• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[06.09.1972] Matrioszka

[06.09.1972] Matrioszka
Bimbonierka
"boo hoo she stole the diamonds/killed a man" yeah, and? maybe he deserved it. the diamonds look great w her outfit. you just hate to see the girlboss winning.
wiek
41
sława
VI
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Urzędniczka, zastępczyni szefa Departamentu Skarbu
Długie za pas, ciemnobrązowe włosy, zwykle starannie wystylizowane w nisko upięty kok, zdobny w połyskliwe świecidełka. Przerażająco głębokie, czarne oczy. Zawsze starannie ubrana: ustrojona w przepyszną, diamentową biżuterię, nosi drogie, wysokiej jakości szaty, najczęściej w odcieniach czerni, czerwieni, różu i fioletu, skrojone tak, aby podkreślić wszystkie atuty jej sylwetki. Porusza się z gracją godną tancerki. Choć jest niskiego wzrostu (mierzy dokładnie 1,55 m) dodaje sobie tych parę centymetrów więcej butami na obcasach. Bije od niej aura wyższości i pewności siebie.

Anastasia Dolohov-Burke
#1
05.08.2025, 20:56  ✶  
Posiadłość rodziny Burke na obrzeżach Kensington

Anastazja zamknęła oczy, oparłszy się o wezgłowie bogato zdobionego fotela, stojącego nie w gabinecie magipsychiatry, lecz w jej własnym, wygodnym saloniku, z którego okien rozciągał się widok na otaczający posiadłość ogród. Opierścienione palce niespokojnie gładziły tapicerkę, obitą aksamitnym w dotyku pluszem. Jak zawsze załaciła sowicie za to, żeby wizyta odbyła się w zaciszu luksusowych apartamentów, w których czuła się najlepiej: nie znosiła lekarskich kozetek, krzeseł klejących się obrzydliwie do skóry ud, mdłego zapachu medykamentów, który nie był w stanie pokryć smrodu śmierci. Siedziała swobodnie, z nogą założoną na nogę, ale na jej twarzy nie gościł zwyczajowy grymas uprzejmego znudzenia, znany dobrze Odysseusowi. Wydawała się... Wzburzona. Zwykle arystokratka przypominała jedną z porcelanowych laleczek, stojących na drewnianym regale w głębi przestronnego salonu – laleczek, które kolekcjonować zaczął jej zmarły przed laty mąż, chcąc wkraść się w łaski swojej jedynej córki, Diany. Wykupował jej te wszystkie piękne lalki, jak gdyby próbował pokazać kapryśnej smarkuli, jak powinna prezentować się pannica z porządnego domu: ładnie wyglądać, i nie kłapać głupio dziobem. Diana musiała wziąć sobie ojcowskie nauki do serca, bo cokolwiek brała, jej oczy szkliły się po tym tak samo, jak puste oczy tych porcelanowych laleczek. Przynajmniej wyszła dobrze za mąż. A właśnie... Może Janus miał po prostu wyrzuty sumienia, że wybrał sobie za żonę niewiele przecież starszą od Diany Anastazję, wiedząc, że ta nigdy nie zastąpi dziewczynie przedwcześnie odumarłej matki. Chociaż to ostatnie było wątpliwe. Anastazja nie podejrzewała swojego męża o coś tak ludzkiego jak wyrzuty sumienia. Prędzej zaakceptowałaby kochankę na boku, niż jakikolwiek przejaw człowieczeństwa z jego strony. Byłoby tak tak samo nienaturalne, jak stojące na wystawce lalki, piękne, ale upiorne. Jak gdyby Janus jedynie przypadkiem zapamiętał banał, że dziewczynki lubią się bawić lalkami, ale nigdy nie dbał na tyle, aby bardziej podrążyć temat. Szkoda tylko, że nigdy nie zauważył, że dziewczynka dawno już z zabawy lalkami wyrosła. Zabawny był ten jej Janus. Czy zawsze był taki krótkowzroczny, zastanawiała się czasem, przeglądając papiery mężowskich inwestycji, który dopiero pod jej ręką zaczęły przynosić rodzinie realne zyski, okazując się intratnymi, czy może po prostu psuł sobie oczy latami, patrząc na świat wyłącznie poprzez jubilerskie szkło powiększające? Nie było to jednak ważne. Jedyny raz, gdy nasadził przy niej okulary na nos, zagroziła mu rozwodem. "Zapomnij, że pokażę się z tobą na salonach w takim wydaniu", krzyknęła, pokazując na oprawki, których nie ratowały nawet cyrkoniowe zdobienia. Wyglądał w nich jak starzec.

Wzdrygnęła się na samo wspomnienie. Mimowolnie zwinęła dłoń w pięść, nie zważając na to, że metal pierścionka boleśnie wpija się w jej ciało.

– Śniło mi się, że byłam stara.


Please don't go
I'll eat you whole
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#2
18.03.2026, 10:54  ✶  
Lekarze, dorabiając sobie albo mając wpisane w zakres swoich obowiązków, oferowali wizyty domowe od lat. Jeśli sytuacja tego wymagała, winni byli złożyć taką wizytę jeszcze tego samego dnia, w którym pacjent zgłosił niepokojące objawy. Dotyczyło to głównie osób, których stan nie pozwalał na osobiste pojawienie się w świętym Mungu albo tych, u których samopoczucie gwałtownie się pogorszyło. Oczywiście w przypadkach poważnego zagrożenia zdrowia lub życia wizyta domowa była niewystarczająca. Wtedy należało wezwać magiczny odpowiednik zespołu ratownictwa medycznego.

Na nieszczęście Odysa, a być może na szczęście pięknej Anastazji, Fawley nie pracował w żadnej magicznej poradni. Oferował swoje usługi wyłącznie prywatnie. Biorąc pod uwagę jego podejście do zdrowia psychicznego oraz osobliwie rozumianą etykę, trudno było jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Odyseusz Fawley w ogóle był lekarzem.

Był (!) jednakże specjalistą w swoim fachu. Świadczyły o tym oferowane usługi, budowana cegiełka po cegiełce sieć kontaktów i relacje ze stałymi klientami, którzy w zamian za spokój umysłu — och, tak wrażliwego obszaru — oraz dyskrecję oddawali mu pieniądze, zaufanie… i najczarniejsze, najwstydliwsze z ludzkich zakamarków duszy.

Pani Dohołov-Burke dopilnowała, aby Odys ruszył się do posiadłości oddalonej zaledwie o krótki dystans od jego mieszkania, gdzie mieścił się zarówno gabinet, jak i jego prywatna przestrzeń. Ten sam Odys, którego terminy były zarezerwowane aż do wiosny 1973 roku, miał wyraźną słabość do ministerialnych głów — takich, które aż zdawały się czekać, żeby włożył w nie swoje zimne jak stal palce.

Czy był okrutny wobec wszystkich swoich pacjentów? Czy był okrutny wobec Anastazji?
— Boi się pani starości, pani Anastazjo? — zapytał delikatnie, a czarna smukła sylwetka przeniosła leniwie spojrzenie na kobietę. Była piękna. — Czarodzieje często obawiają się utraty kontroli nad tym, jak są postrzegani.
O utracie kontroli wiedział wiele. Nie znosił jej i budziła w nim swoistą panikę, gniew. W związku z tym, pytaniem próbował odnaleźć jej ślad w Anastazji. Może ich lęk miał to samo źródło. Mógł zapytać również o szczegóły snu (o który ni chuja wiedział, w gruncie rzeczy prawie nic), ale doświadczenie pozwalało mu dedukować. Wkrótce miało się okazać, czy słusznie. — Z jakiej perspektywy widziała pani ten sen? — dopytał. — Patrzyła pani w lustro?


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
Bimbonierka
"boo hoo she stole the diamonds/killed a man" yeah, and? maybe he deserved it. the diamonds look great w her outfit. you just hate to see the girlboss winning.
wiek
41
sława
VI
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Urzędniczka, zastępczyni szefa Departamentu Skarbu
Długie za pas, ciemnobrązowe włosy, zwykle starannie wystylizowane w nisko upięty kok, zdobny w połyskliwe świecidełka. Przerażająco głębokie, czarne oczy. Zawsze starannie ubrana: ustrojona w przepyszną, diamentową biżuterię, nosi drogie, wysokiej jakości szaty, najczęściej w odcieniach czerni, czerwieni, różu i fioletu, skrojone tak, aby podkreślić wszystkie atuty jej sylwetki. Porusza się z gracją godną tancerki. Choć jest niskiego wzrostu (mierzy dokładnie 1,55 m) dodaje sobie tych parę centymetrów więcej butami na obcasach. Bije od niej aura wyższości i pewności siebie.

Anastasia Dolohov-Burke
#3
29.03.2026, 16:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2026, 16:59 przez Anastasia Dolohov-Burke.)  
– A ile mi lat dajesz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Anastazja, podnosząc nagle spojrzenie na stojącego przed nią Odysseusa. Czarne jej oczy rozbłysły, gdy zaśmiała się, w ten głośny, irytujący sposób pełen rozpasanej dziewczęcości, przefermentowanej jak wino stojące na stoliku obok. Nie był to miły śmiech. Perlił się chwilę na jej ustach, przywodząc na myśl bogactwo. Śmiejąc się, Anastazja odrzucała głowę do tyłu, pretensjonalna niczym operowa primadonna. Śmiech, jaki z siebie wydawała, na początku był wysoki niczym sklepienie saloniku, w którym właśnie siedzieli. Nawet gdy zadarło się głowę, nie widać było bowiem skąpanego w ciemnościach strzelistego sufitu, na pewno sięgał jednak wyżej niż rząd kilkumetrowych okien, upodabniających wnętrze rezydencji do mugolskiej katedry. Próżno było szukać tutaj boga. Jedynym bóstwem, jakie wyznawała Anastazja, było to, na które mogła zrobić się przed toaletką. Śmiech szybko stał się dziwnie gardłowym, cichnąc gwałtownie. Nigdy nie była to więc partia sopranowa. Kobieta zacisnęła powleczone szminką usta w uśmiech, w jej oczach nie dało się znaleźć choćby śladu wcześniejszego rozbawienia. Może nigdy go tam nie było. Oczy jej błyszczały jak prawdziwe obsydiany, gdy wyzywająco wpatrywała się w Odysseusa, ale śmiech... Śmiech zawsze był sztucznym.

"A ile mi lat dajesz?", spytała, zanim odrzuciła głowę do tyłu. Półleżąc, półsiedząc, leniwie wyciągnęła nogę w górę, jak gdyby się przeciągała, ruchem powolnym, doskonale obliczonym na efekt. Pozwoliła opaść okrywającej ją spódnicy, odsłaniając nieznacznie udo, dotąd skryte pod połami tafty. Najpierw jedne, a potem drugie. Było w tym coś wulgarnego. W sposobie, w jakim się zachowywała. W tym, jak wydęła na chwilę wargi, niby to zastanawiając się nad odpowiedzią. W tym jak leżała rozwalona w fotelu, z nogami opartymi wyżej, o zdobione oparcie stojącego obok krzesła. Wulgarnym było nawet to, jak część wyplecionych z eleganckiego uczesania loków rozsypało się po jej ramieniu. Nie wydawała się ani trochę zawstydzona obecnością Odysseusa. Gdyby chciała, Anastazja mogła mieć do swojej dyspozycji cały sztab uzdrowicieli. Mogłaby nawet wykupić Lecznicę Dusz z rąk stetryczałego statuszka, który jej doglądał, i przerobić ją na wielki dom dla lalek. Bo zamieszkujący go pensjonariusze przypominali jej lalki, stojące na regale za jej plecami. Głupie, bezwolne, zamknięte w pokojach bez klamek jak w pudełkach. Mogłaby to zrobić, pomyślała, upijając nieco wina z podniesionego z podłogi kieliszka, ale była już dużą dziewczynką, a duże dziewczynki nie bawiły się lalkami. Bawiły się ludźmi.

Oblizała językiem wargi.

Nie cierpiała wina.

– Na koniec snu pojawiło się lustro, owszem. Ale na początku byłam tylko ja. Widziałam swoje pomarszczone dłonie. Skórę pokrytą starczymi plamami. Byłam taka sucha... Sucha jak skwarka, chociaż na moim ciele nie było ani grama tłuszczu, bo wszystkie ubrania wciąż na mnie pasowały – stwierdziła chełpliwie. – Regularnie badam przecież stężenie cholesterolu. Podążam również za specjalnym programem ćwiczeń, ułożonym przez mojego trenera personalnego. – Niewątpliwie, jej nogi były smukłe, ale silne, z odznaczającą się łagodnie muskulaturą, właściwą komuś, kto od młodości pasjonował się tańcem. Przyglądając się im w zamyśleniu, poruszyła palcami u stóp. – Sucha jak mężczyzna – stwierdziła w końcu. – Kobiety są bowiem rozkosznie mokre. Winka, Odysseusie? Czy będziesz siedział tak o suchym gardle?


Please don't go
I'll eat you whole
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#4
07.06.2026, 15:28  ✶  
— Masz czterdzieści jeden lat. Twoja próżność skrupulatnie prowadzi rachunek, więc nie muszę robić tego za nią.
Światło, które sączyło się przez wysokie, katedralne okna, miało barwę rozwodnionej herbaty i spoczywało na perskim dywanie smętnymi plamami złota. Odys obserwował rozgrywające się przed nim przedstawienie tak jakby przyglądałby się eksponatowi zamkniętemu za szkłem gabloty — być może interesującemu pod względem warsztatowym.

Śmiech zakwitł na jej ustach niczym ostatni kwiat późnego lata i równie szybko obumarł.

Wyeksponowana (och, jak wulgarnie!) noga, włosy rozsypane na ramionach, propozycja wina rzucona tak ostentacyjnie — wszystko to nosiło znamiona starannie wyreżyserowanego spektaklu, którego celem było ukrycie drżenia dostrzeżonego wcześniej w zaciśniętej dłoni kobiety.
— Nie piję podczas pracy — odpowiedział. Na razie nie miał jeszcze powodu przypuszczać, że wydarzenia przełomu ósmego i dziewiątego września zmuszą go do zrewidowania nie tylko tej konkretnej zasady, ale także wielu innych pewników, które dotąd uznawał za nienaruszalne. — Ten sen… — pociągnął temat. Lekarz przechylił głowę. Kosmyk jego czarnych włosów opadł na skroń. — Nie był o cholesterolu ani pilatesie. Był o powolnym obumieraniu wszystkiego, co żywe. Nie byłaś w nim po prostu stara. Czy czułaś, że byłaś pusta?
Mężczyzna wstał, zrobił celowy krok naprzód. Miękka podeszwa butów zaszeleściła cicho o parkiet. Powoli okrążył jej fotel. Jego cień opadł na odsłonięte uda Anastazji.
— Najpierw zobaczyłaś swoje dłonie — zamyślił się, zatrzymując za jej plecami. — Narzędzia twojego fachu. Instrumenty podpisujące wyroki śmierci dla budżetów ministerialnych. Piszące listy kończące kariery. Czy obawiasz się, że pewnego dnia staną się jedynie… rzeczami? Pomarszczonymi, pokrytymi plamami rzeczami, niezdolnymi już uchwycić niczego wartościowego? Władzy, uwagi… życia?
Pochylił się nad nią. Obie dłonie oparł o oparcie fotela.
— A lustro na końcu… — mruknął. — Nie pokazało ci starej kobiety. Pokazało ciebie samą. Przerażające odkrycie, że osoba, którą stworzyłaś, to jest kobieta sukcesu, wdowa w wielkiej rezydencji, jest jedynie powierzchnią. Obrazem namalowanym na płótnie.
Matrioszka, w której nie ma nic poza kolejnymi, coraz bardziej zdesperowanymi wersjami tej samej skorupy. Jedna w drugiej. I jeszcze jedna. Aż do samego środka, gdzie pozostawał już tylko pył. Odys ponownie odwrócił się ku niej.
— Może wolisz wrócić do rozmowy o swoim trenerze?


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
Bimbonierka
"boo hoo she stole the diamonds/killed a man" yeah, and? maybe he deserved it. the diamonds look great w her outfit. you just hate to see the girlboss winning.
wiek
41
sława
VI
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Urzędniczka, zastępczyni szefa Departamentu Skarbu
Długie za pas, ciemnobrązowe włosy, zwykle starannie wystylizowane w nisko upięty kok, zdobny w połyskliwe świecidełka. Przerażająco głębokie, czarne oczy. Zawsze starannie ubrana: ustrojona w przepyszną, diamentową biżuterię, nosi drogie, wysokiej jakości szaty, najczęściej w odcieniach czerni, czerwieni, różu i fioletu, skrojone tak, aby podkreślić wszystkie atuty jej sylwetki. Porusza się z gracją godną tancerki. Choć jest niskiego wzrostu (mierzy dokładnie 1,55 m) dodaje sobie tych parę centymetrów więcej butami na obcasach. Bije od niej aura wyższości i pewności siebie.

Anastasia Dolohov-Burke
#5
31.07.2026, 20:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2026, 21:01 przez Anastasia Dolohov-Burke.)  
"Masz czterdzieści jeden lat."
— To oficjalna diagnoza? — zapytała pogodnie Anastazja, flirtem pokrywając irytację, której pierwsze iskierki rozświetliły jej oczy, niby odpryski na szklistej powierzchni obsydianu.
"Twoja próżność skrupulatnie prowadzi rachunek, więc nie muszę robić tego za nią."
— Podobno nadmierna skrupulatność jest sztandarowym symptomem zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Zastanawiam się, czy na takowe nie cierpię. Zawsze lubiłam rachować. — Anastazja była w tym dobra, lepsza niż Vakel z całą tą jego numerologią. Podczas gdy on uczył się znaczeń stojących za liczbami, ona pojmowała je wprost. Nie potrzebowała kartek ani wykresów. Wszystkie operacje arytmetyczne prowadziła we własnej głowie. Wydawało mi się to nieprzydatnym w życiu, oczywiście, poza tańcem, gdzie każdy ruch dało się opisać funkcją czasu i przestrzeni. Nie potrzebowała przecież liczyć nigdy własnych pieniędzy. No ale kraj już potrzebował…
Biedna była ta Anglia. Dziwne, że osoby takie jak Odysseus decydowały się na imigrację, zauważyła, niemal współczująco. Cóż z tego, że mówił z angielskim akcentem, i wychowywał się w nokturńskim rynsztoku, z którego nigdy tak naprawdę nie wypełzł. Zignorowała to, jak na rasową ignorantkę przystało. Urodę miał tak przecudnie delikatną jak na mężczyznę, mimo, że był ledwie półkrwi… A jednak Anastazja (która sama miała się skądinąd za imigrantkę, mimo że przyszła na świat na angielskiej ziemi, i nie poczyniła nigdy żadnych starań, żeby zapoznać się z ojczystą mową ojca ani matki) skłonna była mu to wybaczyć: uważała, że nutka obcej krwi dobrze robi angielskiej zapyziałości. Z wielką przyjemnością patrzyła więc na jego gładką twarzyczkę, choć nie w smak były słowa, jakie za nią stały. — Być może liczenie lat stało się z czasem kompulsją, a piękno obsesją — zauważyła, nawijając filuternie lok wypadły z koka na palec. — Cóż innego pozostaje poza próżnością?

A potem milczała. Milczała bardzo długo, przysłuchując się wywodowi Odysseusa z zaskakującą jak na nią uwagą. Zwykle grała bowiem lekko znudzoną, dbała o staranną reżyserię spektaklu, jakim była Anastazja Dolohov-Burke… Teraz jednak i to musiało się jej znudzić.

A może było wręcz przeciwnie, może usłyszała coś, co żywo ją zainteresowało.

Było w Anastazji coś z drapieżnika, mimo że miękkością nacechowane były jej ruchy, pod skórą kotłowało się napięcie. Przerażające były jej oczy, gdy śledziła Odysseusa, powoli przemierzającego salon. Nie podążyła za nim jednak spojrzeniem, gdy zniknął z jej pola widzenia. Nie odwróciła głowy, gdy stanął za jej plecami. W ramionach czaiło się napięcie, owszem, ale nie strach. Bardziej oczekiwanie.

Gdy cień mężczyzny padł na odsłonięte uda Anastazji, ta tylko odchyliła lekko szyję, jak gdyby zapraszała, żeby ręka Odysseusa, która spoczywała dotychczas na oparciu fotela, podążyła wzdłuż jej zagięcia.

Nie miało żadnego znaczenia, czy to zrobi, czy nie.

Oto był przecież moment, na który czekała. Gdy tylko się zbliżył, Anastazja bardzo powoli rozchyliła przed nim uda.

— Jestem… Pusta — wymruczała niemal, pozwalając, aby spódnica opadła, niemalże odsłaniając przed Odysseusem pełnię nagości, którą miała za zadanie skrywać. Był już tylko cień, rzucany tak przez podwinięty materiał, jak i przez ciało stojącego nad Anastazją mężczyzny, a w cieniu mieszka przecież pokusa, zdawała się mówić opierścieniona dłoń kobiety, od niechcenia bawiącej się rąbkiem spódnicy. — Jestem pusta — powtórzyła, obrzydliwie obracając ostatnie ze słów na języku, jak gdyby nie mogła się zdecydować, czy nim nie splunąć.
W dzieciństwie odwiedzała czasem swoją wiekową ciotkę, starą, rosyjską hrabinę, która musiała przeżyć wybuch rewolucji, żeby podążyć do Anglii wraz z resztą rodziny. Gdy tłuszcza wdarła się do jej pałacu, nie zdążyła nawet sięgnąć po różdżkę. Zabrali jej wszystko, ale najtrudniej było chyba znieść utratę godności. Trudniej nawet niż to, że mugole na żywca wyrwali jej zęby, na których nosiła srebrne korony. Gwałt, jakiego doznała na ciele, nie zdołał jednak złamać jej ducha. Anastazja uważała, że to dlatego, że ciotka była brzydka. Ciężko przechorowana w dzieciństwie smocza ospa pozostawiła bowiem blizny na jej twarzy, skazując na staropanieństwo. Być może przetrwała, bo była zbyt brzydka nawet dla ruskich żebraków. Żebraków, którzy mordowali, plądrowali i gwałcili, stawiając porządek należny światu na głowie: a może do góry nogami, tak samo jak jej ciotkę. Dlaczego po prostu się nie zabiła? Anastazja zawsze uważała, że byłoby to bardziej honorowym, ale brzydcy ludzie byli zwykli bardziej odporni. Odkąd tylko pamiętała, ciotka uwielbiała opowiadać o swych katuszach. Odziana na powrót w złotogłowie i aksamity, rozkoszowała się opowieściami o ucieczce przez Europę. Krwawo zemściła się za swoje krzywdy na kontynencie ogarniętym wojenną zawieruchą. Granicę Anglii przekroczyła może i w najzgrzebniejszej ze swych sukni, ale z najpiękniejszym uśmiechem, jaki widział świat.
Miała sztuczną szczękę z zębów mugoli, których zabiła.
Nigdy nie wyjawiła nazwiska rzemieślnika, który ją wykonał, ale kunsztowne cacko zdejmowało Anastazję w równym stopniu obrzydzeniem, co zachwytem. Ciotka nie mówiła o zbrodniach wojennych wprost, ale wszyscy w rodzinie wiedzieli. Krew ma polach bitew wyschła, niepogrzebane ciała rozwlekły zwierzęta, nazwiska zaginęły w odmętach historii.
Czasem kiedy ciotka mówiła zbyt długo, proteza ruszała jej się w buzi, kłapiąc dziwacznie. Zaczynała odklejać się od bezzębnych dziąseł, zwilżonych śliną i maścią do protez. Anastazja zdała sobie sprawę, że musi teraz przypominać ciotkę w sposobie, w jakim przejeżdżała językiem po ustach. Było w tym coś lubieżnego, podobnie jak w uśmiechu ciotki. Hrabina miała dziwne poczucie humoru, zawsze lubiła jednak młodą bratanicę. Gdy umarła, zostawiła jej w spadku naszyjnik z zębów wprawionych w złote obręcze.
Anastazja nigdy nie dostała piękniejszego prezentu. Nigdy go jednak nie nosiła, bo myśl o założeniu czegoś, co dotykało pomarszczonego ciała tej staruchy, przyprawiała ją o mdłości. A teraz sama stawała się pomarszczoną staruchą i nic nie mogła na to poradzić.

Rozchyliła lekko wargi, w których kąciku zabłyszczała kropelka śliny.

— Pusta — wyszeptała Anastazja. — Pusta — wycedziła ostro, otwierając uda szerszej, jak gdyby sama była zniecierpliwona pustką między nimi. — Pusta… Pusta. — Pokręciła lekko głową. — Pusta. Pusta! — Podniosła głos, nie przestawszy kręcić głową, gdy Odysseus zapytał o jej trenera, jak gdyby nie było to nawet wartym jakiejkolwiek dyskusji. Wydawała się być myślami gdzieś bardzo daleko. — Ha! — zawołała nagle, wykrzywiając twarz w konwulsji uśmiechu. — Sugerujesz, że on wypełniłby pustkę? Nie, nie możesz. Nie możesz, bo ci płacę, doktorze. Moja próżność napełnia ci sakiewkę. A jednak ja pozostaję pusta. Jestem pusta. Pu-sta. Pu-sta. Pusta. Pusta. Pusta…
Wyprostowała się w fotelu, jak gdyby chciała jeszcze bardziej wyeksponować odsłonięte łono, okryte jedynie skrawkiem spódnicy.
— Jak wypełnić pustkę? Czym? — zażądała chłodno odpowiedzi. Nie było w niej żadnej krępacji, żadnego zawahania, gdy półleżała z rozchylonymi udami, bardziej grożąc niż kusząc tym, co znajdowało się między nimi. — Co mi przepiszesz na pustkę?


Please don't go
I'll eat you whole
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anastasia Dolohov-Burke (1995), Odysseus Fawley (706)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa