Pierwszy miesiąc jesieni powoli chylił się ku końcowi, nosząc ze sobą żółcienie, pomarańcze i czerwienie, które porastały powykrzywiane sylwetki drzew. Snowdonia wyglądała zwyczajnie ładnie, o wschodach i zachodach słońca trochę tak, jakby stawała w bezpiecznym ogniu, pogłębiając tylko grę świateł. Ale mimo ładnych widoków, wolał jednak lato. Upały, ciepłe jeziora i delikatne powiewy wiatru, jakby budziła się w nim jakaś zimnokrwista przypadłość, która o wiele bardziej doceniała wyższe temperatury.
Przyglądał się przez dłuższą chwilę Helloise, która stała przed szopą, w której on jeszcze przed chwilą zaciekle grzebał. Czasem aż dziwne było, jak prozaiczne mogły być narzędzia, które potrzebne były do pracy ze zwierzętami, a teraz między nimi stało metalowe wiadro, szpadel i worek pieprzu, tak na wszelki wypadek. No i mieli jeszcze rękawice, ale te akurat były jednym z bardziej standardowych elementów ubioru każdego pracownika Snowdonii.
- Będziemy je przesadzać - poinformował ją, wskazując na wiadro. - Bliżej domu, żeby było wygodniej, nie mówiąc już o tym że zbliża się zima i tym sposobem lepiej będzie je mieć na oku - mniejsze ryzyko, że coś podczas zimy by im się stało, a przez to i szlak trafił całe gniazdo z którego się wykluwały. Szpadlem oczywiście, miał zamiar wykopać magiczny ogień, a pieprz wziął dla bezpieczeństwa, gdyby któraś wyglądała słabiej i wymagała dokarmienia. - Gniazdo nie jest aż tak daleko, ale teleportujemy się dla zaoszczędzenia czasu - wepchnął jej łopatę w ręce. - Pytania?
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast