– Dokładnie tak – odparła Jonathanowi i uśmiechnęła się… niewinnie. Ale chyba nikt tutaj nie był na tyle naiwny, by w ten uśmieszek uwierzyć. – Na szczęście to spotkanie jeszcze nie dobiegło końca, Jonathanie. Jeszcze jest czas na to, by żaden grajek pod oknem nie był potrzebny – choć po prawdzie nie przewidywała tutaj niczego nadzwyczajnego, po prostu zostawała miejsce dla losowości, która mogła kompletnie odwrócić bieg tej rozmowy.
Anthony milczał, co było do niego raczej niepodobne, a przynajmniej nie w toku ich znajomości – zawsze miał coś do powiedzenia, a jeśli nie do powiedzenia, to potrafił zadawać celne pytania. Teraz jednak oddał pałeczkę prowadzenia rozmowy swojemu zastępcy, choć do Guinevere już dotarło, że to nie chodziło o żadne ministerialne sprawy. Ich spotkanie wyglądało jej teraz bardziej jak pretekst. Pretekst do tego, by zapoznać ją z Selwynem, bo ewidentnie miał do niej jakąś sprawę, choć nie do końca rozumiała dlaczego, skoro zupełnie się nie znali, a jakoś wątpiła, by Jonathan sam z siebie zaczął o nią pytać. Anthony milczał i choć Ginny patrzyła na Jonathana, gdy ten mówił, to gdy już sięgnęła po swoja słodką herbatę, nie omieszkała wbić mocnego spojrzenia właśnie w drogiego przyjaciela.
Shafiqowie, jak się okazywało, mieli niezwykłą zdolność mieszania w jej życiu. I choć absolutnie nie była o to zła, to sama miała ochotę przewrócić oczami.
– Powiedziałabym, że to, że Ministerstwo nie działa, nie jest żadnym zaskoczeniem. Wielu ludzi już się zorientowało, że to kolos na glinianych nogach przystrojony w strojną sukienkę, która ma zakryć tę lichą konstrukcję – Cal sam jej zresztą mówił, co uważa o Ministerstwie, a ona musiała mu przyznać rację. – Co zaś się tyczy reszty twojego pytania… Tak jak mówiłam, nie odmawiam pomocy potrzebującym. Nie boję się Voldemorta, bardzo wątpię, że w ogóle wie o moim istnieniu – była kimś mocno anonimowym tutaj, na Wyspach Brytyjskich. Nawet jeśli wyróżniała się urodą, to mimo wszystko mało kto wiedział chociażby jak się nazywa, gdzie mieszka, gdzie pracuje… – I co takiego złego jest w uzdrawianiu, skoro miałabym się tym narazić prawu? – które raczej też nie działało za dobrze.