• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[18.10.1972] Come talk to me

[18.10.1972] Come talk to me
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
09.04.2026, 00:34  ✶  

Rzeczą ludzką było doświadczać, błądzić i na błędach się uczyć, by wyciągnąć właściwe wnioski. Christopher miał za sobą niezbyt udany epizod, ale wyglądało na to, że wszystko, co powinien z tego wynieść – wyniósł. Victoria rzeczywiście nie była tak temperamentna, była spokojna… a przynajmniej pozornie, a już na pewno w kontraście do panny Avery. Jeśli już chciało się mówić o przypisaniu żywiołu, to pasował do niej ten, który opisywał jej znak zodiaku – ziemia. Lestrange twardo stąpała po ziemi, była realistką, nie była nadmierną ryzykantką i zdecydowanie nie wybuchała emocjami, które spalały ją jak supernową. Była zdecydowanie stabilna i nie poddawała się humorkom drugiej strony – znosząc z anielską cierpliwością na ten przykład wahania nastroju Sauriela i jego wieczne niezdecydowanie i chimeryczność. To znaczy miała coś z ognia – tego, który czaił się w jej genach, tego, który sobie ukochała, że traciła cierpliwość bardzo szybko, gdy jej na kimś lub na czymś nie zależało, ale zdenerwować ją nie było tak prosto. W przeciwieństwie do Cressidy.

– Jeśli to cię uspokoi, to nigdy nie umawiałam się z żadnym z twoich bliższych znajomych – proszę, oto szybka ankieta i jeszcze szybsza odpowiedź, ale to rzeczywiście była prawda, że z nikim z bliskiego otoczenia Christophera się nie umówiła. To jest: z własnej woli, bo wiadomo, pozostawała kwestia jego kuzyna i przymusu ze strony rodziny, ale z jego obecności Lestrange ulatniała się gdy tylko mogła, unikała go ile się dało i nie pozwalała się nawet złapać za dłoń, nie było więc o czym mówić.

Słyszała, że mówił coś o Rookwoodzie, ale docierało to do niej jak zza ściany wody – zniekształcone, nieco odległe, gdy ona wpatrywała się w kobietę, która postawiła cały jej organizm w system wczesnego ostrzegania i taką panikę – percepcja potrafiła być prawdziwą suką, zwłaszcza jak nie działała za dobrze. Nie myślała o tym, jak to musi wyglądać na zewnątrz, w ogóle o niczym nie myślała. Dopiero dotyk na dłoni sprawił, że dość mechanicznie przeniosła spojrzenie na Christophera i patrzyła na niego z zagubieniem i bezradnością. Wydawała się równie nie rozumieć co się dzieje, jak wtedy, gdy na balu nagle wybiegła na zewnątrz po tym, jak dopiero co wrócili na salę. Dopiero pytanie Chrisa sprawiło,  że cokolwiek do niej dotarło. Mrugnęła i obraz się wyostrzył, przez kilka sekund patrzyła tak na niego, nim tę drugą dłoń, której nie dotykał, przesunęła po stoliku i przyłożyła sobie do czoła.

– Przepraszam – odparła, odetchnęła i spróbowała się uśmiechnąć. – Wystraszyłam cię? – nie bardzo chciała wychodzić, nie. Trochę się bała, że nogi się pod nią ugną, miała wrażenie, że przez tę chwilę świat bardzo się zawęził i zresztą jak znowu spojrzała za ramię Chrisa, to z zaskoczeniem przyjęła, że nie widziała już kobiety, która wprawiła ją w takie osłupienie.

Czy ona naprawdę traciła rozum? Przecież babci tu nie mogło być, tak? Ale skoro razem z kuzynem widziała jej odbicie w stawie, to chyba nie była szalona?

– Nie chcę wychodzić. Coś mi się… przywidziało – chciała powiedzieć, że to nic takiego, ale choć nie lubiła ludzi martwić niepotrzebnie, to nie chciała też umniejszać Rosierowi. – Wybacz, co mówiłeś wcześniej?

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#12
10.04.2026, 11:36  ✶  
Christopher bywał kapryśny, dawał się czasem ponieść emocjom, a jeśli szło o pracę, mógł być szefem trudnym – wymagającym, perfekcjonistą, który niezadowolony z wyników przestawał być miły. Z drugiej strony w pracy za wyniki i zaangażowanie wynagradzał, wobec bliskich sobie ludzi bywał lojalny na tyle, że wręcz nie tylko przymykał oczu, ale zaciskał powieki mówiąc, że on nic nie widzi, i przynajmniej próbował nie zachowywać się wobec Victorii jak ostatni pacan. Nawet jeśli czasem takim bywał.
– Gdybyś umawiała się z Louvainem, byłbym głęboko zaniepokojony, przyznaję – roześmiał się, chyba celowo próbując obrócić to trochę w żart, wszak z Louvainem byli kuzynami i to chyba nawet w pierwszej linii. Niby do niedawna zdarzało się to w rodach czystej krwi bardzo często i po prawdzie byli już coraz bardziej w momencie, w którym za parę lat mogli albo odpuścić, albo skończyć jak Gauntowie, ewentualnie rozpocząć wielki problem eksportowania żon z zagranicy, ale Chris trochę się wzdrygał na myśl, że miałby iść na randkę z córką swojej ciotki… – A jeśli chodzi o Atreusa, nie podejrzewam cię o tak absolutny brak gustu – dorzucił jeszcze, prawdopodobnie także żartobliwie, bo w istocie Bulstrode’a przecież lubił, taką sympatią pomieszaną z irytacją, kiedy przez siedem lat po prostu musisz z kimś spędzać czas, więc uczycie się dogadywać, ale też wkurwiają cię brudne skarpetki tego drugiego rzucone na środek dzielonego dormitorium. Nie żeby to dzielenie dormitorium i brak skrzata domowego na każde zawołanie nie wyszły im obu pewnie na dobre: bez tego całkiem możliwe, że i oni, i ich koledzy ze szkolnej ławy byliby absolutnie nie do zniesienia.
Przypatrywał się jej przez chwilę uważnie, gdy znów się odezwała, niepewny, czy faktycznie zobaczyła kogoś w restauracji, kogo widok ją tak zaskoczył, czy może chodziło o wzmiankę o Rookwoodzie: ale jakby nie było, sama poruszyła temat plotek i nie sądził, aby sam dźwięk tego nazwiska miał nią tak wstrząsnąć.
– Nie, zastanawiałem się tylko, czy wszystko w porządku. Przez chwilę wyglądałaś, jakbyś zobaczyła wyjątkowo strasznego ducha – odparł, prostując się, ale wciąż nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. Strasznego, bo na sam widok zwykłego ducha raczej nikt, kto ukończył Hogwart, nie bledł i nie wyglądał jakby zaraz miał dostać ataku paniki. – Nie masz za co przepraszać. To na pewno nic wielkiego? – upewnił się jeszcze. – Tylko tyle, że jeśli chcesz mi o tym opowiedzieć, chętnie posłucham, ale nie muszę wiedzieć wszystkiego.
Na pewno nie teraz, ostatecznie dość rzadko na jednej z pierwszych randek domagałeś się pełnej historii związków.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
10.04.2026, 23:48  ✶  

Prawdę powiedziawszy, to nie szukała dla siebie swojej kopii. Lubiła w innych burzę emocji, było to odświeżające i nie miała problemu z tym, jeśli ktoś emocjom dał się ponieść. Sama może w złości nie rozbijała wazonów, żeby się wyżyć, ale z drugiej strony lepiej tak, niż bić się z innymi, albo po prostu innych, by móc się uspokoić. Jeśli zaś Christopher potrafił się zachowywać jak pacan czy ostatni dupek, póki nie robił tego wobec niej czy jej bliskich, to było w porządku, a póki co nic takiego nie miało miejsca. Był wobec niej wręcz zadziwiająco wyrozumiały, zwłaszcza jak na to, że nie wiedział, jaką burzę przeżywała ostatnio, w jakim stanie było jej serce i że potrzebowała odrobiny czasu, żeby pozbierać się do kupy – ale na szczęście wszystko było na dobrej drodze, być może dlatego, że co do tego ostatniego zawodu miłosnego i tak nie robiła sobie wielkiej nadziei i jakoś czuła w kościach zbliżający się koniec. Być może powinna się zastanowić, jakie Christopher miał intencje. Czy oczekiwał, że jej rodzina kogoś jej wciśnie, by mieć wymówkę na wycofanie się, gdy się już przez moment pobawi i odkryje, że w Victorii nie ma nic fascynującego? Lestrange nie wiedziała, że Christopher poddał się chwili i zaprosił ją do tej Wenecji myśląc sobie, że trzeba uderzyć tym szybciej, nim właśnie rodzina znajdzie jej kolejnego absztyfikanta (którego ona nie zamierzała przyjąć i chyba jej matka nikogo jej zresztą po ostatniej kłótni nie szukała, ale jak miał o tym ktokolwiek wiedzieć?).

– Nie no, bez przesady. Nie miałam na myśli mojej rodziny, myślałam, że to oczywiste… – trochę ją przeraziła ta wizja, bo owszem, niektóre rody łączyły kuzynów, ale dla Victorii było to całkiem obrzydliwe, a Gauntowie byli jasnym dowodem na to, dlaczego nie powinno się tego robić. Nawet jeśli był to żart, to mimo wszystko wolała by mieli tutaj jasność, Lestrange może i byli surowi, ale nie szaleni. – Sam mówiłeś, że Atreus miał mnóstwo dziewczyn. Ale nie byłam jedną z nich – no i jeśli chodziło o innych kolegów Rosiera, no to również nie. Jakoś tak wyszło, że się z nimi minęła, być może tym lepiej, skoro teraz randkowali ze sobą i to rzeczywiście lepiej, jeśli nie mieli w swojej historii związków z przyjaciółmi tej drugiej strony. Odejmowało to trochę niezręczności i niepotrzebnych nieporozumień.

Przez moment milczała, przypatrując się po prostu Chrisowi, próbując przy tym uspokoć oddech, jakby co najmniej biegła w zawodach na lekkoatletycznych, a przecież nie ruszyła się z miejsca. Na chwilę przymknęła oczy, odliczyła do pięciu i pokręciła głową.

– Wydawało mi się, że zobaczyłam kogoś, kto już dawno powinien być martwy – dużo się więc nie pomylił z tym wyjątkowo strasznym duchem. Nie o upiorność jednak chodziło. – Mmm… Czy za tobą nadal jest czarnowłosa kobieta w czerni? – dodała ciszej, nie śmiąc się wychylić za Chrisa. Nie, nie chodziło wcale o Rookwooda, pomimo zbieżności tematu z jej dziwaczną reakcją. Trochę nie ufała sobie w tej chwili – czy jej się ubzdurało, czy zobaczyła ducha, czy po prostu z widząc scenę z lekkiego oddalenia i nie od przodu, jej mózg dorobił sobie resztę i zwariował… Potrzebowała tego potwierdzenia. Jakiegoś. – Okej… Um… – zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się jak ubrać to w słowa. – Twojego kuzyna nie spławiłam, to wiesz, chociaż prawdę mówiąc bardzo chciałam – ale nie miała wtedy w sobie wystarczającej siły przebicia, czuła się przymuszona do wysłuchania woli rodziny… Jego śmierć, jakkolwiek źle to nie brzmiało, była dla niej błogosławieństwem. Wolnością. Nie zamierzała się nad tym rozwodzić, chociaż bardzo chciała. – A jeśli chodzi o Sauriela… To Rookwoodzi zerwali zaręczyny, nie ja. Mogę ci powiedzieć czemu, ale to chyba wymaga drugiej lampki wina – albo całej butelki. I tej kolacji. To dopiero było skomplikowane.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#14
11.04.2026, 10:12  ✶  
Chris chełpił się, że pod pewnymi względami całkiem nieźle rozumiał kobiety, ale w istocie miał dwadzieścia pięć lat, był trochę egocentryczny i jeśli nawet niektóre rzeczy wyłapywał, to na inne pozostawał ślepy i głuchy. Nie przyszło mu nawet do głowy, że mogła uznać, że w jego opinii rychłe zaręczyny miały stać się pretekstem do potraktowania jej jako chwilowej rozrywki. Po prawdzie faktycznie zaprosił ją pod wpływem impulsu, któremu może by nie uległ, gdyby właśnie nie fakt, że uznał, że pewnie zaraz matka podsunie Victorii kolejnego narzeczonego i może wtedy zrobi się mu żal, że jednak się z nią nie umówił. Nie miał w końcu pojęcia, że Lestrange nie zamierzała się na nic takiego zgodzić.
– Tylko żartowałem – zapewnił, bo nie, nie przyszło by mu do głowy podejrzewać ją o swojego kuzyna, a już na pewno nie o Louvaina. Miał takie trochę wrażenie, że ta dwójka mogłaby pozabijać się nawzajem, mimo całego spokoju Victorii. – A na Atreusa akurat jesteś o wiele za rozsądna – wydał wyrok. – Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek umawiał się z jakąś z twoich koleżanek.
Parę randek w szkole, jedna dziewczyna, z którą spotykał się dłużej na siódmym roku, wszystkie od Victorii młodsze, dawno zresztą i nieprawda, po Hogwarcie pewna Francuska spokrewniona z Delecourami, która przyjechała do Anglii na wakacje, nieszczęsny epizod z Cressidą, jakaś randka, na którą umówiła go matka z córką koleżanki, parę razy pojawił się publicznie z pewną dziennikarką, dwa spotkania z Moody, latający dywan z jedną z modelek na koniec sierpnia… Daleko mu było do kapłana, ale i nie latał na randki dniami i nocami, a dziewczyny, z którymi wyszedł gdzieś częściej niż raz można by policzyć na palcach jednej ręki (i wciąż mu było wstyd, że Cressida się na tej liście znajduje). I nie wydawało mu się, by Victoria z którąś z tych osób się przyjaźniła.
Obejrzał się przez ramię, ale nie dostrzegł żadnej ciemnowłosej kobiety.
– Nie, nikogo nie widzę. Stała tam wcześniej kobieta w czarnej, niemodnej już sukni, ale nie zwróciłem uwagi na jej włosy – odparł, wracając spojrzeniem do Victorii. Na suknię oczywiście zwrócił, nie do końca nawet świadomie, ale nie był pewny, czy to ta sama, o której mówiła Lestrange. W porządku, jeśli zobaczyła kogoś podobnego do jakiejś zmarłej osoby, to może i nic dziwnego. Wahał się przez moment czy spytać, o kogo chodzi, ale zaraz zaczęła o jego kuzynie i o Rookwoodzie, i to dość skutecznie zwróciło pełnię jego uwagi. – Nie mogę powiedzieć… że tego nie rozumiem – stwierdził dyplomatycznie, bo nie wypadało za mocno gadać na własnego kuzyna, zwłaszcza gdy ten był martwy. Byłoby mu zresztą chyba z tym trochę głupio, bo nigdy nie byli nawzajem swoimi wielbicielami, ale jego śmierć Chris przyjął z pewnym zagubieniem. Niemniej wiedział, że Drake potrzebował posłusznej żony, która będzie zadowolona, że dostaje ładne sukienki, duży dom i nie będzie miała nic przeciwko temu, że najważniejszą kobietą w jego życiu pozostanie matka. Do Victorii to nijak nie pasowało. – Jeżeli chcesz o tym porozmawiać, możesz dostać nawet całą butelkę, ale to zależy od ciebie.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
11.04.2026, 16:27  ✶  

