20.03.2026, 16:36 ✶
Henry doskonale rozumiał, co Hestia miała na myśli, mówiąc o literaturze. Zderzył się z tym dosyć wcześnie, bo przy przygodówkach, książkach kierowanych do młodych chłopaków. Nie rzuciło mu się w oczy od razu, jak były traktowane niektóre kobiece postacie. Szalę goryczy jednak przeciążył jeden wyjątkowo szczegółowy i niespecjalnie zgodny z rzeczywistością opis piersi sympatii głównego bohatera. A w dodatku kobieta opisywana w książce w ogóle nie miała charakteru i cały czas musiała być ratowana. Potem stało się to w kolejnej powieści. I kolejnej. I kolejnej. A Henio, którego największym wzorcem do naśladowania była właśnie kobieta, poczuł niesamowity wprost dysonans. Choć był zawstydzony tym, że w ogóle czytał takie fragmenty, postanowił wreszcie porozmawiać o tym ze swoją babcią. Ona wyjaśniła mu, że takie traktowanie bohaterek często odzwerciedlało poglądy autora, z którymi zgadzanie się było nie tylko niesmaczne, ale i niewłaściwe.
– Racja. Bywają zdecydowanie gorsze rzeczy – przyznał.
Później oczywiście Henry spotkał się z innymi literackimi przedstawieniami miłości, zresztą o wiele lepszymi. Polegającymi na wzajemnym zrozumieniu, oddaniu. Gdzie obie strony rzeczywiście się liczyły. Miały swoje marzenia, pragnienia i przemyślenia, a w sobie nawzajem odnajdywały oparcie.
Jeszcze raz przyjrzał się kartce urodzinowej. Była to mała rzecz, ale ważna. Stworzenie czegoś i wręczenie tego komuś innemu miało w sobie coś niesamowicie osobistego. Zaszczytem było coś takiego dostać.
– Myślę, że to trochę jak z fotografią. A nawet bardziej. Przedstawiasz swoje własne spojrzenie, patrzysz na coś tak, jak jeszcze nikt nie patrzył. Uwieczniasz coś w perspektywie, którą sama wybierasz. Może z tego powstać komiksowa opowieść lub zdrożne zdjęcie papryki. To dość niesamowite – uśmiechnął się. Po chwili spakował prezent do torebki i wstał. – Racja, bo jeszcze się spóźnimy.
Weszli razem z Hestią do wielkiej sali kinowej i usiedli obok siebie. Powietrze przesiąkał zapach prażonej kukurydzy, panowała lekka duchota, charakterystyczna dla kina. Nie minęła minuta, a ekran rozświetlił się a film rozpoczął.
Henry rozparł się na siedzeniu, sięgnął ręką do kubełka z popcornem, który Hestia wciąż trzymała. Po chwili jednak cofnął dłoń. Poczuł na twarzy ciepło, tym samym cieszył się, że światła przygaszono, a ich uwaga skupiła się na filmie. A jednak, przecież nic się nie stało. Dotknął tylko przypadkiem dłoni Hestii, która w tym samym czasie sięgała do pudełka.
– Sorry... – szepnął, po czym wlepił wzrok w ekran, na którym leciała kolorowa czołówka Latającego Cyrku Monty Pythona. Skoncentrował się na filmie, jak tylko się dało.
– Racja. Bywają zdecydowanie gorsze rzeczy – przyznał.
Później oczywiście Henry spotkał się z innymi literackimi przedstawieniami miłości, zresztą o wiele lepszymi. Polegającymi na wzajemnym zrozumieniu, oddaniu. Gdzie obie strony rzeczywiście się liczyły. Miały swoje marzenia, pragnienia i przemyślenia, a w sobie nawzajem odnajdywały oparcie.
Jeszcze raz przyjrzał się kartce urodzinowej. Była to mała rzecz, ale ważna. Stworzenie czegoś i wręczenie tego komuś innemu miało w sobie coś niesamowicie osobistego. Zaszczytem było coś takiego dostać.
– Myślę, że to trochę jak z fotografią. A nawet bardziej. Przedstawiasz swoje własne spojrzenie, patrzysz na coś tak, jak jeszcze nikt nie patrzył. Uwieczniasz coś w perspektywie, którą sama wybierasz. Może z tego powstać komiksowa opowieść lub zdrożne zdjęcie papryki. To dość niesamowite – uśmiechnął się. Po chwili spakował prezent do torebki i wstał. – Racja, bo jeszcze się spóźnimy.
Weszli razem z Hestią do wielkiej sali kinowej i usiedli obok siebie. Powietrze przesiąkał zapach prażonej kukurydzy, panowała lekka duchota, charakterystyczna dla kina. Nie minęła minuta, a ekran rozświetlił się a film rozpoczął.
Henry rozparł się na siedzeniu, sięgnął ręką do kubełka z popcornem, który Hestia wciąż trzymała. Po chwili jednak cofnął dłoń. Poczuł na twarzy ciepło, tym samym cieszył się, że światła przygaszono, a ich uwaga skupiła się na filmie. A jednak, przecież nic się nie stało. Dotknął tylko przypadkiem dłoni Hestii, która w tym samym czasie sięgała do pudełka.
– Sorry... – szepnął, po czym wlepił wzrok w ekran, na którym leciała kolorowa czołówka Latającego Cyrku Monty Pythona. Skoncentrował się na filmie, jak tylko się dało.