• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 1972 20.10 Księżycowy Staw | Alastor & Milles]

[Jesień 1972 20.10 Księżycowy Staw | Alastor & Milles]
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
12.03.2026, 22:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2026, 09:25 przez Millie Moody.)  
Piątek. Piąteczek. Piątunio.

Dla niej nie znaczyło to zbyt wiele, bo cały czas siedziała na chorobowym, ale czekała na ten dzień bardziej niż na Yule, bo Alastor miał czas i mógł wpaść do Stawu zobaczyć jej niedokończony sufit. Oczywiście, miała na tę okoliczność tonę wymówek, ponieważ sufit nie był dokończony, bo nie było kiedy ogarnąć z Dumblipumplim zaklęcia na którym jej zależało, a i z Thomasem trzeba było pokombinować no i nie dało się ukryć, że całkiem nieźle jej wyszła strona zachodnia z najgranatszym granatem na świecie, ale ten świt na stronie wschodniej jeszcze mogłaby nieco poprawić.

Najważniejsze to było to, że grandient układał się zajebiście, naszkicowane gwiazdy pociągnięte zostały wstępnie srebrną farbą. Naniosła też linie między nimi, tak jak było na mapie, którą dostała od papcia Morfiny, bo podobnie jak raczej większość zakonników chuja się znała na gwiazdach, a tak łatwiej było dostrzec swój gwiazdozbiór. Nie żeby każdy miał przydzielony. Pracowała nad tym, między jednym zadaniem a drugim, bo chociaż miała wolne, to w ostatecznym rozrachunku była kurewsko zapracowana.

Ale dzisiaj, DZISIAJ był jej specjalny czas z bratem i była bardzo podekscytowana. Nawet wyjebała wszystkie farby do swojego pokoju, nie myśląc za bardzo że pewnie przeszkadzałoby to potem Thomasowi Basilius nie miał już za wiele do gadania, skoro się wyprowadził i że może na przykład Alastor chciałby zobaczyć potem jej pokój również. Za dużo myślenia do przodu. Zwłaszcza teraz, gdy stała na ziemi i bardzo była szczęśliwa, że zaraz się zobaczą i może oboje zadrą głowy i spędzą tak godzinę.

Nie miała pojęcia co zgotował dla rodzeństwa na ten wspólny czas los...

!Zakon A3

@Alastor Moody
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
12.03.2026, 22:58  ✶  
W dacie pomiędzy 13 a 20 października. Przebywacie w Księżycowym Stawie, zajmując się realizacją jakiegoś zlecenia - może macie zrobić inwentaryzację w bibliotece i przygotowania do jej rozwoju, może sprzątacie w piwnicy, która ma stać się laboratoriami, a może oba...? W każdym razie... wszystko idzie nie tak. Książki jakby same zmieniają miejsca. Rzeczy, które odkładacie na bok, tajemniczo znikają. Krzesła się pod wami załamują. Zdaje się wam, że ktoś puka do drzwi, ale gdy je otwieracie, nikogo nie ma na zewnątrz. I tak przez cały dzień! W Księżycowym Stawie dzieje się coś dziwnego...
constant vigilance
I have traveled far
beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#3
01.04.2026, 14:28  ✶  
Oczywiście, że zrobiłby dla niej wszystko. Tym razem wszystko oznaczało, że w ten piątek nie pójdzie pić to The Loft, tylko spędzi z nią czas w miejscu, do którego uciekła przed, jak mu się przynajmniej wydawało, nieco destrukcyjnymi dla głowy skutkami zbyt intensywnego przebywania z kimś na skraju własnej wytrzymałości. Oczywiście, że przez swoje lęki wolał mieć ją blisko, ale… czy mógł ją za to wszystko oceniać? Właściwie, to nieco uspokajało jego duszę to, że kiedy ta wojna go zabije, Millie będzie miała o kogo się oprzeć. Uzależnianie od siebie innych nie wychodziło nikomu na zdrowie, a już zwłaszcza, kiedy samemu zahaczało się już o progi szaleństwa.

Moody łyknął kilka głębszych łyków, resztę alkoholu przelał do swojej butelki. Dzisiaj wyjątkowo umieścił ją w wewnętrznej kieszeni marynarki, a nie munduru. Przemył twarz, przepłukał usta. Wyglądał właściwie tak samo jak zawsze – jak zapomniana koszulka wyciągnięta z dna miski na pranie. Pognieciony, zaniedbany, ale… to akurat pozostało w nim niezmienne od lat.

– Czyli to jest ten Staw – zadarł głowę do góry, oglądając budynek, którego nie miał okazji poznać wcześniej. Zacięcie na brodzie zalane wodą kolońską jeszcze nie przestało go piec, ale nie dawał tego poznać po wyrazie twarzy. Jego oczy wyrażały ciepło. – Dobrze ci się tu żyje, nie potrzebujecie żeby coś naprawić…? Mógłbym wiesz, porobić coś z ojcem, gdyby była taka potrzeba…

@Millie Moody


fear is the mind-killer.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
01.04.2026, 20:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2026, 09:25 przez Millie Moody.)  
Plan był taki, żeby pokazać Alikowi jaka jest turbo dorosła i samodzielna i w ogóle, tymczasem rozsadzał ją entuzjazm dziewięciolatki, której brat właśnie wrócił z Hogwartu i niedługo zaczną się pakować na ryby, żeby wypierdlić do Doliny na chillerę w gorące dni. W końcu razem. Znowu razem.

Cieszyła mordę.

Widziała, że z Alkiem jest źle, ale tym bardziej spinała poślady, żeby mu pokazać, że z nią jest dobrze, że ten ciężar nie powinien ciążyć mu na plecach. Nawet jeśli nie było do końca dobrze, nawet jeśli wciąż musiała brać eliksiry od swojego magipsychiatry, nawet jeśli wciąż budziła się drżąca w łóżku po zbyt intensywnym koszmarze. Nawet jeśli…

Dzisiaj był ich dzień, dzisiaj był czas bez brygady, bez aurorownia, bez zamartwiania. Nigdy nie cieszyła się ze sprzątania.

- Nauczyłam się robić ciastka! - było to pewne przeszacowanie jej umiejętności kulinarnych i oczywista ciastka nie były w żaden sposób magiczne. Nie były spalone. Brak węgla można było uznać za największy sukces. - I w ogóle coraz lepiej idzie mi zaklinanie obrazów! Znaczy na razie szkiców i nie powiedziałeś mi z którego zdjęcia mam nam jebnąć akwarele. - Niby to miał być wyrzut, tymczasem jej mięśnie twarzy wciąż zaciśnięte były w uśmiechu.

Nawet gdy wspomniał Aarona.

- On niech może wypierdala. - rzuciła słonecznie. - Jeszcze zacząłby komentować sufit, albo nie wiem kurwa, stan mojego pokoju. Albo znowu by wrócił temat mojego powrotu do pracy, jakby… serio nie mam na to przestrzeni. - Nawet te słowa brzmiały słonecznie, gdy mała wredna wiedźma wciąż uśmiechała się od ucha do ucha, a oczy zeszkliły jej się entuzjazmem. - Wiesz że chciałabym odczyścić staw i go zarybić? Wiesz jak się to robi tak w ogóle? Nie wiem czy nie zjebałam, że mówię Ci o tym w październiku. - zmarszczyła nos w zastanowieniu drapiąc się za uchem jak zawszony kotę wyciągnięty ze śmietnika.

- W ogóle podoba Ci się sufit? - wskazała na swoje niedokończone wciąż dzieło. - Jakim chciałbyś być gwiazdozbiorem? Ja se wybrałam Barana. O tam - pokazała na kropki nasrane z zaskakującą na nią dokładnością. - W ogóle wolisz podziałać na poddaszu czy w piwnicy? Brenka prosiła, żebym w wolnej chwili podziałała z biblioteką, bo tam ostatnio się regał zawalił no i cośtam cośtam inwentaryzacja cośtam.. - złote oczęta przetoczyły się wewnątrz czaszki na wspomnienie ubiegłorocznej próby. - Na prawdę próbowałam, ale kurwa wiesz, działa to lepiej niż eliksir nasenny bez kitu. Zasnęłam na ziemi jak żul. Żul książkowy.

@Alastor Moody
constant vigilance
I have traveled far
beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#5
09.04.2026, 11:39  ✶  
Alastor wyglądał spokojnie, ale spokojny nie był. Przez niewzburzoną z zewnątrz twarz przedzierał się tabun myśli przeróżnych – składały się na nie obawy i leki, które stały się jego codziennością, ale i te dobre – bo Millie mogła udawać, ale nawet jeśli udawała, a on nie był tak głupi aby pozwolić sobie na naiwność, to wciąż były próby. Nie potrafił nie myśleć o tym, że jego czas w jakiś sposób się kończył. Nie chciał odchodzić lub odpływać z myślą, że zostawi ją samą wzburzoną, rozedrganą. Nie potrafiącą udźwignąć odejścia brata, ani swojego życia, kiedy Alastor nie pojawiał się na wezwanie i nie naprawiał tego, czego nie potrafiła naprawić sama.

Ciężko mu więc było pogodzić się z tym, że nie mieszkali razem, ale jednocześnie rozluźniało mu to duszę. Księżycowy Staw był przecież pełen ludzi, o których będzie mogła oprzeć się w chwili, kiedy zabraknie jego i ojca. A dla kogo oni walczyli? Dla niej przecież. Nie będzie to miało sensu, jeśli nie będzie mogła cieszyć się wolnością.

– Boję się, że jak ci się nie spodoba efekt końcowy, to będzie na mnie – przyznał bez ogródek, wiedząc bardzo dobrze, że „mi się podoba” nie oznaczało wcale „jej się podoba”, szczególnie przy wzrastających wymaganiach wobec samej siebie. – No to bez ojca. – Poklepał ją po głowie, nie komentując tego szczególnie. Sam się tymi komentarzami nie przejmował, ale nie musiał przecież narzucać jej jego obecności. – A stawy zarybia się na wiosnę, żeby ryby nauczyły się żerować przed zimą. Inaczej padną, może nie wszystkie, ale w większości... Straciłem rachubę co było dalej. – Ścisnął palcami lewej dłoni kąciki oczu, zaciskając przy tym powieki i nagle dotarło do niego, że rozluźnił się za bardzo. I to już na jego twarzy się odbiło. Millie mogła obserwować, jak z rozluźnionego Alastora, który pozwolił sobie na coś takiego jak niedokładne wsłuchanie się w coś po godzinach wykańczającej psychicznie pracy, znów wszedł w tryb nie pozwalający mu na odpoczynek. Stała czujność, jak zwykł mawiać. Nie musiał nawet rozchylić warg, żeby oboje to usłyszeli. Nie było tu przecież miejsca na słabość. Nawet w Księżycowym Stawie, nawet w obecności siostry, chociaż prawdę mówiąc... Wcale nie chciało mu się sprzątać. Chętnie uciąłby sobie dłuższą drzemkę.

@Millie Moody


fear is the mind-killer.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
28.04.2026, 21:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2026, 09:25 przez Millie Moody.)  
Miles w przeciwieństwie do brata nie wyglądała na spokojną, ale w tym chaosie który mierzwił jej czarną grzywkę było coś przyjemnie znajomego do czasów bliższych ostatnim latom Hogwartu i pierwszym po ukończeniu przez dziewczynę szkoły. Był w niej ten charakterystyczny luz, nieskrępowana fascynacja, skrzydła, które mogła rozwinąć dzięki staraniom Brenny i innym członkom Zakonu. Luz, który posiadała w sobie, kiedy jeszcze na jej barkach nie spoczął ciężki płaszcz oczekiwań co do rychłego awansu, który… nie nadchodził i nie nadszedł i w sumie wiele osób już porzuciło wszelkie nadzieje, że kiedykolwiek nadejdzie. Być może, była już zbyt szalona by zrozumieć ogrom szaleństwa i okrucieństwa wzmagający na sile poza murami bezpiecznej, choć nieco nawiedzonej posiadłości. A może celowo zdecydowała się nie patrzeć w tę stronę, szczególnie i zwłaszcza kiedy jej brat znalazł chwilę i przybył do jej gniazdka.

- Ha! Bo to zawsze jest na Ciebie! - wspięła się na palce, by zmierzwić mu nieco włosy w dziecięcym geście, który pozostał jej z powodów mizernego wzrostu odziedziczonego po matce. - Myślałam o Byku bo jest niedaleko Barana, albooo…. Jest ten gwiazdozbiór tego tańczącego Macmillana. Kojarzysz? Ten w zimie co się pojawia. Morfina mówił, że to Syriusz i ma Oriona w pasie… - zmarszczyła nos w zamyśleniu, uciekając oczami do nieba przez siebie namalowanego, rozglądając się za naniesionymi już punktami czekającymi na właściwy czar. - O ten tam, zobacz. Tancerz. - zadarła ręce i ugięła kolana by zaimitować gwiazdozbiór Oriona. - Typek chyba był łowca, jak Ty. - wydawało jej się, że była tam też jakaś wilcza albo psia gwiazda, ale tu trzeba było być delikatnym w entuzjazmie, bo przecież klątwa, którą nosił w ciele jej brat nie była i nie miała być czymkolwiek na stałe. Nawet jeśli Florence została im brutalnie zabrana przez tych pierdolonych…

Tak. To nie były myśli na dziś.

- W bibliotece mam mapę z rycinami to se wybierzesz. Mi ten baran totalnie odpowiada i jest łatwy do znalezienia. Tuż obok takiego trójkąta, choć jak na mnie to wszędzie tu są trójkąty, wiesz co, może powinnam jednak poza kropkami dodać obramowania i naszkicować zarysy postaci i zwierząt? Bo się nie odkopiemy, zamiast szukać ludzi, będziemy rozkminiać czy to pies czy wydra się świecą. - paplała radośnie ruchem różdżki przyzywając do swojej ręki z kuchni koszyk piknikowy który przygotowała wcześniej. Nie odważyła się jednak dać do środka swoich. Wszystkie o Bertiego, tak dla pewności, żeby podniebienie Alka dostało to co i dobre i przyjemnie znajome.

- W ogóle zabawna sprawa z tą biblioteką, bo ją czyściłam kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy. Totalny bałagan jeśli mnie spytasz, w ogóle Erik prawie się zabił pokonany przez schody, ale tam w środku to akurat były bogini! Całe stado! Totalnie jak już na nas z Norą wylazły to rozpętało się prawdziwe piekło! Na końcu tańczyły kankana i chyba tam było jeszcze latające ciasto, tak mi się wydaje, na szczęście takie magiczne, co książek nie poniszczyło, bo zbiory tu są całkiem zacne, Morifna lubi do nich od czasu do czasu zaglądać. - Gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że jej brat jest człowiekiem czynu, niekoniecznie słowa i że być może ta jej paplanina go raczej zmęczy niż sprawi przyjemność, a jednak tak mało miewali dla siebie czasu, że… Było to silniejsze od niej. Te listy wysyłane na autorskie biurko, szkice, te wszystkie oszczędne odpowiedzi które przychodziły a które nie… Moody szybko zorientowała się jak wygłodniała była kontaktu i trochę jak pijawka, jak już miała okazję się wczepić, to trudno było jej przestać pić.

- A w ogóle jak w robocie? Pewnie dużo macie zgłoszeń co? Te runy u ludzi w domu to jakaś masakra. W części domów się poprawiło jak tak odwiedzaliśmy naszych podopiecznych, ale co mniej hmm religijne domy to nadal mają przejebane. Wiedziałeś w ogóle że… - nie zdążyła dokończyć zdania, bo otworzyła drzwi do biblioteki i w tym samym momencie w jej stronę poleciało wielkie tomiszcze, jakby ktoś je porządnym zaklęciem translokacyjnym potraktował.

AF ◉◉○○○ na uchylenie się, dorzucam se gibkość gracza w Quidditcha z przewagi Latanie na miotle, bo refleks to rzecz nabyta, ale kilka lat minęło.
Rzut N 1d100 - 68
Sukces!

Nie jeden tłuczek świzgał jej już w życiu nad głową, nawet jak trochę wody od tego czasu już upłynęło. Tak i teraz gibko uniknęła ciosu książkowego, pozwalając woluminowi pofrunąć dalej, hej na wolność, te kilka stóp w głąb korytarza.

- Ki chujstwo? - sapnęła odkładając koszyk z jedzeniem, na rzecz wyciągnięcia z kieszeni różdżki. - Myślisz, że zostawiły tu jakieś jaja? Nie mam pojęcia jak to się rozmnaża te całe bogińska.

@Alastor Moody
constant vigilance
I have traveled far
beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#7
06.05.2026, 10:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2026, 10:03 przez Alastor Moody.)  
Alastor słuchał. Alastor obserwował.

Owszem, nie był aż tak gadatliwy i nie zwykł wcinać jej się w słowa, a później nie odpowiadał na połowę zadanych mu pytań, ale nie pozostawiało żadnej wątpliwości, ani dziś, ani w przeszłości, ani (a przynajmniej miał taką nadzieję) w przyszłości, że był w tej rozmowie obecny. Słowa jego siostry, niezależnie od tego jak szybko wypowiedziane, jak chaotyczne, jak bardzo rozwiewały czuprynę, były zawsze, ale to zawsze mile widziane. Pozostawał tu bezpieczną strefą, której można było wykrzyczeć wszystko, nawet kiedy stawał się stary, markotny, zniszczony przez wojnę i coraz mocniej bolały go plecy, a jedynym remedium na tę przypadłość wydawały mu się być zakrapiane piątki w The Loft.

Pokręcił głową. O gwiazdach wiedział tyle, że widział je, jak mu ktoś wystarczająco mocno przydzwonił w łeb.

– Nie wiem, Mills – powiedział takim tonem, po którym się dało od razu poznać, że gdyby gadał z kimś innym to by to Mills zastąpił czymś w stylu stara albo typiaro – czy udźwignę presję, jak to jednak będzie wydra. – Wydawał się tym oczywiście rozbawiony, a nie zdenerwowany, chociaż ktoś kto go nie znał, to by się mógł po tej gębie spodziewać rzeczy różnych. Szczególnie przez to z jaką szybkością wyciągnął z kieszeni paczkę fajek i wsadził sobie jednego do ust.

Omal go nie wypluł, jak się musiał rzucić do przodu na wypadek, gdyby jednak Millie nie odsunęła się na czas. Mówił patrząc na lecącą książkę, gotów złapać ją gdyby zechciała wrócić w ich kierunku.

– W cholerę jest roboty, właściwie to wracam do domu głównie spać... – Ale czy on robił coś innego w gruncie rzeczy? Jak jeszcze Cain żył i Effie była blisko, to w planszówki pograł. Czasem wyszedł gdzieś z Mavelle, ale jej też już nie było. Poza Bertim i The Loft jego życie towarzyskie zdawało się dogorywać, a nie czytał, nie miał hobby poza wędkarstwem, nie słuchał muzyki, nie miał zwierząt ani dzieci, nie ogarniał mugolskiej telewizji. Głównie to pracował i palił papierosy.

Odrobinę nieobecny, skupiony na latającym woluminie, zaryzykował zaklęcie rozpraszające, kiedy tomiszcze wróciło, zatrzepotało okładką i wzniosło się przy suficie, jak osa niepotrafiąca znaleźć drogi wyjścia z czyjegoś salonu.

Rzut PO 1d100 - 85
Sukces!

Książka opadła faktycznie, a on spróbował ją jeszcze złapać nim runęła z hukiem na podłogę.

Rzut Z 1d100 - 36
Słaby sukces...

Ku zaskoczeniu nikogo, omal nie wybił sobie przy tym palca.

– Bogin to nie jest. Pewnie jakieś stare zabezpieczenia na wypadek intruza. Sprawdziliście, czy nie ma tu dziwnych run?


fear is the mind-killer.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#8
10.06.2026, 12:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 10:44 przez Millie Moody.)  
– Wydra? Ale ty tak na serio? Serio serio? Przyznaj się, że chciałbyś żeby ktoś Cię potrzymał za łapkę jak moczysz dupę w jeziorze! – sarknęła, szybko tłumiąc myśli o tym, że gdyby wydry na niebie były dwie to zgodziłaby się bez mrugnięcia okiem i ludzie musieliby rozkminiać dziko, czy Alastor był tą wydrą po prawej, a Miles po lewej, czy też może na odwrót. A znając rodzeństwo i to jak łatwo mogło wpadać w kłopoty… Cóż, pewnie mogliby robić za żyrandol w głównym holu Księżycowego Stawu.

Tymczasem biblioteka, tymczasem książka, tymczasem zaklęcie rzucone w autorskim odruchu, którego Miles nie miała i najwidoczniej wszystkie zapomniane kwestionariusze wypełnione w połowie, które nie doczekały się zgłoszenia na staż aurorski właśnie, one wszystkie po prostu to wiedziały, że ona nie ma właściwego odruchu.

– Runy…?
– mogły być, mogły przecież, chociaż czy rzeczywiście by tego nie zauważyli? – N…nie jestem pewna, no kilka osób tu zaglądało i książka w ryj im nie poleciała… chyba… I trudno mi uwierzyć, że no… że wiesz, że dwóch klątwołamaczy na stanie mogłoby przegapić…. może e… ale… mmm… – trochę się zburaczyła, bo w sumie przyszło jej do głowy czemu mogli to przeoczyć i raczej nie chodziło o nawał roboty po Spalonej Nocy. Oblizała wargi nieco nerwowo, podrapała się po głowie rozglądając półprzytomnie po otoczeniu. – Szczerze, to rzadko tu przychodzimy. W sensie no stare książki, najbardziej to mogłoby interesować Morfinę, a on teraz siedzi po uszy w Widmach z Kniei i tym tam jego nowym projekcie edukacyjnym. – Jak na asystentkę Morpheusa w sumie wiedziała całkiem mało, chociaż w sumie jakby usiadła i została zmuszona różdżką przyłożoną do głowy to pewnie by wypisała całkiem sporo. Teraz jednak jej myśli były rozbryzgane nie gorzej niż gwiazdki na niebie w holu i ciężko było jej hehe połączyć kropki. – Ale jakbyś przejrzał ściany… to mielibyśmy stuprocentową pewność. – uśmiechnęła się szeroko, nie kryjąc absolutnie tego jak bardzo podziwia brata i jego umiejętności. To nawet nie jest to, że nie zauważyła jak sobie prawie palca wybił. Ona po prostu tego nie zauważyła.

– W ogóle ostatnio jak przeglądałam te graty, to znalazłam super stary i super straszny album ze zdjęciami. Kiedyś ludzie serio robili takie miny, jakby chcieli kogoś zajebać. A to tylko rodzinne fotki. Zaraz znajdę… – zniknęła między regałami, nie przestając nadawać – … bo w ogóle od Brenki mam zdjęcia z urodzin z sierpnia i myślałam że może wiesz, może se jebniemy też taki album tylko no mniej straszny a bardziej.. śmieszny. Myślisz że to dobry pomysł? I w ogóle nie powiedziałeś mi z której fotki chcesz obraz kurwa no to powinno być tutaj, pamiętam że odkładałam to pod k bo krypny album z fotkami… – płynnie przeszła od jasnego tonu do podirytowanej Moody. Problem jednak był taki, że mniej ufała swojej głowie niż temu miejscu więc… – I W OGÓLE! Bo Ci nie mówiłam ale skończyłam obraz! Nawet dwa obrazy! Brenka mnie poprosiła i jej wyjebałam takie realistyczne usta, że… ee… no, bardzo. Jestem w chuj A CIU! z siebie zadowolona, jeszcze mnie trzyma! – opowiadała mu, cały czas przerzucając tonę książek, tonę kurzu, kichając, smarkając i wydając z siebie koszmarnie dużo dźwięków jak zawsze, kiedy okazywało się, że Alastor ma wolne i to ma wolne dla niej. Być może dlatego tak często jeździli kiedyś na ryby, bo tam był zakaz napierdalania, żeby nie spłoszyć wodnych istot. Nie żeby Moody myślała o tym w tej chwili. – HA MAM! A nie.. to chyba jednak nie to, te twarze… te… hmm… wyglądają… – przycichła nieco i zaczęła powoli przerzucać grube strony.
constant vigilance
I have traveled far
beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#9
13.06.2026, 16:11  ✶  
Kiedy miało się za sobą tak wiele lat spędzonych w Biurze Aurorów, odstająca od wcześniejszej mimika od razu rzucała się w oczy, nawet kiedy się tego nie chciało. No bo nie przyszedł tutaj przecież pracować i mierzyć innych spojrzeniem Pana Alastora Moody'ego, tylko spędzić czas z siostrą – jaka szkoda, że Pan Alastor i Alek byli jednym bytem i to nierozłącznym! Dostrzegł jej nerwowość, nie zareagował jednak w sposób, który mógłby zasugerować, że wymaga od niej konkretnej reakcji lub wyjaśnienia nagłej zmiany swojego zachowania. Alastor wychodził w końcu z założenia, że nie musiał wiedzieć wszystkiego. Miała prawo do tajemnic i niedopowiedzeń, póki nie zamierzała zrobić czegoś, co drastycznie zmieni jej życie lub ich relację. Sam, mimo szczerych chęci zmiany tego stanu rzeczy, o coraz intensywniejszej i trwałej relacji z Eden jej nie powiedział – musiał więc pogodzić się z tym, że jakaś część ich żyć nie musi wybuchać i zmuszać ich do wylewności za każdym razem, kiedy łapali się za ręce.

Miło patrzyło się na nią, kiedy żyła poza tym wszystkim. Kiedy była wolna. Wreszcie wolna – po tym co ją spotkało w tej Kniei i odebrało tak wiele radości – może nie wydawała się w pełni żywa i szczęśliwa, ale starała się. Rzeczywistości nie dało się trwale zmienić czymś innym niż chęciami i regularnością. Więc staranie się nie było dla niego udawaniem. Było pierwszym krokiem ku promieniom słońca mającym otulić zmęczoną twarz. Szkoda tylko, że przy nawijaniu jak katarynka gubili wiele wątków – urywał je, kiedy Millie zmieniała temat, bo zwyczajnie nie był w stanie za tym nadążyć.

– Mogę się rozejrzeć, chociaż po prawdzie… wierzę osądowi ludzi, z którymi się trzymamy – powiedział, napinając się w charakterystyczny sposób. Ten, który sugerował mentalny powrót w objęcia pracy. Wracała głęboka czujność, wraz z nią zmieniał się sposób, w jaki patrzył na otoczenie. No bo oczywiście, że temu osądowi ufał, ale ludzie pozostawali tylko ludźmi. Jemu też zdarzało się mylić. – A to co trzymam to co? – Pytanie rzucił wciąż zaciskając palce na okładce, żeby się nie wyrwała z tego uścisku i nie pognała pod sufit, bo znając jego szczęście chwilę po tym jebnie kogoś w głowę. Przyjrzał się grzbietowi, czy nie było tam skrzydeł, które mógłby oberwać, albo runy… Nic. Więc teoretycznie jego zaklęcie powinno zadziałać i nie czuł wcale, aby się ten przedmiot wyrywał. – I wiesz co? Właściwie, to byłoby mi miło, gdybym dostał jakieś odbitki z tych urodzin, żeby sobie powiesić w nowym mieszkaniu. Wiesz, takie żeby się wszyscy uśmiechali i żeby… żeby Cain był. – Zacisnął na moment usta.

Przez cały ten czas szedł z różdżką uniesioną w górze, uważnie badając to, co miał przed sobą w poszukiwaniu dziwactw wszelakich.

– Wyglądają jak co?

@Millie Moody


fear is the mind-killer.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#10
28.06.2026, 11:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 11:03 przez Millie Moody.)  
Milles mówiła. Milles obserwowała w swój własny pojebany, bardzo chaotyczny sposób, w jaki szukający rozbieganymi złotymi oczyma poszukują złotego rozbieganego po przestrzeni znicza.

Był lepsze dni, były gorsze. Dziś była zbyt podekscytowana wizytą Alastora, by móc zatrzymać falę entuzjazmu rozpierającą jej pierś, a ta energia znajdowała uzewnętrznienie w porwanym istnieniu: chaotycznych gestach, myślach, które nie potrafiły znaleźć jednego sensownego koryta i tych paru niewielkich pomostów, aby druga osoba mogła wziąć wdech i powiedzieć cokolwiek.

Teraz natomiast ten niespokojny duch zawiesił się na książce i nie - nie była ona w żaden sposób przeklęta. Była po prostu interesująca. Dopiero pytanie brata ocknęło ją z tego stanu, rozlewając po skupionej przez ten unikatowy moment twarzy szeroki uśmiech wyraźnego szczęścia, jakim było niepodzielne zawłaszczanie go na dłużej niż trzy minuty przebywanie w towarzystwie Alastora.

– Zobacz jakie mają kretyńskie miny… – pokazała na poważne zdjęcia poważnych ludzi, którzy w tym domu umierali się i rodzili. – Były tu takie gadające obrazy, próbowałam z jednym się dogadać, ale gorzej mi idzie dogadać się z obrazami niż z ludźmi. – Ucichła i spoważniała gwałtownie uciekając spojrzeniem gdzieś w głąb biblioteki w której przed dwoma miesiącami też miała spotkanie z bratem. Z wieloma braćmi. Boginy były szalenie kreatywne w tym szaleństwie, które się tutaj zadziało. – Wiesz ja… – zaczęła mówić, gdy z przeciwległej alejki regałów gruchnęły kolejne książki, które postanowiły z łoskotem wyskakiwać z półek i uderzać o siebie w karykaturalnej wojnie domowej. – Poltergeist? – zapytała Alastora odkładając gdziekolwiek album i ruszając do drugiej alejki z własną różdżką w dłoni.

@Alastor Moody
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2103), Millie Moody (3071), Pan Losu (93)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa