• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[10.09.1972] Szlakiem poległych | Mona&Mathilda

[10.09.1972] Szlakiem poległych | Mona&Mathilda
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód

Mathilda Quirrell
#1
12.09.2025, 10:09  ✶  
[Obrazek: 7c1bf2f96e7f448fb928e073f770a8a0.jpg]
Nas nauczono. Nie ma litości.
Po nocach śni się brat, który zginął,
któremu oczy żywcem wykłuto,
któremu kości kijem złamano;
i drąży ciężko bolesne dłuto,
nadyma oczy jak bąble — krew.

Słyszała echo własnego oddechu. Pogrążona w nieskończonej ciemności przemierzała drogę bez wyjścia. Każdy jej krok wiązał się z pluskiem wody po której stąpała. Nie wiedziała gdzie jest i jak ma się wydostać.
Oh, Mathildo... nie trzeba było - rozległ się głos starszej kobiety, który przeszył serce Mathildy na wskroś. Jej źrenice się zwęziły, a serce niebezpiecznie przyśpieszyło.
-Nie... nie, nie...
Proszę bardzo, Pani Serafino - usłyszała swój własny głos, dużo młodszy. Zacisnęła mocniej usta.
-Nie, nie rób tego... - miauknęła, przegryzając boleśnie wargę, ale nie poczuła nic.
Ciasto? Dla mnie? - kolejny głos niczym wąż wślizgnął się do jej głowy, męski. Należał do pana Fausta. Widziała jego życzliwy uśmiech, poczuła ciepło dłoni na głowie - w kolejnej chwili jego oczy przeraźliwie opustoszały, policzki się zapadły, a oddech stał się płytki i chrapliwy szepcząc niewypowiedziane dlaczego - jej oczy się zaszkliły.
-Przepraszam... - jęknęła, a jej głos zarwał się w połowie. Mathilda zwolniła, zatrzymując się ostatecznie. Ukucnęła, kuląc się, jakoby miało to jej jakoś pomóc - Przepraszam!

-Uśmiechnij się! - w jej uszach odbiło się oburzone syknięcie. Stała w kuchni, trzymając w dłoniach zdobiony talerzyk - Przestań się mazać! - rozmazany obraz przedstawiał jej matkę, która chwyciła ją mocno za ramię, ciągnąc w kierunku wyjścia - no idź!
Ciemność. Głosy nawarstwiały się, nakładając się na siebie, zlewając w jedną całość. Słyszała krzyk. Przed oczyma tańczyły jej krótkie obrazy. Twarze - z których każdego dnia okrutnie uchodziło życie.
-Mamo ja nie chcę - zachlipała. Mocne uderzenie sprowadziło dziewczynkę na ziemię. Poczuła chłód drewnianych podłóg. Policzek palił żywił ogniem, a Ona starała się nie ronić łez, powstrzymać szloch.
-Nie bądź niewdzięczna!
Obraz przed jej oczyma się rozlał. Trumna. Twarze - bez emocji, bez grymasu, bez życia. Życia, które ostatnie dni z nich ulatywało na oczach sześcioletniej Mathildy.
Trumna - pierwsza, druga. Płacz. No już. Dzień, noc - idź, uśmiechnij się tylko.
Śmierć, trumna. Płacz dziecko, płacz mocniej - uśmiechaj się szerzej.
Co znaczy, że nie chcesz? 


-P-proszę, nie... - jęknęła, zanosząc się szlochem, tak żywym i drżącym. Mathilda Quirrell przeżywała męczarnie minionych lat, próbując bezskutecznie się wybudzić. Każdy oddech łapała coraz płyciej, coraz szybciej, po jej brodzie spływała stróżka krwi, gdy przez targane nią emocje przegryzła własną wargę.
-P-Proszę nie! - miauknęła płaczliwie, a jej głos poniósł się błagalnym echem. Zerwała się do siadu, przysuwając drążą dłoń ku twarzy, próbując stłumić płacz, który narastał z każdą chwilą. Dławiąc się łzami łapała oddech raz po raz. Skuliła się, czując własne drżenie - acz mimo tego, że opuściła krainę snów, to mary i strzygi wciąż nawiedzały jej umysł. Każde mrugnięcie przywoływało obrazy, których nie potrafiła odgonić.
-P-Proszę... Proszę... zostaw - jęknęła, czując przeraźliwy chłód. Jakoby sama śmierć gładziła ją po ramieniu.
Wbiła boleśnie we własne przedramiona, jakoby miało to jej jakkolwiek pomóc odpędzić to co bezlitośnie wirowało dookoła niej.
sacrificial lamb
Why does my skin start to burn?
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#2
30.09.2025, 19:19  ✶  
Moc Świstka działała. Biały pers, jak zwykle wyczuwający napięcie, tej nocy nie odszedł od Icarusa, tuląc się w jego nogi. Mona natomiast została sama — była skazana na własne sny i pustkę, które obudziły ją wraz z ostatnimi obrazami koszmaru. Cisza w mieszkaniu wydawała się ciężka, jak na fakt, że spały z nią jeszcze dwie inne osoby bliskie jej sercu.

Z początku był to wyłącznie cichy szept, nieskładne słowa, które równie dobrze mogłyby być majaczeniem podsuniętym przez zmęczony umysł po Spalonej Nocy. Rowle, która z trudem ponownie wywalczyła sen, odrzuciła pościel na bok i powędrowała do pokoju gościnnego. Krzyk dobiegający zza drzwi pokoju gościnnego nie pozostawiał wątpliwości, kiedy rozedrgane serca próbowały odgrodzić się od wszystkich duchów przeszłości, jakie tej nocy powróciły.
— Tylka… — wyszeptała w ciemność, nie chcąc wystraszyć Mathildy jeszcze bardziej. Następnie podniosła się, siadła bliżej na łóżku, kiedy ramiona młodszej kobiety zadrżały, a palce wbiły się boleśnie we własną skórę.

Jak do dzikiego oraz poranionego zwierzęcia, kobieta ostrożnie wyciągnęła lewą — jedyną sprawną dłoń w jej stronę, zawahała się na ułamek sekundy, potem musnęła delikatnie ramię młodszej czarownicy. — No już, to tylko sen, kochana. Jesteś u mnie, nic ci nie grozi — powiedziała cicho, na co w odpowiedzi oddech koszmaru urwał się, poszarpał w walce o każdy haust powietrza. Drżenie przyjaciółki było prawie że bolesne w dotyku, więc Mona przesunęła dłonią po jej ramieniu w dół, starając się poluzować desperacki chwyt na własnej skórze. Finalnie przyciągnęła ją bliżej do siebie.
— Oddychaj ze mną. Wdech i… wydech. Jesteś cała — powtórzyła rudowłosa kobieta, kołysząc ją lekko w ramionach. — Nic ani nikt cię nie dotknie póki tu jestem.


jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód

Mathilda Quirrell
#3
18.01.2026, 13:21  ✶  
I tak rozrywały jej duszę na strzępki, jak sępy, triumfalnie pochylające się nad konającym stworzeniem, aby ostrym jak brzytwa dziobem uczynić ostatnie godziny żywota jeszcze nieznośniejszym, jeszcze okrutniejszym - że nawet na ostatni skowyt czy szloch, tak bezgłośny, nie ma siły wydostać się z ust.
I choć Mathilda otworzyła oczy, słysząc dźwięk tak nie pasujący do rzeczywistości w jakiej się znalazła, tak do wybudzenia była daleko.
Głos tak znajomy, tak ciepły, tak troskliwy, tak niepasujący do wszystkiego co było stare i znajome.
Quirrell zaszlochała, gdy zorientowała się, że głos ten należał do Mony, miauknęła żałośnie, wciskając się czym szybciej i czym mocniej w jej ramiona.
Oh Mo... - jęknęła w myślach, czując się jeszcze gorzej ze słowami dziewczyny na które przecież nie zasłużyła.
Oh Mo... najdroższa Mo... gdybyś ty wiedziała - szeptały rozdygotane myśli, a Mathilda poczuła się jeszcze gorzej.
Gdybyś ty wiedziała jakim ja człowiekiem byłam... jakim jestem... - ciągnęły żałobnie myśli.
I chciałaby bardzo wyrzucić z siebie każdą z tych myśli, opowiedzieć, wyznać każdy grzech i każdą winę, ale strach zaciskał dłonie na jej szyi nie pozwalając wyznać nic, prócz żałosnego płaczu.
Bo oto była najdroższa jej sercu przyjaciółka, tak niewinna i tak świetlista, słodka niczym malinowy sad, ten który w letniej porze wręcz ocieka sokiem. Tak bardzo nie chciała jej stracić, wiedząc, że prawda może odwrócić wzrok przyjaciółki na zawsze.
-Mo... - miauknęła rozpaczliwie, wciskając się w nią jeszcze mocniej. Ciepło przyjaciółki słodziło poranione serce, koiło postrzępione nerwy.
-m-miałam zły sen... - wymamrotała, gdy ciut bardziej odzyskała kontrolę nad własnym głosem. Chociaż snem by tego Quirrell nie nazwała, raczej demonami przeszłości, które cicho rechotały za zasłonami.
-P-Przepraszam, że Cię obudziłam.. - dodała, czując jak każde kolejne słowo zdaje się lżejsze, a oddech spokojniejszy, a mimo to nie chciała wysuwać się z objęć przyjaciółki czując się w nich ciepło i bezpiecznie.
Przymknęła oczy, grzecznie oddychając według wskazówek Rowle, skupiając się na jej oddechu, na biciu serca.
sacrificial lamb
Why does my skin start to burn?
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#4
08.03.2026, 18:35  ✶  
Mona nie odsunęła się ani o cal, gdy Mathilda wtuliła się w nią tak rozpaczliwie. Od razu przyjęła ciężar jej ciała na siebie, pozwalając, aby młodsza czarownica wcisnęła twarz w jej ramię. Lewa, jedyna sprawa ręka Rowle, przesunęła się po jej plecach w uspokajającym geście.
— Ciii… — mruknęła pod nosem cicho. Kobieta kołysała ją lekko. — Jestem tutaj.
Mona była Moną. W obliczu cierpienia jej serce miękło, a kolana drżały nieco pod naporem troski. Zmarszczki na czole pogłębiały się, gdy ciało automatycznie poruszało się, żeby pomóc. Tym bardziej chciała ulżyć przyjaciółce, bo Mathilda była jej niezwykle bliska.
— A mi się waż przepraszać — jej dłoń zatrzymała się na chwilę na karku kobiety, a potem delikatnie uniosła jej brodę tak, aby nie chowała się całkiem przed światem. — To dziwne, aby nie mieć koszmarów po tym, co zadziało wczoraj… i przewczoraj… — wyliczała, błędnie myśląc, że jej najdroższą przyjaciółkę dręczył właśnie koszmar zeszłych nocy. Następnie jej kciuk musnął mokry od łez policzek Quirrell, ścierając ślad, który połyskiwał w półmroku pokoju. — I tak nie spałam dobrze tej nocy — dodała z cichym westchnieniem. — Wątpię abyś dała radę zasnąć z powrotem. Chcesz żebym tu posiedziała?


jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mathilda Quirrell (814), Mona Rowle (468)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa