• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna Carkitt Market [24.09.1972] Tell me every terrible thing you ever did, and let me love you anyway.

[24.09.1972] Tell me every terrible thing you ever did, and let me love you anyway.
Toska
I am the patron saint
of your demise.
wiek
44
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Wytwórca różdżek
Przeciętnego wzrostu kobieta (175cm) o srebrnych oczach i burzy rudych włosów.

Larisa Gregorovitch
#1
14.02.2026, 15:50  ✶  

Światło dnia powoli ciemniało, zwiastując powoli czas kiedy sklepikarze na Carkitt Market musieli zamknąć drzwi swoich lokali i przekręcić wiszące na nich tabliczki, informując że oto nadeszła godzina zamknięcia. Ale mimo tego odwiedzający centrum handlowe wciąż krążyli taką samą gęstą masą, jakby czekając do ostatniej minuty, by opuścić zadaszone wnętrze i rozejść się wreszcie do swoich domów. W końcu jednak padły ostatnie słowa pożegnania, deski skrzypnęły, a dzwoneczek umieszczony nad drzwiami wejściowymi zadźwięczał dając znać, że ostatni klient na dzisiaj odebrał zamówioną wcześniej różdżkę, pozostawiając lokal we względnej ciszy.

Larisa nie podniosła nawet spojrzenia, skryta w swoim kącie między regałami, powoli i z rozmysłem wsuwając podłużne pudełeczka na swoje miejsca. W każdym znajdowała się różdżka, każda kolejna która wyszła spod ich rąk, ich małe dzieło mające świadczyć o kunszcie i rzemiośle, którym się parali. Każda z własnych charakterem i wciąż bezpańska, ale kobieta wierzyła że prędzej czy później trafią w odpowiednie ręce zdolnych czarodziei - takich, którzy tylko potwierdzą że tworzone przez nich przedmioty były najwyższej jakości.

Runa, która została im pozostawiona podczas Spalonej Nocy, wciąż okazjonalnie żarzyła się na ścianach, przyprawiając ją o ból głowy i momentami irytację. Nie podobała jej się. Była niewłaściwa i szkodliwa, spędzając z powiek resztki snu, kiedy te tylko się tam osadzały. Nie ważne czego do tej pory próbowali, znak pozostawał niewzruszony, jakby szydząc z nich wszystkich, ale chyba powinna czuć się usatysfakcjonowana, że nie prześladowała ich w domu mieszczącym się w Little Hangleton. Tam nie zniosłaby tego tym bardziej.

- Wszystko jest na swoim miejscu - rozdzieliła delikatnymi słowami panującą w lokalu ciszę, zatrzymując się parę kroków od sylwetki męża i lustrując go sennym, trochę niemrawym spojrzeniem.


!BINGO E1
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
14.02.2026, 15:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2026, 15:53 przez Eutierria. Powód edycji: Wstydliwa 'literówka' dyslektycznej administracji. )  
Walentynkowe Bingo
adres pola: E1
wariant: 2
typ: zadanie

To miał być spokojny dzień, ale nagle ciszę przecięło zdanie: „a może by tak przemalować tę ścianę?”. Godzinę później jedno z was stoi na drabinie, drugie próbuje zrozumieć instrukcję składania półki, a podłoga wygląda jak pole bitwy. Spontaniczny remont brzmi romantycznie tylko do momentu, gdy okazuje się, że kolor „ciepły beż” w świetle świec przypomina raczej „zakończenie sezonu”. Prawda jest jednak taka, że po Spalonej Nocy wiele wnętrz wymaga odświeżenia, a... no właśnie, nie musicie pracować fizycznie, możecie skupić się na wyborze najładniejszej tapety...
mr grumpy
fake it till you make it
wiek
56
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
różdżkarz, rzemieślnik
Ostre rysy twarzy ponurego szlachcica ozdabia ciemna oprawa oraz hebanowe włosy oprószone siwizną szczególnie gęsto zebraną przy skroni. Dżentelmen nieprzeciętnie wysoki (193 cm), poza tym przeciętnej budowy. Organizm nadwątlony bezsennością — blada cera i zapadnięte oczy. Ciągnie się za mężczyzną, prócz papierosowego smrodu, echo cmentarno-świątynnej woni, czegoś przywodzącego na myśl śmierć. Mówi angielszczyzną poprawną, choć zabarwioną obcą tonacją. Wybiera szaty w czarnych kolorach.

Mykew Gregorovitch
#3
16.02.2026, 23:44  ✶  
Mykew Gregorovitch złożył ostatniemu klientowi oszczędne słowa pożegnania, po czym obrócił się za ladą niby w kamień, odprowadzając wychodzącego wyłącznie czujnym wzrokiem spod ściągniętych, ciemnych brwi. Człowiek ów opuścił lokal w pośpiechu; na drzwiach, które zamknęły się za nim, błysnęły szeregi run ochronnych pieczęci. Gregorovitchowie zostali oto sami w głębokiej ciszy zakładu, niemej i głuchej, i tylko płomyki lampek zawieszonych u sufitu drgały, sączyły w otchłań pokoju nikły blask. Z trudnością te światełka wyciągały cień z sylwetki wysokiego dżentelmena, jakby nie było już w tych półmrokach rozproszonych na lokal cały miejsc dla kolejnych pasm ciemności. Sam właściciel stał w czerni, w szacie skrojonej z wykwintną prostotą. Ostre rysy twarzy ponurego szlachcica ozdabiała ciemna oprawa oraz hebanowe włosy oprószone siwizną szczególnie gęsto zebraną przy skroni.
— Nie wszystko — odezwał się angielszczyzną poprawną, choć zabarwioną obcą tonacją. Odchylił powoli głowę, aby spoglądnąć na sufit, gdzie spodziewał się ujrzeć wrogą runę. Po chwili pełnej namysłu pauzy odwrócił się do Larisy i zaprosił ją bliżej siebie gestem wytwornym, mimo że uczynionym dłonią o szorstkich, zużytych wnętrzach. — Podejdź.
Być może słowa Larisy były delikatne, a do męża zbliżyła się ze spojrzeniem sennym niczym zjawa, lecz Mykew nigdy w tych srebrnych oczach nie widział odblasków rosy ani miękkich mgieł nad jeziorem zalanym księżycem. To mieniły się w nich ostro spiłowane krawędzie metalicznych drobin. Gdyby przyszło mu kiedyś do głowy sięgnąć tych oczu i wyłupić je, ośmielić się posiąść tę część żony prawdziwie na własność, bez wątpienia by się pokaleczył. Larisa była piękna. Mógłby zachować ją taką na zawsze. Mógłby widzieć jej widmo we wszystkim…
— Zamierzałem dziś wyreperować karnisz. — Rzeczony masywny karnisz z ciemnego drewna, którego wykończenia mogłyby być osobnym dziełem sztuki, został szarpnięty wraz z kotarą przez wyjątkowo nieuważnego klienta. Obluzowany uchwyt poruszał się od tamtej pory denerwująco. — Skoro będę już wchodził tam, uznałem, że to dobry moment, aby spróbować nowych kotar. Pomyślałem, że chciałabyś zdecydować.
Czarodziej wyciągnął na wypolerowany blat sklepowej lady drewnianą skrzynię — jedną z tych, których wnętrze okazywało się większe niż wskazywał niepozorny rozmiar — po czym zostawił żonę bez słowa, aby mogła przejrzeć zawartość. Sam zajął się w ciszy przygotowywaniem narzędzi oraz odpalaniem świec, które miały mu towarzyszyć w naprawie.
W skrzyni znajdowało się kilka kompletów ciężkich zasłon. Kolory materiałów wybrał Gregorovitch nieprzypadkowo — kotary były niczym suknie zerwane z Larisy, w dokładnych odcieniach jej ulubionych szat. Tych, w których mąż widywał ją najczęściej, i tych, w których podobała mu się najbardziej. Po części kotar pięły się charakterystyczne hafty czarnych gałęzi głogów, po pozostałych — tam, gdzie układ kolorystyczny temu sprzyjał — czerwone ich owoce.


pozdrawiam
wasz shadow daddy
Toska
I am the patron saint
of your demise.
wiek
44
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Wytwórca różdżek
Przeciętnego wzrostu kobieta (175cm) o srebrnych oczach i burzy rudych włosów.

Larisa Gregorovitch
#4
17.03.2026, 07:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2026, 07:06 przez Larisa Gregorovitch.)  

Nie wszystko. Nie wszystko? Larisa ściągnęła brwi w delikatnym geście, próbując wyłowić z panującej w głowie mgły jakiś detal, który może umknął jej gdzieś w natłoku pracy. Nie byłoby to niczym nowym ani niezwykłym, szczególnie że kiedy srebrzyste spojrzenie przetoczyło się ponownie po zakamarkach pomieszczenia i tam nie znalazła odpowiedzi na gnębiące ją właśnie pytanie, cóż takiego na myśli mógł mieć jej mąż. Trwała przez moment w miejscu, zastygła w swoich poszukiwaniach, ale kiedy tylko padło jedno proste słowo, ciało zareagowało jakby samo. Obcasy zastukały o drewnianą podłogę powoli, kiedy z każdym kolejnym krokiem zmniejszyła dystans, a wreszcie wąskie palce wsunęły się w znajomą jej szorstkość dłoni mężczyzny.

Lubiła czuć niesione przez jego skórę ciepło. Lubiła śledzić opuszkami palców szlaki, które rozprowadzały rozgrzaną krew po całym ciele i sprawiały, że jej świat nie był aż tak zimny i ostry. Rzeczywistość wydawała się mieć metaliczny posmak, kiedy nie było obok niej Mykewa, jakby pod jego skrzydłami przede wszystkim, znajdowała tę odrobinę ukojenia przed stalową drzazgą wzierającą się od dekad w meandry jej umysłu. Ciepło to było znajome, przyjemne i wzbudzało zaufanie, a tak jak on mógłby wyłupić jej oczy by mieć je na własność, ona spiłaby łapczywie krople jego krwi, by tylko móc pławić się w jego obecności po wsze czasy.

- Karnisz - powtórzyła, ale nie było to pytanie. Gdzieś w zgłoskach kryła się jakaś ulga, bo oto znalazła winowajcę wcześniejszych wątpliwości. Nie wszystko nagle znalazło swoje centrum, zogniskowało się na nim i przestało być takie męczące. Widziała ostatnio jakieś ogłoszenia dotyczące prac stolarskich, ale na co im było coś takiego, kiedy mieli dom pełen rzemieślników? - Myślisz, że udałoby się zamalować tę runę? - zapytała, przekrzywiając delikatnie głowę na bok i patrząc; najpierw na niego, potem na karnisz, a wreszcie i robiąc powolny skan otoczenia, jakby wywołana do tablicy zmora miała nagle pokazać się w zasięgu wzroku. Nie zrobiła jednak tego, niestety, ale Larisa pamiętała gdzie widziała ją ostatni raz. Intruz zanadto zaburzał jej otoczenie i burzył schematy, by tak zwyczajnie pozwoliła mu umykać.

Z pewnym żalem pozwoliła na jego odsunięcie się i pozostawienie jej z zaklętym pudłem. Emocja odbiła się jednak zaledwie na dnie srebrnych tafli oczu, bo wyraz twarzy pozostał tak samo senny, może już na myśl o całym procesie dobierania kotar. To było ciężkie zadanie, bo nigdy nie była przesadnie dobra w wystroju wnętrz. Pracownia miała być łatwa w poruszaniu się i ergonomicznie urządzona, a wszelkie ozdoby i frywolności były zwyczajnym kaprysem. Bardziej do tego chyba przydałby się ich syn, chociaż nie powiedziała tego na głos.

Materiały kotar były lejące się, a kolory posiadały pewną intensywność, strategicznie jednak przełamaną. To nie były intensywne, krzykliwe barwy, ale ich nasycenie wciąż było wyraźne. Najbardziej chyba lubiła czerwień co pewnie mogło dawać wrażenie, jakby zderzało się z jej własną ospałością. Często też sięgała po zieleń i srebro, co pewnie można było odnieść do upodobań Salazara, aczkolwiek nigdy nie można było być tego całkowicie pewnym.

Materiały zafurkotały, kiedy zaczęła wyciągać je z pudła. Pozwalała im rozłożyć się pod wpływem grawitacji, kiedy unosiła złożone kotary ku górze, chcąc ocenić to jak leżały i jak kolor prezentował się w świetle wnętrza.

mr grumpy
fake it till you make it
wiek
56
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
różdżkarz, rzemieślnik
Ostre rysy twarzy ponurego szlachcica ozdabia ciemna oprawa oraz hebanowe włosy oprószone siwizną szczególnie gęsto zebraną przy skroni. Dżentelmen nieprzeciętnie wysoki (193 cm), poza tym przeciętnej budowy. Organizm nadwątlony bezsennością — blada cera i zapadnięte oczy. Ciągnie się za mężczyzną, prócz papierosowego smrodu, echo cmentarno-świątynnej woni, czegoś przywodzącego na myśl śmierć. Mówi angielszczyzną poprawną, choć zabarwioną obcą tonacją. Wybiera szaty w czarnych kolorach.

Mykew Gregorovitch
#5
04.04.2026, 01:09  ✶  
Znajomy rytuał złożenia jej dłoni w jego dłoń zawsze był mu miły. Mykew pamiętał ręce Larisy sprzed wielu lat, gdy to dopiero je poznawał — nieoszlifowane i niewprawne. Poddawały się jego rękom, gdy prowadził młodą żonę w tajniki swojego fachu. Jego dłoń nad jej dłonią kierująca ją po mentorsku w tym, jak trzymać w ręku nóż i jak osadzać w różdżkach rdzenie. Cieszył oczy tym, jak ona obchodziła się z jego rzemiosłem coraz sprawniej; po dziś dzień lubił obserwować ją przy pracy, dopatrywać się w jej ruchach cieni swojej własnej metody. Lubił podziwiać i czuć dłonie Larisy — były częścią jego dzieła. Jego Larisa, jego angielskie błogosławieństwo. Zawsze trzymał ją blisko przy sobie. Pokonał starego Gaunta, odebrał rodowy skarb, a w zamian za okaleczenie ojca ofiarował Larisie syna. Wziął wszystko, co miał wartościowego ten dom, i zbudował z jego piękną córką własny, na tej obcej sobie ziemi.
— Nie sądzę — odparł zdawkowo pan Gregorovitch, gdy padło pytanie o runę. — Nie farbą. Być może nałożenie innej runy. Spróbuję jeszcze dziś.
Pragnienia tych prób bynajmniej nie miał. Mykew Gregorovitch był człowiekiem czułym na smak porażki i gorzkniejącym pod nim od lat. Ów smak był niemal nieustannie obecny w jego ustach, lecz czy nie taka była dola wizjonera chcącego osiągnąć wielkość nieznaną ludzkości — że setki razy nie uda mu się i setki razy znosić będzie musiał porażki. Nie osładzało to nijak goryczy. Już teraz Gregorovitch potrafił ocenić, że moc runy krążącej po jego suficie jest wielka. Nie chciał być przez nią zwyciężony, lecz tak jak próbował niezłomnie od lat replikować niedosięgnione insygnium, tak nie zamierzał odchodzić i od runy. Mógł spróbować, jeśli miał szansę przynieść Larisie nieco ulgi — osłabić działanie klątwy czy przykryć ją na jakiś czas.
Kotary zaś wisiały w drzwiach zakładu od zawsze i nie było powodu się ich pozbywać, gdy stanowiły dodatkową warstwę oddzielającą państwa od klientów. Gdy wchodził kto i odzywały się przed nim drzwi, Gregorovitchowie dysponowali tym niewielkim buforem zasłony, aby się przygotować na przyjęcie klienta. Czas na dopchnięcie trupa w szafie, pozdrawiam synka.
Mężczyzna, pozornie zajęty rozstawianiem przyniesionej z zaplecza drabiny, spoglądał wciąż czujnie na żonę. Patrzył, na której tkaninie najdłużej zatrzymuje wzrok, którą najwięcej próbuje pod palcami. Ponure oko chętnie rejestrowało te szczegóły, niemal jakby Mykew Gregorovitch kontrolował, czy Larisa wybierze po jego myśli.
Siłą rzeczy dał kobiecie moment względnej prywatności, gdy wspiął się na drabinę. Ściągnął z siebie uprzednio elegancką szatę, aby nie podeptać jej przypadkiem. Pozostał w spodniach i koszuli, której podwinął rękawy. Tak przygotowany przystąpił do zdjęcia poprzednich zasłon, po czym w ciszy majstrował dłuższą chwilę przy karniszu i majstrował tak, dopóki nieszczęsne kotwy nie trzymały się na powrót stabilnie ściany. Uporawszy się ze swoją częścią pracy, zwrócił się z powrotem ku Larisie ze spojrzeniem mówiącym jasno, że oczekuje teraz jej decyzji.


pozdrawiam
wasz shadow daddy
Toska
I am the patron saint
of your demise.
wiek
44
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Wytwórca różdżek
Przeciętnego wzrostu kobieta (175cm) o srebrnych oczach i burzy rudych włosów.

Larisa Gregorovitch
#6
10.04.2026, 17:56  ✶  

Larisa pamiętała pierwszy raz, kiedy ujęła rękę Mykewa. Dziewczęca dłoń wsunęła się wtedy między jego palce, należące do mężczyzny już dorosłego i posiadającego na skórze pierwsze oznaki praktykowanego rzemiosła. Można by po wszelkich zadrach i zgrubieniach prześledzić całą mapę jego dotychczasowego dorobku. Ale zamiast zapytać, zabawiając przyszłego męża, wróciła do swoich zajęć, pozwalając by rozmowy na temat jej losu toczyły się nad jej głową. Ani razu nie żałowała tej bezwolności; nie kiedy pokonał jej ojca, nie kiedy wyrwał ją z rodzinnej posiadłości i nie kiedy cierpliwie uczył ją jak obchodzić się z drewnem i osadzać w nim rdzenie. W zamian za to wszystko, czym ją obdarował, ona wydarła mu syna. Ich syna.
Podobno w świecie zwierząt matki gotowe były zrobić wszystko, by swoje potomstwo chronić. Nigdy nie kwestionowała tych spostrzeżeń, ale jednocześnie obserwowała wychowane w rodowej posiadłości węże, wysiadujące złożone przez siebie gromady jaj. Obserwowała, jak owijały się wokół nich opiekuńczo, poświęcając własne zdrowie by zawsze mieć na nie oko. I tak samo obserwowała, jak wężowe matki pożerały czasem własne jaja.

Czasem śniła, że otwiera usta szeroko i niczym wąż. Że jest w niej jakaś prymitywna potrzeba, by pozbyć się potomstwa, które było wadliwe i które wydawało się nie być w stanie poradzić w świecie samemu. Następnie połykała w całości to, co uważała za wadliwe, a co przecież kochała również całym sercem. Ale może to jej serce było niewystarczające. Może zanadto rozsiadł się tam Salazar, a może zawsze było popsute. Może matki powinny jednak kochać swoje dzieci bezwarunkowo.

Drabina szczęknęła, kotary opadły, a karnisz został przykręcony lepiej do ściany na której się znajdował. Larisa w tym czasie przełożyła jeszcze parę tkanin, oglądając je powoli i uważnie. Do ostatniego momentu wyglądała, jakby długo jeszcze miała dywagować na tym, który wzór najbardziej pasował do wnętrz ich pracowni, ale kiedy Mykew na nią spojrzał, palce zacisnęły się mocniej na jednym zestawie i uniosły go ku niemu. Ciemne, z haftowanymi gałęziami głogu, które pięły się ku górze, przetykane zielenią liści, ale także czerwienią charakterystycznych jagód.

mr grumpy
fake it till you make it
wiek
56
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
różdżkarz, rzemieślnik
Ostre rysy twarzy ponurego szlachcica ozdabia ciemna oprawa oraz hebanowe włosy oprószone siwizną szczególnie gęsto zebraną przy skroni. Dżentelmen nieprzeciętnie wysoki (193 cm), poza tym przeciętnej budowy. Organizm nadwątlony bezsennością — blada cera i zapadnięte oczy. Ciągnie się za mężczyzną, prócz papierosowego smrodu, echo cmentarno-świątynnej woni, czegoś przywodzącego na myśl śmierć. Mówi angielszczyzną poprawną, choć zabarwioną obcą tonacją. Wybiera szaty w czarnych kolorach.

Mykew Gregorovitch
#7
30.04.2026, 21:01  ✶  
Jakże mógłby nie zagniewać się, gdy zabiła jego syna? Zabrała mu go, a Savaš należał mu się tak samo, jak należała mu się Larisa. Forma ukarania go nie była jej decyzją do podjęcia. Weszła tym w jego ojcowskie kompetencje.
Wybaczył jej jednak, ponieważ wiedział, że kierowała nią pasja zranionej matki. Dostrzegał w tym akcie synobójstwa jakieś uczucie ostateczne, coś niby kraniec człowieczeństwa. Tajemnicza potworność, która przewyższała wszystkie nikczemności, jakie sprowadzał przez lata do domu, aby je studiować. Nie przestał Larisy tamtego dnia kochać — Mykew bowiem potworności sam wyszukiwał, sam pożądał ich najgłębszych sekretów. Ileż jeszcze stopni mroku miał odkryć w pani z domu Gaunt? Nie, nie mógłby jej porzucić. Nie poznał o niej jeszcze wszystkiego.
Larisa, ach.
— Stałość — obrócił szeptem słowo w rosyjskim, oglądając odebraną z rąk żony zasłonę, identyczną do tej, którą ledwo przed momentem zdjął. Zaakceptował jej wybór, nie komentując go w żaden inny sposób.
Materiał pachniał obco, nie przesiąkł jeszcze zapachem ich zakładu. W poprzednie kotary wżarła się jednak subtelna, a nieusuwalna woń spalenizny, bo choć warsztat Gregorovitchów ocalał, nie wszystkich ich sąsiadów w Carkitt spotkał ten sam łaskawy los. Irytujący swąd więc sięgnął również ich progu.
W ciszy Mykew rozwieszał zasłony, a gdy sprawa odnowionego wystroju została zamknięta i mężczyzna stanął twardo na podłodze, jego wzrok powędrował ponownie ku sufitowi, przypominając o nieuchronnie czekającym go wyzwaniu. Nie nawykł do wykrętów i uników; sprawę należało rozstrzygnąć bez zwłoki, skoro zostało obiecane. Drabina została przesunięta nieco bliżej centrum pomieszczenia — tak podpowiadała mu jakaś intuicja, mimo że znak pojawiał się w różnych miejscach.
Nim przystąpił do swego zadania, pan Gregorovitch raz jeszcze zwrócił się do żony:
— Ta runa nie zostanie tutaj, Lariso. To wyłącznie sprawa tego, jak daleko będziemy musieli się posunąć w próbach usunięcia tej niedogodności. — Mówił to z niezachwianą pewnością i nie tylko po to, aby ukochaną pocieszyć, a dlatego, że sam wierzył w to, co oświadczał. Może i rozwiązanie nie leżało przed nim na tacy, lecz Mykew Gregorovitch nie był byle kim, aby ulegnąć przed czarnoksięskim znakiem pałętającym się po jego warsztacie.

// remont done, rzucam nam już tutaj kolejnego taska
!BINGO E2


pozdrawiam
wasz shadow daddy
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#8
30.04.2026, 21:01  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: E2
wariant: 3
typ: zdarzenie

To teraz przyznajcie się czyj to był pomysł, żeby tutaj przyjechać? Randki są fajne, ale koszt tej jest wysoki! Żadne z was nie jest stąd. Obce ulice, nieznane nazwy, mapy, które wydają się żyć własnym życiem. Gubicie się raz, potem drugi. Zaczyna padać. Czy frustracja wygra z poczuciem przygody? A może to właśnie w tych zagubionych chwilach – gdy nie wiecie, dokąd iść, żeby znaleźć wynajęty pokój w hotelu czy restaurację z zarezerwowanym stolikiem – odnajdujecie siebie nawzajem najmocniej?
Toska
I am the patron saint
of your demise.
wiek
44
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Wytwórca różdżek
Przeciętnego wzrostu kobieta (175cm) o srebrnych oczach i burzy rudych włosów.

Larisa Gregorovitch
#9
11.05.2026, 22:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2026, 22:26 przez Larisa Gregorovitch.)  

Pewnie ktoś inny nazwałby to czymś innym, na przykład bezruchem. Jakimś pejoratywnym określeniem, które prezentuje brak ruchu jako bezwolność i niechęć do rozwijania się. Larisa uważała, że niewiele było w niej do rozwinięcia, ale oprócz tego ta stałość zapewniała jej swoistą podporę. Znała ten bezruch, ten spokój i zwyczajnie czuła się w nim bezpiecznie. Na to jedno słowo, kąciki ust drgnęły nieznacznie, na moment wykrzywiając się ku górze by obdarowała męża delikatnym, mglistym uśmiechem, który zaraz rozpłynął się kiedy tylko zasłona opuściła jej dłonie.

Materiał prezentował się dokładnie tak samo jak poprzedni - ten, który teraz jej szczupłe dłonie powoli składały, by mogła schować je i odłożyć potem do prania - a mimo tego wnosił sobą świeżość do tych pociemniałych wnętrz. Przede wszystkim, nie snuł się za nim zapach spalenizny, który wciąż dało się gdzieniegdzie wyczuć na Carkitt Market. A teraz byli od niego całkowicie wolni.

- Dziękuję - odpowiedziała miękko, przyglądając się z uwagą, jak poprawia drabinę i przysposabia się do zajęcia lepszej pozycji. Runa była teraz jej największym zmartwieniem, a kiedy zniknie, wszystko mogło wrócić do właściwego sobie rytmu. Podczas gdy inni ogłaszali się i swoje warsztaty - na przykład taki Ollivander - oni nie próbowali nadkładać pracy czy prowadzić działalność charytatywną. Ktokolwiek mógł szukać ich pomocy po Spalonej Nocy, dokładnie wiedział gdzie ich szukać. - Jeśli tylko mogę być pomocą... - zapewniła go jeszcze, nawet jeśli słowa pozostały niedokończone. Zawsze gotowa była w jakikolwiek sposób wspomóc go, ale jednocześnie coś w tych słowach wskazywało na to, że w najlepszym możliwym scenariuszu - czyli tym najbardziej przez nią preferowanym - nie będzie musiała do tej runy w ogóle się już zbliżać.

Wreszcie poukładała do końca materiał, stanowiący wcześniej kotarę i odłożyła go na blat kontuaru. Kiedy będą opuszczać swój zakład, zabiorą go ze sobą, a w rodowej posiadłości zajmie się nim skrzat, pewnie tylko po to by po wyczyszczeniu znowu trafił do pudełka na długi czas.

- Niedługo czeka nas podróż, prawda? - zapytała wreszcie, zajmując miejsce na krześle i spoglądając na wspinającego się po drabinie męża. Podróż, która czekała ich oboje i sprawiała, że Larisa czuła się odrobinę niepewnie. Głównie dlatego, że wszystko będzie musiało zostać na głowie ich syna. - Przypomnisz mi proszę, jak długo ma nas nie być? - jakiś cień zmartwienia powoli rozkwitł na jej twarzy. Nie była to jednak troska, a coś ciemniejszego. Brak zaufania, który tkwił w niej od pamiętnego dnia.

mr grumpy
fake it till you make it
wiek
56
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
różdżkarz, rzemieślnik
Ostre rysy twarzy ponurego szlachcica ozdabia ciemna oprawa oraz hebanowe włosy oprószone siwizną szczególnie gęsto zebraną przy skroni. Dżentelmen nieprzeciętnie wysoki (193 cm), poza tym przeciętnej budowy. Organizm nadwątlony bezsennością — blada cera i zapadnięte oczy. Ciągnie się za mężczyzną, prócz papierosowego smrodu, echo cmentarno-świątynnej woni, czegoś przywodzącego na myśl śmierć. Mówi angielszczyzną poprawną, choć zabarwioną obcą tonacją. Wybiera szaty w czarnych kolorach.

Mykew Gregorovitch
#10
04.06.2026, 19:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2026, 11:30 przez Mykew Gregorovitch.)  
Dziwnym zawsze jawił mu się szczery uśmiech Larisy. Jakby przez szparę w ciężkich czarnych zasłonach wślizgiwał się pojedynczy, nikły snop światła — element przyciągający w ciemnym pomieszczeniu uwagę, lecz gdyby to pomieszczenie rozświetlić, skąpać je w słońcu, straciłby swój urok.
Czy kiedyś nie widywał tego uśmiechu częściej, zastanawiał się.
— Jest w porządku — zapewnił, odmawiając jej ofercie pomocy. Nie była w tamtej chwili potrzebna.
Mykew zdążył zaobserwować, że runa, która pojawiła się w ich warsztacie, wchłonęła silne zaklęcie — nieznane mu niestety. Był niemal pewien, że nie uda mu się tego tak po prostu przełamać, a z pewnością nie bez dłuższych badań, prób i przygotowań. Nie tą drogą zamierzał podążyć, gdy stawał tamtego wieczora na drabinie pod sufitem. Tak jak Larisa chciała sufit pokrywać świeżą farbą, tak Mykew zamierzał pokryć go świeżym zaklęciem. Chciał zasłonić przekleństwo spadłe na ich lokal warstwą magii ochronnej, która być może choć częściowo stłumi negatywny efekt runy. Przy pomocy różdżki spróbował więc w sufit wtopić układ symboli tworzących barierę magicznych zabezpieczeń.

// rzucam WOŚ na przewagę Pieczętowanie III — stworzenie układu run ochronnych
Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!

Rozłożywszy po suficie właściwe symbole, Mykew mógł przejść do wsączenia w nie zaklęć. Ponieważ klątwa zdawała się oddziaływać na umysły, implantując w nich koszmary (co Gregorovitch odkrył, próbując uciąć sobie pewnego dnia drzemkę w fotelu na zapleczu), zdecydował się na próbę z zaklęciem rozpraszającym uroki.

// rzucam rozproszenie, aby runy wchłonęły zaklęcie rozpraszające uroki
Rzut N 1d100 - 31
Akcja nieudana


W podróż, która ich czekała, Gregorovitch mógłby ruszyć sam. Były to sprawy biznesowe, które nie wymagały dwojga. W przeciwieństwie do Larisy jednak więcej obaw miał wobec pomysłu pozostawienia Savaša samego z matką niż wobec powierzenia chłopcu na ten czas wyłącznej opieki nad warsztatem. Przeszło mu przez myśl pocieszyć żonę: będzie pilnowany. Nad zakładem zawsze czuwał ktoś z półświatka, lecz — u licha! — wśród szczurów Fontaine nie brakowało młodych chłopców. Nie usunęłaby ta pociecha wątpliwości Larisy, a może wręcz podsyciła je myślą, że zaglądać tu będzie szemrane męskie towarzystwo.
— Trzy dni powinny wystarczyć — odparł obojętnie, zachowując pozór tego, że nie rozumie źródła jej obaw i pytań. Nie zamierzał z nią o tym rozmawiać. — Karoca w piątek zabierze nas do Nowosybirska. Tam następnego dnia rano spotkamy się z ojcem i z nim udamy się do Lukomorye.
W Lukomorye — legendarnej, od wieków ukrytej przed mugolami rosyjskiej mieścinie — odbywał się co trzy lata największy rosyjski festiwal różdżkarski. Rzecz jasna Peter Gregorović będzie się wystawiał jako szycha lokalnego rzemiosła, lecz nie na spotkaniu z ojcem i podziwianiu jego pracy zależało Mykewowi. Do Lukomorye ściągną najwięksi rzemieślnicy z całego wschodu i Bałkanów; była to rzadka okazja, aby przyjrzeć się ich niewystawianym na co dzień różdżkarskim ciekawostkom, a nawet spróbować szeptem podpytać o te przechowywane pod ladami stoisk.

Runy zostają wykonane poprawnie.
Pierwsze zaklęcie rozchodzi się po runach, ale gaśnie zanim Mykew pójdzie spać.
Mykew to zauważa i poprawia zaklęcie.
Idzie spać pierwszy raz. Próba nie przynosi skutku, ale wciąż ma prawo podejrzewać wadliwe zaklęcie.
Po rzuceniu zaklęcia po raz trzeci zabezpieczenie nadal nie działa, kiedy idzie spać, odczuwa skutki obecności runy w mieszkaniu.
Zajmuje mu to długi czas przez potknięcia, musiał iść spać w mieszkaniu aby się o tym przekonać, ale dowiaduje się, iż niewątpliwie nie jest to zwykły urok. Nie da się tego rozproszyć.
(Możesz to rozłożyć na dowolną liczbę sesji i dowolny okres czasu.)
@Mykew Gregorovitch @Larisa Gregorovitch

Koniec sesji


pozdrawiam
wasz shadow daddy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Larisa Gregorovitch (1525), Mykew Gregorovitch (1784), Pan Losu (175)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa