A potem Cressida rzuciła się do bić.
Christopher na całe szczęście nie musiał decydować, czy wypada mu odepchnąć publicznie kobietę, czy nie, bo panna Avery nie była wyszkolona w walce wręcz: nie dość że zamachnęła się o wiele za szeroko, tak że z jej włosów aż spadła spinka i upadła na podłogę, to jeszcze Victoria zdołała schwycić ją za rękę. A oczyma wyobraźni Rosier niemal już widział nagłówek w kronice towarzyskiej czarownicy.
Victoria Lestrange i Cressida Avery biją się o Christophera Rosiera…
Zwykle bardzo lubił być w centrum uwagi, ale chyba wolałby jednak tym razem osiągnąć to w inny sposób. Nie żeby miał jakieś ogromne wymagania w tym zakresie, ale mogłyby nie zawierać w sobie elementu Cressidy Avery.
– Puść mnie!!! Puść mnie, ty… ty kobieto w czerwieni!!! – obruszyła się Cressida, szarpiąc okropnie w uścisku. Należy tu nadmienić, że Victoria prawdopodobnie nie miała na sobie czerwieni, ale Cressidzie to nie przeszkadzało. Wyszarpnęła się z uścisku na tyle zamaszyście, że poleciała na Rosiera, ten odruchowo ją złapał, a potem niemal natychmiast w przerażeniu odepchnął, wprawdzie nie mocno, ale wciąż. A uczynił to po pierwsze jej imponująca fryzura uderzyła go prosto w oko, a po drugie, bo jeszcze ktoś tę scenę zobaczy, uzna, że obściskują się publicznie i rodzina Averych zażąda, żeby się z nią żenił! Cressida wpadła tym razem na wieszak, który przechylił się niebezpiecznie, uczepiła się ubrań…
– Nie, nie, nie! – jęknął Christopher, w asyście tej rozbawionej pracownicy rzucając się ratować cenne projekty. – Cressida, czyś ty kompletnie oszalała?!
– Masz mnie już za szaloną, to czemu miałabym się martwić? – oświadczyła Cressida, odzyskując równowagę.
– Oczywiście, że mam cię za szaloną – palnął Christopher, który przytrzymał wieszak, nim ten się przewalił. Przyznawał to wprawdzie wprost, ale… tylko jednostkom. Nie tak publicznie. I w tym oto momencie Avery uznała chyba, że skoro tak, to dlaczego nie: i rzuciła się tym razem celowo zrywać ubrania z wieszaków…