21.02.2026, 21:21 ✶
Dom Helloise nie leżał jeszcze na zakazanych terenach, ale dało się stąd dostrzec Knieję i to już wystarczyło, aby Brenna tuż po pojawieniu przez długą chwilę trzymała dłoń zaciśniętą na różdżce, i czekała na najdrobniejszą oznakę, że robi się ciemniej, zimniej, straszniej.
Aportowała się w pobliżu chwilę po powrocie ze Stawu, gdzie zdążyła zostawić wiadomość odnośnie znaczenia dziwnej „pamiątki”, która znalazła się przy ich domu. I kolejnej, porzuconej w ruinach posiadłości Lestrangów. Bo nie mogła być pewna, co stanie się dalej, a lata wojny nauczyły ją pewnej zapobiegliwości… i jednocześnie nie wystarczająco dużej ostrożności, aby ostatecznie się tutaj nie pojawiła. Szukając odpowiedzi na parę dręczących ją pytań.
Czy to było ostrzeżenie?
Kpina?
Groźba?
Zapowiedź?
„Prezent”, jaki lubili czasem zostawiać śmierciożercy, podobny głowie podrzuconej na biurko Harper Moody? Jedynie kaprys miejscowej zielarki, tak chętnie uważanej za szaloną, panny z dobrego domu, która z tegoż domu umknęła, najpierw – o czym Brenna nie wiedziała, wtedy trochę za młoda, by zwracać uwagę na plotki – do rudery na Nokturnie, a potem na skraj lasu?
Nie wyszła do niej tamtego wieczora, nie odpowiedziała na skrzypienie w murach, przegapione, gdy oni sprzątali po mabonowej kolacji, i gdy potem znikła z ruin Warowni, nieświadoma, że pozostawiono im tutaj taką pamiątkę. Pojawiła się jednak teraz, gdy niebo zatraciło już barwę błękitu i na jej ustach zamajaczył jedynie uśmiech, gdy nie znalazła wiedźmy z Kniei na miejscu. Wiedziona impulsem, nad którego powodami nie zastanawiała się długo, ułożyła przyniesione ze sobą rzeczy w stertę, może nie identyczną, ale łudząco podobną do tej, która znajdowała się jakiś czas temu przy murach podpalonej posiadłości.
A potem przemieniła się w wilka, by poczekać w pobliżu, przycupnięta gdzieś wśród pożółkłych roślin.
Trochę by zapach zaalarmował ją o pojawieniu właścicielki wcześniej niż mogłyby to zrobić oczy.
Trochę, bo była chyba ciekawa, czy Helloise w jakikolwiek sposób zareaguje na ten dziwny „ołtarzyk” w pobliżu jej domu, czy minie go bez słowa, zanim wiedźma sama ujrzy ją.
Aportowała się w pobliżu chwilę po powrocie ze Stawu, gdzie zdążyła zostawić wiadomość odnośnie znaczenia dziwnej „pamiątki”, która znalazła się przy ich domu. I kolejnej, porzuconej w ruinach posiadłości Lestrangów. Bo nie mogła być pewna, co stanie się dalej, a lata wojny nauczyły ją pewnej zapobiegliwości… i jednocześnie nie wystarczająco dużej ostrożności, aby ostatecznie się tutaj nie pojawiła. Szukając odpowiedzi na parę dręczących ją pytań.
Czy to było ostrzeżenie?
Kpina?
Groźba?
Zapowiedź?
„Prezent”, jaki lubili czasem zostawiać śmierciożercy, podobny głowie podrzuconej na biurko Harper Moody? Jedynie kaprys miejscowej zielarki, tak chętnie uważanej za szaloną, panny z dobrego domu, która z tegoż domu umknęła, najpierw – o czym Brenna nie wiedziała, wtedy trochę za młoda, by zwracać uwagę na plotki – do rudery na Nokturnie, a potem na skraj lasu?
Nie wyszła do niej tamtego wieczora, nie odpowiedziała na skrzypienie w murach, przegapione, gdy oni sprzątali po mabonowej kolacji, i gdy potem znikła z ruin Warowni, nieświadoma, że pozostawiono im tutaj taką pamiątkę. Pojawiła się jednak teraz, gdy niebo zatraciło już barwę błękitu i na jej ustach zamajaczył jedynie uśmiech, gdy nie znalazła wiedźmy z Kniei na miejscu. Wiedziona impulsem, nad którego powodami nie zastanawiała się długo, ułożyła przyniesione ze sobą rzeczy w stertę, może nie identyczną, ale łudząco podobną do tej, która znajdowała się jakiś czas temu przy murach podpalonej posiadłości.
A potem przemieniła się w wilka, by poczekać w pobliżu, przycupnięta gdzieś wśród pożółkłych roślin.
Trochę by zapach zaalarmował ją o pojawieniu właścicielki wcześniej niż mogłyby to zrobić oczy.
Trochę, bo była chyba ciekawa, czy Helloise w jakikolwiek sposób zareaguje na ten dziwny „ołtarzyk” w pobliżu jej domu, czy minie go bez słowa, zanim wiedźma sama ujrzy ją.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.