• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Hogsmeade i Hogwart [6.10.1972] Nić Ariadny

[6.10.1972] Nić Ariadny
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
21.02.2026, 21:04  ✶  
Żywopłot Blackthorna

Jesienna aura bardzo szybko opanowała Wyspy Brytyjskie i można było powiedzieć, że była w pełni, a co za tym szło – również i sezon na grzańce był już w mocy. I zgodnie z tym, jak Cathal „odgrażał się” jej w Mabon – czekało ich grzane wino w Hogsmeade, jako pierwszy przystanek podczas „niepowtarzalnej kulinarnej podróży” po alkoholowej Anglii. Ginny czuła jak to się może skończyć, przez lata alkoholu piła bardzo mało, w Egipcie nie było takiej kultury picia jak w Europie, była kompletnie niezaprawiona w boju i głowę miała słabą, jak zresztą Cathal już się przekonał, gdy w lipcu byli razem w klubie.

Lało niemal codziennie, liście pożółkły bardzo szybko, aż stały się brązowe – wszędzie były tylko ogromne kałuże, błoto i ogólnie dla kogoś takiego jak Nefret McGonagall była to pogoda z serii „nie do życia”. A jednak nawet ciągłe deszcze nie ostudziły jej egipskiego, gorącego temperamentu i niezmordowanej wręcz żywotności. Więc gdy wyszli przez publiczny kominek w Hogsmeade i mieli się kierować do knajpy… Guinevere odznaczyła się niezwykłą wręcz spostrzegawczością.

– Nie pada! – chyba trafili w okienko pomiędzy deszczem a deszczem, co – nie dało się nie zauważyć – ucieszyło ją bardzo. Bo to oznaczało, że może jest to okazja by wykorzystać sytuację i jednak się przejść. Te ostatnie razy gdy tu była… Wyglądało to tak, że mieli pójść na cmentarz, w czym przeszkodził im duch dziewczynki, później myszkowali po okolicznych terenach Hogsmeade badając Dwór Cape i później jakoś już tu nie wrócili. Była tu w lipcu… na dziwnej… hm, randce z Longbottomem, po której nie odzywali się do siebie z niewymownym aż nie wpadli na siebie w Londynie podczas Spalonej Nocy – w każdym razie kontaktu nie utrzymywali i Guinevere mogła tylko wzruszyć ramionami. – Przejdziemy się? Chciałam w końcu zobaczyć najbliższą okolicę Hogsmeade – bo grzane wino mogło chwilę poczekać, zwłaszcza, że nie miała wątpliwości, że w końcu zacznie lać.

Bo w Anglii prędzej czy później lało.

– Dziwne… Czy takie rośliny na jesień nie robią się w Anglii… mniej zielone? – technicznie byli w Szkocji, a nie w Anglii, ale mniejsza o to. Guinevere mówiła rzecz jasna o dziwnym, ogromnym łuku z żywopłotu, żywo zielonego, stojącego pośrodku niczego, już za granicami wioski. – To jakiś łuk triumfalny? – zapytała, zakładając, że Cathal wie, co to za dziwaczna roślinna konstrukcja. Oglądając sobie to dziwne zjawisko uniosła głowę, próbując oszacować ile wysokości ma ten łuk, gdy tak pod nim przechodziła, a gdy to już nastąpiło, a w jej głowie pojawiło się „pięć metrów” i spojrzała w dół, stanęła jak osłupiała. Już nie byli pośrodku niczego, tylko otaczały ich z każdej strony… wysokie na kilka metrów ściany. Z żywopłotu. Ze ścieżkami w przód i w tył, tak jak stał łuk. – Aha? – wymamrotała, osłupiała.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
22.02.2026, 18:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2026, 18:48 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal znał w Hogsmeade każdy kąt: może nie taki, jakim był teraz, ale jakim był te kilkanaście lat temu, w czasach Hogwarckich, gdy uczniowie spędzali tutaj weekendy. Znudzony terenami zamku zaglądał do wszystkich sklepów i włóczył się po okolicy choćby po to, by znaleźć coś nowego. Przez lata niektóre domy wyremontowano, inne zaczęły niszczeń, zlikwidowano jeden czy dwa punkty usługowe, i zamiast nich pojawiły się nowe, ale Hogsmeade tak naprawdę nie zmieniło się bardzo. Wciąż było tym małym miasteczkiem, jak z pocztówki, fascynującym dla dzieciaka, a trochę nudnym dla człowieka, na którego wyrósł Shafiq.
Nie wątpił jednak, że Guinevere wiele rzeczy się tu spodoba, od kolorowego sklepu Zonka, przed którym co jakiś czas rozbłyskiwały bezgłośne fajerwerki, przez uroczę herbaciarnię, która jemu zawsze miała kojarzyć się z Ulyssesem, aż po to grzane wino serwowane w Pubie pod Trzema Miotłami.
– Dobrze – zgodził się więc bez większego oporu, kiedy wyszli z jednego z punktów i okazało się, że po niedawnym deszczu zostały tylko kałuże, a gdy uniósł głowę i spojrzał na niebo, dostrzegł nawet prześwity błękitu wśród szarych chmur. To były jeszcze ostatnie dni, gdy pogoda w Anglii była w miarę znośna: wkrótce miały nadciągnąć mgły, coraz częstsze deszcze i coraz krótsze dni.
Był pewien, że jesienią zacznie tęsknić za egipskim żarem i wiecznym słońcem.
Opuścili więc sam teren wioski, najpierw wędrując ścieżką, a potem na przełaj, przez wciąż wilgotną trawę, ku jezioru, po którego drugiej stronie mogliby zobaczyć Hogwart. Uwagę Guinevere po drodze przyciągnął jednak łuk triumfalny, zielony pomimo pory roku.
– W okolicy jest sporo magicznych roślin i zwierząt – rzucił tylko, bo chociaż widywał czasem ten żywopłot z daleka, jakoś nigdy nie pomyślał, by pod nim przejść.
Gdy teraz to zrobili i zaszumiały tysiące liści, a potem zieleń poruszyła się wokół, ręka Cathala odruchowo sięgnęła ku różdżce, a on sam zastygł, zmuszając umysł do skupienia się na obecnej chwili, nie pozwalaniu mu uciec myślami w przeszłość. To był odruch, bo w ich robocie zazwyczaj tego typu rzeczy oznaczały pułapkę. Zaraz jednak dotarło do niego, że nie był gdzieś przy masowych grobach w Peru, nie wchodził do irlandzkich kurhanów, ani do egipskich piramid. To było Hogsmeade.
– Prawdopodobnie jakiś miejscowy żart – skwitował więc, wypuszczając powietrze z płuc i odwrócił się, za nimi jednak znajdowała się ściana z zieleni i gałązek, nie wyjście. Machnął różdżką, usiłując tę przesunąć.

Rzut O 1d100 - 72
Sukces!


Ściana przesunęła się, posłuszna zaklęciu...
...ale za nią kryła się kolejna, identyczna.
- Wygląda na to, że musimy uczciwie znaleźć wyjście - powiedział z pewnym zamyśleniem, tym razem spoglądając przez ramię na korytarz, który otworzył się przed nimi i rozgałęział w dwie strony.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#3
23.02.2026, 21:36  ✶  

Nie dało się nie zauważyć, że Cathal miał niezwykłą cierpliwość do Guinevere. Zabierał ją w różne miejsca, czy to z powodu jej zachcianek, czy dlatego, że akurat pomyślał, że może jej się spodobać, a potem dzielnie znosił kolejne pomysły i prośby, żeby gdzieś pójść, coś zobaczyć, czegoś dotknąć, coś zrobić... Nie miała pamięci absolutnej, ale nie potrafiła sobie przypomnieć, by kiedykolwiek się na to skarżył. Właściwie, jakby się nad tym zastanowić, to pomiędzy nimi nigdy nie było jakiejś większej kłótni… mniejszej zresztą też nie, ale zasługą mógł być charakter Egipcjanki, która, choć lubiła pozaczepiać Cathala i go trochę poprowokować (zresztą ze wzajemnością, a fakt, że Cathalowi daleko było do nieśmiałego tylko sprawę napędzał), to nie dawała się wciągnąć w jakieś większe pyskówki, a poza tym w codziennym kontakcie nie była uparta i potrafiła odpuścić, a potem jakoś się to rozchodziło po kościach. To chyba całkiem dobrze, bo gdyby darli koty tak, jak to miało miejsce z Nell, czy wcześniej również z Letą, to mogłoby być ciężko. Nie znaczyło to, że Gin nie dało się wyprowadzić z równowagi, bo oczywiście dało, ale musiałyby to być naprawdę duże rzeczy. Tak czy siak, z uśmiechem przyjęła, że i dzisiaj Cathal nie oponował, a jej propozycję przyjął ze spokojnym „dobrze”.

– Hmm, myślałam że takie żywopłoty też zmieniają kolor – ale tak po prawdzie to kiepsko wyznawała się na florze Wielkiej Brytanii, i w ogóle Europy. Wychowana była jednak w Afryce, Ugandzie i Egipcie, a to, co rosło w mglistej Anglii tak na dobrą sprawę lepiej poznawała dopiero teraz. Z magicznymi zwierzętami szło jej lepiej, bo miała z nimi częstszy kontakt w Ostoi dla zwierząt jej rodziny, ale z początku był to szok, bo informacji do przyswojenia było sporo.

– To niezły żart – mruknęła, gdy już obkręciła się to w prawo, to w lewo, a wszędzie były te wysokie ściany. Pachniało tutaj… żywopłotem, może jakimś bukszpanem wyrośniętym wręcz astronomicznie i zapanowała taka dziwna cisza i spokój, gdy zostali odcięci od bodźców z zewnątrz. Zmarszczyła się, kiedy zaklęcie Cathala ukazało, że dalej też są tylko… ściany. – Uczciwie – parsknęła, bo nie z nią te numery. W jej moralności brakowało momentami tych odruchów fair play. – Zobaczymy – dodała i wyciągnąwszy swoją różdżkę zaczęła się przemieniać, ale nie jak zwykle w kota, tylko w sokoła, co robiła niezwykle rzadko i mało kto w ogóle wiedział, że opanowała dwie formy animaga, a nie jedną.

Przekręciła kilka razy główką, ćwierknęła i wzbiła się w powietrze, mając zamiar wzlecieć nad wysokość żywopłotu, by zorientować się w którym kierunku jest wyjście. Nie planowała zostawić tu Cathala samego.

Ale gdy już prawie wzniosła się nad ścianę, żywopłot zaszeleścił i z szybkością, na którą Ginny nie zdążyła zareagować, gałązka pokryta listeczkami i wypustkami smagnęła ją po głowie i tułowiu, przez co sokół zupełnie stracił kierunek lotu i grzmotnęła w żywopłot, co spowodowało ptasi skrzek oraz lekkie  i natychmiastowe opadanie. Guinevere zamroczyło na chwilę i byłaby wyrżnęła z pełną mocą o ziemię, gdyby nie to, że zorientowała się chyba w ostatniej chwili i rozłożyła skrzydła, by choć trochę wyhamować uderzenie.

Leżała więc taka rozłożona na ziemi jakieś dwadzieścia, a może trzydzieści metrów od miejsca, w którym “zaczynali”.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
25.02.2026, 11:10  ✶  
Potrafił zrozumieć entuzjazm wobec nowości. Może nie okazywał go tak żywiołowo jak ona, różniąc się od McGonagall mocno charakterem, a i mając za sobą parę lat życia więcej, ale sam szybko nudził się wieloma drobnymi rzeczami i szukał odmiany. Nowych smaków, zapachów, widoku.
Wzruszył jedynie ramionami, bo akurat na przyrodzie znał się niezbyt dobrze: jego wiedza skupiała się zresztą bardziej na wężach niż czymkolwiek innym. Ale widywał już róże kwitnące w zimie i wiecznie zielone krzaki, nie zdziwił to więc jakoś niesamowicie sam widok żywopłotowego łuku o zielonych liściach.
Pojawienie się labiryntu było już jednak zaskakujące.
Nieco za późno zdał sobie sprawę z tego, że kobieta zamienia się w ptaka. Nie żeby nie był to dobry i logiczny pomysł, ale mimo wszystko obserwował jej lot z różdżką w ręku, jakby czekał, czy coś pójdzie nie tak… i okazało się, że miał rację. Labirynt nie był im przyjazny i nie chciał wypuścić ze swoich szponów. Cathalowi przyszło na myśl, że pewnie dobrze byłoby sprawdzić, czy da się stąd teleportować, ale skoro ściany przesuwały się, a żywopłot dał po głowie sokołowi, to było rozwiązanie na wypadek, gdyby faktycznie nie mogli znaleźć wyjścia.
– Wszystko w porządku?! – zawołał, ruszając tunelem w stronę, z której dobiegł skrzek, rozglądając się przy tym podejrzliwie, czy przypadkiem gałęzie nie drgną i nie postanowią zaatakować i jego, ledwo wejdzie w głąb. Wyglądało jednak na to, że póki nie usiłował miotać zaklęciami ani stąd „wylecieć” żywopłot… no udawał zwykły żywopłot. – Mam nadzieję, że jesteś cała, bo ja nie udzielę ci pomocy medycznej – stwierdził, przyklękając w trawie obok ptaka i przypatrując się jej uważnie. Miał nadzieję, że nie połamała sobie skrzydeł, bo to prawdopodobnie oznaczałoby złamaną rękę. Na całe szczęście nie wyglądało na to, żeby straciła przytomność.
Przy okazji jego wzrok padł na coś, co leżało pod zieloną ścianą, niewidoczne, kiedy patrzyło się z góry. Sięgnął ostrożnie, najpierw lekko trącając to różdżką, a potem przysuwając ku sobie, powolnym ruchem, aby upewnić się, że labirynt nie postanowi nagle zareagować w sposób gwałtowny. Na przykład okładając go gałęziami po blond czuprynie.

!Jajo z kalendarza
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#5
25.02.2026, 11:10  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest czarne, przypomina odrobinę zwęglonego w ognisku ziemniaka. Wyklucie go wymaga wrzucenia go do rozżarzonego kominka. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w żarze, a dopiero później wyciągnij je szczypcami i wsadź do garnka.

Kiedy wyciągniesz jajo z żaru, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączyło się mlecznobiałe światło. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zwęgloną skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się czarne jak sadza, a podczas lotu z rozprostowanych skrzydeł będą sypać się białe, niegroźne iskry. Oczy jarzą mu się mlecznobiałym światłem. To bardzo widowiskowy okaz, gotów do występów i robienia wrażenia na każdym, komu dostarcza wiadomość.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
27.02.2026, 10:42  ✶  

To nie był jedynie entuzjazm wobec nowości, a po prostu jej ekspresyjny sposób bycia – bo gdy już coś robiła, to zabierała się do tego całą sobą, poświęcając temu w pełni, a nie tylko na pół gwizdka. Dlatego czasami w pracy archeologa dotrzymywała Cathalowi towarzystwa, bo sama była pewnego rodzaju pracoholiczką, która momentami traciła poczucie czasu, zwłaszcza jak się na czymś bardzo skupiła, doskonale rozumiała tę potrzebę, by rozwikłać dotąd nierozwikłane, by dowiedzieć się czegoś, co było skryte przez czas. Tyczyło się to jednak też zupełnie innych rzeczy, nie tylko pracy, a niemal wszystkiego, czego się zabierała i nie miało za wiele wspólnego z wiekiem, była zresztą niewiele od Shafiqa młodsza, a gdyby przeliczyć to na czas od skończenia szkoły, to ta różnica robiła się jeszcze mniejsza. Lubiła poznawać nowe rzeczy i przede wszystkim lubiła żyć na własnych warunkach, szanując przy tym otaczające ją życie. To nie tak, że była uśmiechnięta i ekspresyjna ciągle. Zajęta pracą zajmowała się właśnie nią i milkła, to w kontaktach prywatnych była tą bardziej entuzjastyczną wersją siebie, zresztą… nie w każdych.

Potrzebowała chwili by dojść do siebie już na ziemi. Całe szczęście, że nie straciła przytomności, wtedy zresztą pewnie wróciłaby do swojej ludzkiej formy. Ćwierknęła w odpowiedzi na pytanie Cala, a potem drugi raz, gdy już klęknął w trawie obok i ostrożnie rozłożyła skrzydła, czując, że jest obolała, ale nie przeszył jej żaden ostry ból gdy próbowała nimi machnąć. Całe szczęście.

A potem wbiła spojrzenie w to, co robił blondyn jak wyciągał coś różdżką z trawy pod samą ścianą żywopłotu, wyglądało jak… jak ziemniak, ale skąd tutaj ziemniak? Odmieniła się zresztą zaraz, bo skoro nie była w stanie wylecieć ponad labirynt by zobaczyć, gdzie jest wyjście, to nic tu po tej formie, nie była najwygodniejsza.

– Nic mi nie będzie, stłukłam się tylko trochę. Niezły żart z tego żywopłotu – mruknęła, niezadowolona, że nie wyszło to, co sobie założyła. Ale to nie było zbyt bezpieczne, skoro nie dało się stąd wyjść póki nie znajdzie się wyjścia i tylko wtedy… – Co to jest? – mrugnęła kilka razy, a potem spojrzała w miejsce, z którego to wyciągnął. Było tam jeszcze coś, głębiej, wepchnięte niemal pod pierwsze gałązki żywopłotu. – Tam chyba jest jeszcze coś – dodała i sama lekko się wychyliła, by szturchnąć dziwne coś różdżką.


!Jajo z kalendarza
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#7
27.02.2026, 10:42  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest czarne, przypomina odrobinę zwęglonego w ognisku ziemniaka. Wyklucie go wymaga wrzucenia go do rozżarzonego kominka. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w żarze, a dopiero później wyciągnij je szczypcami i wsadź do garnka.

Kiedy wyciągniesz jajo z żaru, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączyło się mlecznobiałe światło. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zwęgloną skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się czarne jak sadza, a podczas lotu z rozprostowanych skrzydeł będą sypać się białe, niegroźne iskry. Oczy jarzą mu się mlecznobiałym światłem. To bardzo widowiskowy okaz, gotów do występów i robienia wrażenia na każdym, komu dostarcza wiadomość.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
28.02.2026, 10:24  ✶  
Chociaż Cathal stał się całkiem wprawny w może nie mówieniu po kociemu, ale rozumieniu kociego, o tyle z ptasim szło mu o wiele gorzej. Obserwował więc sokoła, nie mając pojęcia, czy to ćwierkanie znaczy „tak, wszystko w porządku” czy „ups, chyba połamałam skrzydła, a poza tym boli mnie dziób”. Na szczęście kobieta zaraz pojawiła się w swojej całej ludzkiej okazałości i żadna kończyna nie sterczała w podejrzanym kierunku, jej twarz zdawała się nie nosić śladów urazów i nie krzywiła się w wyrazie bólu.
– O ile to żart – stwierdził z pewnym zamyśleniem, unosząc spojrzenie w górę, ku niebu. Zielone ściany wzrastały wysoko, i do środka wpadało niewiele światła. Atak na Ginny trochę go zaalarmował, ale wciąż był bardzo daleki od paniki, zwłaszcza że nie wyczerpali jeszcze wszystkich możliwości, jeśli szło o wydostanie się stąd. – Pieczony ziemniak albo jajko – skwitował po chwili, przenosząc spojrzenie na czarny, dziwnie ciepły w dodatku przedmiot, identyczny z tym, który trzymała ona. – Zdaje mi się, że widziałem kiedyś coś podobnego w Rosji…
Mógł się jednak mylić. A raczej: pamiętał doskonale, że widział coś podobnego, nieważne jednak, jak wyraźne było samo wspomnienie, tamto jajko leżało na wystawie sklepu, nie dotknął go, nie wziął do ręki, nie podszedł nawet bardzo blisko, nie miał więc pewności, że teraz w jego dłonie dostało się to samo.
W każdym razie zamierzał sprawdzić, czy faktycznie znalazły się tu jajka „fałszywego żar ptaka”, który nie posiada magicznych zdolności tego prawdziwego, lecz z jego piór lecą iskry, choćby ze zwykłej ciekawości.
– Przekonamy się, jeśli nie utkniemy tutaj i za dwieście lat archeolodzy nie znajdą naszych kości, by zbadać, jak to się stało, że tu umarliśmy – stwierdził Shafiq, chociaż sądzę po tym, w jaki sposób to powiedział, nie martwił się przesadnie, że czeka ich taki los. Podniósł się, ostrożnie umieścił jajko w woreczku ze skóry wsiąkiewki, a potem ruszył do przodu, ku najbliższemu rozwidleniu dróg, by spojrzeć, w którą stronę spróbować dotrzeć.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#9
01.03.2026, 22:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2026, 22:34 przez Guinevere McGonagall.)  

Nic dziwnego – z tą wprawą – bo jednak Guinevere preferowała kocią formę i używała jej dość często; można się więc było przyzwyczaić, a po obserwacji załapać o co może chodzić Egipcjance, kiedy miauczy w dany sposób. Zresztą kocie pyszczki były wbrew pozorom bardzo ekspresyjne i na pewien sposób oddawało to emocje Gin, zwłaszcza gdy były wyraźne (jak w piwnicy Cala). A sokół? Zmieniała się w tę formę niezwykle rzadko, to i mało było materiału by uczyć się jakichś jej ćwierków i skrzeków.

– To nie wygląda na nieszkodliwy żarcik – stwierdziła w końcu wprost, skoro Cal nie załapał, że to ostatnie mówiła już teraz z sarkazmem. Pomasowała się przy tym wolną ręką o drugie ramię. Nie bolało tak, by miała tu mdleć z bólu, ale zdecydowane czuła, że będzie miała z tego siniaki. – Para pieczonych ziemniaków w żywopłotowym labiryncie w październiku brzmi jak… hmm – musiała się zastanowić jak, ale na pewno było to coś absurdalnego i wyjątkowo głupiego. Ostatecznie nie wymyśliła na to odpowiedniego określenia, bo kolejne słowa Cathala skutecznie przykuły jej uwagę. – W Rosji? Kiedy? – w sensie w Rosji też natknął się w tak losowym miejscu na… jajo? Bo teraz, gdy już i Guinevere przysunęła do siebie zwęglonego ziemniaka, to z bliska jego kształt był zdecydowanie zbyt regularny i jajowaty, zresztą odgłos stuknięcia różdżką w jego powierzchnię też nie przypominał tego, jaki wydałaby bulwa. Wyciągnęła dłoń, by złapać jajo i podsunąć je bliżej twarzy. Nie było za duże i faktycznie przypominało wielkością te, które widywała u dziadka na strychu, gdzie hodował sowy.

– Na taką ewentualność powinniśmy spreparować jakieś znaki i zostawić za sobą bezsensowne wiadomości, żeby ci archeolodzy za dwieście lat się głowili nad tym, co takiego się tutaj wydarzyło – widać nawet potłuczenie się o ziemię nie sprawiło, by Guinevere straciła swoje poczucie humoru. Sama zaraz sięgnęła po swój woreczek, by bezpiecznie schować jajko, a potem podniosła się i dopiero się skrzywiła, czując, że chyba nogę stłukła sobie trochę mocniej, a potem ruszyła za Calem, zatrzymując się dopiero na rozwidleniu.


// Percepcja ◉◉◉○○
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!

Popatrzyła to w jedną, to w drugą stronę, nie mieli żadnego punktu odniesienia.

– Teoretycznie moglibyśmy zastosować metodę na rękę i iść ciągle tak, żeby trzymać się ciągle jednej strony, ale nie wiem ile to może potrwać… – a Ginny miała jakieś przeczucie i wtedy sięgnęła do swojej szyi, ciągnąc za długi łańcuszek, który zwykle miała schowany pod ubraniem. Na jego końcu znajdowało wahadełko wyciosane z ametystu i pięknie zdobione na górze metalową wstawka, by dało się je zawiesić na łańcuszku. Ginny wyprostowała rękę i wpatrzyła się weń, czekając aż drgnie.


Rzut Strony 1d4 - 4
Zachód

– Chodźmy tu – i nie czekając, po prostu skręciła w kierunku, który wskazało jej wahadełko. Wiedziała doskonale co Cathal o tym myśli, nie zamierzała go nawracać. Ale w tej sytuacji chyba nie mieli nic do stracenia.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
03.03.2026, 12:06  ✶  
– Pamiętam, że widziałem ten łuk, kiedy byłem jeszcze w Hogwarcie. Albo jest ostatecznie nieszkodliwy, albo zaklęto go jakiś czas temu – stwierdził z zamyśleniem. - …jak coś, czego bezpieczniej jednak nie jeść? – podsunął, bardzo przyziemne i mało absurdalne porównanie, bo wcale by się nie zdziwił, gdyby te ziemniaki okazały się jakąś kolejną pułapką, po zjedzeniu której na przykład jedno z nich bardzo by zmalało, a drugie urosło. Ale był niemal pewny, że to było jajko.
Oby jakiegoś ptaka, a nie bazyliszka.
– Kiedy byłem dzieckiem. Coś takiego leżało na wystawie jednego ze sklepów. Ale mogło być tylko podobne.
Nie widział w końcu go wyraźnie, a nie będąc znawcą ogólnego świata fauny i flory, nie mógł wyrokować, że na pewno na wschodzie sprzedawali wtedy coś identycznego… jeśli jednak się nie mylił, jajko prawdopodobnie należało umieścić w żarze. Zresztą, pewnie McGonagall mogła dopytać o to swoich krewnych, w końcu skoro prowadzili lecznicę, będą pewnie wiedzieli o tym więcej niż oni.
– W rodzaju „Nadchodzą” albo „Słyszymy bębny”? – spytał, krzywiąc się lekko na samą myśl o tych bębnach. Pamięć usłużnie zresztą podsunęła mu ich dźwięk, bo chociaż kiedy ostatnio znów wpadł sprawdzić piwnicę, nie było ani śladu po klapie i nic w budynku nie bębniło, ich odgłosy na dobre wżarły się w umysł Shafiqa. Zapomnieć o nich nie mógł, ale naprawdę czekał na chwilę, w której przestaną do niego powracać w losowych momentach.
Spojrzał na wahadełko z pewnym powątpiewaniem, ale kierunek wybrany przez kobietę czy raczej jej wahadełko zdawał się mu równie dobry, jak każdy inny.
– Szkoda, że nie mamy okruszków chleba, żeby oznaczyć drogę – zakpił lekko, obracając się, by sprawdzić, czy za nimi labirynt przypadkiem nie zacznie się przestawiać, wyglądało jednak na to, że roślinność przynajmniej na razie była całkiem grzeczna. Ułamałby może gałązkę, aby oznaczyć drogę, ale wolał nie ryzykować po tym, jak żywopłot zaatakował sokolicę. To że pamiętał, którędy szli, nie miało wielkiego znaczenia, skoro mogło się zdarzyć tak, że niektóre alejki będą absolutnie identyczne albo że trafił ich jakiś czar zauroczający…
– Jeśli nie uda się zaraz znaleźć właściwej drogi, będziemy musieli spróbować teleportacji.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2453), Guinevere McGonagall (3576), Pan Losu (426)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa