• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [27.09.72 | Snowdonia] Mogshade | Leviathan & Helloise

[27.09.72 | Snowdonia] Mogshade | Leviathan & Helloise
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#1
10.02.2026, 08:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2026, 21:18 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Helloise Rowle - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Pierwszy miesiąc jesieni powoli chylił się ku końcowi, nosząc ze sobą żółcienie, pomarańcze i czerwienie, które porastały powykrzywiane sylwetki drzew. Snowdonia wyglądała zwyczajnie ładnie, o wschodach i zachodach słońca trochę tak, jakby stawała w bezpiecznym ogniu, pogłębiając tylko grę świateł. Ale mimo ładnych widoków, wolał jednak lato. Upały, ciepłe jeziora i delikatne powiewy wiatru, jakby budziła się w nim jakaś zimnokrwista przypadłość, która o wiele bardziej doceniała wyższe temperatury.

Przyglądał się przez dłuższą chwilę Helloise, która stała przed szopą, w której on jeszcze przed chwilą zaciekle grzebał. Czasem aż dziwne było, jak prozaiczne mogły być narzędzia, które potrzebne były do pracy ze zwierzętami, a teraz między nimi stało metalowe wiadro, szpadel i worek pieprzu, tak na wszelki wypadek. No i mieli jeszcze rękawice, ale te akurat były jednym z bardziej standardowych elementów ubioru każdego pracownika Snowdonii.

- Będziemy je przesadzać - poinformował ją, wskazując na wiadro. - Bliżej domu, żeby było wygodniej, nie mówiąc już o tym że zbliża się zima i tym sposobem lepiej będzie je mieć na oku - mniejsze ryzyko, że coś podczas zimy by im się stało, a przez to i szlak trafił całe gniazdo z którego się wykluwały. Szpadlem oczywiście, miał zamiar wykopać magiczny ogień, a pieprz wziął dla bezpieczeństwa, gdyby któraś wyglądała słabiej i wymagała dokarmienia. - Gniazdo nie jest aż tak daleko, ale teleportujemy się dla zaoszczędzenia czasu - wepchnął jej łopatę w ręce. - Pytania?



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#2
10.02.2026, 11:49  ✶  
Wiadro i łopata były codziennymi narzędziami pracy Helloise — nie widziała w nich nic dziwnego. Choć być może gdyby nie parała się hodowaniem roślinek, a czuwaniem nad smokami, podzieliłaby zdanie Leviathana. Nie zastanawiała się nad tym. Odebrała od niego sprzęt nieco rozkojarzona, bardziej zainteresowana tym, co jeszcze ciekawego znajdowało się w rezerwatowej szopie i czy może jakiegoś narzędzia jeszcze nigdy nie widziała.
— Widzisz — mruknęła, wyglądając nad ramieniem czarodzieja do składziku — to, czego człowiek potrzebuje, jest często na wyciągnięcie ręki. Nie ma potrzeby kupować salamander, gdy biegają za domem. One nie są szczęśliwe w tych sklepach. Im mniej ludzi kupuje, tym lepiej.
Spojrzała w niebo. Szukała słońca, zastanawiając się, czy to dla salamander dzień równie przyjemny, co dla nich. Czy salamandry miały gorące kamienie, na których mogły się wygrzewać tego ranka? Nie wyglądało na to: było raczej pochmurnie, ale może jeszcze się rozjaśni. Helloise wymamrotała coś do siebie pod nosem, po czym dopięła ostatnie szczegóły: wywinęła przydługie rękawy roboczej szaty, żeby nie zajęły się przypadkiem ogniem. To samo groziło długim włosom — zebrała je w kok, który spięła różdżką użytą jak szpila do włosów. Zsunęła również z ramienia torbę, z którą przyszła, i powiesiła ją w szopie na przypadkowo wybranym haku.
— Wzięłam ciasto, gdybyśmy zgłodnieli — wyjaśniła chaotycznie obecność torby. — Będzie potrzebna? — Trąciła palcem czubek różdżki, która zyskała nowe praktyczne zastosowanie na okazję ich dzisiejszego zadania, po czym, nie czekając na odpowiedź, przeszła do innego pytania: — Jak się je…? — Zmarszczyła brwi. — Będą uciekać przy wykopywaniu gniazda. Myślisz, że nie dadzą rady… — kucnęła przy wiadrze i, jakby jej brakło słów na opisanie wątpliwości, przesunęła palcem od podstawy pojemnika do krawędzi, prezentując problem — wspiąć się. Niektóre są sprytne i mają lepkie łapki. — Spojrzała pytająco na Leviathana, jako że nie była pewna, czy te akurat salamandry również były sprytne.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#3
10.02.2026, 17:36  ✶  

Zwykle wystarczyły proste zaklęcia kształtujące - były szybkie no i przede wszystkim pozwalały by przez większość czasu mieć wolne ręce. A to natomiast, czasem było aż nazbyt ważne w pracy ze zwierzętami. Niestety, taki rodzaj magii nie zawsze był odpowiednio stabilny i długotrwały, a nikt nie chciał żeby im się te salamandry na wszystkie strony rozsypały. Albo co gorsza; pomarły, bo za długo były poza ogniem albo ich gniazdo się zniszczyło.

- Prawda - znęcanie się nad zwierzakami w tych obskurnych klatkach to jedno, ale to że ciężko było łatwo przetrzymywać salamandry, to drugie. Nie każdy miał jak zaimplementować sobie takie ognisko w domu czy na podwórku, nawet jeśli posiadanie gniazda przy obejściu miało swoje niewątpliwe plusy. Oprócz pieprzu, salamandry pozbywały się części szkodników, jak chyba każda jaszczurka.

Ciasto. Pewnie nie mieliby w ogóle czasu na to ciasto, ale Leviathan łaskawie powstrzymał się od komentarza, że przecież nie idą właśnie na piknik.

- Może być. Bardziej na wszelki wypadek. Trzeba przypilnować żeby się nie rozlazły, bo inaczej poumierają bez tego ogniska w okolicy - po chwili zastanowienia wyciągnął drugie wiadro. - To jaszczurki, a nie gekony. A to jest metalowe i na tyle wytrzymałe by znieść ich temperaturę. Nie powinny wiele zrobić - wytłumaczył cierpliwie, ale po kolejnej chwili przyglądania się zebranemu ekwipunkowi, postanowić dołożyć też pokrywę. - Zadowolona? - mruknął, ale bez uszczypliwości, samemu próbując wywnioskować czy na pewno nic więcej nie potrzebowali, w międzyczasie gładząc palcem łuski jego smoczognika, który przysiadł mu na ramieniu. Ten, który najczęściej mu towarzyszył, był niewielki, mieszczący się na dłoni a przez to i niezwykle poręczny. Teraz jednak Rowle'owi brakowało kieszeni, żeby mógł się w nich schować, bo miał na sobie przylegające ubranie, pozbawione wszelkich powiewających elementów.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#4
11.02.2026, 16:14  ✶  
Podobno zajadanie problemów pomaga. Helloise więc sprawdzała, czy zjadanie zagadek być może również nie ma takiego potencjału. Ciasto przygotowała ze składników tajemniczego eliksiru znalezionego w Maida Vale (minus krew), a aby przydać wypiekowi iskry inspiracji, obsypała go po wierzchu płatkami czarnej róży. Nie zamierzała się nim zresztą raczyć podczas pracy ze zwierzętami. Sernik różany zachowywała na deser.
Jeśli różdżka miała pomóc utrzymać salamandry w miejscu — choć Helloise wcale w magii praktycznej najsprawniejsza nie była — to ten argument wystarczył, żeby patyczek wysupłać spomiędzy włosów i zastąpić go spinkami wygrzebanymi z torby.
— Gekony, tak. Jestem prawie pewna, że niektóre salamandry też to w jakimś stopniu potrafią…? — westchnęła, nie przestając wodzić w zamyśleniu palcem po ściankach wiadra. — Sam wiesz. Gdy zwierzęta się boją, potrafią robić niesamowite rzeczy. — Zagrożenie i stres wyciągały z istot niewyobrażalne pokłady determinacji i siły. Scenariusz, w którym któreś z przesiedlanych stworzeń miałoby zostać z dala od ognistego gniazda, bo zmobilizowało się do heroicznej ucieczki po ściankach wiaderka, brzmiał smutno. Helloise nie chciała pouczać doświadczonego zoologa, a jedynie mieć pewność, że zrobili wszystko, żeby oszczędzić zwierzakom krzywdy. — Musimy być ostrożni z pokrywą. Oby rzeczywiście nie była potrzebna. Ogień zgaśnie pod szczelnym zamknięciem. — Czarownica wstała z kucek i podeszła bliżej Leviathana, choć nie on był tym razem jej celem. Wyciągnęła do smoczognika palec, najpierw ostrożnie, jakby pytająco, żeby upewnić się, czy chce zostać pogłaskany, czy się cofnie. Zawsze miała więcej szacunku dla przestrzeni osobistej zwierząt niż ludzi. — Ktoś tu się będzie wkrótce dobrze bawił z płonącymi kuzynami? — Uśmiechnęła się do małej gadziny. — Nie trzymacie siateczek do jakichś elementów wolier? Może bezpieczniej byłoby takim skrawkiem zabezpieczyć w razie potrzeby górę wiadra?
Niezależnie od tego, czy ognioodporne siatki były na stanie, Helloise była gotowa do drogi, kiedy tylko Leviathan chciał się teleportować.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#5
14.02.2026, 16:13  ✶  

Zastanawiał się w sumie trochę, dlaczego nie poprosił o pomoc takiej Faye albo Geraldine. Obydwie przecież zawodowo zajmowały się łapaniem magicznych stworzeń, okazjonalnie ich mordowaniem, a Yaxley to dosłownie mieszkała pod płotem i daleko nie miała. Nie musiałby się z nimi spierać odnośnie tego, jak powinni zabrać się do tematu. No dobrze, znając ich charaktery pewnie i tak by doszło do tarć, ale pewnie nie uważałby że nie powinny się odzywać kiedy całymi dniami dłubały w ziemi, a nie biegały za magicznymi stworzeniami. Potarł więc twarz dłonią, czując chyba jakieś takie nagłe zmęczenie, a przecież nawet jeszcze pracy nie zaczęli.

Bardzo starannie odsunął od siebie irytację, tylko po to by równie skrzętnie ominąć cały temat pokrywy, a przynajmniej jej wspomnienie o tym, że ogień zgaśnie pod szczelnym zamknięciem. Siedzący na jego ramieniu smoczognik zamruczał coś gardłowo pod nosem, widząc wyciągnięty do niego palec, ale po chwili pochylił się w jego stronę bardzo chętnie. Nie miał oporów przed przyjmowaniem pieszczot od Helloise, tym bardziej że był z nią wystarczająco obyty.

- Siatkę do wolier trzeba specjalnie potem zabezpieczać, żeby były ognioodporne - zauważył, wkładając wiadro w wiadro, do środka znowu worek z pieprzem, a na koniec zakrył to pokrywką. - Transmutuję ci przecież tę pokrywę z coś, co nie zgasi ognia. Helloise, proszę, przecież bym ich nie podusił - westchnął, bo mogła mieć odrobinę więcej wiary w jego umiejętności. Nie uważał że musiał jej tłumaczyć wszystko krok po kroku, ale jakoś tam doceniał, że się o te istoty martwiła. - Chodźmy już - zarządził, różdżką sprawiając że ekwipunek zawisł w powietrzu i pofrunął za nimi, kiedy ruszyli w stronę gdzie widział gniazda.


!BINGO A5


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#6
14.02.2026, 16:13  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: A5
wariant: 2
typ: zdarzenie

Ministerstwo Magii zaskoczyło Brytyjczyków już nie raz, ale psikus jakiego doświadczyliście tego dnia przeszedł wszelkie pojęcie. Spotkaliście się na jego terenie przypadkiem i w niezbyt ciekawych okolicznościach: pracownik Biura Bezpieczeństwa skierował was do pomieszczenia służbowego, w którym od razu (przez awarię) zgasło światło. Wpierw wydawało wam się, że byliście w tych ciemnościach sami, ale to nie była prawda... Musieliście wspólnie rozpoznać się i znaleźć wyjście nie widząc nic (za to bardzo wyraźnie czując ciepło swoich ciał).
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#7
15.02.2026, 02:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 11:16 przez Helloise Rowle.)  
Tego dnia Helloise nie walczyła z Leviathanem wcale zajadle — a z pewnością nie tak, jak to potrafiła. Jej umysł snuł się jedynie leniwie pomiędzy opcjami i skojarzeniami, które wypowiadała na głos jako sugestie, nie nakazy. Ostateczne decyzje pozostawiała w pełni Leviathanowi, jako że poruszali się po jego królestwie.
Ucieszyły ją chęci smoczognika, który nadstawił się do jej ręki. Głaskała go po łuskach szyi i łebka, uważając, żeby nie zahaczyć palcem o oko czy inną wrażliwą część zwierzątka. Och, jak urocze były smoczogniki. Uwielbiała je entuzjastycznie jako dziecko i nie spowszedniały jej nigdy. Wręcz przeciwnie: z wiekiem nabyła nowej, intencjonalnej uważności i obserwowała je z rosnącym zaciekawieniem.
— Wiem, że byś ich nie podusił — powiedziała cicho, chcąc nieco udobruchać czarodzieja. Oparła głowę o jego pierś, żeby pod innym kątem spojrzeć z bliska na jego pupila. — Wiem. Nie to miałam na myśli. — Podniosła na krótko oczy na mężczyznę, żeby sprawdzić, czy się na nią gniewał.
Bo jeśli jedną rzecz miałaby powiedzieć o Leviathanie na pewno, to że dbał o zwierzęta w niespotykany sposób, co zawsze w nim podziwiała. Zachwycała ją jego unikalna więź ze smoczognikami, lecz nie tylko. Również z innymi istotami Helloise z przyjemnością obserwowała Rowle’a: to, jak zręcznie się z nimi obchodził, jak dobrze je wyczuwał i jak czytał subtelne znaki w ich zachowaniach. Nie dało się takiego kontaktu ze stworzeniem nawiązać, pozostając głuchym na przyrodę. Jednocześnie Levi był nie tylko czułym opiekunem: wiedział, jak postawić się istotom — nie bez powodu zachował wszystkie kończyny i życie, pracując tak długo wśród smoczych stad. Kombinacja jego opiekuńczości, nici porozumienia i siły w kontaktach ze zwierzętami fascynowała Helloise od najmłodszych lat; momentami wprost mu jej zazdrościła.
Oderwała się od mężczyzny, gdy ten dał znać, że pora ruszać. Czarownica szła pół kroku za nim, skupiona na pilnowaniu terenu pod stopami, szczególnie jeśli nie było wydeptanej ścieżki. Nie powstrzymywała się jednak od tego, żeby od czasu do czasu podnieść głowę i rozejrzeć po znajomych stronach; porównać widoki z tym, co miała w pamięci.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#8
04.03.2026, 18:38  ✶  

Mruknął coś pod nosem. Od niechcenia, zbywając temat, a może zwyczajnie nieco uciekając od tematu, kiedy nie natrafił na oczekiwany opór. Trochę był w tym momencie podejrzliwy, ale uczucie to bardzo szybko rozlało się i rozlokowało na krawędziach jego jestestwa by w końcu zaniknąć. Przyglądał się jej przez moment, albo raczej jej ręce, która pieszczotliwie głaskała stworzenie siedzące na jego ramieniu. Nie gniewał się już; nie był w stanie w takich warunkach robić tego zbyt długo, bo byłaby to walka z samym sobą, a ku temu miał wystarczająco dużo innych powodów.

Wreszcie Helloise odsunęła się od niego, a on tylko kiwnął głową na znak że mogli ruszać dalej. Poruszył też ramieniem, dość wymownie, skłaniając swojego pupila do przeniesienia się we wskazanym kierunku. Skrzydła zatrzepotały i zwierzątko zmieniło punkt zaczepienia, przysiadając tym samym na Heli.


To nie było aż tak daleko, ale marsz mimo wszystko zajął im trochę. Musieli zejść z terenów posiadłości, zejść nieco w niżej, w las, ale wciąż trzymając się kamienistych zębów górskich krawędzi. Ale wreszcie dotarli, a Leviathan zatrzymał Helloise wyciągnięciem ręki, kiedy pierwszy poblask czerwieni dało się zauważyć zza oddalonych pni drzew. Byli na tyle daleko, by nie naruszać jeszcze spokoju salamandr i niepotrzebnie ich nie płoszyć. Akurat, żeby podzielić się ekwipunkiem.

- No dobrze. Więc ja będę przekopywał, a ty będziesz łapać maruderów, tak? - podał jej jedno z wiader, samemu pewniej łapiąc szpadel w rękę. - A ty nie będziesz pomagał - zarządził w stronę smoczognika, bo trochę domyślał się że widząc rozpełzające jaszczurki, ten urządzi sobie własne polowanie. Rowle przesunął więc palcami po materiale szaty Heli, wsuwając je w kieszeń i odchylając ją, tak by smoczognik ulokował się w niej bez problemu, przyzwyczajony już do tego typu spędzania czasu.

- W razie czego mamy pieprz, bo go lubią i zapobiega przedwczesnemu wygaśnięciu. Możesz je podkarmiać żeby skoncentrowały się na nim, a nie na wychodzeniu z wiadra.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#9
06.03.2026, 16:05  ✶  
Czarownica odruchowo odchyliła głowę na bok, nim się zorientowała, że tego dnia nie spoczywa na jej ramionach kaskada włosów, w które mógł się zaplątać smoczognik. Co za wygodne upięcie. Drobne łapki wczepiły się w jej ramię, łaskocząc z początku lekko.
— Stęskniony jesteś chociaż troszeczkę? — zapytała zwierzątko przymilnie, lecz w żadnym razie nie szczebiocząco, jak to czasem rozczulone ciocie robią niemowlakom.
Długość spaceru nie wadziła jej wcale, szczególnie w tym towarzystwie i takim szlakiem. Rozwijały się ścieżki dzieciństwa, a choć Helloise nie potrafiłaby dokładnie wskazać, które drzewo zniknęło, a które strzeliło w górę, to nakładały się na siebie obrazy obecne ze wspomnieniami, i potrafiła mglistym instynktem wyczuć, gdzie zaszła zmiana. Nie odzywała się wiele po drodze, nie było potrzeby burzyć melodii lasu swoimi mądrościami. Te zostawiała dla ludzi.
Gdy się zatrzymali, czarownica zerknęła pobieżnie na czerwone refleksy między drzewami, po czym odebrała od Leviathana wiadro. Ubrała rękawice, a gdy tylko poczuła grubą warstwę skóry ograniczającą zręczne, precyzyjne palce biegłe w rzemiośle, pojawiła się w jej głowie myśl: czy bardzo bolałoby, gdyby łapała salamandry bez rękawic? Czasem z lenistwa poprawiała przecież kociołek nad ogniem samymi czubkami palców. Jeden rzut oka na Leviathana wystarczył, aby stwierdzić, że mężczyzna skrzywi się na samo wspomnienie tego pomysłu. Zachowała więc myśl dla siebie, obdarzając go tylko tajemniczym uśmiechem, który poszerzył się w rozbawieniu, gdy Levi ściągnął smoczka do jego nowej kryjówki w jej szacie.
— Odbierasz mu całą przyjemność. — Wrzuciła pieprz do drugiej kieszeni. — Dlaczego nie pozwalasz swojej bestii zapolować, Levi? — wymruczała prowokująco, po czym puściła oczko do smoczognika i ostatni raz pogłaskała łuskowaty łebek. — Zrobię, co w mojej mocy. Prowadź — dodała, kierując uwagę na zadanie.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#10
11.03.2026, 05:16  ✶  
Przemierzali te drogi nie raz, kiedy byli mali. Kiedy on gonił za nią między drzewami i oddalali się nieco za daleko od domu. Tak jak nie powinni. Teraz szlak mógł wydawać się niemal nostalgiczny, ale Levi nie miał czasu roztkliwiać się nad beztroskimi czasami, bo niemal liczył te drzewa. Wcześniej drogę określił z góry, z lotu ptaka, rozpościerając skrzydła pod postacią sokoła. Tak było szybciej i łatwiej, bo spojrzenie wyłapywało o wiele więcej detali, a droga przebiegała szybciej. Teraz musieli drobić ludzkimi kończynami i odpowiednim szlakiem, bo przedzieranie się linią prostą było zwyczajnie niemożliwe.
- Dlatego, że zapolować może sobie w domu. Na coś, co nie jest dla mnie istotne - odpowiedział bez problemu, samemu na wszelki wypadek wciągając jeszcze parę rękawic na dłonie. Miał operować szpadlem, ale kto wie co mogło się wydarzyć. - No dobrze, to idziemy - gotowi ruszyli już dalej, coraz bliżej źródła magicznego ognia, w końcu odnajdując kopiec salamander. Dało się wyczuć, że było przy nim cieplej, a magiczny ogień podskakiwał leniwie, pozwalając stworzeniom się w nim wygrzewać, chociaż parę z nich kręciło się nieopodal.
Rowle nie przejmował się nimi zbytnio, głównie dlatego że w głowie już ustalił sobie, że były one problemem Helloise. On miał złapać za szpadel i zabrać za wykopywanie ognia. Zaczął powoli, wbijając szpadel dookoła, tak by obluzować ziemię.

// af ◉◉◉○○ na to jak dobrze macham łopatą
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!


// Ile samandr pierzchnie na nasz widok?
Rzut 1d10 - 6


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (2309), Leviathan Rowle (2283), Pan Losu (508)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa