• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[03.10.1972 Ceolsige, Lazarus, Basilius] Próżny trud

[03.10.1972 Ceolsige, Lazarus, Basilius] Próżny trud
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#1
14.05.2026, 15:14  ✶  
03.10.1972 późne popołudnie, dom Lazarusa Lovegooda

Za oknami saloniku Lazarusa świat utonął w szarościach, a ciężkie, nabrzmiałe krople deszczu zaczęły rytmicznie bębnić o szyby. Charakterystyczny szum wytłumił resztę odgłosów, jakie mogłyby docierać z sąsiedztwa, zamykając ich towarzystwo w przeklętych zaciekami murach domu. Towarzyszyło im jednak trochę szczęścia dzisiejszego dnia. Ulewa rozpętała się na dobre dopiero wtedy, gdy cała trójka bezpiecznie przekroczyła próg domu, zostawiając chłód i wilgoć za drzwiami. Właściwie to naprawdę padać zaczęło dopiero teraz, kiedy ciepły aromat herbaty unosił się w oparach nad filiżankami. Niestety aromat głównie podsuwała wyobraźnia i sugestia jego istnienia, gdyż nozdrza atakowane były zwyczajowym zapachem dostarczanym przez uporczywą klątwę.
Ceolsige siedziała w miękkim fotelu, wyglądając na całkowicie odprężoną. Prawą nogę założyła na lewą. Rytmiczne, delikatne falowanie rąbka czarnej spódnicy wskazywało na charakterystyczne bujanie nogą.
Na tę okazję Burke wybrała strój, który wyglądał nieco bardziej oficjalnie. Jej szata składała się z dopasowanego, czarnego kaftanu zapiętego wysoko pod szyją. Jego czarną strukturę zdobił gęsty, misterny haft przedstawiający fioletowe i ciemnozielone pnącza wspinające się od pasa na kołnierz. Również dopasowane rękawy ozdobione były podobnym haftem pnącym się od mankietów aż po kołnierz. Ciemne barwy materiału tworzyły uderzający kontrast z jej bladą cerą i kaskadą blond włosów, które swobodnie opadały na ramiona. Jedynym jasnym punktem była srebrna broszka z okrągłym ametystem, lśniąca matowo pod szyją. Broszka łudząco przypominała srebrny kwiat wyrastający z plątaniny pnączy.
Upiła niewielki, nieśpieszny łyk gorącej herbaty. Pozwoliła, by opary razem z aromatem owinęły jej zmysły przed dłuższą chwilą, w której mogła uniknąć zapachu pomieszczenia. Złudna to jednak okazała się nadzieja.
Jej spojrzenie powędrowało ku środkowi podłogi, gdzie pysznił się główny bohater dzisiejszego popołudnia. Domek dla lalek, który Ceolsige z niemałym trudem wydobyła z piwnic rodzinnego domu, prezentował się nad wyraz mrocznie. Piętrowy, z szeroko otwartymi ścianami ukazującymi wnętrza skąpane w szkarłatach, fioletach i głębokiej czerni, wyglądał jak miniatura jakiejś zapomnianej, gotyckiej posiadłości. Brak mieszkaniec-lalek tylko potęgował wrażenie pustki czekającej na wypełnienie. Obok, przygotowane do użycia, leżały rytualne świece od Helloise, gotowe, by zmylić magiczne instynkty klątwy.
Ceolsige przeniosła wzrok z antyku na dwóch klątwołamaczy, uśmiechając się do nich z uprzejmą rezerwą, w której kryła się jednak nuta autentycznej ciekawości.
— Jak widzicie, zapewniłam wam gustowne naczynie na tą… niechcianą lokatorkę Lazarusa — wskazała dłonią na domek. — Oddaję moje skarby w ręce profesjonalistów. Proszę tylko, nie czujcie się skrępowani moją obecnością ani tym, że będę wam patrzeć na ręce. To tylka fascynacja procesem pozbawiona jego krytycznej oceny.
Odstawiła filiżankę na niewielki stolik i splotła dłonie na kolanie, czekając na ich pierwszy ruch. Deszcz za oknem przybrał na sile, a w saloniku zapadła cisza wyczekiwania.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
24.05.2026, 01:37  ✶  
Ludzie w jego otoczeniu, a zwłaszcza jego rodzeństwo, czasami lubili wypominać mu, że rzekomo miał bardzo mało rozrywek w życiu. Basilius jednak uważał, że to oni nie znają się na rozrywkach, bo naprawdę nie rozumiał jakim cudem można było wziąć przenoszenie dziwnej klątwy do domku dla lalek za nudne.
Basilius przyjrzał się domkowi dla lalek z bliska.
– Hm… Moja siostra miała podobny. Zawsze się zastanawiałem. Te makabryczne zabawy lalkami to uniwersalne doświadczenie, czy Ellie po prostu miała ciekawe pomysły? Jeśli dobrze pamiętam odgrywała w nim różne wydarzenia historyczne o których opowiadał jej nasz brat. – Zmarszczył brwi. – Miała też inne dzikie zabawy, ale już mniejsza o to.
Czarodziej wyprostował się i zrobił kilka kroków w tył. Ubrany był w eleganckie spodnie i białą koszulę na którą narzucił rozpiętą granatową szatę, która może i była dość prosta, ale za to zdecydowanie dobrej jakości. Oczywiście jednak jego elegancki ubiór nawet się nie umywał do wyszukanego stroju Ceolsige i tak jak zazwyczaj Basilius po prostu dbał o to aby jego ubranie prezentowało się elegancko i ładnie, tak teraz, patrząc na czarownicę, jakaś siedzącą w nim cząstka Rosiera, którą odziedziczył po matce, wytykała mu że w sumie mógł się starać na co dzień trochę bardziej. Może jakieś akcesoria? Kamizelki? W końcu dostał jedną od siostry i… Nie, nie ważne. Dzisiaj miał zdecydowanie ważniejsze sprawy. Na przykład te przeklęte zacieki w domu Lovegooda, przez których smród nie dało się tu w pełni oddychać.
– Dziękujemy Ceolsige – powiedział po czym zerknął na Lazarusa. – No dobrze, jak chcesz to zrobić? Udało ci się jeszcze zebrać jakieś informacje o tych zaciekach?
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#3
26.05.2026, 18:45  ✶  
Lazarus niespiesznie podniósł wzrok znad filiżanki kambodżańskiej herbaty na organizatorkę dzisiejszego spotkania. Burke, zgodnie z obietnicą, dostarczyła nie tylko świece - pachnące i ręcznie odlewane, zdecydowanie lepszej jakości, niż te napoczęte, standardowe, które on sam miał w swoim przyborniku - ale też domek dla lalek. Kiedy Lazarus pierwszy raz wspomniał o nowym nośniku dla klątwy, miał na myśli dosłownie pojemnik. Skrzynię, może pudełko. Coś, co miałoby osiem ścian i osiem kątów, to powinno wystarczyć dla magii. W głębi duszy doceniał jednak absurd nowego rozwiązania - i jego prawdopodobną estetykę, bo takowa z dużym prawdopodobieństwem istniała.
- Czy chcę wiedzieć, jaka jest historia tego domku i jakie są twoje dalsze plany dla niego, gdyby nam się udało? - zapytał paserkę z cieniem uśmiechu.

Spojrzał na pochylonego nad domkiem dla lalek Prewetta. Byli kolegami po fachu, choć jednemu z nich zdecydowanie bliżej było do medycyny, a drugiemu do archeologii. Nie łączyło ich nic poza powierzchowną znajomością z wydarzeń naukowych adresowanych do klątwołamaczy, a teraz  mieli pracować razem.
Cóż, przynajmniej Ceolsige zadbała o to by zanim nie przejdą do pracy, przy stole nie panowała niezręczna cisza.
- Kiedy próbowałem usuwać te plamy z sufitu, to było jak zgarnianie cieczy na kupkę. Rozlewały się na boki, gdy tylko przestawałem przykładać Rozproszenie. Stąd mój pierwszy pomysł - umieszczenie tej klątwy w… alternatywnym nośniku. Podobnie, jak klątwę nałożoną na człowieka można przenieść na zwierzęcego gospodarza - mówiąc to, spoglądał to na Basiliusa, to na spoczywający na podłodze domek.

Dopił herbatę i podniósł się z fotela. Miękkie, czarne spodnie i sweter nawet nie zaszeleściły. Był ubrany najmniej elegancko z obecnych ale nie mógł w sobie znaleźć zasobów, by się tym przejmować. Po ciężkiej, poruszającej się wokół jego ciała, jakby osiągnęła samoświadomość ministerialnej szacie, po wczorajszym dniu spędzonym w terenie (i Lazarusowi od razu przychodziły na myśl przynajmniej cztery rodzaje "terenu" przyjemniejsze, niż ten, w jakim spędził poniedziałek), na sam widok połowy swojej garderoby kurczył się we własnej skórze.
Ukucnął przy ścianie domku prostopadłej do tej, przy której znajdował się Prewett. Zabawka była kompletna - z meblami i nawet małymi laleczkami-mieszkańcami posadzonymi przy stole.

- Ciekawe, co się stanie z efektami zapachowymi - mruknął. Być może znajdowali się o krok od stworzenia najbardziej śmierdzącego magicznego domku w historii. Mugole odnotowywali podobne "osiągnięcia" w Księdze Rekordów Guinessa. Lazarus nie wiedział, czy istnieje czarodziejski odpowiednik. Do sprawdzenia później.
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#4
27.05.2026, 14:33  ✶  
Słuchając wspomnień Basiliusa, Ceolsige przeniosła na niego łagodne, pełne uprzejmej uwagi spojrzenie. Na wzmiankę o Ellie i jej historycznych rekonstrukcjach wewnątrz dziecięcej zabawki, kąciki ust panny Burke uniosły się w delikatnym, niemal ciepłym uśmiechu.
— Moje dziecięce inspiracje wydają sie zbliżone historycznie choć tematyka mogła być odmienna, drogi Basiliusie — odezwała się cichym, melodyjnym głosem, w którym pobrzmiewała nuta nostalgii. — Kształtowały je głównie wieczorne opowieści mojego dziadka… Choć muszę przyznać, że miały w sobie równie silny, jeśli nie znacznie silniejszy ładunek dramatyzmu.
Nie rozwinęła tej myśli, pozostawiając naturę owych „dramatycznych” opowieści nestora rodu Burke wyłącznie dla siebie. Zamiast tego uniosła filiżankę, pozwalając, by purpurowy haft pnączy na jej dopasowanym rękawie napiął się lekko przy zgięciu łokcia nadając im subtelną iluzję życia. Upiła powolny, mały łyk herbaty, starając się zatrzymać jej parujący aromat jak najbliżej zmysłów. Z cichym stuknięciem odłożyła porcelanę na stoliczek. Dłoń oparła na blacie tuż koło podstawki.
Gdy Lazarus podniósł wzrok znad swojego kambodżańskiego naparu i zadał swoje pytanie, Ceolsige uniosła wysoko brwi. Jej twarz momentalnie przybrała wyraz przerysowanej, niemal teatralnej niewinności, a dłoń machinalnie powędrowała pod szyję, gdzie jej palce musnęły gładką powierzchnię ametystu w broszce.
— Podejrzewam, że chciałbyś wiedzieć, Lazarusie… — odparła z lekkim, zaczepnym przeciągnięciem strun głosowych, mrużąc nieznacznie błękitne oczy. Chwilę później cała ta lekkość zniknęła z jej oblicza. Rysy panny Burke spoważniały, a na jej ustach wykwitł ten specyficzny, chłodny i niepokojący uśmiech. Uśmiech pełen sekretów, które kusiły wystarczająco zuchwałych.
— …ale nie powinieneś. — dokończyła szeptem, który idealnie wtopił się w szum deszczu za oknem. Słysznym było podtrzymywac aurę tajemniczości na wypadek, potrzeby prawdziwych tajemnic.
Widząc, że obaj klątwołamacze przechodzą do merytorycznej dyskusji i zaczynają analizować zachowanie przeklętej materii, Ceolsige osunęła się głębiej w miękkie oparcie fotela. Szeroka, ciężka spódnica zaszeleściła cicho, układając się w gęste fałdy wokół jej nóg. Wygodna, a zarazem pełna gracji poza pozwoliła jej na swobodne obserwowanie ich poczynań.
Z głębokiej kieszeni spódnicy wyciągnęła dębową fajkę swojego dziadka oraz skórzany woreczek z tytoniem.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#5
16.06.2026, 00:37  ✶  
Basilius uśmiechnął się na komentarz Ceolsige odnośnie jej własnych zabaw z lalkami i już miał nawet wspomnieć, że sam jak był dzieckiem bawił się kiedyś w odkrywanie przeklętych "grobowców pluszowych misiów"  zainspirowany jedną historią, którą kiedyś usłyszał. Zamiast tego szybko przypomniał sobie, że jednak mieli zdecydowanie ważniejsze rzeczy na głowie. Takie wspominki mogą pozostawić na później.

Wysłuchał dokładnie Lazarusa i skinął głową.
– Tak, to ma sens. Nie wiem, czy Ceolsige ci mówiła, ale zacieki w jej domu mogą mieć też coś wspólnego z Limbo. Trochę się obawiam tego aspektu, ale spróbujmy. Myślę, że ma to szanse się udać. – Kto wie? Może klątwie rzeczywiście nie robiło zbyt dużej różnicy, czy oblepiała ona prawdziwy dom, czy ten zabawkowy. – No dobrze. W takim razie jak chcesz to zrobić? Oboje przenosimy klątwę jednocześnie, czy wolisz aby jeden z nas zajął się głównym zadaniem, a drugi stał w obwodzie i kontrolował sytuację na wypadek, gdyby klątwa okazała się bardziej nieprzewidywalna niż zakładamy?

Z jednej strony dwójka doświadczonych klątwołamaczy na pewno szybciej poradziłaby sobie z taką klątwą. Z drugiej jednak strony ojciec Basiliusa zmarł na wskutek zignorowania pewnej klątwy na wykopaliskach w Grecji i Prewett kategorycznie odmawiał tego, aby pójść w jego ślady. Wiedział jednak, że Lovegood nie był kimś kto nie zachowałby odpowiednich zasad bezpieczeństwa, więc jeśli wolał, aby zrobili to w dwójkę, to Basilius nie zamierzał protestować.

Na chwilę przeniósł spojrzenie na Ceolsige, która teraz z tą fajką w dłoni wyglądała dokładnie jak ktoś, kto chce zobaczyć na własne oczy szaloną akcję, tylko po to, aby paląc tę samą fajkę lata później, kiedyś komuś o niej opowiedzieć.
– Czy możemy chociaż liczyć, że będziesz odpowiedzialną właścicielką przeklętego domku dla lalek? No wiesz, ktoś musi pamiętać o tym aby regularnie wmawiać zabawkom, że czynsz jest tak niski bez żadnego powodu, a wszelkie dziwne rzeczy, które widzą są jedynie wytworem ich wyobraźni. – Oczywiście trochę żartował, ale jednocześnie wpatrywał się w kobietę nieco wyczekująco, licząc na to że jednak nie postanowi sprzedać tego, jakiemuś przypadkowemu nabywcy.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#6
28.06.2026, 10:09  ✶  
Cień Lazarusowego uśmiechu pogłębił się nieznacznie w odpowiedzi na przekomarzania Ceolsige, ale zaraz spełzł z jego twarzy, kiedy klątwołamacz zwrócił się do kolegi po fachu.
- Jak dotąd nie napotkałem żadnych przejawów… samoobrony ze strony klątwy. Moje samodzielne próby jej rozproszenia nie dały efektu. Proponuję wspólny atak - napotkał spojrzenie Basiliusa na początku wypowiedzi, ale po pierwszym zdaniu jego wzrok ześlizgnął się w bok, na liście całkiem nieporuszonej panoszącą się w domu czarną magią sansewerii.  Wydawała się wyglądać nawet lepiej, niż wcześniej - Ceolsige poradzi sobie z ubezpieczaniem nas w razie konieczności. Wyciągnie jednego z nas spod zaklęcia i razem pomożemy drugiemu - sprawnie złożył plan działania o akceptowalnie wysokim prawdopodobieństwie powodzenia i niskim ryzyku, że będzie konieczny. Zerknął na oboje czarodziejów, czekając na potwierdzenie.

Dwa skinienia głową później, wstał. Podnosząc się, mimochodem otrzepał z kolan ewentualne paproszki z dywanu, zarazem łagodząc mrowienie nagle pozbawionej docisku skóry. Podszedł do fotela, przy którym spoczywała jego wysłużona skrzynka z narzędziami, niegdyś codzienna towarzyszka pracy, teraz używana raczej okazjonalnie. Ministerialni klątwołamacze otrzymywali służbowe zestawy narzędzi.

Zdecydowanym gestem różdżki nakazał domkowi dla lalek uniesienie na chwilę, a dywanowi zwinięcie się w rulon. Wyjął z przegródki skrzynki kilka kawałków kredy i upuścił je na podłogę, ubielone palce wytarł w spodnie, zostawiając na nich ślady, ale w tej chwili było to nieistotne. Na jego twarzy odmalowało się skupienie, kiedy delikatnymi ruchami dłoni kierował kredą, obserwując z wysokości, jak mknie po parkiecie, wyrysowując krąg. Wiedział, gdzie znajduje się środek jego mieszkania - koncentryczny z nim krąg ochronny musiał być irytująco przesunięty względem środka pokoju i odpowiednio pomniejszony - wciąż jednak funkcjonalny. Lazarus lata temu przetestował kilka ułożeń, rozmiarów i wzorów i wybrał optymalne. Teraz zmodyfikował go tylko o tyle, by pomieścił wewnątrz dwie osoby. Kiedy wzór, zdobny runami i najeżony ramionami wpisanych w siebie gwiazd, domknął się, klątwołamacz ustawił w strategicznych punktach kilka dostarczonych przez Ceolsige świec. Uśmiechnął się, patrząc na swoje dzieło. W Biurze Celnym nigdy nie pozwalał sobie na tak jawne okazywanie emocji, ale teraz był u siebie. Spotkania z Ceolsige niosły posmak jego dawnych lat, artefaktów, niebezpieczeństw i wspólnego mierzenia się z zagadkami.

Spoważniał, podnosząc wzrok na Prewetta. Widywali się na wydarzeniach branżowych, ale pracowali w całkiem innych polach, więc nie mieli dotąd ze sobą zbyt wiele wspólnego. Był przyzwyczajony do ludzi patrzących mu przez ramię podczas pracy i nauczył się doskonale ignorować świadomość spoczywających na nim oczu. Zdejmowanie klątw w tandemie było jednak nieco inne, niż w pojedynkę. Wymagało polegania na innym czarodzieju, zrezygnowania z części kontroli nad procesem… Lovegood miał nadzieję, że uzdrowiciel nie okaże się kompletnie niekompatybilny.

- Zapraszam - skinął głową w kierunku kręgu i sam ostrożnie przestąpił kredowe linie. Zajął miejsce, czekając na Basiliusa. Kiedy ten dołączył do niego, Lazarus gestem wskazał największą świecę, która w samym centrum miała pełnić rolę koncentratora. Pierwszy oddany element - zapalenie płomienia. Z totalnym antytalentem w dziedzinie Kształtowania, jaki dotknął Lovegooda, było to nie tylko łatwe, ale nawet optymalne. Sam nieraz musiał uciekać się do użycia zapałek, często pod zdumionymi spojrzeniami towarzyszy. Nikt nie komentował, ale uszy piekły tak samo.
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#7
28.06.2026, 12:00  ✶  
Siedząc w wygodnym fotelu, zsunęła dłoń ze stolika by zniknęła w fałdach spódnicy szaty. Wyjmując z niej różdżkę puściła fajkę, woreczek i niezbędnik, które płynnie lewitowały w powietrzy dokoła jej lewej dłoni. Zataczając płynne, niewielkie okręgi czubkiem różdżki wprawiała obiekt swego nałogu w delikatny lot na orbitach dokoła wysuniętej dłoni.
Kilka ciemnych drobin tytoniu wysunęło się z woreczka, lądując w dębowym kominie, a z niezbędnika z cichym, metalicznym szczękiem wysunął się ubijacz. Wykonał kilka miarowych podskoków, sprawnie ugniatając liście, po czym całe oprzyrządowanie spłynęło z powrotem do kieszeni spódnicy. Sama fajka miękko opadła w wyciągnięte, blade palce panny Burke.
Nie zapaliła jej jednak od razu. Zamiast tego przeniosła na Basiliusa spojrzenie, w którym ciepłe rozbawienie mieszało się z udawaną, głęboko teatralną przyganą. Uniosła lekko brwi.
— Drogi Basiliusie, od dawna nie pobieram już opłat za kłamstwa — odezwała się z lekkim, uroczo kpiącym przeciągnięciem głosu, mrużąc nieznacznie błękitne oczy. — Dbamy o higienę pracy, a to wymaga, by moi klienci działali w warunkach uświadomionego ryzyka. - Przesunęła kciukiem po gładkim, dębowym drewnie fajki, a jej uśmiech stał się nieco bardziej drapieżny, chłodny i tak dla niej charakterystyczny. Uśmiech pełen sekretów, które kusiły wystarczająco zuchwałych. - Rzeczona higiena wymaga byś ty również nie zamartwiał się o przeznaczenie domku. Podpowiem, że jego los nie powinien obciążać waszych sumień. - Jakkolwiek żartobliwie lub kpiący by to nie brzmiała była w tej wypowiedzi dość czytelna nuta szczerości.
Chwilę później jej uwaga przeniosła się na Lazarusa. Odchyliła głowę lekko w bok, a w jej błękitnych oczach błysnął przyjazny, nieco przekorny ognik. — Oczywiście, możecie na mnie liczyć — odparła, a jej melodyjny głos na moment złagodził powagę sytuacji. — Pod warunkiem, rzecz jasna, że ta przeklęta materia okaże się na tyle rozsądna, by podjąć ze mną konstruktywne negocjacje w kwestii okupu za waszą dwójkę.
Skinęła głową na znak akceptacji i aprobaty dla przedstawionego przez czarodzieja planu. Widząc, że obaj klątwołamacze przechodzą do merytorycznej dyskusji i zaczynają analizować zachowanie przeklętej materii, Ceolsige osunęła się głębiej w miękkie oparcie fotela. Szeroka, ciężka spódnica zaszeleściła cicho, układając się w gęste fałdy wokół jej nóg. Wygodna, a zarazem pełna gracji poza pozwoliła jej na swobodne obserwowanie ich poczynań. Delikatnym, niemal leniwym ruchem dłoni przywołała mały, bezgłośny płomień, który rozżarzył tytoń w dębowym kominie. Pierwszy głęboki haust dymu przyniósł upragnione ukojenie, skutecznie odcinając jej zmysły od wszechobecnego, dusznego swądu spalenizny.
Jej prawa dłoń, w której spoczywała różdżka z włosia testrala, opadła luźno na udo, gotowa do natychmiastowego działania. Pomimo pozornego odprężenia pozostawała w stanie wzmożonej czujności. Wyglądając pośród zajmującej pracy specjalistów sygnałów, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Gotowa była na sygnał sięgnąć po magię by rozproszyć lub wykonać inne działania jakie klątwołamacze zdołaliby zasugerować jako pomocne.
Sącząc aromat tytoniu, przyglądała się przygotowaniom Lazarusa z cichą satysfakcją. Jakże odświeżające było uczestniczenie w magii pozbawionej tak powszechnej pośród czarodziejów wszelkich płci potrzeby „mierzenia sobie różdżek”. Pracowali sprawnie, z szacunkiem do rzemiosła. Potrafiła docenić dobrą, profesjonalną synergię.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
29.06.2026, 16:36  ✶  
Brązowe oczy Basiliusa obdarzyły czarownicę długim, bardzo uważnym spojrzeniem, tak typowym dla uzdrowicieli rozmawiających z potencjalnie nierozsądnymi pacjentami, lub starszych braci widzących swoje młodsze rodzeństwo.
– Niech ci będzie – powiedział w końcu, czując że cokolwiek planowała zrobić z domkiem Burke, Prewett raczej nie będzie się musiał martwić, że natrafi na jego ofiary podczas swojej pracy. Ani że w ogóle będą jakiekolwiek ofiary. – Ale nie chcę kiedykolwiek się dowiedzieć, że jest on do wygrania w jednym z kasyn.

Przeniósł spojrzenie z czarownicy na drugiego klątwołamacza, który rozpoczął rysowanie kręgu. Nie przeszkadzał mu w pracy, a jedynie z zawodowym zainteresowaniem przyglądał się technice Lazarusa.
– Świetnie. W takim razie robimy to razem – skomentował ze skinienie głowy. – A gdyby coś się działo Ceolsige spróbuje wynegocjować za nas przystępną cenę u przeklętej narośli ściennej.
Prawdę mówiąc zdejmowanie klątwy z czyjegoś mieszkania było całkiem przyjemną odmianą, jako że jednak na codzień raczej radził sobie z klątwami rzuconym na ludzi. Chociaż ostatnio w ogóle miał wrażenie, że jedyne czym się zajmował to ten przeklęty kaszel. Nie była to oczywiście prawda, ale jako że najpierw musiał tłumaczyć naprawdę wielu pacjentom co robić z tym kaszlem, a potem odbył rozmowę, która miała go włączyć w proces pracy nad eliksirem na ten właśnie kaszel to… No cóż. Nic dziwnego, że jego postrzeganie pracowej rzeczywistości było ostatnio nieco spaczone.

Wreszcie gdy Lazarus skończył pierwsze przygotowania, Basilius podciągnął rękawy i sam wszedł do kręgu, ostrożnie rozpalając znajdującą się na samym środku świecę za pomocą magii.
– Gotowe – oznajmił, czekając na dalsze działania Lazarusa.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#9
10.07.2026, 12:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2026, 14:00 przez Lazarus Lovegood. Powód edycji: ło panie, rzut nie wyszedł, coś trzeba napisać na ten temat! )  
Rudowłosy czarodziej jak zahipnotyzowany przypatrywał się, jak dziewiczy knot świecy  rozjarza się i najpierw czernieje na końcu, a potem spływa roztopionym woskiem od wyczarowanego przez Basiliusa Prewetta płomienia. W magicznym polu ochronno-wzmacniającym czuł wyraźnie przepływ nieswojej energii, proste, nienachalne zaklęcie uzdrowiciela, a także czarną magię, czającą się w kątach pokoju i zaciekach na suficie. Spojrzał na drugiego mężczyznę z aprobatą, zaklęcie wpisało się doskonale w jego własny krąg. Szybko zerknął na Ceolsige - gotowa do działania, jak zawsze. Przetoczył różdżkę w dłoniach - gładką, niemal czarną, o symetrycznie wyprofilowanym uchwycie - opuścił głowę i skoncentrował się.

Z wydechem zepchnął na tył głowy wszystkie myśli, skupiając uwagę na świadomości otaczającej go magii, pozwalając jej  przepływać, nie próbując na razie kontrolować. Nieintuicyjne i odrobinę niepokojące, kiedy robił to w ten sposób, samemu będąc w centrum kręgu. Zawsze czuł się wtedy nieco bardziej odsłonięty, niż by preferował, ale to był najbardziej efektywny sposób na zrozumienie stacjonarnych, obszarowych klątw.

To było w gruncie rzeczy jak rozplątywanie supła.

Dopóki nie było, dopóki czarna magia nie spróbowała zaatakować nieostrożnego klątwołamacza, bo wtedy przypominało bardziej szukanie drogi w labiryncie.
(walącym się, wypełnionym krzykami i strachem labiryncie, szepnęło z głębi umysłu coś, czego Lazarus  n i e  s ł u c h a ł )
Był ostrożny i nie dotykał obcego zaklęcia, zanim nie był pewien, gdzie zacząć. Spróbował znaleźć koniec…

(krzykami, strachem i śmiercią, o ścianach po których pełzły czarne szczeliny pęknięć i z podłogą, która drżała pod stopami)


Rozproszenie - klątwołamanie. Lazarus próbuje rozproszyć efekt Karty Lokacji Zacieki
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana


Stracił z oczu płomień świecy, pozwolił czarnomagicznym splotom przesunąć się mimo własnego magicznego pola, uciec spod różdżki, a kiedy Basilius spróbował wesprzeć jego wysiłki, wzdrygnął się, zarówno on, jak i jego Rozproszenie, bo-
(kontrola nad zaklęciem,  j e g o  zaklęciem, wyrwana mu brutalnie, “Wypieprzaj stąd, Lovegood!”)



Zamrugał. Mruknął cicho, tylko po to, by poczuć powietrze przechodzące przez struny głosowe, udowodnić sobie, że jest teraz, a nie osiem lat temu. Ochronna magia kręgu trwała, ale jego Rozproszenie rozlało się, zbyt rozcieńczone, by dokonać czegokolwiek. Zacisnął dłoń na różdżce, wypuścił powietrze przez nos i podniósł wzrok na Prewetta, sprawdzając, jak idzie jemu. Frustracja była trudna do utrzymania na dystans, lecz zadanie wciąż trwało, więc zgniótł ją w sobie i wrócił do pracy, tym razem pozwalając uzdrowicielowi podjąć próbę, czujny i gotów przynajmniej służyć mu wsparciem, skoro okazał się do niczego na pozycji frontowej.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
27.08.2026, 01:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2026, 01:58 przez Basilius Prewett.)  
Basilius wziął głęboki oddech i psychicznie przygotował się do rozproszenia klątwy. Jakkolwiek nieprzyjemnie by to nie brzmiało, to na razie nie zwracał szczególnej uwagi na samego Lazarusa, chcąc skupić się na własnej części zadania. Oczywiście, gdyby zauważył jakikolwiek znak wskazujący na to, że coś poszło nie tak i drugi klątwołamacz był w jakikolwiek sposób uszkodzony, spróbowałby jak najszybciej zainterweniować. Na całe szczęście nic na razie na to nie wskazywało.
Najpierw spojrzał na zapalone przez niego samego świece. Potem na domek, a wreszcie na zacieki.
No dobrze… W gruncie rzeczy zadanie nie wydawało się szczególnie trudne. Teoretycznie robił już podobne rzeczy i to nie raz. Tylko, że ta klątwa była zupełnie inna, a oni tak naprawdę właśnie dość mocno eksperymentowali. Kto wie czy im nie odda? Kto wie, czy w ogóle dadzą radę ją przenieść bez poważnych konsekwencji. Czy Ceolsige, aby na pewno nie znajdywała się zbyt blisko kręgu? Zmarszczył brwi, czując że zaczyna się rozpraszać. Zadanie. Mieli do wykonania zadanie i to właśnie zadanie spróbuje teraz wykonać.

Kolejny głęboki wdech i wydech. Wreszcie udało mu się oczyścić umysł z nadmiaru myśli. Teraz był już tylko on, Lazarus i klątwa do zdjęcia. Teraz jedyne czego potrzebował to swoje doświadczenie w klątwołamaniu. I nic więcej.
Zacisnął mocniej różdzkę i ostrożnie wziął się do pracy ramię w ramię z Lazarusem.

Rzut na rozproszenie (IV) + klątwołamanie. Próba rozproszenia efektu Karty Lokacji Zacieki

Rzut PO 1d100 - 17
Akcja nieudana


Opuścił różdzkę. Jedna ze świec zgasła. Basilius pokręcił głową, wolną ręką pocierając czoło. Coś było nie tak. Musieli… Zapewne usiąść i przemyśleć na spokojnie, jak podejść do tego inaczej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (1360), Ceolsige Burke (2025), Lazarus Lovegood (1972)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa