24.05.2026, 22:16 ✶
7 października 1972
Epping Forest
Epping Forest
Dla Dægberhta Flinta nie istniało coś takiego jak zwyczajny spacer po lesie – bo nawet kiedy się na to silił, przydarzały mu się rzeczy niezwykłe. Dzisiaj na przykład, najwyraźniej trafił na jeden z posągów, o których czytał niegdyś w starych tomiszczach przechowywanych w kairskiej bibliotece.
Był niemalże pewien, że stojący przed nim posąg był żywy. Oh, z każdą sekundą utwierdzał się w tym coraz mocniej – bo to przecież niemożliwe, żeby w samym sercu Epping natrafić na takie arcydzieło. Kobieta zaklęta w tym kamieniu wyglądała tak, jakby biegła. Sukienkę miała podwiniętą, materiał wyglądał na miękki, jakby mógł zatopić w nim palce. Włosy – rozwiane, posklejane od potu i wiatru. Jeśli się mylił i jego umysł poety zwiódł go na manowce, to niech go zapoznają z mistrzem, co to stworzył, bo mógłby się od niego uczyć sam Bernini i powinni go w Anglii pasować na rycerza. A jeśli miał rację, to… cóż, jeszcze długo się z tego miejsca nie ruszy.
Czytał przecież o takich posągach i wiedział, że nie było warto ryzykować odejścia bez patrzenia na ich skamieniałe oblicze. Najlepiej, gdyby tutaj przyszedł ktoś, kogo będzie można nastraszyć na równi z tym, jak go nastraszyli w tym Kairze. Wtedy Flint się sprytnie ulotni, porzucając pechowca sam na sam z potencjalnym posągiem-mordercą i pomodli się w Whitecroft za jego ucieczkę lub własną pomyłkę. Ewentualnie za pamięć nad jego biedną, umęczoną duszą.
Tylko, no cóż… niewielu wybierało się w głębię lasu tak wcześnie rano, a jak się już ktoś trafił, to nie bez powodu unikał towarzystwa. Gdyby chciał zagadywać obcych, to by się udał na targ, a nie do Epping Forest. Dægberht stał tak więc już drugą godzinę, wpatrując się w Zoię i myśląc o tym, jak wysokie musiało być ryzyko rozszczepienia, kiedy się próbowało teleportować spomiędzy tylu drzew.
Ah, gdyby miał odrobinę więcej szczęścia i skręcił w lewo, siedziałby teraz w cyrku Bellów, zamiast sterczeć tu jak słup soli. Na szczęście o tym nie wiedział, więc żałował obranej ścieżki jedynie z powodu wpadnięcia w pułapkę.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr