• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Hogsmeade i Hogwart [6.10.1972] Nić Ariadny

[6.10.1972] Nić Ariadny
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#11
05.03.2026, 15:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2026, 15:40 przez Guinevere McGonagall.)  

– Skoro był tu, jak jeszcze chodziłeś do szkoły… kiedy to było, dwadzieścia lat temu? – zapytała, ale nie patrzyła przy tym na Cala, tylko na ciągnące się w górę ściany żywopłotu i wcale nie tak szeroką ścieżkę. – W każdym razie nie uwierzę, że żaden dzieciak nie próbował przy nim wtedy majstrować. Chyba gdyby tak działał, to to by się rozeszło? Chyba że… – teraz już wlepiła spojrzenie w blondyna – ktoś zniknął bez śladu? Nie mieliście żadnego tajemniczego zaginięcia ucznia? – to ostatnie powiedziała niemalże tak jakby miała zaraz opowiedzieć jakąś straszną historię, mrożącą krew w żyłach. Ale chyba sama w to nie wierzyła i był to ten moment, w którym Ginny żartuje sobie trochę bardziej, tylko jeszcze nie zdążyła się roześmiać.

– Jakoś jedzenie tego zupełnie nie przyszło mi do głowy, ale w zasadzie masz rację – przyznała i uśmiechnęła się uprzejmie.

– Pieczony ziemniak… albo jajko… na wystawie w sklepie w Rosji? Dziwne tam mają upodobania, bez urazy – jeszcze by zrozumiała złote jajko, albo złotego ziemniaka – dziwne, ale okej, przynajmniej się błyszczy, ale takie zwęglone jakby ktoś to piekło w ognisku…? – Ale myślę, że to jednak jajko… Zapytam się dziadka, on lepiej się na tym zna niż ja – to nie tak, że Ginny nie miała jakiegoś tam pojęcia – miała, ale jednak bardziej ufała w tym względzie swojemu dziadkowi, który zajmował się przeróżnymi zwierzętami chyba od zawsze, a fauna Europy nadal pod wieloma względami była dla Guinevere pewną zagadką.

– Tak, właśnie coś takiego, cieszę się, że nie muszę ci tłumaczyć – paplała. – Przyda się jeszcze jakaś rymowanka udająca przepowiednię i kilka znaczków, które nie pasują do żadnego języka i o, przyszli archeologowie będą mieli zagadkę na dobre dwa miesiące – a oni mogliby to spreparować w dziesięć minut. Czy mówiła z własnego doświadczenia pracy na wykopaliskach? Trochę tak, niektóre znaleziska mocno przypominały taką właśnie zagadkę, która nie ma żadnego sensu. – Opowiadałam ci kiedyś o mugolskich archeologach w Tebach jak pracowałam w Deir el-Bahari? – opowiadała Thomasowi, to na pewno, ale nie pamiętała, czy rozmawiała o tym z Calem.  – I jak tam, słyszysz bębny? – zagadała gładko, jakby wcale nie przecięła tego swoim genialnym planem zagrania na nosie przyszłym pokoleniom.

– Okruszki? Dziwny pomysł. Jak boisz się że się zgubimy, to zawsze możesz drzeć swoją koszulę… – i przy tym otaksowała jeszcze Cathala wzrokiem, by na końcu uśmiechnąć się niewinnie. – Mam jakieś wewnętrzne poczucie, że teleportacja z tego miejsca może się znowu skończyć lądowaniem na zadupiu w ulewie – dodała jeszcze.

Przy kolejnym rozwidleniu miała równie wielkie pojęcie o tym, gdzie właśnie są, jak wcześniej: czyli żadne. Wszystkie ściany wyglądały tak samo, a poza tym wyrosły wokół nich i nie wiadomo było w ogóle, gdzie było wyjście… o ile jakieś faktycznie istniało. Rozejrzała się, zaglądając w każde rozwidlenie, zastanawiając się, czy skoro już raz poszli na zachód, to może powinno znowu…


// Percepcja ◉◉◉○○
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!


– Nie wiem… – mruknęła niepewnie i raz jeszcze wyciągnęła rękę, pozwalając, by wahadełko zawisło na łańcuszku, a w końcu drgnęło w jednym konkretnym kierunku.


Rzut Strony 1d4 - 4
Zachód
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
09.03.2026, 10:34  ✶  
– Pewien Ślizgon znalazł się raz miesiąc po zaginięciu, nie mając pojęcia, gdzie był cały czas i po pewnej lekcji zielarstwa nie znaleziono już jednej Puchonki, ale sądzę, że zjadło ją coś w Zakazanym Lesie. Było też oczywiście tajemnicze zaginięcie pewnego Krukona, ale mógł po prostu wpaść do którejś toalety – stwierdził Cathal, spoglądając na wąski skrawek nieba nad ich głowami. Może tylko sobie żartował, a może mówił poważnie: ciężko było stwierdzić na pewno. Taka ilość wypadków w szkole mogłaby też martwić… ale wszak dwadzieścia lat temu mieli trochę inne czasy, i w Anglii posyłano dzieci do szkoły, w której za doskonały pomysł uważano dawanie jedenastolatkom szlabanów w lesie, nie bez powodu nazywanego Zakazanym i na co dzień będącego… no cóż. Zakazanym.
– To był sklep zoologiczny. Dlatego zakładam, że to mogą być jajka. Ale muszę się z tobą zgodzić, w Rosji mają bardzo dziwne upodobania.
Wspomnienia z tamtego czasu były niby wyraźne, ale też w jakiś sposób zdawały się nieskończenie dalekie: jakby tego wszystkie nie przeżył, a zaledwie się mu to przyśniło. Uważał to zresztą za najdziwniejszy okres w swoim życiu, a był człowiekiem, który przeżył poważny wypadek w irlandzkim kurhanie, badał groby w Peru i spędził dobre trzy lata badając sprawę komnaty nagrobnej królowej – czarownicy, jednej z żon egipskiego faraona.
– Zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem napisy na ścianie laboratorium Augustusa, które usiłuję odszyfrować od dwóch miesięcy, nie są jakimś żartem jednego z jego synów. Jeśli tak to wygląda, będę bardzo zdenerwowany – powiedział, zwracając spojrzenie na Ginny i mrużąc lekko jasne oczy. Choć tym razem nie mówił poważnie: nie sądził, by ktokolwiek z Blackwoodów miał na to dość poczucia humoru, poza tym raczej nie zakładali, że w wiosce kiedyś pojawią się archeolodzy. – Opowiadałaś o Deir el-Bahari. Nie przypominam sobie opowieści o mugolskich archeologach – skwitował, podążając za nią dalej na zachód, i bardzo starannie nie okazując swojego sceptycyzmu wobec takiego dobory drogi. Kąciki jego ust drgnęły lekko, kiedy wspomniała o darciu koszuli.
– Jeśli chcesz zobaczyć mnie bez koszuli, są na to lepsze sposoby niż zamykanie mnie w jakimś zielonym labiryncie – zakpił lekko, skręcając w kolejny, żywopłotowy zaułek. Wyglądało jednak na to, że obejdzie się i bez darcia na sobie materiałów, i bez teleportacji, bo przed nimi pojawił się łuk, taki sam, jak ten, przez który przeszli wcześniej, a za nim widać było już nie drogę pośród wysokich roślin, lecz wzgórza w pobliżu Hogsmeade. Czy to szczęście, czy wahadełko, poprowadziło ich w dobrą stronę.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#13
09.03.2026, 23:32  ✶  

– Ślizgon, Puchonka i Krukon… A żadnemu Gryfonowi nic się nie stało? Hmmm? – to ją najbardziej interesowało – że brakowało czwartego punktu, a nie jakieś kible zjadające uczniów, czy stwory z Zakazanego Lasu. Tak, było to absurdalne, zakazywać czegoś, a potem wysyłać tam dzieci w ramach odrabiania szlabanu, ale magiczny świat widział już chyba dziwniejsze rzeczy, a Ginny, która nasłuchała się o szkole od ojca, jakoś nawet nie mrugnęła, a przecież było to niebezpieczne. Z drugiej strony nie wzięła odpowiedzi Cathala na poważnie. – Zresztą brzmi to jak niezły wstęp do żartu. Ślizgon, Puchonka i Krukon wchodzą do baru… – zwiesiła głos zostawiając to zdanie takie niedokończone.

– Myślałam, że w takich sklepach sprzedaje się już wyklute ptaki, a nie… nie jajka – mruknęła i zerknęła zresztą na Cala kontrolnie, ale akurat to co mówił już jak żart nie brzmiało. – Przyszło mi też do głowy, że może jakieś złote jajko – albo ziemniak – miałoby jeszcze sens, ale takie zwęglone… hmm – ostatecznie jednak wzruszyła ramionami i trochę pożałowała tego gestu, bo zaraz syknęła cicho i odruchowo złapała się lewą dłonią za prawe ramię, jakby to miało uśmierzyć ten nagły ból.

– Brzmi znajomo, co? – faktycznie Cal już dłuższy czas ślęczał nad napisami i szło to źle do tego stopnia, że czasami naprawdę trzeba go było od pracy odciągać siłą. – Ale nie sądzę, Blackwoodzi wydają się na tyle sztywni, że nie przyszłyby im do głowy podobne głupoty – nie to co Ginny, która potrafiła myśleć dość nieszablonowo, ale większość to były żarty, których wcale by nie zrobiła. Szanowała cudzą pracę, tak jak szanowała cudze granice i choć nie brała życia i świata bardzo na poważnie, tak jednocześnie dość pokornie przyjmowała to, co stawało jej na drodze. – Nie denerwuj się na zapas, złość piękności szkodzi – dodała jeszcze, nim cofnęła się pamięcią do Deir el-Bahari, które prawdopodobnie uratowało jej życie, bo to dla pracy tam, przy Świątyni Milionów Lat,  w jej poczuciu dużo ważniejszej, zrezygnowała z wykopalisk w Izraelu, gdzie znaleziono nieaktywnego golema… a gdy już udało im się go aktywować (Ginny była już wtedy w Egipcie), wpadł w szał i wymordował połowę ekipy. Guinevere była z tych osób, które uważały, że nic nie dzieje się bez przyczyny. – Mmm, w Deir el-Bahari było sporo mugoli, ale na szczęście przynajmniej przez jakiś czas nam nie przeszkadzali, chyba dobre dwa albo nawet i trzy miesiące badali jakieś dekoracje na malunku ptasiego kupra, bo tylko tyle z niego zostało. Co rano zakładaliśmy się, czy w końcu dojdą do porozumienia czy nie, czy ptasia dupa w końcu odkryje swoje tajemnice, czy zostaną pogrzebane na zawsze. Przez długi czas duża grupa upierała się, że to żuraw, ale była też frakcja antyżurawia – skojarzyło jej się to z długim ślęczeniem nad pozbawionym sensu wierszykiem, albo znakami, które w którymś miejscu mogły się zatrzeć, kompletnie zmieniając znaczenie pozostawionych w dawnych czasach słów. – To był sekretarz, jakbyś się zastanawiał. Żaden żuraw – kawał bezcennej historii, ale w obliczu historii o ptasim kuprze – było w tym coś zabawnego i niepoważnego. A była to sama prawda.

– Tak? – zapytała równie niewinnie, co się przed momentem uśmiechała. – A jakie? – co prawda nie zamknęła go w labiryncie specjalnie (w tym też siebie) i chciała się stąd wydostać, ale prawdę powiedziawszy nie miałaby nic przeciwko, by faktycznie zobaczyć go bez koszuli. Tak jak i Cathal, tak i ona nie należała do tych nieśmiałych osób, które łatwo było spłoszyć podobnymi tekstami, miała za to w sobie trochę taktu i starała się nie narzucać, nawet jeśli ktoś jej się podobał, chyba, że wyczuwała z drugiej strony jakieś przyzwolenie.

I faktycznie chwilę później zobaczyli wyjście z labiryntu, na co Nefret odetchnęła i raz jeszcze spojrzała na swoje wahadełko, a dopiero potem na Cala… i ostatecznie narzuciła sobie łańcuszek z powrotem na szyję. Nie była pewna, czy to podziała, ale najwyraźniej tak. Ostatecznie szła za przeczuciem.

– Bałam się, że będziemy tam błądzić trochę dłużej.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#14
11.03.2026, 10:30  ✶  
– Gryfoni mają w zwyczaju spadać na cztery łapy. Po prostu czasem je łamią – skwitował Cathal, bo faktycznie nie pamiętał, aby w tamtym okresie zaginął jakiś Gryfon. A skoro tego nie pamiętał, albo do takiego wydarzenia nie doszło, albo był tak absolutnie tym niezainteresowany, że jakoś przeleciało mu to koło uszu. W każdym razie zawsze trochę uważał, że w wypadku Gryfonów można mówić o tym, że głupi ma szczęście, bo pakowali się w kłopoty szczególnie często. – Może złożył je jeden z ptaków na sprzedaż? Albo niektóre magiczne zwierzęta przywiązują się do tych, którzy je wyklują i wychowają? – odparł, wzruszając lekko potężnymi ramionami, bo gdy szło o magiczne stworzenia, to interesowały go przede wszystkim węże, i jakoś nigdy nie miał szczególnego zamiłowania do ptaków.
Zerknął na nią nieco uważniej, gdy syknęła, ale się nie odezwał. Może znajdowało tutaj zastosowanie powiedzenie, że szewc bez butów chodził, a uzdrowicielka chodziła poraniona, ale jeśli cokolwiek jej dolegało, niewiele mógł zrobić w tej chwili: co najwyżej później w obozie rzucić do Nell, żeby obejrzała McGonagall.
– Kto wie, może mieli jakiegoś niepokornego syna? – rzucił, z czystej przekory, bo przecież ledwo chwilę temu myślał to samo. Byli w dość ewidentny sposób dyktatorami, po prostu w niewielkiej społeczności, a Augustus jeszcze miał jakiś kompleks boga i w swoich eksperymentach ostatecznie doprowadził do śmierci wszystkich mieszkańców wioski, więc Cal jednak wątpił, aby w przypływie poczucia humoru umieścił na ścianie dziwne znaki, bo „może za dwieście lat ktoś będzie się zastanawiał, co takiego oznaczają”. – Jestem tak piękny, że denerwowanie się mi nie zaszkodzi – stwierdził, tym razem z kamiennym wyrazem twarzy, i z pewnością siebie mężczyzny, który akurat sprawami własnej urody zupełnie się nie przejmował, ale też nigdy nie czuł, że musi komukolwiek cokolwiek udowadniać. A przynajmniej nie czuł czegoś takiego w dorosłym życiu.
Wysłuchał jej opowieści i kiwnął powoli głową, ale po prawdzie mógł zrozumieć to badanie przez dwa miesiące dekoracji na malunku ptasiego kupra, tym razem więc nie skwitował tego pełnym pogardy „mugole”. Praca archeologa była mrówcza, często traciło się całe miesiące na coś, co okazywało się ślepym zaułkiem, a czasem drobny przedmiot znaleziony w grobie przypadkowej osoby mógł dać morze informacji o całej społeczności. I ponieważ z konieczności miał pewną styczność także z mugolskimi archeologami, pracującymi w Egipcie, wiedział, że te ich prace w porównaniu z mugolskimi można było uznać wręcz za łatwe – mimo tego, że stykali się podczas nich z klątwami czy wymyślnymi pułapkami, z którymi trzeba było sobie poradzić. Magia pomagała w wielu sprawach, zwłaszcza gdy nie chcieli uszkodzić jakichś eksponatów czy odgrzebać zasypane miejsca.
– Dlaczego mam ci podpowiadać? Bądź bardziej kreatywna – zakpił po swojemu, przechodząc pod łukiem. Rośliny zaszeleściły i gdy Cathal obrócił głowę, widział znów tylko łuk: żadnych żywopłotowych ścian. Przemyślna pułapka… czy raczej faktycznie chyba żart. – Może dlatego wciąż tu stoi i ludzie o nim nie uprzedzają na prawo i lewo. Ponieważ tak naprawdę nie jest aż taki problematyczny – ocenił, sięgając ku łukowi i powoli przesuwając palcami po jednym z liści, jakby chciał poznać jego fakturę i porównać z setkami innych roślin, z którymi się zetknął. Nie mógł oprzeć się myśli, że ktoś, kto to tutaj zostawił, musiał albo mieć poczucie humoru, albo być złośliwym. I że w gruncie rzeczy bardzo chciałby zasadzić coś podobnego przy posiadłości Gauntów.
Aż uśmiechnął się do siebie na tę myśl.
Mroczny labirynt, pojawiający się znikąd, pełen ogromnych węży…
– Chcesz zwiedzać Hogsmeade czy zabieramy się do najbliższego kominka Fiuu? – spytał Cathal, bo to był zdecydowanie koniec spaceru, zwłaszcza że wyglądało na to, że zaraz znowu lunie deszcz.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#15
12.03.2026, 22:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2026, 22:23 przez Guinevere McGonagall.)  

Jej ojciec twierdził, że gdyby poszła do Hogwartu, a nie Uagadou, to zdecydowanie trafiłaby do Gryffindoru. Fakt faktem w czasach szkolnych, choć uczyła się dobrze, a przez szybkie opanowanie animagii załapała się na kurs indywidualny i przez resztę edukacji przeszła bez większych wybojów, była… cóż. Chodziła na część szlabanów z Jamilem – tak należało to określić dyplomatycznie, i co prawda nie miała ich na koncie tyle co Anwar, to z pewnością nie należała do przykładnych, grzecznych uczniów. Jej nieskończona ciekawość i chęć poznawania rzeczy pakowała ją w kłopoty. Zamiłowanie do gry w karty i ryzyka w tej mieszance też działało na niekorzyść. Teraz, choć lubiła podszczypywać ludzi i droczyć się z tymi, którzy przypadli jej do gustu, uspokoiła się znacznie i trudno byłoby uwierzyć jak wielkie było z niej ziółko w czasach szczenięcych.

– Może. Ale Augustus by go chyba stłukł łopatą, wyglądał na strasznego sztywniaka – niemal takiego, jak większość czystokrwistych dżentelmenów. Guinevere nie przepadała za tą pompatycznością, mogła ją znosić jakiś czas bez komentarza, ale choćby dlatego tak jej odpowiadało towarzystwo Shafiqa. Uśmiechnęła się zresztą na jego kolejną odpowiedź, bo wiedziała, że nie przykłada do tego uwagi i było w tym wiele autoironii, pamiętała co mówił, gdy złamał nos tamtego nieszczęśliwego 1 września, a ona go później nastawiała. Rzeczywiście nie musiał nikomu nic udowadniać, bo nie było co – Cal miał swój urok, niezależnie od tego, czy był spokojny i pogodny, czy zdenerwowany i na kogoś krzyczał.

Nie opowiadała o tym, by kpić z mugoli, ot – normalna sprawa w archeologii, że niektóre rzeczy się dłużyły, a sprawy pozornie mało istotne były bezcennym kawałkiem historii. Nie dziwiła się wcale, że Cathal tyle siedział nad tłumaczeniem i że irytował się, że nie idzie, sama chyba też powoli traciłaby cierpliwość, a tej miała znacznie więcej od blondyna. Opowiedziała o tym, bo sytuacja po prostu jej się przypomniała, a opowiadanie o ptasim kuprze miało w sobie odrobinę uroku i był w tym zabawny zwrot akcji.

– Czy to zaproszenie? – jakoś wątpiła, by brakowało jej kreatywności, nikt jej jeszcze szczerze czegoś takiego nie powiedział. Brzmiało też jak wyzwanie, a jej głowa bardzo lubiła wyzwania, nie chciała jednak robić z tego żadnego konkursu. Chociaż jeśli Cal miał ochotę pobawić się w taką grę, to kim była by mu odmówić…

Ginny darowała sobie dotykanie żywopłotu, gdy przechodzili przez łuk po raz drugi. Wystarczył jej już dotyk gałązek wcześniej, co zaskutkowało dosłownie twardym lądowaniem. Ale też się odwróciła i nieco nawet uniosła brwi w zdziwieniu, gdy cały labirynt po prostu zniknął. – Nie wiem czy nie jest problematyczny – mruknęła nieco niepocieszona, bo spodziewała się jutro wykwitu siniaków. Nic, z czym nie poradzą sobie magiczne maści, ale fakt pozostanie faktem.

A potem zerknęła w niebo. Faktycznie, chmurzyło się znowu i to w bardzo charakterystyczny sposób.

– Po tym lądowaniu przyda mi się ten grzaniec – stwierdziła. – Nic mi nie jest, serio, to tylko stłuczenia, trochę poboli, ale nic groźnego. Zresztą coś powinieneś o tym wiedzieć – czy on naprawdę myślał sobie, że Ginny nie zauważyła jak się potłukł podczas wybuchu? Że nie widziała tych drobnych gestów gdy się… zapominał… albo myślał, że nikt nie patrzy? A jednak nie przyznał się na głos że obtłukł sobie plecy i szanowne cztery litery, a ona nie suszyła mu o to głowy, bo chodził normalnie i nie kulał. Ale niech sobie nie myślał, że nie wiedziała. – Masz w końcu doświadczenie w stłuczeniach, hmm?

Przed deszczem zdążyli ledwo.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2453), Guinevere McGonagall (3576), Pan Losu (426)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa