16.03.2026, 17:20 ✶
- Jeżeli zjem więcej, zapewne skończę jak ta czarownica - odrzekł z pozoru lekkim tonem, który zamaskował cichym odchrząknięciem. Czuł, że zaczyna mówić jej za dużo, odsłaniać kolejne słabości - dawać prosty sposób na to, by go zlikwidować tak, żeby nikt się nie domyślił, co się stało. Owszem, bawiło go to i irytowało jednocześnie: wielki pan śmierciożerca, postrach mugolaków podczas spalonej nocy i bezwzględny morderca nie trafi do Azkabanu tylko udusi się własnym powiększonym językiem przez przyprawę, którą dodaje się do zupy. - Najpierw czuje się pieczenie, a potem puchnie język. Jeżeli reakcja alergiczna jest silna, to zajmuje większą część ust i w końcu blokuje możliwość oddychania.
Wzruszył ramionami. Uczulenia były czymś powszechnym i niebezpiecznym, z dwojga złego lepiej że swoje miał na lubczyk a nie na wspomniane orzechy, bo - do tego się nie przyznawał - całkiem lubił herbaty z posmakiem orzechów. Szczególnie jesienią.
Prawdziwe upokorzenie zaczynało się wtedy, gdy ktoś sprawiał, że zaczynasz mu ufać, tylko po to, by w odpowiednim momencie pokazać, jak bardzo się myliłaś. Czy byłby do tego zdolny?
Nawet nie wiedziała, jak blisko prawdy była. Młody Lestrange został sam zdradzony tyle razy, że sam przyjął identyczną taktykę. Wzbudzał zaufanie u tych, u których chciał tylko po to, by wykorzystać ich słabości i pokazać im, że byli głupcami, że ufali komuś takiemu jak on. Perseusz Black porównał go kiedyś do pająka, tkającego sieć - tylko po to, by złapać w nią swoją ofiarę, otoczyć miękkim kokonem z drobnych pajęczych nitek i gdy przyjdzie czas: pożreć ją. A jednocześnie człowiek był zwierzęciem stadnym i Rodolphus był doskonałym przykładem, że człowiek szukał zrozumienia u innych. Nawet jeżeli sparzył się kilkukrotnie. Istniało wąskie grono osób, którym ufał i którzy widzieli go takiego, jakim był naprawdę. Astoria jeszcze nie została dopuszczona do tego grona: nie był człowiekiem ufnym, a popękane serce, o którym rozmawiał z Cynthią, było może i mocne, ale cholernie poranione i dawało złudne poczucie, że raz potrzaskane nigdy się nie podniesie i nie zaufa po raz kolejny.
- Nie dziwię im się - odpowiedział spokojnie, z lekkim uśmiechem. - Są mi na rękę. Mam wtedy spokój.
Czy on kiedyś jej tego już nie mówił? A może mówił to komu innemu? Jedna z wielu prawd, której się nie bał. Lubił spokój od ludzi, a skoro ci ludzie nie wchodzili mu w drogę, to nie dementował plotek. To było bardzo wygodne. W ciszy i spokoju odzyskiwał zdolność jasnego myślenia i knucia swoich intryg, mógł rozważać wiele scenariuszy jednocześnie. Mógł zanurzać się w swoich myślach, odwiedzać pałac wspomnień i kroczyć nim, by otwierać poszczególne, potrzebne mu do tylko sobie znanych rzeczy drzwi.
Na kolejne pytanie nie odpowiedział od razu. Opuścił wzrok na swój talerz, próbując zebrać myśli. Dawno nikt go nie pytał o to, dlaczego wybrał taki a nie inny zawód. Nie mógł jej oczywiście powiedzieć wszystkiego, ale musiał sięgnąć do informacji, które były tak oczywiste, jak i tajemnicze - by nie zdradzić za wiele, bo nie mógł tego robić.
- Dawno nikt mnie o to nie pytał - odpowiedział w końcu. Trzeba było przyznać, że Lestrange był doskonale wychowany: nie mówił z pełnymi ustami, a gdy Astorii brakowało wody czy wina, dolewał jej tyle, ile było akceptowalne w towarzystwie. Sam praktycznie wina z kieliszka nie pił, nie chciał też, by Avery miała poczucie, że próbuje ją upić. Balansował na granicy tego, co wypada, i tego co chciał żeby się stało, by kobieta zaczęła postrzegać go w końcu nieco inaczej. - Zawsze fascynował mnie ludzi mózg w kontekście biologicznym. To silny organ, który odpowiada za nasze jestestwo. I nic o nim nie wiemy. Bez niego jesteśmy pustą skorupą pełną wnętrzności, a z nim jakbyśmy zyskiwali coś, co niektórzy nazywają duszę. Chcę zgłębić jak najwięcej informacji o mózgu, bo to on determinuje wszystko, czym jesteśmy. Jak możemy istnieć, nie wiedząc o nim nic?
Odpowiedział, starannie dobierając słowa. To, czego sam nie wiedział, to fakt że tę ścieżkę kariery zaprogramował mu jego ojciec. Mistrz manipulacji, który tak zakręcił Rodolphusem, że ten uważał, iż sam do wszystkiego doszedł i sam wybrał sobie taką a nie inną karierę, zachowania oraz sposób bycia.
Gdy powiedziała, że będzie chciała się przekonać o tym, czy traktuje obraz należycie, przytaknął. Albo nie zorientował się, że mogło to brzmieć jak wymówka, albo nie chciał dać tego po sobie poznać.
- Naturalnie. Na szczęście od końca sierpnia mieszkam poza Londynem, więc jeżeli znowu ogień znowu miałby zapłonąć, to liczę, że ponownie mnie ominie - powiedział, nie patrząc na nią. Chciał, by była w stanie ukryć zmieszanie wymalowane na twarzy, chociaż jeżeli teraz by na niego spojrzała, dostrzegłaby jak ukradkiem na nią zerka. - 8 września ogień spalił mi tylko ogród i osmalił drzwi. Sąsiedzi uratowali wszystkie domy wokół. Liczę, że w razie podobnych przypadków ponownie staną na wysokości zadania i obraz będzie bezpieczny.
Wzruszył ramionami. Uczulenia były czymś powszechnym i niebezpiecznym, z dwojga złego lepiej że swoje miał na lubczyk a nie na wspomniane orzechy, bo - do tego się nie przyznawał - całkiem lubił herbaty z posmakiem orzechów. Szczególnie jesienią.
Prawdziwe upokorzenie zaczynało się wtedy, gdy ktoś sprawiał, że zaczynasz mu ufać, tylko po to, by w odpowiednim momencie pokazać, jak bardzo się myliłaś. Czy byłby do tego zdolny?
Nawet nie wiedziała, jak blisko prawdy była. Młody Lestrange został sam zdradzony tyle razy, że sam przyjął identyczną taktykę. Wzbudzał zaufanie u tych, u których chciał tylko po to, by wykorzystać ich słabości i pokazać im, że byli głupcami, że ufali komuś takiemu jak on. Perseusz Black porównał go kiedyś do pająka, tkającego sieć - tylko po to, by złapać w nią swoją ofiarę, otoczyć miękkim kokonem z drobnych pajęczych nitek i gdy przyjdzie czas: pożreć ją. A jednocześnie człowiek był zwierzęciem stadnym i Rodolphus był doskonałym przykładem, że człowiek szukał zrozumienia u innych. Nawet jeżeli sparzył się kilkukrotnie. Istniało wąskie grono osób, którym ufał i którzy widzieli go takiego, jakim był naprawdę. Astoria jeszcze nie została dopuszczona do tego grona: nie był człowiekiem ufnym, a popękane serce, o którym rozmawiał z Cynthią, było może i mocne, ale cholernie poranione i dawało złudne poczucie, że raz potrzaskane nigdy się nie podniesie i nie zaufa po raz kolejny.
- Nie dziwię im się - odpowiedział spokojnie, z lekkim uśmiechem. - Są mi na rękę. Mam wtedy spokój.
Czy on kiedyś jej tego już nie mówił? A może mówił to komu innemu? Jedna z wielu prawd, której się nie bał. Lubił spokój od ludzi, a skoro ci ludzie nie wchodzili mu w drogę, to nie dementował plotek. To było bardzo wygodne. W ciszy i spokoju odzyskiwał zdolność jasnego myślenia i knucia swoich intryg, mógł rozważać wiele scenariuszy jednocześnie. Mógł zanurzać się w swoich myślach, odwiedzać pałac wspomnień i kroczyć nim, by otwierać poszczególne, potrzebne mu do tylko sobie znanych rzeczy drzwi.
Na kolejne pytanie nie odpowiedział od razu. Opuścił wzrok na swój talerz, próbując zebrać myśli. Dawno nikt go nie pytał o to, dlaczego wybrał taki a nie inny zawód. Nie mógł jej oczywiście powiedzieć wszystkiego, ale musiał sięgnąć do informacji, które były tak oczywiste, jak i tajemnicze - by nie zdradzić za wiele, bo nie mógł tego robić.
- Dawno nikt mnie o to nie pytał - odpowiedział w końcu. Trzeba było przyznać, że Lestrange był doskonale wychowany: nie mówił z pełnymi ustami, a gdy Astorii brakowało wody czy wina, dolewał jej tyle, ile było akceptowalne w towarzystwie. Sam praktycznie wina z kieliszka nie pił, nie chciał też, by Avery miała poczucie, że próbuje ją upić. Balansował na granicy tego, co wypada, i tego co chciał żeby się stało, by kobieta zaczęła postrzegać go w końcu nieco inaczej. - Zawsze fascynował mnie ludzi mózg w kontekście biologicznym. To silny organ, który odpowiada za nasze jestestwo. I nic o nim nie wiemy. Bez niego jesteśmy pustą skorupą pełną wnętrzności, a z nim jakbyśmy zyskiwali coś, co niektórzy nazywają duszę. Chcę zgłębić jak najwięcej informacji o mózgu, bo to on determinuje wszystko, czym jesteśmy. Jak możemy istnieć, nie wiedząc o nim nic?
Odpowiedział, starannie dobierając słowa. To, czego sam nie wiedział, to fakt że tę ścieżkę kariery zaprogramował mu jego ojciec. Mistrz manipulacji, który tak zakręcił Rodolphusem, że ten uważał, iż sam do wszystkiego doszedł i sam wybrał sobie taką a nie inną karierę, zachowania oraz sposób bycia.
Gdy powiedziała, że będzie chciała się przekonać o tym, czy traktuje obraz należycie, przytaknął. Albo nie zorientował się, że mogło to brzmieć jak wymówka, albo nie chciał dać tego po sobie poznać.
- Naturalnie. Na szczęście od końca sierpnia mieszkam poza Londynem, więc jeżeli znowu ogień znowu miałby zapłonąć, to liczę, że ponownie mnie ominie - powiedział, nie patrząc na nią. Chciał, by była w stanie ukryć zmieszanie wymalowane na twarzy, chociaż jeżeli teraz by na niego spojrzała, dostrzegłaby jak ukradkiem na nią zerka. - 8 września ogień spalił mi tylko ogród i osmalił drzwi. Sąsiedzi uratowali wszystkie domy wokół. Liczę, że w razie podobnych przypadków ponownie staną na wysokości zadania i obraz będzie bezpieczny.