Oczywiście, że jej trzepnąć nie mógł i bezczelnie z tego prawa korzystała, w myśl zasady, że kto się czubi ten się lubi, a ta dwójka ewidentnie potrzebowała pomocy w tłumaczeniu pewnych sygnałów i mowy ciała. Victoria może nie była jakoś biegła w językach, umiała ledwie kilka zwrotów po francusku, ale doskonale widziała co się tutaj działo (być może dlatego, ze już zdążyła z Brenny na osobności wyciągnąć to i owo, ale Atreus bardzo jej w tym pomógł, choć głównie nieświadomie). A skoro Longbottom i Bulstrode potrzebowali skrzydłowego – to oto była.
Wiedziała, oczywiście, że Brenna ma mnóstwo znajomych, ale jakoś nie wydawało jej się fizycznie możliwe utrzymywanie stałego kontaktu ze wszystkimi, których lubiła. Naturalne było, że część znajomości po prostu się wygaszała. I nie chodziło o takiego Vincenta Prewetta, o którym słyszała co jakiś czas mimochodem.
– Przecież nie będę biegać po ludziach i o tym opowiadać – Atreus i tak już mu dał w mordę i sam się do tego przyznał, to chyba mogli pominąć tę część. Chyba nie była tak mocno niegodna zaufania, żeby bawić się tutaj w jakieś podchody? Co zaś się tyczyło Theodora Notta, to po prostu wyżej uniosła brwi. Typa kojarzyła jak przez mgłę, ale co się tyczyło nazwiska Nott, to miało dla niej pewne nieprzyjemne konotacje.
Cóż…
– Bulstrode kontra Nott, dwa do zera – stwierdziła tylko i wzruszyła ramionami. Dobrze, że Atreus nie nosił w kieszeni na takie wypadki chujoświeczki. – Jeśli chcesz opinii niezależnego eksperta to jasne – nie była żadnym ekspertem, z pewnością jednak była najbardziej neutralna. Z pewnością jednak potrzebowała nieco więcej danych niż sam ten list, ale to nie teraz, nie.
– Spisać ten adres nie zaszkodzi, tak w razie czego. Można mieć oko na adresata – mruknęła jeszcze i nim zdołała jakkolwiek zareagować na pytanie Brenny do Atreusa, ten niemalże wypchnął ją z tego zaplecza i jeszcze zamknął drzwi.
Nie była pewna czym była właśnie bardziej zdziwiona: tym, że znalazła się za drzwiami, że je zamknął, czy tym, że nie pomyślał, że wystarczyło po prostu poprosić. Jeszcze by kurna sama te drzwi zamknęła, skoro potrzebowali tej chwili prywatności w mugolskiej księgarni, żeby sobie wyjaśnić to i owo.
I chyba tylko dlatego się nie ruszyła spod tych drzwi, zbyt zdziwiona całą tą sytuacją. A że będzie cokolwiek słychać… To sobie posłucha. Nie była tak niewychowana, by to później przy nich komentować.