• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[21.09.1972] L'Odorre od Mademoiselle Smrodeur | Aidan, Victoria

[21.09.1972] L'Odorre od Mademoiselle Smrodeur | Aidan, Victoria
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#1
03.03.2026, 16:11  ✶  

21 września, wieczór
Mieszkanie Victorii

Czy był z siebie dumny? Jeszcze jak. Wymiana listów z Victorią uspokoiła go trochę - jednak ze Stanleyem nie byli dwoma zakutymi łbami, tak jak podejrzewał. Owszem, może na samym początku poczęstowali pierdzipuszka ciastkiem, ale zaraz ich puste głowy zaczęły nabierać trochę oliwy, która pozwoliła zardzewiałym trybikom na poruszenie się. I pewnie gdyby nie to głupie myślenie i zdrowy rozsądek, to teraz nie musiałby iść do mieszkania Victorii, a za nim nie ciągnąłby się BARDZO intensywny zapach.

Skubana miała rację - była jakimś pieprzonym jasnowidzem? A może po prostu tak dobrze go znała i wiedziała, że Aidan nie mógł przeżyć dnia bez odjebania czegoś głupiego. Nie miał pojęcia, ale jeżeli Vika była wiedźmą z bajek i przepowiadała przyszłość, to liczył że znalazła już rozwiązanie na jego mały problem. Otóż: jebał. Jebało od niego na kilometr i to tak bardzo, że gdy szedł ulicą Pokątną, to ludzie zatykali nosy i odsuwali się. Nie mogli zlokalizować źródła zapachu, a że Aidan szedł szybko, prosto do celu, to chyba nie zdążyli się zorientować, że to on był źródłem tego pięknego zapaszku. Nie bardzo chciało mu się tłumaczyć, co się stało że wydziela woń taką jakby skunks obsikał go tym swoim płynem - co poniekąd było bliskie prawdy, bo pierdzipuszek spsikał go swoją esencją, gdy tylko dłoń Parkinsona sięgnęła po ciastko. Zbierał siły na tłumaczenie się przed Victorią.

Umył się - i to nie raz i nie dwa. Wylał na siebie tonę perfum, szorował się nawet gąbką z morza jakiegośtam prosto z dupy, ostra była jak cholera ale zapach jak był, tak nie chciał się ulotnić. Ubrania, w których był w Głębinie poprzedniej nocy spalił, ale on sam walił jak nieboskie stworzenie. Zaczynał się domyślać, skąd ta pieprzona nazwa uroczego, przerośniętego podpufka.
- Vika, to ja! - krzyknął, łomocząc w drzwi jej kamienicy. Był ciekawy, czy jego zapaszek dotarł do jej nosa zanim jeszcze zdążył stanąć pod jej drzwiami. Lepiej dla niej, żeby otworzyła szybko, bo sąsiedzi pewnie nie będą zachwyceni tym, że nagle w jej kamienicy zaczęło śmierdzieć. W sumie to z tego co pamiętał, to ta biedna kamienica miała sporo przygód za sobą, więc to mogłaby być kropla, która przeleje czarę goryczy.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
05.03.2026, 23:05  ✶  

Przez całe życie obcowania z Aidanem przyzwycziła się już do pewnego poziomu absurdu i chaosu, który kroczył krok w krok za Parkinsonem, ale zostawiała jednak miejsce na ciężkie wzdychanie i czasami na łapanie się za głowę, bo jednak jej kuzyn nadal, po tych 26 (no może nieco mniej) latach nadal potrafił ją zaskoczyć. Zazwyczaj negatywnie i Victoria mogła tylko załamywać ręce nad jego durnymi pomysłami, które wpędzały go w kolejną kabałę. Ale nie odmówiłaby mu pomocy, jakby mogła? Był przecież jej ukochanym kuzynem, z którym traktowali się jak rodzeństwo, ciągnąc się w młodości za włosy, wyrywając sobie książki, których wcale nie chciało się czytać i bijąc i kopiąc (z czego na szczęście oboje dość szybko wyrośli).

Gdy więc dostała najnowszą serię szybkich wiadomości od Adiego, Victoria z każdym słowem była nieco bardziej przerażona. A najbardziej po tym ostatnim… Bo już czuła, że skończy się to bólem głowy i to najpewniej jej (chociaż jak cholera spróbuje przy tym doprowadzić do tegoż bólu jeszcze swojego kuzyna, by cierpiał tak, jak cierpieć będzie ona). Bo „wpadnę dzisiaj i wszystko ci powiem” oraz „otwórz okna” dawały jej już całkiem niezły pogląd na sytuację. Pierdzipuszek najpewniej przestraszył się, albo zdenerwował, albo oba na raz i Aidana spotkało dokładnie to, przed czym go przestrzegała.

Nie czekała z utęsknieniem. Prawdę mówiąc to korzystała z chwili wolnego pomiędzy powrotem z pracy, zjedzeniem obiadokolacji (dzięki ci Matko za skrzatkę, którą miała od tygodnia, bo chyba by głodowała), a przyjściem Aidana, a więc relaksowała się siedzeniem w fotelu w salonie na piętrze, przy rozłożystej arece, w donicy której zwinął się błękitny kot, mając drugiego, mniejszego i czarnego na kolanach.

I wtedy nastąpił łomot w drzwi, po którym Victoria nagle otworzyła półprzymknięte oczy, a dłoń zamarła na kocim futerku. VIKA TO JA dotarło do jej uszu (bo zaklęcie wyciszające, jakie zostało nałożone na kamienicę uniemożliwiało podsłuchiwanie z zewnątrz) i nastąpiło bardzo głębokie westchnięcie, po którym z ociąganiem i bólem podniosła się z fotela, a koteczka odłożyła na swoje miejsce. Nie, nie spieszyła się wcale, żeby wyjść z salonu i potem zejść na parter do drzwi. Nie otworzyła tych drzwi gwałtownie, chociaż jak już była na dole przy drzwiach, to miała wrażenie, że… czuje. I aż zmarszczyła nos – i taka zmarszczona pokazała się Aidanowi, gdy w końcu otworzyła i w b a r d z o oceniającym wzroku zmierzyła go od stóp do głowy, zanim się jeszcze odezwała.

– Och kurwa – powiedziała w końcu na przywitanie i odruchowo wstrzymała oddech, po czym ze zbolałą miną odsunęła się, żeby Aidana przepuścić i szybko zamknęła drzwi. A potem bez słowa wycelowała w niego różdżkę i machnęła dłonią, chcąc ten „dobry wieczór” rozpocząć od Chłoszczyść w człowieka – co zwykle powodowało, że ulatywały z niego bańki mydlane z a ust toczyła się piana. Niezbyt przyjemne, ale zwykle skuteczne. Choć nie wiedziała czy podziała też na smród po pierdzipuszku. – Dobra, gadaj.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#3
16.03.2026, 16:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 16:09 przez Aidan Parkinson.)  

- Nie marszcz się, bo ci tak zostanie - wypalił, szczerząc się głupio. Faktem było, że byli kuzynostwem, lecz traktowali się bardziej jak rodzeństwo. A rodzeństwo przecież sobie dokuczało, co nie? Gwizdnął nasz Aidanek, gdy Victoria przeklnęła. Ojejej, takie słowa z ust damy? - Nie no, z tą kurwą bez przesady, wystarczy Aidan.
W końcu nie brał za seks pieniędzy, raczej je dawał, bo ostatnio częściej można go było spotkać w burdelach niż z jakąś porządną damą. Aidan wszedł do środka, rozkładając ręce z głupim uśmiechem. Taki już był: wiedział, że zjebał, ale zamiast biadolić i lamentować to wolał obrócić wszystko w żart.
- Fajne te nowe perfumy, co? L'Odorre od Mademoiselle Smrodeur, najnowszy krzyk mody... - zaczął, gdy nagle Victoria rzuciła zaklęcie. I to, cholera, piekielnie dobre zaklęcie, bo Aidan naraz jakby pokrył się dziwna warstewką ni to piany, ni dziwnej poświaty, a z jego ust wydobyły się bąbelki, tak jakby połknął mydło. We włosach także miał trochę piany, a wszelkie kurze, popioły czy inne brudy które miał na sobie: wyparowały. Czy jednak to superzaklęcie podziała na smród?

Nie mam pojęcia więc rzucam czy ten krytyk podziała
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak


Jeszcze przez moment odór, którym owiany był Aidan, unosił się w powietrzu. Ale nastąpiła wyraźna zmiana w tym, jak Parkinson pachniał. Smród zmieszał się z wonią mydła i różami, aż w końcu to ten zapach stał się dominujący. Aidan odkaszlnął i chciał coś powiedzieć, ale z jego ust wydobyła się potężna bańka mydlana. Zamachał rękami, zły. Bańka pękła.
- Teraz jebie jak pedał! - zniekształcony głos brzmiał, jakby wydobywał się spod wody. Róże, serio Vika?
Nie mówił normalnie: z jego ust wydobywały się mydlane bańki i piana i to one jakby przekazywały jego słowa. Magikomedia.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
23.03.2026, 23:40  ✶  

Miała się tak nie marszczyć – więc w odruchu zmarszczyła się jeszcze mocniej, odmawiając odzywania się więcej niż to absolutnie potrzebne. Wszystko dlatego, że mówienie wymagało wzięcia oddechu, a to wiązało się z wdychaniem tego powalającego wręcz smrodu, który musiał się już unosić nawet na piętro. A potem zamiast przewrócić oczami, albo kopnąć kuzyna za głupie gadanie, po prostu wbiła w niego zajebiście oceniające spojrzenie, gdy się tak produkował.

L'Odorre od Mademoiselle Smrodeur, na Merlina, chyba go Matka opuściła, albo uderzył się za mocno w głowę. Bo chyba gazy pierdzipuszka nie wywoływały efektu podobnego do naćpania jakimiś specyfikami tak zwanymi odlotowymi?

Kusiło zapytać, czy coś pił, ale nawet by nie poczuła przez ten „najnowszy krzyk mody”, niech go szlag.

A chwilę później jej zaklęcie ewidentnie zadziałało i to, Victoria była o tym przekonana, nawet mocniej niż normalnie powinno na człowieku. Uniosła w zaskoczeniu jedną brew, gdy Aidan pokrył się warstwą mydła i zaklęcie zaraz go… wyszorowało, choć bez efektów wizualnych w postaci wielkiej szczoty podobnej do szczotki do szufelek, jeżdżącej po jego ciele (ale jakiż to byłby widok…!) – i to tak dogłębnie, że reszta zdania Parkinsona utknęła w bańkach, jakie poleciały z jego ust.

I wtedy właśnie, na widok jego miny, czarnowłosa się rozpogodziła, czując, że już mu się przynajmniej trochę odpłaciła pięknym za nadobne. Ból głowy za ból głowy – równowarta wymiana, jak w alchemii. A dodatkowym bonusem było to, że ten obezwładniający smród zaczął się ulatniać. Znikać. I zastąpił go zapach różanego mydła, czy czegoś w tym rodzaju. Lestrange była z siebie bardziej niż zadowolona.

Victoria też odkaszlnęła i to bynajmniej nie dlatego, że miała w gardle mydło – brała syrop przepisany jej przez uzdrowicielkę przez co kaszlała więcej, żeby oczyścić płuca z pyłu, który w nich osiadł. A potem jeszcze odchrząknęła i uśmiechnęła się do Aidana.

– Od razu lepiej – stwierdziła, nieprzejęta niezadowoleniem kuzyna, a potem zupełnie niewinnie uniosła dłoń, żeby palcem przebić jedną z baniek, która uleciała z ust Aidana i leciała sobie w górę. Puf. – Dodać do tych róż jeszcze trochę piżma i kilka innych nut i byłoby idealnie. Ale teraz pachniesz jakbyś świeżo wyszedł z wanny, może być – a potem poklepała go po ramieniu. – No dobra, to co zrobiłeś małemu biednemu puszkowi, że tak cuchnąłeś? – tak, nie zaprosiła go na górę, bo i tak miała wrażenie, że będzie musiała zrobić dla Aidana jakiś specyfik, na wszelki wypadek, jakby to się powtórzyło.

Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#5
24.03.2026, 17:22  ✶  

To, że Vika zmarszczyła się jeszcze mocniej było do przewidzenia. Wbrew pozorom mieli ze sobą więcej wspólnego, niż oboje chcieliby przyznać. Gdyby ktokolwiek powiedział to samo Aidanowi co Aidan Vice, to zareagowałby identycznie. Jednakowoż nie miał teraz głowy do tego, by zastanawiać się nad takimi drobnostkami. Oto bowiem miał większy problem: on, najbardziej męski z mężczyzn (czy na pewno?) pachniał teraz tak, jakby wyszedł świeżo od Potterów, wypróbowawszy ich najnowszych różanych płynów do kąpieli. I już pal sześć ten zapach, serio, ale fakt że nie mógł normalnie mówić, bo z jego ust wydobywały się bąbelki, szalenie go irytował. Spojrzeniem Victorii także się niezbyt przejął, bo ktokolwiek przebywał w jej towarzystwie dłużej niż tydzień to wiedział, że Lestrange kochała oceniać innych. I uważała, że jej spojrzenie i otoczka zimnej (hehe) królowej wpływała na ludzi lepiej, niż bluzgi czy pięści. Owszem, na sporą część osób to działało, ale nie na niego - on ją poznał i chociaż wiedział, że złośliwa z niej jędza, to jednak w tym węgielku robiącym za serce zajmował wykurwiście duże, ciepłe miejsce i mógł pozwolić sobie na więcej.
- Sama jesteś piżmo - odpyskował, chmurząc się gdy tylko kuzynka przebiła bańkę. I chyba stało się w końcu coś, na co tak wiele osób czekało: Aidan zamknął mordę. Postanowił, że nie otworzy ryja dopóki działanie zaklęcia nie minie. Skrzyżował więc ręce na klatce piersiowej i stał tak, patrząc na kobietę z góry. Co jakiś czas wypuszczał z ust bańki mydlane, ale zacięty wyraz twarzy sugerował, że ani myśli się odezwać. Wzruszył tylko ramionami, co mogło oznaczać wszystko i nic.

Na próbę otworzył usta, z których już bez baniek wydobyła się głoska "e". A potem "a". Zadowolony z efektu odchrząknął, krzywiąc się z powodu posmaku różanego mydła na końcu języka.
- Jędza - prychnął, ale nie mógł się przecież zbyt długo na nią gniewać. Nie wiedział, co musiałaby zrobić, żeby naprawdę się pokłócili. Zamachał więc tylko ręką, jakby zbywał temat. - Nic.
Nie było to szczere, zresztą sam wiedział doskonale, że to nic to było wierutne, brzydkie kłamstwo. Westchnął więc, odruchowo przeczesując włosy.
- No dobra. Dałem mu ciastko jak imbecyl, a potem chciałem je zabrać, żeby mu nie zaszkodziło, okej? - w jego głosie nie było skruchy. Raczej duma - jego twarz mówiła "sam na to wpadłem, SAM!".
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
24.03.2026, 20:33  ✶  

Oczywiście że tak, nikt jej przecież nie będzie mówić co ma robić, nawet własna matka (a może przede wszystkim nie będzie tego robić własna matka…). Victoria była uparta, była gotowa pokazać to wszem i wobec, chociaż nie doprowadziła tego do stanu, w którym zaczęłaby tym szkodzić samej sobie. Tym niemniej nie zamierzała się ani trochę przejmować niezadowoleniem Aidana, uważała, że sam był sobie winien, a skoro już się tu zjawił, szukając pomocy, to zrobią to na jej warunkach: bez cuchnięcia, które wymagałoby zatykania sobie nosa.

Znali się nie od dziś, był to fakt. I tak jak Aidan mógł powiedzieć, że wie na co stać Victorię, tak ona uważała, że to samo mogła zrobić w stosunku do Parkinsona. Fakt, że był straszliwym pozerem, ale wiedziała, że gdyby sama potrzebowała pomocy, to by pomógł, o ile by w ogóle mógł, problem w tym, że Lestrange nie przywykła do zrzucania swoich problemów na innych, próbując w pierwszej kolejności rozwiązać je sama, co może nie było najmądrzejsze, bo brała na siebie zbyt dużo, ale dość o niej! To Aidan potrzebował wzorowej opieki (najlepiej niańki, żeby nie pakował się w takie gówno).

– Elokwentnie – podsumowała go po tej pyskówce wysokich lotów i uraczyła go swoim zwyczajowym, delikatnym uśmieszkiem. Na nieszczęście Aidana, Victoria, gdy chciała, miała zajebiście dużo cierpliwości, więc gdy zamknął mordę i uparcie milczał, milczała i ona, patrząc na niego spokojnie. Wykorzystała tę chwilę, by zwrócić uwagę na te rzeczy, które umykały w pierwszej chwili: jak się ubrał, czy nie miał jakichś nowych ran, czy nie był gdzieś poszarpany albo potargany (a gotowa mu była nawet wygładzić czy poprawić koszulę!).

– Ja ciebie też – odparła może nawet i trochę irytująco spokojnie. – Mhm, a ja jestem Ministrą Magii – a jak oboje wiedzieli: nie była nią i było jej do Ministry cholernie daleko, dokładnie tak, jak temu wszystkiego było do „nic”. A potem… Potem miała ochotę powiedzieć, że rozumie, bo sama by nabuczała na kogoś, kto dałby jej czekoladę, a potem ją zabrał, ale tu chodziło o minę Aidana. Minę, która wyrażała tak bezbożną dumę, że jedyną reakcją czarnowłosej było zajebiście ciężkie westchnięcie i odruchowe potarcie czoła. – Pisałeś mi, że znalazłeś go na śmietniku, więc pewnie był zajebiście głodny, już mogłeś mu zostawić to ciastko, wiesz? Skoro nie miałeś nic innego. W ogóle serio? Czy ty żyjesz na ciastkach i fajkach? Zlituj się – cholera, nie był przecież BIEDNY, nie stać go było na normalne żarcie? Może powinna poprosić swoją skrzatkę o przygotowanie kolacji, a potem wmusić ją w Adiana…? Ale to może za chwilę. Zmrużyła oczy, zupełnie tak jak zawsze, gdy w jej głowie wykonywały się jakieś obliczenia, które raczej nie zwiastowały nic dobrego dla osoby, której dotyczyły, ale ostatecznie westchnęła raz jeszcze. – Dobra, idziemy. Zrobię ci jakiś specyfik gdyby to się powtórzyło. Lepiej, żeby nie, Adi, to zwierzątko niczym nie zawiniło. Dbaj o nie, rozumiesz? – poprowadziła go na schody, które prowadziły na dół, do piwnicy, gdzie w korytarzu znajdowała się jakaś roślinka, stara szafka, najpewniej po starych właścicielach, i zmierzała do jednych z trzech drzwi – gdzie znajdowała się jej pracownia, czyli kilka kociołków, stół do przyrządzania składników, rzędy regałów zapełnionych książkami, fiolkami i różnymi takimi, a pod ścianą okrągły stolik i dwa fotele. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach ziół, podobny do tego z sali eliksirów w Hogwarcie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aidan Parkinson (1030), Victoria Lestrange (1435)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa