30.03.2026, 17:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2026, 10:03 przez Lorien Mulciber.)
![[Obrazek: imgproxy.php?id=nhPUKDc.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=nhPUKDc.png)
18.09.1972 późny wieczór prawie noc. Mieszkanie Aarona Moody'ego w Camden
W repertuarze było tylko ewentualne wyskoczenie na jednego drinka po meczu, bo przecież nie liczyło się, że Zjednoczeni jakimś cudem wygrali pomimo dwóch goli wbitych przez kapitana Gargulców. Jutro... Jutro będą musieli iść do pracy, więc należało się położyć wcześniej, ale… no właśnie ale.
Wylądowali w jakiejś mugolskiej knajpce (o dziwo całkiem urokliwej i jak na porę niedzielną pustawej) pomiędzy stadionem, a centrum Londynu, która swojej wódki nie chrzciła, a i niedawno wprowadziła do swojej karty rzecz wręcz niezwykłą - espresso martini. Połączenie kawy i alkoholu brzmiało wspaniale, smakowało jeszcze lepiej. Lorien aż się zaświeciły oczy, gdy znudzona życiem barmanka wymieniała składniki tego zwieńczenia ludzkiego geniuszu Co prawda w połowie trzeciego kawowego drinka (w ogóle jej nic nie siekło!) pani Mulciber zaczęła czuć, że ciepło uderza jej do policzków, a i głowa zaczyna nieco lecieć, ale przecież zaraz wróci do domu i pójdzie spać jak przystało na grzeczną dziewczynkę, prawda? Nieprawda.
Bo pan Moody zapytał czy wie, że ma kota. Nie wiedziała.
Więc zapytał czy chce jego kota zobaczyć. Oczywiście, że chciała. No głupi by tylko chyba nie chciał.
W dodatku kot Aarona nazywał się “Kot” co ją szalenie ubawiło, bo przecież jej własny nosił dumne imię “Le Chat”. Przypadek? Jaka była szansa na taki zbieg okoliczności?
Więc tylko dopiła śmietankowo-kawowy ulepek z trudem trzymając się na nogach, tylko troszkę (całą sobą) wsparta o ramię Aarona, który jeszcze walczył z zatrzaskami jej pelerynki.
Takim oto sposobem pani sędzia wylądowała na kanapie u starszego aurora w jego własnym mieszkaniu, przytulając do siebie rozanielonego sierściucha (kota, nie aurora) i szczebiocząc nad nim wszelkie możliwe czułostki - głównie po włosku.
Przecież przyszła tylko na herbatę. Miętową poprosiła, gdy Moody zapytał na co ma ochotę. Z cukrem? Zawahała się. Niech pan przyniesie cukierniczkę. Tak chyba było prościej. Jakimś cudem dorwała w knajpie najnowsze wydanie Czarownicy, które teraz zajmowało większość jej uwagi. Druga półkula spitego mózgu zastanawiała się czy może kota panu Moody’emu ukraść.
Saoirse Spencer-Moon szczerzyła się do niej z okładki tak paskudnie, że Lorien czuła nieodpartą chęć domalowania jej wąsów i okularów. Gwiazdka współczesnego pożal się bogowie popu reklamowała jakiś quiz dla nastolatek. Miło było czasem zajrzeć do bardziej… odmóżdżającej prasy. Bo o ile Proroka Codziennego, zwłaszcza po pożarach, czytać należało, to niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie lubił sobie raz na jakiś czas rozwiązać testu w stylu “z którego wielkiego czystokrwistego rodu będzie pochodził twój Twój mąż?”. Wyszedł jej Mulciber, więc nie mogła nic dziennikarskiemu instynktowi pismaków z Czarownicy zarzucić. Ale parę dni później w teście na żonę (wypełnionym tylko z czystej ciekawości naprawdę!) wyszła jej Malfoy. Może Eleonora? Chyba jednak wolałaby szanownego pana Ministra Fortinbrasa… Chłopak dziewczyna normalna rodzina czy coś.
„Jaki jest twój język miłości?”
Zanim spojrzała w ogóle na pytania, zrobiła to co robiła zawsze - zerknęła na odpowiedzi na końcu. W końcu jakiś język mógł jej się podobać bardziej niż inny i wtedy należało nieco nagiąć prawdę.
Spędzanie wspólnie wartościowego czasu - niektórzy przywiązują wagę do spędzania czasu z kimś kto jest w pełni obecny. Lubią kontakt wzrokowy, wartościowe rozmowy oraz uwagę poświęconą tylko i wyłącznie im.
Zastanowiła się przez moment. Oczywiście wartościowe i głębokie rozmowy były czymś co lubiła, ale z drugiej strony… ciężko było spędzać czas z potencjalnym partnerem, kiedy się pracowało tyle co ona.
Słowa afirmacji - osoba, której językiem miłości są słowa afirmacji ceni sobie pisemne lub ustne wyrazy miłości i uznania. Lubi listy miłos…
Nope. Na pewno nie to. Co za bzdura. Mało to człowiek miał spamu i ulotek? Naprawdę niektórzy lubowali się w wyjcach romantyczne serenady? Okropieństwo.
Kontakt fizyczny… Ach seks? Ludzie ci czują się bardziej kochani, gdy okazujemy im “fizyczne uczucia”. Czyli seks. Dotyk jest dla nich potężnym łącznikiem emocjonalnym - lubią przytulanie, trzymanie się za ręce, siedzenie blisko siebie i całowanie. Czyli nie seks.
Akty służby. To brzmiało jak coś co pasowało do Pana Moody’ego, ale z pewnością nie do niej. Ceni sobie uczynność, bez względu na to czy czyn jest duży czy mały. Takim osobom może zaoferować pomoc w obowiązkach domowych czy przygotowaniu obiadu. Zmarszczyła nos. Nie zaproponowała Aaronowi że pomoże mu z herbatą, ale uno - była gościem, due - Kot ułożył się na jej piersiach, mrucząc zaciekle, więc nie mogła go zrzucić, tre - istniała obawa, że jak wstanie to padnie na podłogę. Martini przyjemnie huczało jej w głowie.
Ale został jeszcze jeden język, prezenty. Dla tych osób językiem miłości jest otrzymywanie podarunków. Lubiła prezenty. Nawet bardzo. Nie chodzi tu o wartość prezentu… co za bzdura oczywiście, że chodzi. ale o symboliczny gest i wysiłek, który został włożony w jego przygotowanie. Ktokolwiek to pisał musiał być, jak to mówiła jej dobra przyjaciółka, u b o g i. Przewróciła oczami. Takie osoby czują się szczególnie kochane, gdy prezent pokazuje jak dobrze zna je partner.
Ciekawe czy pan Moody wiedziałby co jej kupić? Trudno było przebić prezent, który sprawił jej wraz z ojcem, gdy miała szesnaście lat… Nie. Po chwili zastanowienia się stwierdziła, że makieta Azkabanu się nie liczy, bo pewnie swojej córce też takie piękne rzeczy na urodziny sprawiał. Zresztą byli tylko znajomymi z pracy, po co miałby jej w ogóle sprawiać jakiś prezent? No ale mógłby, krzywda by mu się żadna nie stała. Takie na przykład kwiaty. Dawno nie dostała od nikogo już kwiatów...
Westchnęła ciężko, całując koci łebek. Po to były kocie łebki, żeby je całować. Stwierdziła, że sam test zrobi jak już pan Moody wyłoni się z kuchni. Albo lepiej - najpierw zrobi test jemu, a sama sobie dopasuje co powinno jej wyjść. Ciekawe czy wolał kobiety doceniające słowa afirmacji czy może nie stroniące od kontaktu fizycznego… Poczuła jak ciepłe policzki rumienią się na nowo na samą myśl, która wcale nie powinna się w jej głowie pojawić! Wszystko przez ten nieszczęsny alkohol.
Ani myślała się przy tym ruszać z kanapy, więc Aaron zastał ją w półleżącej pozycji pod Kotem, opartą wygodnie o wszystkie poduszki jakie zdołała znaleźć z gazetą w rękach. Z jedną nogą wygodnie wspartą o kolano drugiej, sukienka obsunęła się… no dość znacznie, prezentując prześliczne pończoszki zakończone koronką jakie miała na nogach.
- Jaki jest pana język miłości?- Zapytała, unosząc kota na wyprostowanych rękach. Na aurora nawet nie spojrzała.