• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria

[14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#21
21.02.2026, 14:39  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: C1
wariant: 2
typ: zadanie

Podobno każdy ma coś, co zna na pamięć – każdy dialog, opis, detal. Dziś postanawiasz pokazać swojej drugiej połówce historię, która kiedyś skradła twoje serce. Czy to mugolski klasyk filmowy, czy opasłe tomiszcze pachnące kurzem i przygodą? To trochę jak odsłonięcie fragmentu własnej duszy, więc najbardziej boisz się jednego: że nie spodoba jej się scena, którą ty kochasz najbardziej...
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#22
21.02.2026, 21:53  ✶  
– Powiedzmy, że w tym wypadku mogłem zrobić wyjątek i nie czułem się postawiony w nieprzyjemnej sytuacji – podsumował. Trochę ze względu na Victorię, trochę z powodu cienia sympatii sprzed lat, i bo pamiętał Primrose jako dziewczynę mającą pewien czar. Odmówił wprawdzie dla Daphne, nie czując, że znajdzie inspirację do projektu dla niej, ale udało się bez problemu dopasować parę rzeczy ze stałej kolekcji, i cieszył się, że udało się im dojść do kompromisu, który zadowolił obie strony.
– Na pewno że jeśli musi o nią dbać, odmawiając sobie włoskich deserów, jego życie musi być straszliwie smutne... I tak, bardzo cię rozumiem, nawet Miodowe Królestwo miałoby trudności w rywalizacji z tutejszym menu deserów – stwierdził Rosier, który wprawdzie niestety na co dzień nie pozwalał sobie na wiele szaleństw, faktycznie najczęściej domagając się od skrzata trochę zdrowszych opcji żywieniowych, ale uważał, że życie całkiem pozbawione dobrego jedzenia utraciłoby smak w więcej niż jednym sensie. Od czasu do czasu po prostu musiałeś sięgnąć po pieczeń, ciasto czekoladowe albo tiramisu właśnie.
Które okazało się dokładnie tam smaczne, jak Christopher miał nadzieję.
Noc rozgościła się na dobre nad Włochami niż opuścili restaurację, by przejść na leżący całkiem blisko plac, rozświetlony dziesiątkami świateł i nawet o tej porze nie opustoszały. Nie był tak ogromny, jak niektórzy się spodziewali, ale było coś intrygującego w otaczającej go zabudowie, i w wąskich przejściach, umożliwiających zagłębienie się w wąskie, weneckie uliczki, w atmosferze włoskiej nocy, znacznie cieplejszej niż te angielskie… nie żeby robiło to wielką różnicę dla Victorii. Spacerowali po nim jakiś czas, nim ruszyli przez wąski mostek, a potem plątaniną uliczek, mijając liczne sklepy i restauracje, kierując się ku przejściu ku tym magicznym punktom.
– Co powiesz na prawdziwie wenecką maskę, na wypadek kolejnego balu przebierańców? – rzucił Christopher, wskazując ruchem głowy na szybę magicznego sklepu. Tańczyła na niej czarodziejska lalka, w obfitej, weneckiej sukni, i z wenecką maską, oczywiście: kolekcja podobnych masek unosiła się w powietrzu, niektóre na całą twarz, inne zasłaniające tylko górę, w większości z białą bazą, ale lśniące dodatkowo od ozdób w rozmaitych kolorach. Było tu jednak i kilka bardziej „zwariowanych” masek, może mających magiczne efekty. – A tu pewnie głównie są same włoskie książki, ale ponoć mają ciekawy wystrój… – dodał, wskazując na schody, wiodące na piętro kamienicy, gdzie mieściła się księgarnia. Schody o tyleż niezwykłe, że wyglądały jak ułożone z książek. Podobna księgarnia mieściła się i po niemagicznej stronie, ot tam, by do nich dotrzeć, trzeba było przejść przez cały lokal, a tutaj przyciągające wzrok stopnie czekały na zewnątrz.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
22.02.2026, 02:36  ✶  

Posłała do niego uśmiech, bo tak jak mu pisała, zrozumiałaby, gdyby odmówił. A odmówił tylko połowicznie i w żadnym razie nie chowała urazy, bo ubrania ze stałej kolekcji również były piękne i jej siostra zdawała się być zadowolona. Poza tym rozumiała stawiane przez niego granice i w żadnym wypadku nie chciała ich przekraczać, sama nie lubiła, gdy ktoś jej mówił, jak powinna wykonywać swoją pracę. I zdenerwowałaby się, gdyby jej mówiono, wobec kogo ją wykonywać, a wobec kogo nie. Wierzyła, że Chris jest tak dobry w tym, co robi, bo ma pewną wolność artystyczną i się nie zmusza, jeśli tego nie czuje, ale sama artystką nie była i kompletnie się na tym nie znała, mogła więc tylko zgadywać jak to jest.

Victoria sobie nie odmawiała. Ostatnie pół roku było dla niej trudne – z początku mocno straciła na wadze, mało jadła, a wszystko to ze stresu, przez to, co się z nią działo, przez dojmujące zimno, wspomnienia babki, nieszczęsny rytuał miłosny Beltane i wszystkie jego konsekwencje… Sierpień zwiastował dla niej pewną zmianę, podnosiła się ze swojego upadku, a dwa koty, które przygarnęła w krótkim odstępie czasu jakoś leczyły jej złamane serce i równie połamaną psychikę. A później przyszedł wrzesień i wszystko posypało się jak domek z kart. Bardzo wątpiła, czy nadmiar słodyczy w jej życiu jej zaszkodzi, tym bardziej że chcąc nie chcąc miała w ramach swojej pracy sporo ruchu. No i… lubiła sobie zjeść. Gdy było coś dobrego, to sobie nie odmawiała, tym bardziej, że jakiś czas temu wrócił jej apetyt i przestała skubać jedzenie jak mały hoo-hoo.

– Nie umiałabym odmówić tiramisu. I czekolady – zaśmiała się jeszcze, potwierdzając wszystkie domysły o niej i miłości do słodyczy… ale nie każdych.

~*~

Plac może i nie był duży, ale robił wrażenie, a atmosfera nocy, która już zdążyła zapaść, gwiazd, które rozrzucone były po ciemnym niebie, wprowadzała pewną magię. Nie, nie czuła ciepła, było jej tak samo zimno jak w Anglii, ale odczuwała inne rzeczy: inną wilgotność powietrza, to, że nie powietrze nie było ciężkie od deszczu, a choć Wenecja była „pływającym” miastem, to pachniało to zupełnie inaczej, ta woda, a po prostu dowolne miejsce w Anglii. Victoria teraz już uważniej przypatrywała się architekturze miasta, a czasami nawet i ludziom, których mijali po drodze, nie spiesząc się nigdzie. Miała tylko (jak zwykle) nadzieję, że Jej Lodowatość nie przeszkadza Christopherowi za bardzo. Przejmowała się tym na powrót, bo bardzo martwiło ją u początku tej przypadłości, by ostatecznie zepchnąć to gdzieś w kąt, bo jej były narzeczony w ogóle nie był na to wrażliwy, będąc równie chłodnym, ale Rosier był normalnym człowiekiem, który odczuwał chłód i ciepło i…

– Pewnie zbyt szybko kolejny bal maskowy się nie odbędzie – stwierdziła, przystając na moment przy witrynie sklepowej, przyglądając się ruszającemu się manekinowi, a następnie lewitującym maskom – wszystkie były kunsztownie wykonane i zdobione i zdecydowanie robiły wrażenie. Szybko jednak jej wzrok prześlizgnął się w kierunku, który wskazał jej Christopher, na te osobliwe schody, które spowodowały, że czarownica uniosła wyżej brwi. – Jeśli tak jest na zewnątrz, to ciekawe co mają w środku – a poza tym trochę zaświeciły jej się oczy. Nie znała włoskiego, ale kochała książki tylko trochę mniej niż eliksiry, czekoladę i koty. W szkole często można było ją zobaczyć czytającą jakieś tomiszcze czy to w pokoju wspólnym Ślizgonów, czy w bibliotece, czy na błoniach. Lubiła zapach książek. W amortencji z pewnością by je wyczuła… – Wejdziemy zobaczyć?

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#24
23.02.2026, 11:07  ✶  
Christopher wyczuwał chłód ciała Victorii w tym momentach, w których oferował jej ramię czy całował w dłoń na powitanie, bo i trzeba by być ślepym, głuchym i ciężko upośledzonym psychicznie, by nie zauważyć, że coś jest nie tak. Po dżentelmeńsku jednak temat starał się ignorować, bardzo pilnował, by przypadkiem się nie wzdrygnąć, a i po prawdzie momentami zwyczajnie o tym zapominał, by przypomnieć sobie dopiero przy jakimś dotyku. Chyba też dość beztrosko zakładał, że prędzej czy później znajdą jakieś lekarstwo albo eliksir, który na to pomoże, bo jakoś przywykł, że magia rozwiązuje większość problemów.
– Kto wie? Może wiosną znów powróci sezon. A zimą zdziwiłbym się, gdyby ktoś nie zorganizował czegoś przed Yule – stwierdził, chociaż chyba nawet on nie był dość beztroski, aby wierzył w to, że powrócą czasy, gdy końcówka wiosny i lato były tradycyjne czasem częstych przyjęć i wydarzeń towarzyskich. Beltane i Spalona Noc coś zmieniły i nawet tacy jak Christopher chyba spodziewali się, że to nie koniec. – I to wciąż ładna pamiątka. Dlaczego nie? Chyba jeszcze przez chwilę jest otwarte.
Nie zdziwiłby się zresztą, gdyby mieli trochę pozycji po angielsku czy francusku, pod turystów właśnie. Wspięli się więc ostrożnie po „książkowych” schodach, do pomieszczeń mało eleganckich z pewnością, ale na pewno mających pewien charakterystyczny urok. Przejścia były wąskie, bo książki stały nie tylko na półkach, ciągnących się aż po sufit, ale były też ułożone w… beczkach i gondolach, ustawionych pomiędzy regałami. Może był to lokalny koloryt i wystrój, mający przyciągnąć uwagę, może czasem woda docierała aż tutaj, chociaż lokal był położony jakby na wysokości półpiętra?
– Jest to na swój sposób intrygujące – stwierdził Christopher, zwracając spojrzenie ku szerokiemu kapeluszowi gondoliera, zdobiącym jedną z półek. Podszedł bliżej, dotrzegając, że mieściło się na niej trochę tomów po angielsku. Głównie wprawdzie sztuki Szekspira, które znudziły się Rosierowi dawno temu, ale po jego ustach przemknął uśmiech, gdy dostrzegł jedną z pozycji. Ściągnął ją z półki, by pokazać tomiszcze Victorii. – Tego nie spodziewałbym się we Włoszech. Muszę przyznać, że mam ogromny sentyment o tej pozycji.
Już sam tytuł sugerował dlaczego: Demon ubiera się u Rosierów. Chociaż książka skupiała się na losach młodej redaktorki Czarownicy, odpowiadającej za organizacje sesji i artykuły modowe, to było tu jednak całkiem sporo i Domu Mody Rosier. Oczywiście, że Chris był tą książką absolutnie zafascynowany, zwłaszcza że pierwszy raz wpadła w jego ręce niedługo po wydaniu, gdy miał jakieś siedemnaście lat i był wtedy z tego szalenie dumny.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#25
24.02.2026, 00:28  ✶  

Bardzo doceniała to, że Christopher starał się nie dawać po sobie znać swoich odczuć względem jej zimna. Wiadomo, do wszystkiego można się było przyzwyczaić, ale czasami nie miało się wpływu na pewne odruchy i bardzo doskwierało jej to zwłaszcza na samym początku, gdy ludzie nie byli jeszcze przyzwyczajeni – i nawet jej własna matka się wzdrygała, chociaż później już nauczyła się nad sobą panować.

– Może, chociaż to faktycznie bardziej pasuje do zimy – gdy noce były dłuższe, dnie zimniejsze, a ludzie zapadali w coś w stylu zimowego snu, z którego wybudzali się na czas imprez i bali. W tym okresie i atmosferze bale maskowe pasowały jak ulał, ale jak to będzie w tym roku…? Tego nie potrafiła przewidzieć, zresztą próba jakiegoś poukładania sobie w głowie świata i tak spełzała na niczym, bo prędzej czy później działo się coś, a może raczej Coś przez duże C, co klocki i puzzle rozrzucało tak mocno, że trzeba było zacząć od początku. – Ale fakt, trochę grzech odwiedzić Wenecję i nie przywieźć maski weneckiej – przyznała, choć już zaraz jej uwaga skupiła się na tej księgarni. W niczym to jednak nie przeszkadzało, skoro było to tuż obok, zawsze mogli po wyjściu wstąpić kupić sobie na pamiątki maski.

Nie miała oczekiwań względem wystroju, a i tak ją zaskoczyło to, co zastali. Księgarnia wydawała się być na swój sposób jednocześnie obskurna i wcale nie. Daleko było temu do wielkich salonów, czy nawet Esów i Floresów na Pokątnej, ale książki piętrzyły się tutaj od podłogi aż po sam sufit i nic więcej Victorii nie było potrzebne do szczęścia, bo uśmiechnęła się mimowolnie na ten widok. Beczki wypełnione książkami i gondole takoż sprawiły, że mimo wszystko zatrzymała się, jeszcze bardziej zaskoczona, oglądając je sobie z bliska. Uznała ostatecznie, że to rzeczywiście musi być element dekoracji i powoli przemieściła się wąskim przejściem, uważając, by przypadkiem niczego nie strącić… dokądś. Aż Chris zainteresował się kapeluszem i coś przykuło jego uwagę. Czarnowłosa szybko prześlizgnęła się wzrokiem po najbliższych tytułach, z zaskoczeniem rejestrując, że część jest po angielsku, ale nim przyjrzała się uważniej, Rosier już trzymał w rękach książkę, a ona wychyliła się by odczytać tytuł.

– Demon ubiera się u Rosierów? – przeczytała i uśmiechnęła się, unosząc spojrzenie na Christophera. Trochę zabawnie wyszło, ale chyba żadne z nich nie miało pojęcia, że Stanley Borgin nazywał Victorię demonem… ta z kolei ubierała się u Rosierów. Mniejsza. – Jakoś mnie ten tytuł ominął – przyznała w końcu całkiem szczerze, ale nie było to raczej nazbyt dziwne, już się blondynowi przyznała, że czytuje głównie księgi naukowe (bo zwyczajnie lubiła się uczyć, nawet teraz, będąc dorosła i gdy już dawno byli po szkole i nie czekały ich żadne egzaminy… no dobrze, nieprawda, bo w Ministerstwie kilka zdawała). – O czym to? – zapytała, zachęcając, by jednak coś powiedział, skoro ta książka tak mu się podobała. W sumie to faktycznie była ciekawa.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#26
24.02.2026, 11:39  ✶  
– Weneckiej maski oraz cannoli. Może jakaś cukiernie jeszcze będzie miała kilka na wystawie – stwierdził, półżartem, półserio: może odrobinę ze względu na jej upodobanie do słodyczy, ale też cannoli z jakiejś magicznej cukierni wydawały mu się najlepszym, drobnym upominkiem z Włoch. I chyba on też musiał kupić ze dwa, matce i siostrze, inaczej zmyją mu głowę, że o nich nie pomyślał…
Miejsca takie jak to nie byłyby w stylu Christophera w Anglii, ale obecność w Wenecji trochę naturalnie skłaniała go do odrobinę większej otwartości niż ta, jaką wykazałby pewnie w Londynie. Zwłaszcza, że choć był tu wcześniej, to zaledwie raz i kilka lat temu. Pewna obskurność lokalu więc mu nie przeszkadzała, bo wynagradzał tę lokalny koloryt zaskakującego wystroju.
– O młodej czarodziejce, która dołącza do redakcji magazynu dla czarownic… Wzorowany mocno na Czarownicy, chociaż taki bardziej luksusowy? – stwierdził, obracając w dłoniach książkę. Wydanie było całkiem ładne i nawet zaczął się zastanawiać, czy go nie kupić. Przyszło mu przez myśl, by dać je Victorii, ale wspominała kiedyś, że wolała raczej naukowe książki. On sam czytał od czasu do czasu, dla zabawy, chociaż raczej rzadko były to bardzo poważne pozycje: czasem przygodowe, czasem biografie, zdarzały się jakieś o sztuce albo magii zauroczenia lub… takie jak ta. Była spora szansa, że to, co mu się podobało, jej nie przypadłoby do gustu. – Tytułowy demon to jej szefowa, wymagająca, ale też bardzo utalentowana, która poszukiwała asystentki. Sporo kręci się wokół pokazów mody u Rosierów. Muszę ze wstydem przyznać, że prawdopodobnie perypetie bohaterki z budowaniem kariery i poznaniem pewnego modela zupełnie by mnie nie zainteresowały, gdyby nie pisano tu tyle o nowej kolekcji i pokazie – stwierdził, chociaż po prawdzie się tego nie wstydził ani trochę: kochał modę, dlaczego nie miałby pokochać fabularyzowanej książki, w której tyle o niej było? Oczywiście, wniosek był taki, że wygląd nie ma znaczenia, ale Christopher trochę go zignorował. Bo prawda była taka, że jeśli nie wyglądałeś odpowiednio, to ludzie nie traktowali cię poważnie. I jak mogłeś czuć się naprawdę dobrze w swojej skórze, jeśli na przykład na ważnym przyjęciu występowałeś w przymałej szacie starszego brata?
– Widzisz coś, co by cię zainteresowało? – spytał, unosząc wzrok znad książki najpierw na Victorię, a potem przesuwając spojrzeniem po tych angielskich pozycjach i wreszcie drobnych pamiątkach, które można było kupić przy kasie: ruchomymi pocztówkami, drobnymi laleczkami w weneckich strojach i ładnymi notatnikami.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#27
25.02.2026, 01:23  ✶  

Zmrużyła lekko oczy w uśmiechu na myśl o tych słodkościach i było to trochę mimowolne. Normalnie była bardziej powściągliwa, ale czar Wenecji nieco osłabił jej zwyczajowy dystans i metaforyczny chłód, zresztą znała się z Chrisem i nie czuła się przy nim niekomfortowo.

– Byłam jakiś czas temu na Sycylii – przyznała na wspomnienie o cannoli. – Objadłam się ich tam trochę, są pyszne – oczywiście, że się objadła, jak mogłaby sobie odmówić i miał rację, bo grzechem byłoby nie zabrać ich trochę do Anglii, skoro już tutaj było, sama zostawiłaby je siostrom.

Fakt, sama z siebie sięgała głównie po jakieś naukowe publikacje, księgi wiedzy wszelakiej lub stare tomiszcza o magii, surowcach, eliksirach… takie tam. Ale to nie znaczyło, że czytała tylko to. W tym roku przeczytała nawet mugolską książkę, Władcę Pierścieni, bo była to ulubiona książka Sauriela. Nie widziała nic złego w dzieleniu się tym, co się lubiło, a Victoria chciała, swoim zwyczajem, zrozumieć. Wiedza nie miała granic.

– Dlaczego ze wstydem? – zaśmiała się cicho, zerkając ponownie na okładkę książki, nim uniosła spojrzenie na dużo wyższego od niej Rosiera. – Było tam coś, co cię zainspirowało? – podpytała, bo skoro powiedział, że tak mocno zainteresowało go to, że pisano o kolekcji i pokazie, to może wtedy, gdy to czytał, coś poruszyło wodze jego wyobraźni? – Brzmi jak lekka książka na odstresowanie – dodała jeszcze i uśmiech ponownie dotarł aż do jej ciemnych oczu. – Nic czego należałoby się wstydzić – ale według Victorii w ogóle nie powinno się wstydzić czytania, choć były osoby, które jej wartości nie wyznawały.

A kiedy Christopher zadał swoje pytanie, to chociaż wiedziała, że chodzi mu o książki, nie mogła nie zauważyć, że można było to zinterpretować zupełnie inaczej.

– O tak, oczywiście – patrzyła przez moment na Chrisa, po czym uśmiechnęła się całkiem z siebie zadowolona, nim odwróciła wzrok na te książki i ten prześlizgnął się po tytułach, teraz rejestrując je znacznie bardziej niż wcześniej i pośród tych nielicznych angielskich tytułów jej mózg wyłapał jeden. Bardzo ważny dla niej tytuł.

Baśnie Barrda Beedle’a.

Uśmieszek, który przykleił się do jej twarzy złagodniał w moment i wyciągnęła dłoń po książkę, by obejrzeć ją sobie z bliska. Dużo już czasu minęło, nim sięgnęła po nią ostatnim razem.

– Najważniejszy tytuł mojego życia – powiedziała, choć raczej żartobliwie niż całkowicie poważnie. – Jak byłam mała i siadałam na fotelu w pracowni taty, to gdy czekał na moment w eliksirach, czytał mi te baśnie. Potrafiłam go tak zamęczać w kółko, w ogóle mi się nie nudziły, chociaż słyszałam je po pięćdziesiąt razy. Tata to chyba wykuł je przez to na pamięć – otworzyła aż z ciekawości tom i przekartkowała, zatrzymując się przy jednym z obrazków. Nie pytała, czy Christopher je znał, zakładała, że każde dziecko wychowane w domu czarodziejów je zna. – Lata już do tego nie zaglądałam – przyznała z pewnym zamyśleniem, nostalgią wręcz. Ile to lat minęło? Dwadzieścia?

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#28
25.02.2026, 16:00  ✶  
– Zdążyłem zapomnieć, jak smakują – przyznał, bo ostatni raz we Włoszech był w Mediolanie, ale było to ponad rok temu i wtedy akurat w pośpiechu i szale organizowania pokazu modowego nie myślał zupełnie o jedzeniu czy turystyce. Interesowała go tylko katastrofa, jaką był fakt, że ubrania nie pasowały na modelkę i trzeba było szybko szukać innej.
– Masz rację. W takim razie przyznaję bez wstydu – zgodził się bez oporów, bo cóż, po prawdzie to Rosier bardzo rzadko wstydził się czegokolwiek, co zrobił albo myślał. Nie że nie zdarzało się to nigdy, ale było jednak ogromną rzadkością.
Podał jej książką, dość grubą, ładnie wydaną, w twardej oprawie: na okładce postacie były oczywiście ruchome, i plecami do siebie stały na niej dwie kobiety, na pierwszy rzut oka mocno się różniące, chociaż kiedy człowiek się im przyjrzał, mógł odkryć, że w istocie była to ta sama dziewczyna. Ot inaczej uczesana, umalowana, ubrana i trochę szczuplejsza w tym drugim „wydaniu”.
– Nie, właściwie to nie. Sama historia, gdyby się zastanowić… jest dość typowa. Podobały mi się fragmenty o pokazach i to, jak została napisana, ale nie tworzyłem projektów z nią związanych.
Inspirowały go czasem widoki, dźwięki albo konkretna kobieta. Mogły to być czarne róże czy opowieść o księżniczce z zaklętego ogrodu. Ale książka w gruncie rzeczy opowiadała po prostu w pewnym sensie wariację historii brzydkiego kaczątka, ot z morałem, że ostatecznie nie zależało mu na zachwycaniu wszystkich byciem łabędziem. Bohaterki Christopher nie polubił na tyle, aby mieć ochotę projektować coś z myślą o niej. Jej szefowa? O tak, z nią mógłby współpracować w prawdziwym życiu, ale na podstawie słów w książce nie wystarczyło to do tworzenia konkretnego projektu.
Uśmiechnął się pod nosem, gdy wyłowiła spośród innych historii Opowieści Barda Beedle’a. Owszem, znał je, bo ot każde czarodziejskie dziecko, o ile nie było zupełnie zaniedbane, je znało – dostał egzemplarz w prezencie bodaj na siódme czy ósme urodziny, i lepiej poznał tylko baśń o przędzeniu złota, uważaną za inspirowaną historią jego przodkini.
– Którą z nich lubisz najbardziej? – zapytał, obracając w dłoniach to wydanie, a potem otworzył książkę, aby spojrzeć na ilustracje. Trzech braci spotykających śmierć, kociołek czary mary… – Historia o włochatym sercu czarodzieja przyprawiła mojego brata o koszmary, kiedy był dzieckiem.
Jego trochę też, ale oczywiście do tego Chris ani myślał się przyznawać.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#29
25.02.2026, 23:08  ✶  

– To może faktycznie pora sobie przypomnieć – Victoria ich smak pamiętała dość dobrze, a przynajmniej samo wrażenie i odczucia, jakie miała po. Chrupkość była przełamana miękkością i kremowością śmietankowoserowej masy, słodkiej, ale nie mdłej, przetykanej dodatkami. Jadła takie z pistacjami, z gorzką czekoladą (oczywiście…) i z kandyzowaną skórką pomarańczy, ale widziała, że rodzajów było tyle co pomysłów… bo mignęła jej też wersja wytrawna z szynką. Fakt, że miała czas sobie popróbować, bo choć była w Taorminie ledwie dwa dni, na więcej nie było czasu w tym zabieganym życiu i dość spontanicznie zaplanowanym wypadzie, to nie mogła sobie odmówić tradycyjnych specjałów… ale nie była też zabiegana i zestresowana pokazem, który był o włos od absolutnej katastrofy.

Przyjrzała się podanej jej książce, a dokładniej to tej okładce, rejestrując niewidoczne na pierwszy rzut oka szczegóły; ubiór kobiet… czy raczej kobiety i pozy, jakie każda z jej wersji przyjmowała, piękniąc się na okładce. Nie odłożyła jej na swoje miejsce, wbrew temu, co można by było przypuszczać.

– I znalazłeś tam odbicie rzeczywistości? W tych opisach pokazów i zamieszania wokół nowej kolekcji? – dopytywała go głównie dlatego, że ciekawiły ją jego odczucia i emocje, jakie mi towarzyszyły w trakcie czytania. Wszak oto w tym wszystkim chodziło przy czytaniu książek rozrywkowych… o emocje i relaks. A wiadomo, każdy miał inne gusta i odprężał się przy czymś innym.

– Hahaha, jestem więc przeciwieństwem twojego brata – przyznała się leciutko mrużąc oczy. Ale czy było w tym coś dziwnego? Rzeczy, jakie interesowały Victorię, to jak wiele w swoim życiu opierała na racjonalności, a nie na emocjach, które często skrywała przed publiką, nauczywszy się jak to robić, gdy trenowała oklumencję i wyciszenie rozkrzyczanych myśli. – Mam dwie ulubione. O włochatym sercu czarodzieja i o Czarze Marze i gdaczącym pieńku – przesiąknięta za młodu wartościami czystej krwi, nic dziwnego, że wybierała te pro czarodziejskie, choć prawdę mówiąc zupełnie nieświadomie. – Wydaje mi się, że tak na mnie nie wpłynęły, bo jak czytał mi je tato, to miałam coś koło pięciu lat i koncept śmierci jeszcze do mnie nie docierał. Ale kiedyś wpadła mi w ręce wersja hm… jak się nazywała ta pisarka… Beatrix Bloxam? Słyszałeś o tym? Przepisała baśnie Barda po swojemu – Victorii zadrżały kąciki ust, zwiastując, że to, co właśnie mówiła, musi mieć jakąś kontynuację i to zapewne bardzo zabawną.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#30
26.02.2026, 11:07  ✶  
– W takim razie zgadzamy się co do kolejnego punktu programu – skwitował Christopher, zerkając na zegarek. Wychodziło mu, że jeśli się postarają, znajdą jeszcze jakąś otwartą cukiernię, potem mogli kupić maski i dość spokojnie zostanie im trochę czasu, by ewentualnie gdzieś na parę minut przysiąść.
Nie uszło jego uwadze, że na razie nie odłożyła książki: ale i nie pytał o to, chyba po prostu ciekaw, czy zamierzała ją kupić.
– Trochę tak, trochę nie. Autorki książki sama pracowała dla Czarownicy, więc na pewno dużo lepiej znała świat dziennikarski niż pokazów. – Rosier zresztą nie byłby skłonny przyznać, że ktokolwiek z zewnątrz mógłby naprawdę dobrze rozumieć Dom Mody Rosierów. – Ale odpowiadała za napisanie paru relacji z pokazów, robiła reportaż o modelkach, sporo rzeczy oddała więc całkiem dobrze. To, ile w to wszystko trzeba włożyć pracy czy jaka atmosfera panuje przy wydaniu nowej kolekcji… te aspekty ujęła całkiem trafnie.
Chociaż jego zdaniem pewnych nie rozumiała, bo och, początkowo, o ironio, zanim wydała tę książkę, zwyczajnie nie było jej stać zwykle na ubrania od Rosierów. Miała może jakieś dwie szaty na specjalne okazje i pewnie stąd te jej wnioski w powieści, że ubrania tak naprawdę nie mają takiego znaczenia.
– Nigdy nie przepadałem za Czarą Marą, ale lubiłem baśń o włochatym sercu.
Tak, trochę się bał, gdy był małym chłopcem i nawet przyśnił się mu koszmar, jeden albo drugi. Ale mali chłopcy od czasu do czasu lubili makabrę. Jeśli szło o Czarę Marę, to chyba główny problem Christophera był taki, że w wersji, którą opowiedziano mu po raz pierwszy, bohaterka była praczką. Czemu miałyby go interesować opowieści o praczce?
– Lubiłem też baśń o skaczącym kociołku… ale oryginalną wersję przeczytałem dopiero, gdy miałem czternaście lat i trochę mnie zdumiała.
Bo w tej, którą opowiedział mu ojciec, kociołek bronił bohatera przed mugolami.
Skrzywił się lekko, gdy Victoria wspomniała o tej przepisanej wersji. Gdyby był chrześcijaninem, może nawet złożyłby dłonie w znak krzyża. Zamiast tego jednak sięgnął tylko po dwa ładnie oprawione notatniki, leżące przy ladzie, decydując się na ich zakup: piękne wydanie Szekspira jednak nie było dobrą pamiątką z Włoch, a włoskich książek nie kupi… za to te notatniki powinny się sprawdzić jako upominek z Wenecji.
– Właśnie przypomniałaś mi o jednym z najstraszniejszych wieczorów mojego dzieciństwa, gdy ciotka postanowiła mi tę książkę przeczytać. Chyba będę potrzebował nie tylko cannoli, ale też kieliszka wina.

!BINGO C2
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (6800), Pan Losu (146), Victoria Lestrange (7442)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa