Mieszkanie Victorii
Czy był z siebie dumny? Jeszcze jak. Wymiana listów z Victorią uspokoiła go trochę - jednak ze Stanleyem nie byli dwoma zakutymi łbami, tak jak podejrzewał. Owszem, może na samym początku poczęstowali pierdzipuszka ciastkiem, ale zaraz ich puste głowy zaczęły nabierać trochę oliwy, która pozwoliła zardzewiałym trybikom na poruszenie się. I pewnie gdyby nie to głupie myślenie i zdrowy rozsądek, to teraz nie musiałby iść do mieszkania Victorii, a za nim nie ciągnąłby się BARDZO intensywny zapach.
Skubana miała rację - była jakimś pieprzonym jasnowidzem? A może po prostu tak dobrze go znała i wiedziała, że Aidan nie mógł przeżyć dnia bez odjebania czegoś głupiego. Nie miał pojęcia, ale jeżeli Vika była wiedźmą z bajek i przepowiadała przyszłość, to liczył że znalazła już rozwiązanie na jego mały problem. Otóż: jebał. Jebało od niego na kilometr i to tak bardzo, że gdy szedł ulicą Pokątną, to ludzie zatykali nosy i odsuwali się. Nie mogli zlokalizować źródła zapachu, a że Aidan szedł szybko, prosto do celu, to chyba nie zdążyli się zorientować, że to on był źródłem tego pięknego zapaszku. Nie bardzo chciało mu się tłumaczyć, co się stało że wydziela woń taką jakby skunks obsikał go tym swoim płynem - co poniekąd było bliskie prawdy, bo pierdzipuszek spsikał go swoją esencją, gdy tylko dłoń Parkinsona sięgnęła po ciastko. Zbierał siły na tłumaczenie się przed Victorią.
Umył się - i to nie raz i nie dwa. Wylał na siebie tonę perfum, szorował się nawet gąbką z morza jakiegośtam prosto z dupy, ostra była jak cholera ale zapach jak był, tak nie chciał się ulotnić. Ubrania, w których był w Głębinie poprzedniej nocy spalił, ale on sam walił jak nieboskie stworzenie. Zaczynał się domyślać, skąd ta pieprzona nazwa uroczego, przerośniętego podpufka.
- Vika, to ja! - krzyknął, łomocząc w drzwi jej kamienicy. Był ciekawy, czy jego zapaszek dotarł do jej nosa zanim jeszcze zdążył stanąć pod jej drzwiami. Lepiej dla niej, żeby otworzyła szybko, bo sąsiedzi pewnie nie będą zachwyceni tym, że nagle w jej kamienicy zaczęło śmierdzieć. W sumie to z tego co pamiętał, to ta biedna kamienica miała sporo przygód za sobą, więc to mogłaby być kropla, która przeleje czarę goryczy.