Słuchała tego, co miał jej do powiedzenia Erik. Wydawał się być naprawdę mocno wkręcony w te swoje mieczyki, trochę jak ona w latanie na miotle, tyle, że jej zdaniem miotły miały zdecydowanie istotniejsze zastosowanie w życiu, od jakichś tam mieczyków. Mieli magię, nie potrzebowali walczyć przy pomocy żelastwa, czy tańczyć? Co to było w ogóle za porównanie, pokręciła jedynie głową, nie chciała mu się bardziej narazić, jednak nie do końca docierały do Heather jego argumenty. Nie miała się przekonać do tego sposobu aktywności, nigdy.
- Jeśli chcę się z kimś mierzyć personalnie, to sięgam po pięści, nie potrzebuję niczego bardziej finezyjnego. - Dodała jeszcze, bo miała świadomość, że czasem miało się ochotę zetrzeć komuś uśmiech z twarzy w inny sposób niż przy pomocy różdżki, wtedy wchodziły w grę dłonie, z których ona lubiła korzystać, a nie kawał żelaza. Niech mu jednak będzie, każdy miał na siebie jakąś wizję, jeśli jego zdaniem to było eleganckie... ona nigdy nie miała potrzeby czuć się elegancko, chodziło o jak najszybsze i najbardziej praktyczne rozwiązanie problemu.
- Nie znają się, na pewno gdy się ujawnię zmienią zdanie, odszczekają swoje słowa. - Dodała z uśmiechem. Ruda była przekonana o swojej wyjątkowości i nie miała problemu, aby mówić o tym w głoś. Rodzice przecież od zawsze jej powtarzali jaka jest wspaniała, na nieszczęście wszystkich ludzi którymi się otaczała naprawdę w to wierzyła.
Musieli przerwać swoją pogawędkę przez to, że okazało się, iż nie są tutaj sami. Longbottom próbował rzucić zaklęcie w stworzenie, które się nimi zainteresowało, jednak nie wszystko poszło po jego myśli. Ruda jednak nie zwlekała, nie zamarła od razu dołączyła do ataku i uśmiechnęła się sama do siebie, gdy zobaczyła, że udało jej się wyczarować magiczne pnącza, które spętały kwintopeda. Oczywiście, że była z siebie zadowolona, nie mogło być inaczej. Nadal trzymała mocno różdżkę w dłoni, gotowa ponowić atak, gdyby zaszła taka potrzeba.
Bestia zaczęła się szarpać, co sugerowało, że nie mieli zbyt wiele czasu, aby czekać na kolejny ruch, musieli działać, póki jeszcze nie w nich nie wbiegła i nie spróbowała sobie zrobić z nich obiadu. To było proste, nie zamierzała pozwolić na to, aby stali się jej posiłkiem.
Erik wykonał kolejny ruch różdżką, widziała, że zaczął działać dalej, to jednak nie powstrzymało jej, by również machnąć swoją. Kiedy reagowali wspólnie, szybko - mieli większą szansę na powodzenie.
Widziała studnię, która znajdowała się obok stworzenia, jeśli ją tam wepchnie, będą mieli święty spokój, później mogli je zasypać, to wydało jej się całkiem logicznym planem.
Machnęła różdżką, by wyczarować siłę wiatru, która miała popchnąć bestię do studni.
Sukces!