przez nią stres. Gdy Lorien się odsunęła, Charlotte nieudolnie otarła łzy.
- Nie powinnam była się odzywać, powinnam była milczeć, jak Scarlett - powiedziała, pozwalając by Lorien obejrzała rumień. - Ale Richard przekroczył linię. A ona jest jego córką. Ja nie jestem. Mimo różnicy wieku jesteśmy na równi, to mój kuzyn. Powinien znać swoje miejsce.
W srebrnych oczach Charlotte błysnęła złość. Pokręciła głową na znak, że nie chce do Munga. To nie był pierwszy i na pewno nie był ostatni raz, gdy będzie w takim stanie.
- Nie, ja... Mam w torebce maść. Trochę łagodzi objawy - powiedziała cicho, cofając rękę jakby się wstydziła tego, że była chora. Nieuleczalnie chora. I chociaż dla niektórych ładne srebrne oczka i srebrne plamy mogły być nie lada atrakcją, która upiększała młodą Mulciberównę, tak dla niej to było przekleństwo. - Jestem przyzwyczajona. Po prostu nie spodziewałam się, że będzie tak... Nerwowo.
Próbowała wyjaśnić to, jak się czuła, ale sama nie wiedziała, co o tym wszystkim sądzić. Charlotte podeszła do lustra i sięgnęła po chusteczkę. Najpierw starannie wytarła rozmazane smugi czarnej kredki i tuszu, a potem odkręciła kurek z zimną wodą. Musiała obmyć ranę, zanim ją przykryje maścią. Zerkała na Lorien w lustrzanym odbiciu.
- Po śmierci ojca spotykały mnie tylko krzyki - podjęła w końcu wątek, nieco spokojniejszym tonem. - Krzyki i oskarżenia. Chyba... Chyba dlatego tak zareagowałam na kłótnię Alexandra i Richarda.
Chociaż nie było tam krzyków, to ich głosy wrzeszczały groźbami. Charlotte westchnęła cicho, przemywając ostrożnie ranę. Krew spływała z jej skóry i niknęła w odpływie, by zostać zapomnianą. Ale czy na pewno?
- Dlaczego on się tak na ciebie uwziął, ciociu? - zapytała w końcu, chociaż podejrzewała, że odpowiedź na to pytanie znał tylko Richard.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#3
11.03.2026, 12:21  ✶  
Każdy czasem potrzebował czułości.
Zwłaszcza, gdy było się młodą dziewczyną bez nikogo bliskiego. Oczywiście, można było przecież udawać, że jest się silnym, że nie potrzebuje się ciepłych gestów, bo “bad bitch” to przecież świetne drugie imię. Kto nie kochał stereotypowych zimnych franc, które utorowały sobie drogę przez twardy świat mężczyzn swoim ciętym językiem, sexi aparycją i ostrym charakterkiem?
No ale przecież nawet one czasem potrzebowały, żeby ciocia przyszła, pogłaskała po głowie i poojojała nad złym losem. Ojojanie zawsze pomagało, tak jak całowanie w czółko i ocieranie łez.
Lorien nie była matką, bo matką zwyczajnie w świecie być nie mogła. Ale to nie przeszkadzało przecież w niczym - a już na pewno nie w opiekowaniu się pisklętami.
Wysłuchała jej w ciszy.
- Nie jesteś Scarlett, a Scarlett nie jest tobą. Nie myśl, że jej reakcja była lepsza, bo milczała. Pamiętaj Lottie - nie ma nic chwalebnego w przyzwoleniu na krzywdę.
Pogłaskała ją tylko po mokrym policzku, wypuszczając z objęć, by mogła się ogarnąć. Młode to to, emocjonalne... Pokręciła delikatnie głową. Aż jej się przypomniały szkolne czasy!

Nie przeszkadzała dziewczynie w obmywaniu rany. Nie zaczęła panikować na widok krwi i srebrnego ropnia. Nie rzuciła się jej na pomoc. Ona sama przecież nienawidziła, gdy ktoś próbował nawet z dobrej woli pomagać jej wrócić do stanu normalności po każdej przemianie. Znała tak dobrze to uczucie kompletnej bezradności wobec własnej choroby, kiedy przegrywało się z samym sobą.

- Dlaczego on się na ciebie tak uwziął?
W pierwszym odruchu po prostu wzruszyła ramionami, jakby na pytanie odpowiedziała pytaniem “a skąd ja mogę to wiedzieć, kochanie?”. W drugim odruchu - westchnęła ciężko. Dopiero w trzecim - w ogóle się odezwała.
- Nie dbam o jego gniew, tesoro mio, bo szwagier nie jest mi żadnym przeciwnikiem. Jego oskarżenia są bezpodstawne i dziecinne. Toleruję je, bo jest słabym zranionym człowiekiem. A dla takich przemoc jest jedynym uczucie, w którego siłę wierzą. Ale…- Zastanowiła się nad kolejnymi słowami. Chcąc nie chcąc zawsze musiała się pilnować. Wszystko przecież co powie może być użyte przeciwko niej. Nawet jeśli była to prosta rozmowa w łazience.-... nie będę doszukiwać się przyczyn jego gniewu. Nie mam na to czasu i szczerze mówiąc Lottie… Nie płacą mi za to, żeby dociekać co mojemu szwagrowi się uroiło w tej jego siwej główce.- Uśmiechnęła się niemal zawadiacko, spychając na samo dno podświadomości wszelkie mentalne rozterki. Na rozmyślanie o byciu pechowym fatum przyjdzie jeszcze czas. Ale nie teraz, nie kiedy miała przed sobą to ranne dziecię, które zbyt szybko straciło rodziców. Och Lily, jak mogłaś pozwolić jej odejść. Własnej córce.

Podeszła do Charlotte dopiero, gdy zobaczyła, że ta się już ogarnęła i obecność nie będzie jej przeszkadzać. Ostrożnie zaczęła poprawiać materiał ślicznej sukienki, w którą Mulciberówna była ubrana. Nie spytała czemu kupiła nową - to nie miało przecież żadnego znaczenia. Po prostu chciała, żeby wyglądała porządnie, gdy wyjdzie wreszcie z łazienki. Tak jak na dobrze urodzoną damę przystało.
- Było nerwowo, to prawda.- Skinęła lekko głową, wychylając się tak, by móc na swoją podopieczną spojrzeć w odbiciu lustra. Na jej twarzy wciąż jeszcze błąkał się uśmiech.- Ale nie każda kłótnia jest złą kłótnią.- Stwierdziła. Przytuliła chłodny policzek do jej ramienia w najwygodniejszym czułym geście jaki mogła ofiarować biorąc pod uwagę ich różnicę wzrostu.- Alexander ma wiele wad, Charlotte. To okropny pracoholik. Bywa uparty. Apodyktyczny. Oderwany od naszego świata, gdy błądzi myślami pośród wizji, których nikt inny nie rozumie. A co gorsza ostatnio chyba prowadzi jakąś osobistą wendetę przeciw fryzjerom, bo zaczyna wyglądać jak żu… degustator tanich napojów wyskokowych spod monopolowego.- Zrobiła minę, która wskazywała jasno jak bardzo przeszkadza jej nowa fryzura Alexa. Pewnie pozwoliłby się obciąć, ale… no mogło wyjść jeszcze gorzej, więc nie łapała za nożyczki. Zrobiła mentalną notatkę, żeby go zaciągnąć do salonu na Pokątnej. Wróciła myślami do Charlotte. Do ich małej łazienki, która teraz zdawała się większa niż cały świat.- Ale życzę ci z całego serca, moje słońce, żebyś znalazła w życiu kogoś takiego jak Alexander. Kogoś kto nie pozwoli nikomu cię skrzywdzić i obrazić. Kogoś czyj dom, stanie się twoim domem. Kogoś, kto trzaśnie pięścią w stół i każe spierdalać nawet własnemu kuzynowi, gdy ten spojrzy krzywo w twoją stronę.- Mówiła spokojnie, a jednak słowa przepełnione były tą czułością jaką zwykle starała się ukrywać.- Znajdź kogoś kto będzie gotowy poświęcić dla ciebie cały świat, a już nigdy nie będziesz się bać krzyków.

Wreszcie się odsunęła, ale tak tylko troszkę, spojrzała jeszcze raz na srebrny rumień.
- Czy masz tu swoją torebkę?- Rozejrzała się po łazience. Szczerze powiedziawszy nie zwróciła wcześniej uwagi na to czy Charlie ma przy sobie swoją maść. Zawsze można było ją przywołać prostym zaklęciem z jadalni.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charlotte Mulciber (485), Lorien Mulciber (1223)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa