– Ludzie zawsze cieszyli się z cudzego cierpienia. Jestem we Włoszech, a jeden z najsłynniejszych zabytków stolicy spływał ludzką krwią – stwierdził, z pewnym namysłem. Wbrew pozorom… ta część go nie zdumiewała. Sąsiedzi atakujący sąsiadów, satysfakcja, że komuś spłonął dom, a nawet radość, że pokazano mugolakom. Których zresztą niezbyt lubił i dlatego na pewno nie nadawałby się do żadnej walki z siłami ciemności, bo gardziłby trochę swoimi towarzyszami i wybierając między nimi a bliskimi… wybrałby bliskich. Ale jednocześnie nie potrafił popierać tego, co stało się w Spaloną Noc i wszystko, do czego doszło, wywróciło trochę jego życie do góry nogami. – Ale na tym, co stało się w Londynie, nie korzysta nikt, więc tego… tego nie rozumiem – przyznał, a potem po prostu zamknął menu i więcej niż chętnie zmienił temat.
Byli w tej chwili z dala od Anglii, z dala od ponurego Londynu, spowitego popiołami, z dala od kapryśnej, angielskiej pogody. Za oknami w blasku świateł błyszczała woda weneckiego kanału, klawisze stojącego w kącie pomieszczenia fortepianu zaczęły się poruszać, przygrywając cichą melodię, a kelner błyskawicznie, może się teleportując, przyniósł wino i nalał im odrobinę do kieliszków, by skosztowali, zanim zostawił całą butelkę. I tym wszystkim – oraz miłym towarzystwem – Christopher zamierzał się tego wieczora cieszyć.
– Dlaczego się ograniczać? Może zdecyduję się na oba. Po prawdzie miałem zamiar ograniczyć się do zakupu, ale tutejsza atmosfera… sprawia, że mam ochotę urządzić sobie jeszcze jakąś wycieczkę – przyznał. Mówił o tym Victorii, mówił o tym nawet Astorii, ale chyba dopiero faktycznie opuszczenie Anglii pokazało Rosierowi, jak bardzo obrzydł mu Londyn, przysypany wojennym popiołem. – Mnóstwo okazałych posiadłości, ale jeszcze nie zdecydowałem, bo wielu tam też mugoli. Może wezmę przykład z ciebie i wybiorę jakieś odludzie. Wybrałaś ładny dom, Victorio.
Lubił miasto, i wolał zwykle miejskie domy od takich budynków, ale jak powiedział pannie Avery: może to była pora na zmiany i zaskoczenie samego siebie. A budynek, który kupiła Lestrange, jakoś pasował do niej.
– Czy chciałabyś w Wenecji zobaczyć coś konkretnego? Powrotny świstoklik mamy o północy, starczy czasu nie tylko na kolację.