Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Niestety, temu spacerowi zdecydowanie nie sprzyjał fakt, iż powietrze praktycznie stało w miejscu, oblepiając skórę wilgocią, która nie miała zamiaru odpuścić aż do nocy - było ciężkie, duszne, ale nie burzowe, lepki upał przyklejał mi koszulę do pleców, trawa sięgała wyżej niż powinna i ocierała się o moje nogi przy każdym kroku, zostawiając po sobie ślady i drobne zadrapania, które ignorowałem z uporem godnym lepszej sprawy - tak samo jak olewałem wszystko, co nie wpisywało się w ten prosty plan, który w mojej głowie już dawno został zrealizowany. Jezioro istniało, bo chciałem, żeby istniało, a teraz tam szliśmy, i to było najważniejsze.
Nie widziałem go, co prawda, dostrzegałem tylko gęstszy pas krzaków na horyzoncie, coś, co obiecywało wodę, chłód i przestrzeń, którą można było zawłaszczyć sobie choćby na kilka minut, jednak to wystarczało, żeby iść szybciej, bez czekania, bez sprawdzania, czy nadążała. Mhm, jasne, bujda… Wiedziałem, że nadążała, nawet jeśli wolałaby udawać, że to ja za nią biegłem, nie odwrotnie - nawet jeśli ja wolałbym nie musieć udawać, że nie skracałem lekko kroku i nie robiłem większych spirali, „by ominąć przeszkody”, po których ona swobodnie, ze swoimi krótkimi nóżkami, przechodziła…
- Jeśli zaraz okaże się, że to tylko bagno, udawaj, że od początku wiedziałaś. - Rzuciłem przez ramię, nawet się przed tym nie wahając, z krzywym uśmiechem, którego nie widziała, ale który z pewnością i tak był wyczuwalny w tonie mojego głosu. - Będzie ci łatwiej zachować twarz. - Dodałem wyzywająco, robiąc krok w gęstwinę, która nie wyglądała na szczególnie zachęcającą, więc oczywiście, że była najlepszym wyborem przejścia.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)