Nie znali się na tyle, by te subtelne rzeczy wyłapywać, albo żeby wiedzieć, po jakich dokładnie ścieżkach biegną ich myśli i co może im w ogóle przyjść do głowy. Nic więc dziwnego, że mieli tu pewną… nawet nie sprzeczność, lecz po prostu zupełnie inny, odwrotny sobie tok rozumowania i nie chodziło tu nawet o jakąś niedojrzałość, niedomyślność czy egocentryzm. Były to po prostu rzeczy, których trudno się było domyślić, albo nawet na nie wpaść, jeśli nie wymieniło się ze sobą wieloma myślami czy doświadczeniami, albo chociaż spojrzeniem na świat.

– Mi też się nie wydaje – tym bardziej, że Victoria była raczej tym typem osoby, która bliskich przyjaciół nie ma dużo, natomiast zależało jej na jakości tych znajomości. Jakieś tam koleżanki z roku, z którymi nie utrzymywała kontaktów, zbyłaby więc machnięciem ręki w tej sytuacji. Również nie była święta, była chociażby widywana z Prewettem, choć to nigdy nie było nic oficjalnego ani poważnego, a po wszystkim zostali przyjaciółmi (w tym roku co prawda coś o nich pisano, ale było to koszmarnie przestrzelone i od dawna nieaktualne), a przed nim umówiła się może z dwoma chłopakami, ale to również nie było w żadnym razie poważne i zakończyło się szybciej niż zaczęło, choćby dlatego, że Victoria miała takie poczucie, że rodzina i tak „będzie wiedziała lepiej” i to wszystko nie ma sensu. Zaś w szkole niespecjalnie interesowała się miłostkami, chłopcy nie byli w jej głowie, miała lepsze (i ważniejsze) rzeczy do roboty.

Przymknęła na moment powieki i odetchnęła głębiej. Ta niemodna suknia była tutaj jakimś kluczem i pomyślała sobie, że Christopher właśnie tę kobietę miał na myśli, bo nie było tu tak na pierwszy rzut oka drugiej kobiety w dość starodawnym ubiorze. Czyli to nie było przywidzenie? Nie był to duch, którego widziała tylko ona, żadne wspomnienie, które zmiksowało jej się z rzeczywistością i wypaczyło, jak w krzywym zwierciadle? To, że Laurence widział to samo co ona w stawie, trochę ją uspokoiło. To, że Chris również to zobaczył – tak samo. Nie była tylko pewna, czy to jakieś zjawisko, zbiorowa halucynacja, czy po prostu zbieg okoliczności, a kobieta, która tutaj była, nie miała absolutnie nic wspólnego z Elisabeth.

– Tak, o nią mi chodziło – potwierdziła. – Dzięki, już się bałam, że widzę coś, czego nie powinnam – a klarowność umysłu była dla niej rzeczą tak szalenie ważną. Nie bez powodu przecież nauczyła się oklumencji. Nie znosiła myśli, że ktoś lub coś na nią wpływa, a i tak paradoksalnie działo się to w ostatnim czasie aż nazbyt często, przez co czuła się zdemotywowana i bezużyteczna. Jak zresztą inaczej miała się czuć, skoro coś, na co tyle pracowała, okazywało się niewiele warte.

Właśnie z tego powodu nie zamierzała mówić o Drake’u Rosierze – bo byłoby to niekomfortowe tak dla niej, jak i dla Chrisa. Czuła po prostu, że powinna tu zaznaczyć, jak się sprawa miała, chociaż zdawała sobie sprawę, że Chris o tym wie, przecież te jego półżarty o „nie tym Rosierze” nie wzięły się z powietrza. Jego śmierć i dla Victorii nie była prosta, chociaż tak bardzo go nie znosiła. A w rocznicę odwiedziła jego grób.

– To nie jest żadne tabu – stwierdziła. Tak, to było skomplikowane i nie chciałaby, żeby o tym plotkowano na mieście, ale nie chciała też nieporozumień na linii z Chrisem. Kelner zresztą im przerwał i Victoria poprosiła o coś tak w zasadzie na chybił-trafił z tej karty… i poprosiła jeszcze o to wino. – Ale po całej butelce to chyba będziesz mnie musiał stąd wynieść – dodała i uśmiechnęła się lekko, odrobinę chociaż żartując. – Z Rookwoodami to było tak, że Sauriel nie był do końca pogodzony z własną naturą… jakieś chyba dwa lata temu został przemieniony w wampira – doprecyzowała, bo to nie było oczywiste. Strasznie głupi pomysł, wcisnąć własną córkę jako narzeczoną wampira, ale mniejsza o to. – I do tego jest osobą, która do tego stopnia nie lubi, kiedy mu się coś każe, że jest gotów robić na przekór wszystkiemu i na złość nawet sobie, żeby wyszło na jego. A jemu bardzo te zaręczyny nie leżały i nie chodziło o mnie, tylko tak po prostu, koncepcyjnie. Miał lepsze i gorsze momenty. Raz chciał spędzać ze mną czas, raz zupełnie nie. Raz mi dziękował, innym razem odtrącał – raz mówił, że jest jego… muzą inspirującą go do życia, a innym razem… – No i któregoś razu miał… zjazd i próbował się… – Lestrange zawahała się na moment, szukając odpowiednich słów. – Próbował targnąć się na swoje życie. Nieskutecznie, ale po tym właśnie nabrał jakichś sił żeby wymóc na ojcu zerwanie tych zaręczyn – i na tym ta historia powinna się zakończyć, a to był tylko jakiś taki jeden rozdział. Victoria jednak uśmiechnęła się do Chrisa, może nawet nieco smutno, bo cokolwiek mu właśnie opowiedziała, nie było wesołą historyjką.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#16
12.04.2026, 09:30  ✶  
Laurent był od Christophera nieco starszy i chociaż stykali się w Hogwarcie, to nigdy nie weszło to na przyjacielską stopę: zbyt wiele ich różniło, przynajmniej wtedy, a po szkole ich drogi rozeszły się na dobre. Cokolwiek więc łączyło Victorię i Laurenta, niczego w życiu Chrisa nie zmieniało, przynajmniej jak długo pozostawało zamkniętym rozdziałem. A on sam w szkole za dziewczynami się oglądał, ale w większości były to typowe, mało znaczące, szkolne zauroczenia, i tracił zainteresowanie błyskawicznie, a krótki związek z siódmego roku skończył się tak, jak na ogół kończyły się takie historie: on opuścił Hogwart, ona została w nim jeszcze na rok. Raz, nie widywali się, dwa, panicz Rosier został wciągnięty w nurt życia w Londynie, i zdawało się to tak nieskończenie dalekie wobec książek, egzaminów i murów Hogwartu, że ten rok różnicy wieku w tamtym czasie stał się przepaścią.
– Jeżeli to też będzie pocieszające, nie wydaje mi się, żeby któraś dziewczyna, z którą się umawiałem, była szalona… – zaczął, a potem zawahał się na moment. Nie uważał Moody za szalonej, ale czy niektórzy jej za taką nie mieli? I czy to w ogóle się liczyło, skoro dosłownie raz poszli pić wino, bo pomogła mu uciec od niechcianej randki i potem wziął ją na przyjęcie? – W każdym razie żadna nie powinna skakać ci do oczu ani robić scen zazdrości – sprostował, tak dla uczciwości.
– Jeśli tak by było, oboje mielibyśmy halucynacje. O kogo chodziło? – spytał wprost, bo dama w niemodnej sukni… Trochę go zaskakiwało, że Victorię aż tak wstrząsnął ten widok. Kim mogła być? Z tego, co się orientował, jej siostry i matka miały się dobrze, nie słyszał też ostatnio o śmierci żadnej ciotki czy innej krewnej, a jednak nawet jak nie interesowały go plotki, to takie o pogrzebach i weselach wśród socjety zataczały naprawdę bardzo szerokie kręgi.
Podniósł rękę i obrócił się do kelnera, a gdy ten pojawił się przy stoliku, poprosił o więcej wina i deser dla siebie, a potem zerknął na Victorię, czekając, czy wybierze coś dla siebie. Wszak stwierdziła, że ta historia wymaga więcej alkoholu. A potem po prostu odchylił się nieco na krześle i słuchał, wyjątkowo bez słowa i bez drgnięcia twarzy.
Chyba nigdy nie mógł pojąć, co przyświecało Lestrangom, gdy postanowili zaręczyć córkę z wampirem. Samego Sauriela Chris nie znał, ale wampiry… z tego co się orientował, były martwe. Jak to w ogóle mógł być kandydat na zięcia? Brak wnuków. Brak starzenia się. Pożywianie krwią. Jak o tym usłyszał, myślał sobie, że matka Victorii wreszcie oszalała, ale nie powiedział tego wtedy, i nie powiedział teraz. Teraz to głównie z jednego powodu: bo może nie był w stanie wyłapać jeszcze wszystkiego, ale jedno w tej historii jednak zdawał się zauważać.
– Zależało ci na nim – stwierdził, trochę pytanie, trochę stwierdzenie, choć wygłoszone bez choćby cienia pretensji, bo niby czemu miałby je mieć, że kogoś lubiła? Bardziej go to zaskakiwało, ale to zaskoczenie starał się skrywać. – Będzie ogromnym nietaktem jeśli spytam, czy jesteś w nim zakochana?
Pytanie mocno bezpośrednie, może nie wypadało, ale zwyczajnie nie był pewny, na ile chciałby bić się z cieniem, jeżeli odpowiedź brzmiała tak. Przeszłe uczucia? Nie ma sprawy. Jakieś ich obecne echa? Jasne. Ale jeśli czekała aż wampir zmieni zdanie… Nie sądził wprawdzie, pewne rzeczy dobrze było jednak powiedzieć wprost.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
12.04.2026, 12:57  ✶  

…żadna oprócz Cressidy, ale tego nie musiał dodawać, więc tylko się uśmiechnęła.

– Gdyby było ich więcej, to pomyślałabym, że masz taki typ – typ na wariatki, którą Victoria pod tym względem zupełnie nie była. Zażartowała sobie przy tym, mrużąc lekko ciemne oczy, bo zauważyła jego drobne zawahanie. – Każdemu może się przytrafić robaczywe jabłko – dodała i nawet puściła do niego oko, bo przecież gdyby miało jej to przeszkadzać, to nie zgodziłaby się wyjść z nim na „niespodziankę”, a wtedy już o Cressidzie wiedziała. Jedna taka wariatka niczego nie definiowała, nawet jeśli mógł mieć przesłanki, że coś z nią jest nie tak. Może myślał sobie, że on ją zmieni? Albo że przy nim nie będzie taka szalona? Nie miało to znaczenia, bo stało się i należało do historii, nawet jeśli Avery nie do końca potrafiła odpuścić.

– O moją babcię od strony matki. Od dawna już nie żyje, to nie jest świeża sprawa – plus zmarła jako starsza kobieta, nie jako swoja młodsza wersja, której odbicie widziała w stawie, a czasami gdy patrzyła w lustro to miała odrobinę zawahania czy patrzy na nią Victoria, czy może coś jej się już całkiem pomyliło. To znaczy miała takie myśli w maju i czerwcu, ale najwyraźniej nie uleciały z jej głowy całkowicie. – Widziałam… jej odbicie w stawie w Maida Vale – dodała po chwili, jakby czując, że powinna wyjaśnić skąd w ogóle pomysł o tej babci tutaj i tak nagle. Chris widział na własne oczy dziwne rzeczy, które się tam działy, ale ta jej babcia od strony rodziny Parkinson nie pasowała do wzorca. Pozornie nie pasowała, bo w głowie Victorii już kiełkowało to, co się tam działo.

Kiwnęła głową w odpowiedzi, bo nie było sensu zaprzeczać: tak, zależało jej na nim. Dla Victorii też było to zaskoczenie gdy to odkryła, bo początki tamtej znajomości były… trudne. Sauriel obrażał ją i psuł ich spotkania, a gdy musiała się z nim widywać, to jakby za karę. Aż coś się zmieniło i nie chodziło wcale o Beltane. Nawiązali jakąś nić porozumienia i jakoś tak to potem poszło.

– Nie będzie żadnym nietaktem. To dość naturalne pytanie w takiej sytuacji – być może bardziej byłoby zastanawiające, gdyby tych subtelności nie wyłapał i nie zapytał. I być może inna kobieta by się na takie pytanie oburzyła. Ale to było ważne: wiedzieć, na czym się stoi. Nie było żadnego cienia, z którym miałby się bić, bo porównania wychodziły tak, że poprzeczka była po Saurielu zawieszona tak zajebiście nisko… ale skąd mógłby o tym wiedzieć? Victoria nie doznała żadnego oświecenia po tym, gdy Rookwood wyjechał, ona już w trakcie widziała sygnały i wiedziała przecież jak się czuje, jaki ma mętlik w głowie i jak bardzo nie jest sama z tej sytuacji zadowolona. Z tego jak jest traktowana, raz tak, raz tak, samej nie wiedząc co się właściwie dzieje i jak powinna to wszystko traktować. Nie chciała więc dla innych podobnych odczuć. Bo czy w tej chwili była zakochana w Rookwoodzie? Nie. Była wcześniej, tak, ale to uczucie stopniowo sobie gasło, aż pozostało złamane serce i niskie poczucie własnej wartości. – Nie jestem. To dla mnie zakończony rozdział – i co prawda nie zakończył się na zerwanych zaręczynach, ale tak, ostatecznie był zakończony.

Sięgnęła po lampkę wina.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#18
13.04.2026, 14:13  ✶  
Cressida… Cressida rozumiała się sama przez się. Nawet gdyby bardzo chciał zapewniać, że wszystko z nią w porządku (a przecież nie planował), to Lestrange sama miała okazję widzieć ją w szczycie szału. Co więcej skakała nie tylko do samego Christophera, co można by jeszcze uznać za usprawiedliwione, szukać winy w nim albo w goryczy złamanego serca, ale rzucała się i do Lestrange…
– Mogę z całą pewnością stwierdzić, że moim typem nie są kobiety usiłujące mnie bić w miejscach publicznych i zrywających z wieszaków suknie warte wiele galeonów – zapewnił, tak dla efektu przykładając jeszcze dłoń do serca, jakby chciał zagwarantować, że mówi w stu procentach poważnie. Lubił w Cressidzie jej pasję, artystyczne zacięcie, ambicję, pewien spryt, początkowo nawet trochę tę zaborczość wobec niego. Ale huśtawki nastrojów, napady złości i zazdrości oraz rosnące żądania szybko zaczęły go męczyć.
Zmarszczył na moment brwi, gdy wspomniała o odbiciu. Nie uznał jej za wariatkę, nie uznał i że kłamie, z tego prostego powodu choćby, że sam był świadkiem, jak w tamtejszej szklarni działy się dziwne rzeczy, i nie chodziło tylko o czarne róże.
– Nie ma szans, że budzi się u ciebie trzecie oko? – zapytał, bo była to jego pierwsza myśl. Nie znał się na tym zupełnie, zwłaszcza że wróżbiarstwo było dziedziną magii mało ścisłą, ale coś tam słyszał, że jak niektórzy widzieli przyszłość, tak inni mogli spojrzeć w przeszłość. – Pamiętam, co działo się w tej szklarni i te czarne róże… Mówiłaś chyba, że kiedyś już rosły w ogrodach? Czy to było za życia twojej babki?
Może miała w tym jakiś sposób coś wspólnego? Albo te róże jakoś przywoływały duchy? Christopher pokręcił powoli głową, jakby chcąc się otrząsnąć z takich rzeczy. Niby był artystą, ale też pod pewnymi względami pozostawał wręcz zadziwiająco przyziemny, trzymając się z daleka od takich spraw jak zaświaty czy przedziwna magia, wzbudzająca zainteresowania Niewymownych.
Sauriel Rookwood był trochę jak żywcem wyjęty z kart powieści romantycznych, zły chłopiec, w istocie skrzywdzony przez świat, przystojny, mroczny, kroczący pośród cieni, w sensie dosłownym i przenośnym. Oferował emocje, przygody, wszystko, co mieniło się czerwienią. Z punktu widzenia rozsądku był okropną partią, a jednocześnie był taką, w której każda niemal dziewczyna jeśli nawet nie zakochała się przynajmniej raz, to przynajmniej czasem marzyła. Chris nie mógłby się bardziej od niego różnić, przy nim zapewne był wręcz nudny – ale też chyba zbyt pewny siebie, aby jakoś bardzo się tym przejmował.
– W takim razie wypijmy za nowe rozdziały – powiedział jedynie, sięgając po świeżo przyniesioną butelkę wina, by nalać sobie i dolać jej, jeżeli wyraziła taką chęć.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
13.04.2026, 22:58  ✶  

Tak naprawdę to Victoria nie chciała o Cressidzie rozmawiać więcej, niż to konieczne, ale chyba po dzisiejszym dniu temat szalonej eks został wyjaśniony i zamknięty – tak sobie przynajmniej w swojej naiwności Victoria myślała. Reszta rozmowy, jaka im się wywiązała, była już po prostu pokłosiem, być może nawet lepiej przeprowadzić taką teraz, niż na przykład za miesiąc (zakładając, że będą chcieli to kontynuować) i wiedzieć od startu jaka jest sytuacja, bo gdyby coś im nie pasowało już na tym etapie, to po co marnować czas… A Lestrange wiedziała, że tego czasu odrobinę potrzebuje, bo była kobietą ostrożną i niekochliwą, bała się poddać czemuś, czego by żałowała, a to co prawdziwie ją przyciągało, to był intelekt drugiej strony. Dużo skrywała pod fasadą chłodnej i zdystansowanej kobiety.

Uśmiechnęła się do Chrisa na jego deklarację.

– Ciekawe czy poniesie się jakąś plotką i czy to rozgłos na jakim jej zależało – cóż, było tam kilkoro świadków, nie było to takie niemożliwe do wyjścia poza Dom Mody.

To chyba był całkiem właściwy trop, bo po Beltane, gdy doznawała tych wszystkich dziwnych… retrospekcji… sama krótko zastanawiała się, czy to przypadkiem nie jakieś trzecie oko, ale nie kojarzyła w najbliższej rodzinie nikogo obdarzonego tą zdolnością. Z kapłanką kowenu też o tym rozmawiała – choć wtedy bardziej chodziło o to, co widziała podczas samego Beltane, to, czego nie widzieli inni, czyi kolorowego dymu, obrazów w ogniu. Kobiety, której musiała pomóc i Śmierciożerców.

– Nie wydaje mi się. Zastanawiałam się nad tym przez chwilę… po Beltane… ale to chyba nie to – nie żeby znała się na tym jakoś bardzo. Jasne, przyjaźniła się z Widzącymi, ale sama nigdy u siebie nie podejrzewała podobnej zdolności, zresztą nikt nie zauważył, by działo się z nią cokolwiek nie tak do czasu tego nieszczęsnego sabatu. – Tak, rosły, ale nie mam pojęcia, czy to było za czasów mojej babci… – tym bardziej, że czasy jej babci były bardzo trudne do ustalenia przez jej wampirzą przeszłość.

Sauriel może i oferował emocje, ale raczej nie takie, jakich mógł się spodziewać Christopher. To nie był w żadnym razie żaden gorący romans, wręcz przeciwnie – było tam mnóstwo smutku, były wylane łzy, była samotność i tona nierozumienia, bo zamiast rozmawiać, Sauriel wolał milczeć, albo mówił coś, a potem robił coś zupełnie innego. Victoria bardzo się starała, by nie byli sobie wrodzy, mieli w końcu zostać małżeństwem (do czasu), było w tym dużo jej pracy, Rookwood też na pewien sposób się starał, lecz to było skazane na porażkę, bo w większości nie miał w sobie woli, by to ciągnąć. Była kulą u nogi, której nie chciał, tak jak nie chciał jej emocji i nie chciał jej uczuć, z którymi sama nie czuła się komfortowo wiedząc, że są niechciane. Nie było tam czerwieni; był granat, była czerń. Żadna pasja czy namiętność. Z kolei w ogóle nie myślała, że Chris jest nudny. I czuła się choć odrobinę wysłuchana – nie wiedziała, na ile w ogóle go interesowało to, co mówiła, ale przynajmniej pytał, a to była dla niej pewna nowość. Bardziej o sobie myślała, jako o tej nudnej. I w przeciwieństwie do niego się tym przejmowała.

Przysunęła do niego swój kieliszek, by mógł jej dolać tego wina.

– Za nowe rozdziały – powtórzyła ten dość krótki choć całkiem szczery toast. Może i nie było to tabu, co nie zmieniało faktu, że niełatwo się jej o tym mówiło. Upiła zaraz kilka łyków wina.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#20
14.04.2026, 14:38  ✶  
– Będę zdziwiony, jeśli żadne plotki się nie rozejdą. Zwłaszcza że Cressida prawie na pewno opowie temu i owemu swoją wersję – przyznał, trochę niechętnie. Celowo nie zabronił pracownicom opowiadać o tym wydarzeniu, a krawcowej faktycznie dał duży bonus i nie ochrzanił tej, która w ogóle wpuściła Avery do środka. Bo wolał już, żeby plotkowały i one i być może przekazywały tę wersję mniej korzystną dla jego szalonej eks, a jakby na nie nawrzeszczał, mogłoby to osiągnąć efekt odwrotny do zamierzonego. Rosier ostatecznie nie bez powodu trafił do Slytherinu. – Nie zdziwiłbym się, gdyby któreś z twoich rodziców niedługo do ciebie pisało.
Ba, pewnie jeśli nie dotrą do niej plotki, to w końcu do matki Victorii napisze jego własna magia. Nie byłby zdziwiony i nie mógł temu zapobiec.
– Może warto poszukać dat? Tylko ty widziałaś to odbicie?
Bo jeżeli tylko ona… to było co najmniej dziwne, ale przecież kiedy byli w szklarni, on też widział te dziwne ślady, jakby ktoś dotykał szkła, słyszał dźwięk kroków. Może ogród naprawdę był nawiedzony? Albo zabito kogoś, żeby wyrosły te całe czarne kwiaty?
Chris z jednej strony był pewnym egocentrykiem i miał tendencje do myślenia głównie o sobie, z drugiej od dawna projektował dla kobiet. I zdołał wbić sobie do głowy przynajmniej tyle, że jeśli nie będzie wiedział niczego o nich, o tym jak chcą czuć się w kreacjach, czy tych na bale, czy na wesele, czy niezobowiązujące przyjęcie, nie osiągnie sukcesu. To sprawiało, że przynajmniej do pewnego stopnia był świadomy tego, że kobiety lubią zainteresowanie i że jeśli z jakąś planuje się faktycznie spotykać, a nie wyjść raz i nigdy więcej z nią nie spotkać, to przecież nie może jej ignorować. Nie był tu za karę: gdyby uważał, że Victoria go zanudzi, na pewno nie siedziałby z nią w Chimerze. Gdyby chodziło tylko o to, że ma ładnie wyglądać, jakkolwiek by to brutalnie nie zabrzmiało, ale oglądałby się pewnie choćby za Daphe, bo w wypadku Victorii widać było, że własna kariera i jakaś niezależność są dla niej istotne, może nawet istotniejsze niż szybkie zamążpójście. Zresztą, spotykał dość ładnych dziewczyn, żeby nie wystarczyła sama buzia, aby go zainteresować.
Uniósł kieliszek, spełniając toast.

!Bingo C5
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (4328), Pan Losu (56), Victoria Lestrange (6189)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa