Światło dnia powoli ciemniało, zwiastując powoli czas kiedy sklepikarze na Carkitt Market musieli zamknąć drzwi swoich lokali i przekręcić wiszące na nich tabliczki, informując że oto nadeszła godzina zamknięcia. Ale mimo tego odwiedzający centrum handlowe wciąż krążyli taką samą gęstą masą, jakby czekając do ostatniej minuty, by opuścić zadaszone wnętrze i rozejść się wreszcie do swoich domów. W końcu jednak padły ostatnie słowa pożegnania, deski skrzypnęły, a dzwoneczek umieszczony nad drzwiami wejściowymi zadźwięczał dając znać, że ostatni klient na dzisiaj odebrał zamówioną wcześniej różdżkę, pozostawiając lokal we względnej ciszy.
Larisa nie podniosła nawet spojrzenia, skryta w swoim kącie między regałami, powoli i z rozmysłem wsuwając podłużne pudełeczka na swoje miejsca. W każdym znajdowała się różdżka, każda kolejna która wyszła spod ich rąk, ich małe dzieło mające świadczyć o kunszcie i rzemiośle, którym się parali. Każda z własnych charakterem i wciąż bezpańska, ale kobieta wierzyła że prędzej czy później trafią w odpowiednie ręce zdolnych czarodziei - takich, którzy tylko potwierdzą że tworzone przez nich przedmioty były najwyższej jakości.
Runa, która została im pozostawiona podczas Spalonej Nocy, wciąż okazjonalnie żarzyła się na ścianach, przyprawiając ją o ból głowy i momentami irytację. Nie podobała jej się. Była niewłaściwa i szkodliwa, spędzając z powiek resztki snu, kiedy te tylko się tam osadzały. Nie ważne czego do tej pory próbowali, znak pozostawał niewzruszony, jakby szydząc z nich wszystkich, ale chyba powinna czuć się usatysfakcjonowana, że nie prześladowała ich w domu mieszczącym się w Little Hangleton. Tam nie zniosłaby tego tym bardziej.
- Wszystko jest na swoim miejscu - rozdzieliła delikatnymi słowami panującą w lokalu ciszę, zatrzymując się parę kroków od sylwetki męża i lustrując go sennym, trochę niemrawym spojrzeniem.
!BINGO E1