• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 1.10 Apartament Anthony'ego | Elliott & Anthony] Knelt by a shady wall

[Jesień 72, 1.10 Apartament Anthony'ego | Elliott & Anthony] Knelt by a shady wall
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
03.11.2025, 14:28  ✶  

—1/10/1972—
Anglia, Londyn
Elliott Malfoy & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=AcTqLoZ.png]

He put the book away,
I almost told him why,
a lighted alcove,
a table underneath a stairs,
in someone's else's house,
the japonica spray,
I had stood,
unable to tear myself away.
I almost told him why
I went out to take cuttings,
knelt by a shady wall
in October rain.



Apartament wyglądał inaczej.

Miał rośliny.

Miał kolory.

Miał o wiele więcej płaszczy i butów pozostawionych w nowej eleganckiej szafce ustawionej przy drzwiach.

Salon... zwykle biały, lśniący, wręcz sterylny - jak mówili co złośliwszy goście za plecami gospodarza - teraz nabrał eklektycznego sznytu. Figurki, obrazki, kolorowe (o zgrowo) poduszki i koce.

Anthony nawet nie patrzył w stronę pokoju, z którego zniknął jego sekretarzyk przy którym zwykł pisać listy. Nie patrzył w stronę drzwi do łazienki, na której większość nowych domowników zwykła zostawiać mu zabawne notatki. To znaczy... zostawiali je sobie na wzajem, ale i on musiał uczestniczyć w tej dziwacznej grze.

– Chodźmy prosto do gabinetu proszę – poprosił miękko, głosem zmęczonym bankietem, porzucając od progu maskę osoby doskonale bawiącej się na tego typu wydarzeniu. Był smutny. Zatroskany. Zmęczony. Zegar milczał, zdawało się Shafiq'owi, że było już po północy, ale nie był pewien. Mimo, że kroczył obok Kanclerz Skarbu, pozwolił sobie na szybkie przekartkowanie w głowie swojego kalendarza, odhaczenia kolejnego wydarzenia i zweryfikowania przygotowań do następnego.

Dopiero gabinet wydał się znajomy - niczym ostatni bastion antoniuszowej suwerenności pośród nieprzyjaznego, acz - nie dało się tego ukryć - przytulniejszego otoczenia. Gabloty wciąż uginały się od smoczych artefaktów, ksiąg i dokumentów. Ciężkie biurko zdobne było w miedzianą rytualną misę w której gospodarz zwykł palić nieudane szkice własnych listów. Dwa fotele i stolik z karafką przedniej whisky czekały wręcz mimo późnej pory na ich obecność, a z nowości w tym pomieszczeniu był parawan i szezlong zamieniony na wąską, przypominającą katafalk kanapę pozbawioną wezgłowia.

– Tak. To mój pokój obecnie, przepraszam Cię za warunki, ale w mojej rezydencji obecnie króluje moja matka, która nie zamierza w najbliższym czasie opuścić Anglii. Drobna sprzeczka podczas Mabon, zamieniła się w przedłużoną nieprzyjemność. – ujął ciosany kryształ karafki i nie pytając zbytnio polał i Elliottowi i sobie, głównie po to, by umoczyć usta w alkoholu cięższym niż musujące wino.

Dopiero wtedy opadł na fotel, pozwalając dymnemu aromatowi rozlać się po podniebieniu. Stalowe oczy opadły na Elliotta, a Anthony pozwolił sobie obdarować go o wiele szczerszym uśmiechem.
– Jak dobrze, że wróciłeś. – ulga rozlewała się w głosie, oboma palcami Anthony ujął nasadę nosa i roztarł ją znajomym gestem zbyt wielu godzin spędzonych nad zbyt wieloma słowami i liczbami. – Mamy tyle pracy... nie wiem od czego zacząć, w co włożyć ręce. Zgubiłem kompas Elliocie. Zgubiłem swoją wagę, aby słusznie i z przekonaniem ustalić co ważne, a co może poczekać. Wszystko... wszystko zdaje się tak samo ważne. Tak samo naglące. Niezbędne, ale też... w takiej godzinie, w takiej ciszy... nieosiągalne. – Mówił, bo przecież wcale nie czekał kilku godzin, by zwierzyć się młodszemu mężczyźnie. Mówił, bo już dawno przestał być jego mistrzem, a on przestał być jego stażystą. Dawna szachowa rozgrywka okazała się sukcesem dla obojga, a układ dotąd wygodny, nagle zdawał się mu być niezbędny. Już dawno nie był mistrzem, mógł więc okazać słabość. Mógł okazać się człowiekiem. A teraz...? Zaczęli te słowa podczas balkonowej konwersacji u progu przyjęcia.

Więcej wstępu nie było potrzebne.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
10.11.2025, 02:27  ✶  
Październik przedostawał się do rozgrzanych ciepłem sierpnia domów, zwilżał ugaszone wrześniowe pożary gęstym, jesiennym deszczem; marmurowe posadzki pokruszone przez niknące oparcie drewnianych, przeżartych zgnilizną podwalin, zapadały się, brudząc skórzane buty rozgrzanym popiołem.

Ślady życia rozsypane po mieszkaniu uświadomiły Elliottowi jak ogromny nieład rozpościera się przed nimi na niszczejącym płótnie Wysp; ożywiony obraz nie zatrzymywał się w czasie, płynął razem z nimi uważnie obserwując każdy krok, oddech. Jedno słowo mogło sprawić, że kolejny, sczerniały kawałek ukruszy się wypadając ze złoconej wiekami ramy. Apartament był czysty, ale ilość przechowywanych w nim rzeczy sugerowała, że gospodarz dostosował wnętrza do użytku próbując jednocześnie wykonywać pięć innych czynności; czas odebrany, utracony w biegu. Jak musiały wyglądać domy osób, które nie miały wystarczająco środków, aby zmienić adres z dnia na dzień? Płynące bystrym nurtem lodowatego strumienia słowa Lorraine przesuwały się przez umysł Elliotta, przemywały zabrudzone i pokryte kurzem nauki dziadka, prowadząc ku źródlanemu wybawieniu, do którego prowadzić miał tylko oznaczony czernią szlak; świadomość przywileju rosła, a nieumiejętność odnalezienia się w tej nowo narodzonej myśli plątała zmysły.

'Ja mówię o zwykłych czarodziejach, którym płomienie odebrały dorobek całego życia.' świadomość banalna, wręcz wstydliwa, gdy odkrywało się ją w trzeciej dekadzie życia.

'Ataki Śmierciożerców obnażyły, jak podzielone jest społeczeństwo, ale pokazały też potencjał na pojednanie, bo tak wiele, jak tej nocy zobaczyłam przemocy, tak wiele obserwowałam też aktów bezinteresownej solidarności.' światło przedostające się przez pękający marmur posadzki, obnażający nie tylko zgniłe deski, ale ukryte w ciemności jaskini cenne minerały.

Z kotarą bezgwiezdnej nocy na barkach, podążał za Shafiqiem milcząco; pozostając w cieniu gospodarza analizował półmrok apartamentu - nie naruszał strefy mieszkalnej ciężkimi bruzdami profesji.

Był boleśnie trzeźwy. Rozbudzony wilgotnym chłodem wyspiarskiej nocy, pozwolił sobie na rozluźnienie dopiero, gdy przekroczyli próg pomieszczenia, które Anthony nazwał 'swoim'. Choć słowo gabinet niosło ze sobą pewne zobowiązanie profesjonalizmu, pokój wydawał się czymś znacznie więcej; jak rozdzielić siebie od obowiązku, kiedy jeden niewłaściwy ruch może skutkować ogromnymi konsekwencjami?

Ciemną marynarkę przewiesił przez fotel, dłonią sięgając wpierw ku jednemu mankietowi, aby pozbyć się złotej spinki, a gdy karafka stuknęła znajomo o szkło niskiej szklanki o grubym szkle, przesunął aksamitny materiał czarnej muchy pomiędzy twardą bielą krochmalonego kołnierza. Wraz z marynarką, zdjął z siebie zbroję i jej ciężar, podążył za Anthonym w rytm przemęczenia wygrywany nocną ciszą, przymknął oczy i odetchnął głęboko; biała koszula z podwiniętymi rękawami uwolnionymi od ciężaru złota odbijała ograniczone, sztuczne światło, lśniła czystością, choć nie została oszczędzona od odgnieceń.

'Wybieraj powierników ostrożnie, w tym jestem zgodny z Fortinbrasem. Ale emocje, dziecko, nie są od tego, aby z nimi walczyć. Jak znajdziesz siłę na ważniejsze bitwy, gdy będziesz zmęczony tymi wewnętrznymi? Wrażliwość można przekuć w broń, im mocniej pozwolisz sobie czuć, tym lepiej zrozumiesz innych. Odrzucenie 'ja' doprowadzi cię do porażki' , oddałby wiele, aby podziękować Septimusowi za oszczędne słowa otuchy, których nie potrafił zastosować nazbyt długo, których znaczenie zamknął głęboko pod ziemią, razem z kluczem do włoskiej rezydencji, którego znajomy chłód i srebrny blask był jedynym światłem rozganiającym czarne chmury. Postanowił nie popełniać tego samego błędu dwa razy i wesprzeć Anthony'ego, gdy ten potrzebował tego najbardziej, stanąć z nim po jednej stronie, jak mu się wydawało, tej słusznej, nawet nie w podzięce za spędzone razem lata, a zapewnienia, że, gdy zjednoczy się siły, można przebrnąć przez najtrudniejsze sytuacje. Łączyła ich krew, ta sama, która obudziła w Septimusie zrozumienie, ale również ta, która pociągnęła go do przedwczesnej śmierci i utraty czujności.

- Z rodziną wygląda się dobrze na zdjęciach, a nawet w tym czasem zawodzą - podsumował lakonicznie, pozwalając niebieskim oczom zabłysnąć ogniem niechęci. Omijał Malfoy Manor szerokim łukiem, jeżeli tylko mógł. Wyciosane w marmurze posągi niosły za sobą chłód matczynych kroków i zdecydowanie ojcowskiej krytyki, wyjazd do Wiltshire był niczym innym, jak kolejnym obowiązkiem na niekończącej się liście.

Odwzajemnił uśmiech, delikatnie, prawie niedostrzegalnie naruszając chłód zalegającego na szczycie gór śniegu; lustrzane odbicie, w które spoglądał co rano, wydawało się kruszyć, starszy i srogi mężczyzna stojący po drugiej stronie brał krok w tył, powoli rozmywając się w oślepiającym świetle łazienki.

Wypił zawartość szklanki w dwóch, sporych łykach. Godziny abstynencji w otoczeniu musujących drinków, śmiechów i dusznego oddechu ciężkich perfum wzmocniły pragnienie, wysuszyły podniebienie, więc nawet znielubiony, bursztynowy trunek okazał się kołem ratunkowym, gdy pozwolił sobie opaść na fotel na przeciwko gospodarza.

- Zbyt długo mi to zajęło, ale nie jestem przekonany, czy jest to rozmowa na dzisiaj - lekka chrypka, której nabawił się przez wychylenie mocnego alkoholu w zawrotnym tempie zniknęła dopiero pod koniec zdania, nie przeszkodziła w spójności wypowiedzi.

- To prawda, pracy jest dużo - przyznał, choć wcale nie wydawał się tym zdemotywowany. Idealna maska spłynęła z twarzy, obnażając cienie pod oczyma kontrastujące z niebieskim błękitem tęczówek; kolor bezchmurnego nieba, tak rzadki w Anglii - Ale po to jesteśmy, aby w takich momentach się jej podjąć. To nie jest sytuacja, w której musimy budować wszystko od nowa, wiemy, na kim możemy polegać - przesunął chłonące ciepło dłoni szkło szklanki pomiędzy palcami - Nic nie może poczekać, dlatego musimy polegać na zaufaniu, uratuje nas solidarność i chęć odbudowy, na tym powinniśmy się skupić. Atak był skuteczny, bo jesteśmy zbyt podzieleni, przejmujemy się tym, kto będzie nas reprezentował i kto jest bardziej 'godny' tytułowania się czarodziejem, a za naszymi plecami giną ludzie, płoną budynki. Śmierciożercy wycierają brudne od krwi ręce naszymi nazwiskami, rujnują wszystko, co nasze rodziny i społeczność budowała przez wieki. Jest nam daleko od ideału, ale nie potrzebujemy terrorysty i mordercy, aby wzmocnić swoją pozycję w społeczeństwie. Nasze bogactwo nie zmaleje, bo pozwolimy innym żyć i obracać większa ilością kapitału, co najwyżej wzrośnie, bo im więcej naiwnych graczy, tym więcej zysku. Ale rozmawiamy o morderstwie, a nie giełdzie - spojrzał na karafkę, przenosząc na Anthony'ego pytające spojrzenie. Zamierzał sam nalać sobie więcej, nadrabiając wieczór abstynencji.

- Powiedz mi, co, według ciebie realnie zostało wdrożone w ruch, a co wymaga ulepszenia? - spodziewał się brutalnej odpowiedzi, takiej właśnie tez chciał. Dreszcz adrenaliny był sygnałem do akcji, wprawiał w ruch znajome koło traumy, które nakazywało największą aktywność w sytuacjach kryzysowych. Był w Londynie od niespełna dwóch tygodni, miał niektóre odpowiedzi, ale nawet gdyby nie opuścił swojego fotela na okres ciepłych miesięcy, to wciąż zależałoby mu na opiniach i komentarzach innych. Na tym polegała ich praca, na dyskusji.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
02.12.2025, 23:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2025, 23:41 przez Anthony Shafiq.)  
Wiemy na kim możemy polegać.

Zaśmiał się. Właściwie skomentował to zdanie bezgłośnym, acz gorzkim parsknięciem, wypuszczonym przez nos powietrzem, upitą whisky i trzykrotnym stuknięciem złotym sygnetem o kryształ. Sygnetem noszącym ciężar i odpowiedzialność wagi.

Głód.

Taki jeździec przypadł mu w dziecięcej zabawie. Takie nadano mu imię. Lecz on nie chciał głodzić. Wręcz przeciwnie.

- Nie zgodzę się z Tobą mój drogi. Rozmawiamy o morderstwie oraz o giełdzie. Zwłaszcza o giełdzie. Chleba i igrzysk! Nie my znaleźliśmy uniwersalne remedium na wszelkie bolączki każdej społeczności. Podział socjologiczny oraz niekorzystna koniunktura, sprawia, że szala przechyla się na naszą niekorzyść. Przemiany społeczne rzadko kiedy są bezbolesne, wielkie rody z trudem przyjmują prawdę o dorobkiewiczach. Wiekowe tradycje nie zawsze przekładają się na wiekowe skarbce. Wiekowe tradycje, nie zawsze przekładają się, na dobre zarządzanie. To co dla Ciebie jest oczywiste, dla innych… Cóż, nazywają to klątwą wiedzy, ale to nie my, ministerialni skarbnicy winniśmy uczyć głowy rodu i ich zastępców jak pomnażać dobra i wpływy, a nie kurczowo zaciskać na nich zasuszone dłonie.

Odchylił głowę, zmuszając mięśnie karku, aby odpuściły zacisk. Własne ciało, tak zdradzieckie. Z pewnym rozrzewnieniem wspominał sierpniowe popołudnia, które mógł poświęcić na treningi, gimnastyki, delektowanie się słońcem i życiem. Pięknem. Tuż przed tym gdy Somnia - jak nazywał pieszczotliwie swojego serdecznego przyjaciela Morpheusa - rozkazał mu wyjść z jaskini i zobaczyć nie cienie, a prawdziwe kolory. I nie były to piękne barwy. Zdecydowanie nie…

- Realnie w ruch zostało wdrożone absolutnie nic. Reaktywne działania. Komisję dopiero precyzują swoje składy, wielu prześciga się w pomysłach, aby zostać nowym faworytem Jenkins. Nie biorę udziału w tym wyścigu, chciałbym dopilnować, aby transport z Kambodży odbył się bez większych rewelacji, a potem pewnie pojadę, prosić MUM o pieniądze, tak by nie narzucili nam karnych ceł. - westchnął ciężko, bo wcale mu się to nie uśmiechało. Czuł do siebie głębokie obrzydzenie, że każdy jego krok może być potraktowany przez Jenkins jako własne osiągnięcie. Wołał sam trzymać nici pajęczyny, niż czuć ich lepkość na własnych przedramionach.

- Ale… Może wyniknie z tego coś dobrego. Liczę na to. Ten ostatni artykuł wzmógł chaos, ale w końcu to przecież z chaosu narodził się świat. Tak mówią. - Znów kwaśny uśmiech, znów przerwa, znów dłoń na barku, próbująca nieudolnie rozmasować stres minionych godzin. Ekstaza, bankiet, uśmiechy i gierki… Dopiero teraz wyszedł z pracy, nie było w tej sytuacji żadnej rozrywki. Zaraz… Czy rzeczywiście wyszedł? Czy nie rozmawiali teraz o komisjach?

- Mam… też prywatny projekt. Oczy ula skierowane są na Londyn, chciałbym tymczasem wesprzeć i utwardzić wyrwę na zachodnim przyczółku. Wiesz o czym mówię Elliottcie? Słyszałeś na Mabon o spalonym jabłku? - Na pewno słyszał, jeśli tylko spędzał Mabon w towarzystwie ojca. Fakt, że na jarmarku sprzedawno przypalone owoce zasuszone popiołem, tylko wzmagał podskórną grozę.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#4
12.12.2025, 01:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 01:50 przez Elliott Malfoy.)  
Parsknięcie wdarło się do umysłu ostrząc noże podejrzliwości. Uniósł brew w neutralnym powątpiewaniu; być może się przeliczył? Być może dzielące go z Anthonym lata wpływały znacznie na postrzeganie; być może postawiony przy jego nazwisku plus na rachunkach zysków i strat był podyktowany emocjonalnym przywiązaniem, nostalgią i jej lepkich od topniejących nadziei dłoni.

Niemożliwe - nie mylił się w takich sprawach, nie popełniał takich błędów.

- Wolałbyś, abyśmy sobie nie ufali? - zapytał z pozoru prostolinijnie, gdy w rzeczywistości warstwy wypowiedzi sięgały do źródła klasowego zepsucia.

- Masz rację, mój błąd. Zrzucenie z ramion ciężaru tego typu imprez chwilę trwa, już nie potrzebuję nikogo zapewniać, że giełda nie ma nic wspólnego z morderstwem - odetchnął w lekkim rozbawieniu, ale zaraz kontynuował - Problemem jest, że Śmierciożercy nie są atrakcyjną inwestycją, a i tak trzęsą całym systemem. Anthony, rozmawiamy o kładzeniu na szali własnej przyszłości i swoich bliskich, w imię czego? Są zagraniczne konflikty, na których można ugrać o wiele więcej nie zatruwając własnego źródła z wodą. Ale masz rację, katastrofę łatwo jest przewidzieć, gdy rozumie się dlaczego duże sumy pieniężne opuściły nasz rynek i ulokowały się za granicą, ale po cóż przyczyniać się do tego, aby w ogóle musieć znajdować się w takiej sytuacji? Straty są za duże w porównaniu do zysków, są inne sposoby na utrzymanie aktualnego porządku.

- Jeżeli mam do wyboru utonąć w imię wartości przodków, którzy nie znali smaku naszej rzeczywistości lub utrzymać się na powierzchni poprzez wyciągnięcie ręki i zaproponowanie nowej inicjatywy, która z pozoru zadowoli większość, wybiorę to drugie. Kontrowersyjnie można stwierdzić, że moje podejście jest o wiele bardziej konserwujące tradycję, choć nie ma za dużo wspólnego z konserwatyzmem. Kim bylibyśmy teraz, gdyby nasi przodkowie nie wykonali kroku w przód dla powiększenia wpływów, a trzymali się kurczowo ram rodzinnego portretu? Podumieralibyśmy w biedzie ze statusem na kruszonym ciężarem wieków pergaminie. Zmiana jest nieunikniona i należy się pośpieszyć, aby wprawić ją w ruch, inaczej zostanie nam ona narzucona i w bezradności, będziemy musieli przyjąć niekorzystne warunki. Po co uciekać przed tym, co i tak się stanie? Lepiej temu pomóc i ułożyć scenariusz wedle własnej wygody. Kompromis to trudny do zrozumienia koncept dla wielu ugrupowań, ale im dalej w fanatyzm, tym bliżej szaleństwa, a ono jest najgłośniejsze, władza i jej faktyczne rozumienie są bezszelestne. Cały Wizengamot zbudowany jest na naszej hegemonii, skostniały system, do którego przepustką jest nazwisko, komu wyznaczać drogę i uczyć, jak nie tym, którzy doskonale rozumieją stan aktualny obydwu instytucji? jeżeli większość będzie czuła się uciskana, pożary, których doświadczyliśmy będą naszym ostatnim zmartwieniem - przerwał na chwilę, ważąc kolejne słowa na języku, nim wysmyknęły się spomiędzy ust - Fałszywa dychotomia aktualnej narracji środowisk sympatyzujących z rebelią Voldemorta jest bardzo niepokojąca, nigdy nie ma tylko dwóch przeciwstawnie fanatycznych rezultatów, jest ich wiele. Jak długo wytrzymamy zanim przyłożą nam wszystkim różdżki do gardeł podsumowując, że jeżeli nie jesteśmy z nimi, to musimy być przeciwko?

Pozwolił sobie na przymknięcie oczu, chciał zbyt wiele powiedzieć w za krótkim czasie; noc nie trwała wiecznie, lęk przed wkradającą się pajęczyną szarego, październikowego poranka przesmykiwał się po karku dyskomfortem pozostawionego pod opieką cudzych rąk syna.

- Faworytem - wypowiedział te słowa jakby próbował przełknąć ostatki zatrutego jedzenia, a splunięcie nie było możliwe - Jej stanowisko jest zbyt łatwe do zachwiania, abyśmy potrzebowali się przejmować w inny sposób niż kurtuazyjny. Możemy pracować z nią, ale nie dla niej, lojalność powinna leżeć w instytucji, której ona jest twarzą.

- Wierzę w twoje kompetencje, ale gdybyś czuł na sobie zbyt dużą presję, jestem w stanie wesprzeć cię na froncie rozmów z MUM - zapewnił. W końcu spędził parę lat poza granicami Anglii, aby zrozumieć działanie pieniądza na poziomie innym niż narodowym, bankowym czy rodzinnym.

- Niestety - spalone owoce i słowa wychodzące z ust Fortinbrasa miały czynnik wspólny, obydwa smakowały cierpkim dymem, dusiły i pozostawiały w nosie nieprzyjemny, czarny osad - Powiedz mi więcej o swoim prywatnym projekcie. Ministerstwo nie posiada wystarczająco sprawnie działającego aparatu reagowania, jego trybiki są zardzewiałe, a niektóre klinują się resztkami starych pism. Działanie bez ciężkiego oddechu urzędniczego kodeksu wydaje się jedną z lepszych opcji, a im więcej nas jest zaangażowanych, tym mniej musimy rozciągać dobę, aby mieć pewność, że wszystko działa.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
15.01.2026, 12:01  ✶  
Przy pierwszym pytaniu Anthony zareagował natychmiastowo. Jego brwi poszybowały ku górze, zmarszczone czoło niosło więcej niepokoju niż każde słowo, które mógłby w tamtej chwili wypowiedzieć. Zaraz potem odetchnął z ulgą wtrącając się tylko między giełdę a morderstwo:

– Tak, tak mój drogi, o to właśnie mi chodziło. Pieniądze i krew, nierozerwalne ze sobą. – Znów skrót myślowy wysmyknął się z jego ust, lecz szybko po nim przyszło milczenie, przestrzeń na to, aby Elliott mógł otworzyć serce i rozsypać myśli jak perły na dębowej podłodze pośród marokańskich dywanów i ciężkich dębowych nóg zgromadzonych w gabinecie mebli.

Anthony słuchał i wzrastał w nadziei, karmił się nią zachłannie, zwłaszcza teraz, zmiękczony bankietem i kilkugodzinnym napięciem podlanym obficie bezsennością tysiąca planów kotłujących mu się w głowie. Był w nim i paranoiczny głos, że młodziutki kanclerz zbyt dokładnie wie co powiedzieć, aby poruszyć struny jego duszy, zbyt łatwo wpada w koleiny wartości i kierunków do jakich sam Shafiq chciałby dążyć. Mogło to być w pięknym stylu wyreżyserowane przedstawienie, ale Anthony chciał, tak rozpaczliwie chciał aby Malfoy mówił szczerze.

Skok wiary

– Jenkins jest banalna do zachwiania, a jednak najwidoczniej przeciwnik uważa za słuszne ją na tym stołku pozostawić. – Zauważył patrząc się na szklankę trunku, tym razem nie pijąc z niej ni kropli. Jego umysł już był zmęczony, potrzebował się skupić, potrzebował...

Ujął nasadę nosa w kciuk i zgięty palec wskazujący, próbując wyciszyć emocjonalną falę, która tylko przeszkadzała. Sentyment wobec dawnego stażysty przysłonić mogła prawdę, a jego pytanie rezonowało w Anthonym tak mocno, nawet jeśli zadane omyłkowo, w natłoku, w zmęczeniu, w próbie dotarcia do siebie wzajem.

– Opatrzyć ranę, przygotować reformę. Gruntowną, szczerą, opakowaną w złociste wdzianko samozadowolenia wszystkich kast. – Westchnął, tym razem ciężej mając poczucie dojmującego spóźnienia się z tym wszystkim o 6, 7 lat. – Nie przeszkadzało mi to, co było przed wojną, ale teraz ciężko nie zobaczyć wad tej strategii. Może być już za późno. Wolałbym, żeby nie było za późno. Wolałbym, żeby ludzi myślących tak jak Ty, myślących tak jak my było zdecydowanie więcej, choć wiesz jaka jest ludzkość... każdy uważa, że ratuje świat, problem polega na tym, że każdy ma swój własny pomysł na to jak to zrobić.

Podniósł się. Mimo wszystko, nie mógł usiedzieć w miejscu. Ileż razy już dreptał po tym gabinecie? Jak wiele razy zastanawiał się, która ścieżka byłaby tą właściwą? Jak wiele razy przekładał karty Coriolanusa, próbując strzepnąć myśl o tym, że czeka go taki sam los, a im mocniej próbował zerwać ten polepiony plaster, tym bardziej obsesyjnie zapadał się w nim.

– Rozmowa z Tobą zdaje się być rozmową z duchem, z widmowym trzydziestolatkiem, który powrócił świeżo do kraju i jako zastępca omshmu myślał, że zmieni świat. – potarł o siebie dłonie, jakby znów była na nich farba, czarna, lepka, piętno grzechu zaniechania. – I zrobiłem wiele, zrobiłem wszystko, żeby żyło mi się wygodnie. Mój czas wcale się nie skończył, jeszcze nie, ale czuję, że zmiękłem, że moja dłoń zawahałaby się przed ostatecznym pchnięciem. Powinniśmy zebrać się i... – zamarł, zatrzymał się w kroku, zatrzymał w myśli. Powinni przeprowadzić pucz. To oczywiste. Ale skąd pewność, że w ich szeregach nie będzie śmierciożerców? Skąd pewność, że przyczajeni zwolennicy Voldemorta nie liczą na to. Na czyste ręce. Na obalenie władzy czyjąś inną duszą. Tak bardzo bał się, że popełni błąd. Było to paraliżujące.

–... schronić pod płaszczem organizacji pozarządowej. Taki jest mój plan. Elegancka fundacja, wielkie inicjatywy pełne troski o przeciętnego obywatela, struktury... bliższe mugolskim partiom. Potrzebujemy wspólnego statku... – mimowolnie skrzywił się na tę metaforę, wszak z racji lęku przed wodą nienawidził tego środka transportu – Arki. – Skojarzenie zbyt mocno osadzone w kulturze judeochrześcijańskiej, Anthony jednak nie wątpił w oczytanie Malfoya i rozpoznanie intencji stojącej za tym porównaniem. – Myślałem o... Złotym Jabłku jako symbolu odrodzenia i skoncentrowaniu działań na Dolinie Godryka, jako przyczółku, sercu magicznej społeczności, ale też ostatniej zaporze chroniącej przed okropnościami, które zalęgły się w Kniei. Ta dziura w świecie... te widma... W tym miejscu jest coś co ściąga zło, a wyrwa może być powodem, dla którego ten szaleniec dysponuje obecnie tak wielką mocą –  Dolina. Niedoścignione marzenie. Wieloletnia obsesja. Uciekł spojrzeniem ku oknu, nie szukając za nim jednak Londynu. Czy to było rozważne? Czy wciąż był rozważny, czy tylko racjonalizował swoje wybory? Może pytaniem nie powinno być, czy on ufa Elliottowi. Może powinien zapytać, czy ufa samemu sobie.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#6
04.04.2026, 00:18  ✶  
- Jak inaczej podkreslić nieudolność instytucji jak nie przez zepsucie od głowy? Wizytówka naszej siły i jedności ulegająca powiewom wiatru jak poszarpana flaga rozgromionej armii, wciąż na swoim miejscu, choć nie w promieniach chwały, a w odorze gnijącego drewna sztandaru - odstawił szklankę. Spięte dotąd mięśnie uległy alkoholowemu rozluźnieniu, pozwoliły na derealizację, na panowanie nad najsilniejszymi atrybutami i wyłączeniem całej reszty, aby zaoszczędzić jak najwięcej energii przy przegrzaniu zbyt długo działającego systemu; nie pamiętał kiedy ostatni raz przespał noc, podświadomość trzymała go w swych szponach, był w klatce, tonąc w eflektorach areny z bezlitosnie skandującą publiką - jego wróg znał każde, następne posunięcie - walka z samym sobą rzadko kończyła się w jeden wieczór, wymagała zmiany metodologii.

- Ludzie o naszym statusie mają tendencję do odsuwania się od problemu, osiadania na laurach zdobtych przez przodków bogactw. Wyjazd, zostawienie za sobą tego bałaganu też było moją pierwszą myślą. Bo cóż mi zrobi zmiana władzy, śmierć kolejnych osób, gdy mogę wyciągnąć z banku wszystkie środku i zacząć spokojne życie po drugiej stronie globu? Nie patrzenie na całość, to jest problemem. Takim osobom musimy coś obiecać. Muszą albo nie mieć wyjścia, albo mieć perspektywę zdobycia czegoś kosztem własnego spokoju - przekalkulował chłodno swoje własne mrzonki o ideałach oraz odpowiedź Anthony'ego. Nauczył się w ostatnim czasie, że wyrażenie emocji bywało pomocne, ich wyrzucenie, przemielenie i przedyskutowanie pozwalało spojrzeń n problem z nowej, lepszej perspektywy - trzeźwiejszej, nawet mimo wypicia paru drinków.

- Pozwólmy im. Bez wysmyknięcia się kontroli nie ma prawdziwego dowodzenia, myślę że wciąż zdajesz sobię z tego sprawę. Ile ludzi, tyle światów, ich relacje między sobą podobne tym międzynarodowym. Spięcia są czymś naturalnym, wręcz pożądanym, cóż byśmy poczęli w natłoku myślących w ten sam sposób, bezużytecznych kopii? Możemy dać chętnym narzędzia, pozwolić się rozwijać, naszą bronią będzie rozwój i szersze perspektywy. Jeżeli od tego czy wręczymy im możliwości będzie zalezało przetrwanie, stojąca za tym ideologia nie będzie miała znaczenia dopóki, dopóty każdy z myślą o obaleniu naszej ideii będzie ograniczony przez skrzętnie zbudowany mechanizm zapewniający wieczne status quo. Bo jak inaczej mielibyśmy funkcjonować? Zbytnie przechylenie sie w którąkolwiek ze stron zazwyczaj kończy sie nieprzyjemnymi konsekwencjami - izolacja, powód do przetrwania, możliwości rozwoju, zapewnienie dachu nad głową sobie i swoim bliskim. Przecież tym powinni zajmowac sie obywatele, a nie dołączaniem do radykalnych stowarzyszeń wzniecających pożary pod wygodnymi siedzeniami zbudowanymi niewolniczą pracą ich przodków - Którą z nich jestem ja? Wydaje mi się, że drugą. mam wyjście, ale zaangażowanie w perspektywę budowania swojej własnej spuścizny jest atrakcyjniejsze na kartach historii niż krótka wzmianka o 'jakimś Elliottcie Malfoyu, który w strachu o swoje i syna życie zbiegł na inny kontynent, męczony cieniem Voldemorta i jego dryblasów po kraniec swego marnego życia'. Jestem tylko człowiekiem, lubię perspektywę pochwał, wybudowania pomnika trwalszego od spiżu i tak dalej - wywrócił teatralnie oczyma, poddając się chłopięcej filuterności, która mieszkała w nim na stałe i teraz ukazywała się częściej niż w spowitymi depresją i stresem, ciężarem ojcowskich rąk wczesnej dorosłości.

- Za późno to nie stwierdzenie, którego bym użył. 'W ostatnim momencie' o wiele bardziej pasuje. Im dłużej czekamy, tym więcej zdesperowanych dusz zbierzemy. Zmartwienie wydaje się twoim motywem przewodnim i nie mogę cię winić, ja również dzierżę na barkach jego ciężar. Myśl, że zmienimy coś dla tych, którzy są teraz, jest warta pochwały, ale mało realistyczna. Zmiany żywią się czasem, tak, nie mamy go za wiele, dlatego musimy zaciągnąć kredyt i jest to poświęcenie, na które jestem gotów - przecież nie on miał go spłacać, prawda? W razie czego miał sieć bezpieczeństwa, tak samo jak Anthony. Mogli wypisać się z inicjatywy - Pamiętajmy jednak, że kto ne próbuje ten żałuje, a kto spróbuje, powinien mieć plan B - dodał, podążając spojrzeniem za sylwetką rozmówcy.

- Cieszę się, że wzbudzam w tobie przyjemne uczucie nostalgii, to swego rodzaju zaszczyt - nie wyśmiewał, mówił szczerze, bo doceniał ciężką pracę Shafiqa. Inni mogli postrzegać go jako uprzywilejowanego liberała z klapkami na oczach, który dla własnej wygody nie widział niektórych krzywd, ale takie osoby nie rozumiały ciężaru polityki, dziejów, które nosiło się na ramionach, finezji wykonywanej pracy, wypowiadanych w napięciu słów, które pod sklepieniem wszystkich bankietowych żyrandoli musiały brzmieć równie pieknie, co teatralny wers utalentowanego aktora; pozwolenie sobie na fałsz równało się z pierwszymi stronicami gazet - Mimo wszystkiemu, co powiedziałem, ja nie myślę, że personalnie zmienię cokolwiek. Mogę co najwyżej przyczynić się do utworzenia mechanizmu, który tego dokona. Ulepszyć maszynę, której jestem trybikiem, której trybikiem jest mój ojciec, był jego ojciec i ojciec jego ojca. Rozumiem moją rolę i mimo próżności, chęci chwały staram sie być pragmatyczny. Jeżeli ten pragmatyzm to przytrzymanie twojej trzęsącej się ręki, która powinna popchnąć coś do przodu, to niechaj tak będzie - umilkł, mrużąc oczy, analizując pauzę w wypowiedzi drugiego mężczyzny i przewijając w głowie wypowiedziane przez niego słowa. Skrzętnie ułożony plan, dopieszczony sekret, którego rąbek mogli odkryć nieliczni. Zaufanie było kluczem, jaki dzisiejszego wieczora zdobył, prawda była brakującym elementem jego przemów, zrozumienie samego siebie i dopuszczenie do sparaliżowanego lękiem umysłu konceptu otworzenia się przed drugim człowiekiem. Wcześniej skrywał zbyt wiele, aby móc być wiarygodnym.

Arka - symbol elitaryzmu, wyboru najlepszych z najlepszych, aby przetrwali. W literaturze cud przetrwania i nowego początku, w praktyce jej bliskość do eugeniki odrażała. Dlatego pasowała idealnie do konceptu, który snuli w gabinecie Anthony'ego; pracowali dla wszystkich, martwiąc się o interes wybranych.

- Najciemniej pod latarnią - enigmatyczna zgoda wydała się unosić ciężkość brzasku nad Wielką Brytanią. Do świtu pozostała jeszcze chwila, choć nie najkrótsza. Elliott podążył śladami gospodarza i spinając rozluźnione mięśnie opuścił dotychczasowe miejsce spoczynku. Podszedł do okna i oparł się posładkami o parapet, twarzą odwracając się do starszego mężczyzny.

- Czy zcząłeś już nad tym pracę? - kontynuował, wciąż będąc nowicjuszem w całości konceptu. Domyślał sie, że dzisiejszej nocy nie pozna wszystkich szczegółów. To miał być początek, zaproszenie i moment ciepłych promieni słońca opadających na skąpaną zimnym, jesiennym deszczem londyński chodnik.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
13.04.2026, 14:15  ✶  
Był zmęczony, to fakt. Był smutny w ten dojmujący sposób, który sprawiał, że równie ciężko było mu zamknąć powieki, jak o poranku równie ciężko wstawało mu się z łoża kaźni i niekończących się rozmyślań.

Ale tu i teraz, w godzinie wilka, spoglądał na Elliotta i uśmiechał się szczerze. Ciepło. Uśmiechał się tak, jakby podawał młodzieńcowi złote jabłko i zobaczył w jego jasnych oczach odbijający się blask owocu. I nie było w Malfoy'u tej naiwności, była precyzja decyzji i walka każdego dnia o to, by być lepszym człowiekiem pomimo faktu, że jego ród, jego dziedzictwo zdecydowanie nie ułatwiało mu tej sprawy.

Mógł pomyśleć, że jest to scenariusz wycyzelowany, perfekcyjny by trafiać w jego najczulsze punkty, w idealistyczną tęsknotę za dobrem, pięknem i prawdą, w wiarę w to, że nawet ludzie na szczycie władzy mogą próbować obmyć się z deprawującej ich śniedzi zastania i zbyt wielu możliwości wpływania na życia zbyt wielu. Każda władza deprawuje, lecz widzieć, lecz uwierzyć, że ktoś może się temu przeciwstawiać... Krzepiące.

– Zacząłem – odpowiedział, wręczając Malfoy'owi plik dokumentów. Planów. Wstępnego porozumienia, które jutro miało być podpisane przed fundatorów. Ich personalia pozostawały tajemnicze, w umowie było tylko miejsce na zapisanie nazwisk. Ostatecznie... Anthony nie wiedział kto się pojawi, kto położy po sobie uszy, zaciskając ciaśniej kiesę ze złotem. To nie była inwestycja. To była próba dołączenia do wojny, która toczyła się już od dwóch lat. – Zechcesz pojawić się jutro wieczorem w Dziurawym Kotle? Twój wkład, mógłby podnieść morale wielu. Twoja obecność, wiele znaczyłaby dla mnie. Dla mnie osobiście. – Dodał o wiele ciszej, rozmyślając o tym, że gdyby mógłby kiedykolwiek wybrać, to chciałby, żeby jego syn był właśnie jak młody ambitny kanclerz.

Gdyby mógł wybrać, chciałby, żeby jego córka była jak Eden, lecz to podyktowane było nieświadomością starszego czarodzieja skali konfliktu między rodzeństwem. Nieświadomość jednak była definicją szczęścia, a wspólny wróg... cóż, nic lepiej nie jednoczyło ludzi.

Czas mijał, podobnie jak złocisty trunek znikał ze szklanic. Anthony pozwolił sobie zdjąć wystawną szatę z premiery na rzecz wygody rozpiętej przy szyi koszuli zestawionej z wciąż eleganckimi spodniami, przyjąć swobodniejszą pozę, gdy obracał złoty sygnet z wagą na swoim palcu. W otwartości krzesał entuzjazm, mimo niesprzyjających warunków, wobec własnego pomysłu, wobec złożoności planu, wielu, wielu warstw i korzyści, które na obyczajowym froncie mogło dać Jabłko.

W końcu jednak westchnął uciekając myślą ku szklanemu oknu, za którym niespiesznie rodził się brudny, śmierdzący spalenizną świt.

– ...rozważając różne formy medialnych ataków, z oczywistych względów rozważam też małżeństwo. Mimo oklumencji, nie mogę zignorować rosnących umiejętności widzących i choć moje życie prywatne nie należy w ostatnim czasie do urodzajnych, zdecydowanie powinienem zadbać, by zdławić plotki, zanim w ogóle się pojawią. Zwłaszcza po sierpniu. Zwłaszcza... – był nieostrożny, pozwalając sobie na zbyt liczny w swoim mniemaniu spotkania z młodym detektywem. Zbyt otwarte. Zbyt... Ujął nasadę nosa w dwa palce, rozmasowując je delikatnie. – Przed laty, byłem na tyle blisko z jedną kobietą, która wystarczająco mocno przypominała mi moją zmarłą żonę... miałem gwarant intensywnej nici na wyciągnięcie ręki, ale ostatni jestem by kogokolwiek zmuszać. Moja oferta okazała się niewystarczająca. – Być może nie powinien tak opisywać rzeczywistości, być może nie tak powinien radzić sobie z goryczą pozostałą po odrzuconym planie, który w swej istocie wydawał mu się doskonały te siedem lat temu.


Brudny sekret
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2268), Elliott Malfoy (2687)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa