• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[30.09.1972] Dying to love _ Rodolphus, Astoria

[30.09.1972] Dying to love _ Rodolphus, Astoria
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
16.03.2026, 17:20  ✶  
- Jeżeli zjem więcej, zapewne skończę jak ta czarownica - odrzekł z pozoru lekkim tonem, który zamaskował cichym odchrząknięciem. Czuł, że zaczyna mówić jej za dużo, odsłaniać kolejne słabości - dawać prosty sposób na to, by go zlikwidować tak, żeby nikt się nie domyślił, co się stało. Owszem, bawiło go to i irytowało jednocześnie: wielki pan śmierciożerca, postrach mugolaków podczas spalonej nocy i bezwzględny morderca nie trafi do Azkabanu tylko udusi się własnym powiększonym językiem przez przyprawę, którą dodaje się do zupy. - Najpierw czuje się pieczenie, a potem puchnie język. Jeżeli reakcja alergiczna jest silna, to zajmuje większą część ust i w końcu blokuje możliwość oddychania.
Wzruszył ramionami. Uczulenia były czymś powszechnym i niebezpiecznym, z dwojga złego lepiej że swoje miał na lubczyk a nie na wspomniane orzechy, bo - do tego się nie przyznawał - całkiem lubił herbaty z posmakiem orzechów. Szczególnie jesienią.

Prawdziwe upokorzenie zaczynało się wtedy, gdy ktoś sprawiał, że zaczynasz mu ufać, tylko po to, by w odpowiednim momencie pokazać, jak bardzo się myliłaś. Czy byłby do tego zdolny?
Nawet nie wiedziała, jak blisko prawdy była. Młody Lestrange został sam zdradzony tyle razy, że sam przyjął identyczną taktykę. Wzbudzał zaufanie u tych, u których chciał tylko po to, by wykorzystać ich słabości i pokazać im, że byli głupcami, że ufali komuś takiemu jak on. Perseusz Black porównał go kiedyś do pająka, tkającego sieć - tylko po to, by złapać w nią swoją ofiarę, otoczyć miękkim kokonem z drobnych pajęczych nitek i gdy przyjdzie czas: pożreć ją. A jednocześnie człowiek był zwierzęciem stadnym i Rodolphus był doskonałym przykładem, że człowiek szukał zrozumienia u innych. Nawet jeżeli sparzył się kilkukrotnie. Istniało wąskie grono osób, którym ufał i którzy widzieli go takiego, jakim był naprawdę. Astoria jeszcze nie została dopuszczona do tego grona: nie był człowiekiem ufnym, a popękane serce, o którym rozmawiał z Cynthią, było może i mocne, ale cholernie poranione i dawało złudne poczucie, że raz potrzaskane nigdy się nie podniesie i nie zaufa po raz kolejny.

- Nie dziwię im się - odpowiedział spokojnie, z lekkim uśmiechem. - Są mi na rękę. Mam wtedy spokój.
Czy on kiedyś jej tego już nie mówił? A może mówił to komu innemu? Jedna z wielu prawd, której się nie bał. Lubił spokój od ludzi, a skoro ci ludzie nie wchodzili mu w drogę, to nie dementował plotek. To było bardzo wygodne. W ciszy i spokoju odzyskiwał zdolność jasnego myślenia i knucia swoich intryg, mógł rozważać wiele scenariuszy jednocześnie. Mógł zanurzać się w swoich myślach, odwiedzać pałac wspomnień i kroczyć nim, by otwierać poszczególne, potrzebne mu do tylko sobie znanych rzeczy drzwi.

Na kolejne pytanie nie odpowiedział od razu. Opuścił wzrok na swój talerz, próbując zebrać myśli. Dawno nikt go nie pytał o to, dlaczego wybrał taki a nie inny zawód. Nie mógł jej oczywiście powiedzieć wszystkiego, ale musiał sięgnąć do informacji, które były tak oczywiste, jak i tajemnicze - by nie zdradzić za wiele, bo nie mógł tego robić.
- Dawno nikt mnie o to nie pytał - odpowiedział w końcu. Trzeba było przyznać, że Lestrange był doskonale wychowany: nie mówił z pełnymi ustami, a gdy Astorii brakowało wody czy wina, dolewał jej tyle, ile było akceptowalne w towarzystwie. Sam praktycznie wina z kieliszka nie pił, nie chciał też, by Avery miała poczucie, że próbuje ją upić. Balansował na granicy tego, co wypada, i tego co chciał żeby się stało, by kobieta zaczęła postrzegać go w końcu nieco inaczej. - Zawsze fascynował mnie ludzi mózg w kontekście biologicznym. To silny organ, który odpowiada za nasze jestestwo. I nic o nim nie wiemy. Bez niego jesteśmy pustą skorupą pełną wnętrzności, a z nim jakbyśmy zyskiwali coś, co niektórzy nazywają duszę. Chcę zgłębić jak najwięcej informacji o mózgu, bo to on determinuje wszystko, czym jesteśmy. Jak możemy istnieć, nie wiedząc o nim nic?
Odpowiedział, starannie dobierając słowa. To, czego sam nie wiedział, to fakt że tę ścieżkę kariery zaprogramował mu jego ojciec. Mistrz manipulacji, który tak zakręcił Rodolphusem, że ten uważał, iż sam do wszystkiego doszedł i sam wybrał sobie taką a nie inną karierę, zachowania oraz sposób bycia.

Gdy powiedziała, że będzie chciała się przekonać o tym, czy traktuje obraz należycie, przytaknął. Albo nie zorientował się, że mogło to brzmieć jak wymówka, albo nie chciał dać tego po sobie poznać.
- Naturalnie. Na szczęście od końca sierpnia mieszkam poza Londynem, więc jeżeli znowu ogień znowu miałby zapłonąć, to liczę, że ponownie mnie ominie - powiedział, nie patrząc na nią. Chciał, by była w stanie ukryć zmieszanie wymalowane na twarzy, chociaż jeżeli teraz by na niego spojrzała, dostrzegłaby jak ukradkiem na nią zerka. - 8 września ogień spalił mi tylko ogród i osmalił drzwi. Sąsiedzi uratowali wszystkie domy wokół. Liczę, że w razie podobnych przypadków ponownie staną na wysokości zadania i obraz będzie bezpieczny.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#12
25.03.2026, 03:02  ✶  
Patrzyła na niego niemal obojętnie, ale w błysku oczu czaiło się zainteresowanie. Zachowywał się inaczej, niż była do tego przyzwyczajona, a przez to przyciągał ją bardziej, niż była skłonna przyznać. Odsłaniał przed nią karty, jakby nie bał się konsekwencji. A może zwyczajnie jej nie doceniał? Może myślał, że taka drobna dziewczyna nie byłaby w stanie wyrządzić mu poważnej szkody?
- Przynajmniej wiem już, co zrobić, jak mnie za bardzo zirytujesz - kolejny złośliwy uśmieszek, ale to było silniejsze od niej. Ta naturalna potrzeba wbicia szpilki tam, gdzie tylko znalazła odrobinę przestrzeni. On z kolei opisywał to zbyt spokojnie, jak na coś, co w istocie było tak banalnie niebezpieczne. Pieczenie, opuchlizna, brak powietrza - mechanizm prosty, niemal trywialny, a jednocześnie ostateczny w swoich konsekwencjach. Jej spojrzenie na moment przesunęło się niżej, jakby wbrew sobie próbowała wyobrazić sobie ten proces - nie w dosłowny, brutalny sposób, lecz jako abstrakcyjny ciąg zdarzeń. Reakcja. Ciało wymykające się spod kontroli. Coś, co zaczyna się niewinnie i kończy ciszą. Czy byłaby w stanie świadomie mu zaszkodzić? Raczej nie bez wyraźnego powodu. Może wcale. Nie była przecież morderczynią. A może była? Wspomnienie ataku mugolaków wróciło do niej momentalnie, ale szybko odcięła je w pamięci. Nie chciała o tym myśleć ani zastanawiać się, czy była odpowiedzialna za czyjąś śmierć. Jej palce zacisnęły się nieco mocniej na sztućcach, choć ruch był tak subtelny, że niemal niedostrzegalny.
Astoria obserwowała go uważnie, choć z zewnątrz jej spojrzenie pozostawało spokojne, wyważone tak, jakby nic z tej rozmowy nie miało prawa jej poruszyć bardziej, niż wymagała tego uprzejma kolacja. A jednak gdzieś pod tą starannie utrzymywaną powierzchnią coś drgnęło, coś przesunęło się nieznacznie, jakby kolejne jego słowa wpadały w mechanizm, który już dawno temu nauczyła się utrzymywać w bezruchu. Spokój? To tyle?
Zbyt długo obracała się w świecie, w którym słowa rzadko kiedy znaczyły dokładnie to, co znaczyły. Zbyt często widziała, jak "spokój" był tylko eleganckim określeniem na kontrolę, na dystans, na precyzyjne odsuwanie od siebie wszystkiego, co mogłoby stać się niewygodne, nieprzewidywalne... lub niebezpieczne.
- A może to raczej ucieczka? - zapytała od niechcenia, jakby rozmawiali o pogodzie. Może ten z pozoru błahy ton miał go za bardzo nie odstraszać? Nie chciała sprowadzać rozmowy na zbyt poważne tematy ani tym bardziej analizować jego zachowania pod względem psychologicznym, ale brzmiało to bardziej, jakby bał się odkryć prawdziwego siebie, dlatego wolał lawirować między plotkami i półprawdami, bo te łatwiej mu było kontrolować. Nie dotykało go to personalnie, skoro tak naprawdę było zmyśloną historią.
Ona również znała ten mechanizm - wycofać się o krok wcześniej, nie dopuścić nikogo zbyt blisko, pozwolić, by ludzie sami budowali sobie obraz, który w gruncie rzeczy działał na jej korzyść. Chłód był skuteczny. Dystans był bezpieczny. Jej spojrzenie na moment powróciło do jego twarzy, uważniejsze niż wcześniej, jakby próbowała dostrzec coś, co umknęło jej przy pierwszym wrażeniu. Nie emocje - te były, jak zawsze, schowane głęboko, kontrolowane z niemal irytującą precyzją. Raczej strukturę. Sposób, w jaki mówił. W jaki dobierał słowa. W jaki pozwalał im wybrzmieć dokładnie na tyle, by wyglądały na szczere, ale nigdy na tyle, by naprawdę odsłonić wszystko.
Uniosła w końcu kieliszek i upiła niewielki łyk wina, pozwalając, by jego smak rozlał się na języku, ciężki i ciepły, przyjemnie kontrastujący z chłodem jej myśli. Zaledwie kilka sekund, by zebrać myśli.
- Tak samo, jak robimy wszystko inne. Na oślep - stwierdziła. To, co mówił, to piękna idea, ale w praktyce bardzo ciężko byłoby poznać każdy aspekt życia, który ich otaczał. Nie bez powodu większość interesowała się tylko konkretnymi zagadnieniami, ignorując wszystko inne. Jej palce, oparte lekko o sztućce, przesunęły się nieznacznie, gdy pochyliła głowę o ułamek stopnia, jakby próbowała spojrzeć na jego słowa pod innym kątem. Mózg. Dusza. Istnienie. Brzmiało to niemal filozoficznie, choć ujęte w chłodnej, niemal naukowej formie. Nie pasowało do kogoś, kto z taką łatwością odcinał się od emocji. Albo przeciwnie... pasowało aż za dobrze.
- Czyli nie masz w piwnicy pełno słojów z mózgami, nad którymi prowadzisz szemrane eksperymenty? Jestem zawiedziona - kącik jej ust drgnął nieznacznie, zdradzając rozbawienie. Nie zdziwiłaby się, gdyby był typem szalonego geniusza, więc kto wie, czy nie tworzył w lochach jakiegoś potwora?
- Myślisz, że ogień mógłby znów zapłonąć? - zapytała nagle, jakby wyrwana ze snu. Nie brała takiej możliwości pod uwagę i nagle wydała jej się zbyt przerażająca, żeby być prawdziwa. Dlaczego miałby wrócić? Czy nie dość szkód już było w Londynie? Jej własne mieszkanie wciąż było nie do użytku, a każda próba naprawy frustrowała ją coraz bardziej. Odchyliła się nieznacznie na krześle, pozwalając, by jej oddech wyrównał się powoli.
- W rodowej posiadłości czy...? - zapytała, zanim zdążyła ugryźć się w język. Nie powinno ją to obchodzić, gdzie i z kim przebywa. Z drugiej strony on dobrze znał jej miejsce pobytu, więc to byłoby sprawiedliwe. - Zaraz, jak to sąsiedzi mają ratować obraz? Sądziłam, że staniesz na wysokości zadania i ochronisz go własną piersią. - zaczepne słowa miały za zadanie przypomnieć, że rzeczywiście miał w sobie tę altruistyczną stronę, bo przecież ruszył jej na ratunek, gdy tego potrzebowała.


learn the rules
then
break some

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
28.03.2026, 22:33  ✶  
Jeżeli chociaż odrobinę znała Rodolphusa to powinna wiedzieć, że młody Lestrange nigdy nie nie doceniał kobiet, szczególnie tych młodych i drobnych. W przeciwieństwie do swojego kuzyna, Rolph traktował każdą kobietę czystej krwi z szacunkiem. W przeciwieństwie do nieżyjącego już mentora: nigdy nie wątpił w kwalifikacje kobiet. Szanował je i wiedział, że często były bardziej zdeterminowane i bardziej obyte przez to, że musiały wciąż udowadniać światu swoją wartość. Ministra Magii była kobietą, postęp był kobietą, ale zatwardziali mężczyźni w podeszłym wieku nadal uważali, że kobietom nie wypadało robić pewnych rzeczy. Przez to były bardziej zdeterminowane. Lestrange zawsze doceniał kobiety.
- Udusisz mnie, bo powiem kilka słów za dużo? - to był żart z jej strony, oczywiście, a przynajmniej chciał w to wierzyć. Mimo wszystko jego stalowe oczy błysnęły bystro, a powieki nieznacznie opadły, gdy lustrował Astorię spojrzeniem. Ona być może nie była morderczynią - lecz on owszem. Zabił tyle osób, że w pewnym momencie przestał liczyć. Na wielu sprowadził zagładę swoimi intrygami, a jeszcze innych wrzucił pod metaforyczne pociągi. Czy byłby w stanie ją zabić, jeżeli w kolejnych dniach jego język zacznie puchnąć, a podejrzenia padną na Avery? Nie wiedział. Pewnie tak. Czuł do niej pewien pociąg, fascynowała go, ale to nie był ten etap, w którym oddałby za nią życie. A zdrady nigdy nie wybaczał. Nikomu.

Kolejne jej słowa sprawiły, że wzrok nieco się ocieplił.
- Być może - nie zaprzeczył i nie potwierdził, bo przecież miała trochę racji. Uciekał przed chaosem, przed natrętami i przed podejrzeniami. Nie uciekał przed odpowiedzialnością, lecz uciekał przed irytującymi pytaniami. To było... Wygodne.

Nie wiedziała nawet jak bardzo trafiła z tą piwnicą pełną słojów. Miał, owszem, lecz nie w domu. I były tam nie tylko słoje z mózgami, ale i żywe obiekty badań, które katował na wiele różnych sposobów, by poprzeć lata temu postawioną już tezę. Uśmiechnął się lekko, zupełnie nie jak człowiek, który kilka nocy temu zamordował kolejnego mugolaka, próbując dowieść, że ich mózgi różnią się od mózgów czarodziejów.
- Będziesz jeszcze bardziej zawiedziona gdy dowiesz się, że w moim domu nie ma piwnicy - mrugnął do niej z rozbawieniem. Nie kłamał, znowu. Jego dom nie miał piwnicy. Co innego chatynka w Walii. Zaraz jednak spoważniał. Kończył już swoje danie, więc odłożył starannie sztućce i sięgnął po serwetę. - Nie wiem. Ale możliwe, że to dopiero początek. Skoro udało im się raz, dlaczego miałoby nie udać się i drugi?
Spojrzał baczniej na kobietę, obserwując jej reakcję. Niepokój i lekkie zdezorientowanie zostało szybko zamaskowane. Dobrze. Nie chciał przywracać jej przykrych wspomnień.
- Gdybym był w domu, tak bym zrobił. Ale ostatnio rzadko w nim bywam. I nie, nie w rodzinnej posiadłości. Mieszkam w Little Hangelton - przekrzywił lekko głowę, a potem uśmiechnął się zadziornie. - Chyba nie podejrzewałaś, że nadal mieszkam z rodzicami? Nie zrozum mnie źle, kocham swoją matkę i jestem jej wdzięczny, dlatego też bez komentarzy odbieram za nią paczki i przychodzę regularnie w odwiedziny z kwiatami, lecz mieszkanie z nią było... Uciążliwe.
Żeby nie powiedzieć, że okropne. Kochał ją i brata, na ojca spuśćmy zasłonę milczenia, ale mieszkać z nimi dłużej niż dwie doby? To byłaby dla niego katorga.

Oboje skończyli posiłek, a gdy kelner przyszedł, Lestrange zapłacił, zgodnie z zasadą kto zaprasza ten płaci. Mało tego: gdy wyszli, odprowadził Astorię na ubocze, biorąc oczywiście ze sobą obraz. Poczekał, aż aportuje się do swojego domu, a potem sam po chwili z trzaskiem teleportował się do siebie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (4112), Rodolphus Lestrange (4398)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa