• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć

[23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#1
12.10.2025, 15:09  ✶  

Ściany się burzą, szyby pękają na raz
Lecę w dół przez błędy wszystkich lat
Widzę wyraźnie pełne rozczarowań twarze
A w oczach ból i gniew uśpionych zdarzeń
Kłamałem więcej, niż kiedykolwiek chciałbym przyznać
A w moich żyłach płynęła krew zimniejsza niż stal
Dlatego dzisiaj jestem całkiem sam
Mój nieznajomy, czy widzisz to co ja?


Jego mieszkanie miało to do siebie, że było czyste. Zazwyczaj stanowiło granicę między światem zewnętrznym a jego własnym porządkiem — przysłowiową linią demarkacyjną.
Gdy Odys wychodził na miasto, oddawał swoją cielesność światu: wprawiał w ruch ,,mięśniowe'', ukrwione naczynie, użyteczne, lecz narażone na dotyk i brud. Ten brud świata przylepiał się do jego skóry oraz ubrań, a Odys jak to Odys, ceniący porządek i czystość, dbał więc, aby przestrzeń, w której przebywał na co dzień, zachowywała nienaruszoną sterylność. Resztę pozostawiał (wraz z godnością) na Nokturnie, w Little Hangleton, gdzie potrafił syczeć na ojca, gdy ten tłumaczył mu, jak poprawnie zakonserwować obiekt w środku wielkiego szklanego słoja.
Podobnie było z jego gabinetem oraz resztą obszernego mieszkania w niemagicznej dzielnicy Londynu. Pacjentów wpuszczał rzadko, a by dostać się dalej, trzeba było przejść przez długi korytarz. Z tego powodu miało się wrażenie, że Odys zajmował całe piętro, a nie tylko jedno mieszkanie.

Dwudziestego pierwszego września Fawley pergamin złożył na trzy i przypieczętował ciemnym woskiem. Sowa o imieniu Zbigniew uniosła się w noc, a hipnotyzer obserwował, jak zniknęła w świetle jeszcze niepełnego tamtej nocy księżyca.
Lazarus kazał na siebie czekać dwa dni.
I wszystko było w porządku, naprawdę. Na pierwszy rzut oka było perfekcyjnie wyczyszczone, sterylnie zabezpieczone. Mucha by nie siadała.

Gdyby nie to, że smrodu Odys nie czuł, ponieważ po prostu fizycznie nie był w stanie.

Wyglądał źle.
W pewnym sensie był to komplement od bogów, ponieważ mało kto potrafił się tak konsekwentnie pogarszać.
— Śmierć jest punktualniejsza od ciebie — a takimi wesołymi słowami powitał mężczyznę w progu swojego mieszkania.


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#2
14.10.2025, 06:39  ✶  
Lazarus, owszem, oddychał - nawet o wiele łatwiej, od kiedy zaczął przyjmować przepisany przez Odysseusa  eliksir na kaszel. Był również zaintrygowany, cóż takiego może chcieć mu pokazać psychiatra, choć miał pewne podejrzenia. Po Spalonej Nocy Odys przyjmował pacjentów w wynajętym gabinecie. I… pachniał inaczej.
Lovegood zdawał sobie doskonale sprawę, jak dziwnie to mogło zabrzmieć, ale Odysseusa faktycznie zwykle otaczał charakterystyczny zapach, trochę świeży, a trochę chemiczny. Ostatnimi czasy jednak dołączyła do tego silna, aż nazbyt znajoma nuta spalenizny.
A teraz zaprosił swego pacjenta, klątwołamacza, do mieszkania.
Fawley musiał borykać się z podobną klątwą, co sam Lazarus.

List co prawda przyszedł 21 września, ale tego dnia Lovegood pracował do późna, a następnego było Mabon. Poza tym, jak sądził, skoro Odysseus tak długo wytrzymał z klątwą w mieszkaniu, dzień czy dwa zwłoki nie powinny być problemem. W końcu nie napisał “przyjdź jak najszybciej”.

W dzień po Mabon jednak, wyplątawszy się z obowiązków rodzinnych, wstąpił do siebie po swój przybornik i - mając nadzieję, że nie zdążył przesiąknąć zapachem czarnej magii - ruszył do niemagicznego Londynu, gdzie znajdowało się mieszkanie Fawleya.
Na widok Odysseusa poczuł jednak ukłucie poczucia winy. Uzdrowiciel nigdy nie był okazem zdrowia, ze swoją ziemistą cerą i grobową miną (choć czy Lazarus, niezdrowo szczupły, często noszący na twarzy ślady nieprzespanej nocy, miał prawo go osądzać?), ale tego dnia wyglądał jeszcze gorzej niż zwykle.
- Punktualniejsza, ale jakoś nie spieszy się po ciebie. Co się stało? - zapytał, lustrując psychiatrę wzrokiem i również nie bawiąc się w powitalne formułki.

Wtedy uderzył go smród, do którego zdążył się co prawda przyzwyczaić u siebie, ale tutaj, w całkiem mugolskim otoczeniu, wydawał się jeszcze bardziej nie na miejscu. Lovegood skrzywił się lekko.
- Czy sąsiedzi nie napisali na ciebie jeszcze skargi do administracji? - odruchowo spojrzał na sufit w poszukiwaniu zacieków.
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#3
04.12.2025, 21:15  ✶  
Ciemna dziura, przywdziewając formę Odysa, oparła się o framugę wejściowych drzwi (w sposób, który miał chyba wyglądać nonszalancko…). Sztywność i napięcie w ramionach zdradziło go samo.
— Dwa dni — powtórzył. — Punktualność godna funkcjonariusza Ministerstwa, ale cóż, żyjemy w czasach cudów — wpuścił Lazarusa do środka i zatrzasnął za nim drzwi, a następnie odwrócił się, ruszył korytarzem szybkim krokiem, chcąc odciągnąć uwagę mężczyzny od własnej zmęczonej twarzy, oczu i drżenia dłoni. — Podjąłem bardzo błędną decyzję i postanowiłem być ambitny.
Na słowa o skardze administracyjnej, napiął szczękę.
Dotarł do salonu, który wyglądał jakby ktoś trzy razy dziennie go polerował. Wszystko pochowane, wyrównane, ustawione. Zero zapachu alkoholu, zero zapachu jedzenia, zero czegokolwiek. Czystość byłaby tak nieludzka, że aż by drażniła, gdyby nie spływające zacieki znajdujące się praktycznie… wszędzie. Tyle było po jakimkolwiek pracach czyszczenia, skoro Fawley miał wrażenie, że brud osadził mu się na ciele.
— Masz doświadczenie z klątwami. Chcę żebyś to obejrzał zanim zacznie się robić gorzej albo zanim przestanę zauważać, że jest gorzej. Jeśli będziesz w stanie mi wykluczyć działanie klątwy…
W ten sposób powód rozdrażnienia hipnotyzera okazał się oczywisty.


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#4
05.12.2025, 06:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2025, 06:59 przez Lazarus Lovegood.)  
Odysseus wydawał się… zagniewany?... Trzasnął drzwiami w każdym razie. I objął go zarzutem ministerialnej opieszałości.  Chyba… tak, bardzo prawdopodobne, że był niezadowolony. Bo… Lazarus nie przyszedł od razu? Wczoraj? Powstrzymał się wpół ruchu od pokręcenia głową. Bo miał klątwę w mieszkaniu, to oczywiste. Przyjął marudzenie psychiatry bez słowa.

Kiedy wszedł głębiej do mieszkania, stało się jasne, że nie mylił się w swoich podejrzeniach. Zacieki w nieskazitelnym, sterylnym salonie. Tak, Lazarusa też irytowała ta pozostałość po Spalonej Nocy w jego własnym domu.
Zanim jednak zajął się czymkolwiek innym, zatrzymał się i jeszcze raz spojrzał na drugiego mężczyznę, tym razem w lepszym oświetleniu. Jego brwi ściągnęły się lekko w wyrazie zastanowienia, albo może nawet pewnej troski.
- Nie wyglądasz dobrze. Nie masz problemów ze snem ostatnio?

Czarnomagiczny efekt występował w pełnej krasie, z zapachem włącznie. Na szczęście Lazarus już przyzwyczaił się do tego u siebie. Nie był przekonany, że uda mu się wiele zdziałać, no chyba, że spróbowałby przepchnąć klątwę do sąsiadów, mugoli. Nie chciał ryzykować proponowania tego Odysseusowi - gotów uznać to za świetny pomysł, ale wtedy mogłoby się tym zainteresować Ministerstwo i jakkolwiek żaden z nich nie miał złudzeń co do skuteczności tej instytucji, rzucanie im tego rodzaju prowokacji miało wciąż niekorzystny bilans ryzyka i potencjalnych zysków. Nie zaszkodziło jednak tego obejrzeć. Ale najpierw miał tu do zrobienia coś innego.

Postawił swoją skrzynkę z narzędziami na stole i wydobył z niej butelkę. Ze stuknięciem postawił ją na blacie obok, po czym z powrotem zwrócił się do Fawleya.
- Dla ciebie - doprecyzował jej przeznaczenie - Trzydzieści dwa to… całkiem dobra liczba - powiedział, myśląc o tym, że jest podzielna przez dwa, cztery i szesnaście, chociaż nie przez trzy, a szkoda. Zawahał się przez chwilę, patrząc w oczy Odysseusa, zanim uciekł spojrzeniem ponad jego prawe ramię i wygłosił oczekiwaną w takich chwilach formułkę - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Dzień opóźnienia to nie ministerialna procedura, tylko Mabon i obowiązki rodzinne - wytłumaczył się zdawkowo, wracając do niego wzrokiem.


Nie lubił składać życzeń. Nie lubił też wybierać prezentów. To było takie... osobiste, a ludzie traktowali to lekko i rozprawiali o "radości dawania", podczas gdy dla niego to zawsze było raczej stresujące, bez względu na to, kogo przyszło mu obdarowywać. Tym razem jednak prezent sam wpadł mu w ręce i oto butelka sake Daiginjo, dobrego, ale nie na tyle drogiego, by być ekstrawaganckim prezentem, stała na stole, a Lazarus jak zwykle w takiej sytuacji poczuł się niepewnie. Nie, żeby kupił trunek specjalnie dla Fawleya, po prostu trafił w jego ręce, ale co, jeżeli tamten wolałby umeshu? Baijiu? Zwykłą whiskey?
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#5
22.03.2026, 00:55  ✶  
— Racz mi wybaczyć uchybienie należnej prezencji — odpowiedział, jakby mówił o kimś innym, a niekoniecznie o sobie. Od przełomu ósmego i dziewiątego dnia września Odys nie był już tym, kim bywał dawniej. Świadomość tego stanu nie opuszczała go ani na chwilę. Przyjmował ją jednakże z osobliwą obojętnością, ponieważ rzecz dotyczyła jedynie drobnej skazy w precyzyjnym mechanizmie, tj. skazy, którą zgodził się, aby odnotować, lecz której naprawa nie była sprawą pilną. — Nie byłbym... Nie pisałbym, gdyby nie… — lekarz urwał. Jego spojrzenie przesunęło się za wzrokiem Lazarusa niechętnie w stronę zacieków. — …gdyby nie to — dokończył ponuro.
Następnie opadło na butelkę.
Odys usiłował przywołać z pamięci właściwy porządek rzeczy — jak należało postąpić, jakie gesty wykonać, aby uczynić zadość konwenansom. Jego praca polegała na analizie ludzkiej potrzeby naznaczania czasu czynnościami, którym znaczenie przypisano jedynie dlatego, że wszyscy zgodzili się je za takie uważać.
— Trzydzieści dwa. Wiek sposobny do umierania — ten to też potrafił zepsuć nastrój!
Czy Lazarus mógł wiedzieć, że od czasu Spalonej Nocy Odys częściej sięgał po trunek? Skądże by. Myśl to była niedorzeczna. Darował mu wino — trafne w swym doborze. Być może wynikało to z faktu, iż Lazarus posiadał serce po właściwej stronie, jakkolwiek gorliwie by temu zaprzeczał, gdyby mu to wprost oznajmiono. Zażyczył sprawić Fawleyowi przyjemność, ponieważ tego właśnie wymagały przyjęte obyczaje w dniu urodzin. Tak, tak właśnie było.
— Nie było to konieczne. Niemniej dziękuję. Nalałbym nam obu, gdyby nie to, że pozostajesz moim pacjentem, a alkohol…
On sam mógł sobie na to pozwolić.


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#6
02.04.2026, 22:54  ✶  
Lazarus gdzieś z tyłu głowy spodziewał się - obawiał się? - zwyczajowego oczekiwania uświęconej tradycją bliskości. Objęcia, klepania po plecach. 
To jednak nie nastąpiło i napięcie spowodowane koniecznością odbycia rytuału społecznego z którym Lazarus nie czuł się do końca komfortowo nie uległo nagłemu przełamaniu, a raczej rozeszło się niemal rozczarowująco łagodnie.

Wiek sposobny do umierania.

Kącik ust klątwołamacza zadrgał.
- Próbowałem - powiedział tonem, jakby stwierdzał znany powszechnie, a zabawny fakt, bo tak właśnie było, Odys doskonale wiedział, że trzy lata i dziesięć miesięcy temu Lazarus po raz drugi i jak na razie ostatni targnął się na swoje życie - Mocne cztery na dziesięć. Sześć, jeżeli zapomnę wziąć leków.

(To już prawie cztery lata?)

Odys również był prawdopodobnie jedną z nielicznych osób potrafiących docenić komizm swego własnego komentarza w tej sytuacji. Czy powiedział to specjalnie? Lovegood otaksował Fawleya spojrzeniem, próbując ocenić prawdopodobieństwo.
Niezerowe, ale niemożliwe do określenia. Odysseus skrywał swoje emocje i zamiary za równie grubym murem, jak on sam.

- Jaki jest bezpieczniejszy sposób mieszania eliksirów z alkoholem, niż pod opieką uzdrowiciela? - rzucił z cieniem uśmiechu, z czystego impulsu nie zgodzenia się z nim - Jeżeli zamierzasz pić i obserwować mnie przy pracy, to może powinienem był przynieść popcorn?

Jeszcze przez chwilę zatrzymał wzrok na psychiatrze, a potem, jakby zorientowawszy się, że nie został tu zaproszony w celach towarzyskich, odchrząknął cicho - całkiem bez związku z męczącym go do niedawna kaszlem - i odwrócił się do swoich narzędzi.

- Mam to samo u siebie. Nie oczekuj cudów. Próbowałem coś z tym zrobić, ale póki co bezskutecznie. Dobre wieści są takie, że nie zaszkodziło jak dotąd ani mnie, ani moim zwierzętom, a one by szybciej ucierpiały - wsunął się w wygodne koleiny profesjonalnych detali - Spróbowałbym najpierw wypchnąć to z jednego pokoju i zabezpieczyć go. Poczekać, aż magia się ustabilizuje i osłabnie. Potem… może oczyścić kolejne pomieszczenie - wystawił na stół ewidentnie używaną, ale wciąż w miarę świeżą świecę, obok położył kawałek kredy - Na czym by ci najbardziej zależało?

Rozejrzał się po mieszkaniu, próbując mniej więcej wyznaczyć sobie w głowie jego środek, ustawić je względem stron świata i zdecydować, jak w ogóle zabrać się do pracy. Na koniec poprawił przez ubranie ułożenie schowanego pod nim amuletu i ponownie odwrócił się do gospodarza, oczekując na odpowiedź.
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#7
02.05.2026, 11:52  ✶  
Mężczyzna wypuścił powietrze nosem celem zdławienia błąkającego się uśmiechu, który usiłował wedrzeć się na jego blade lico. Skarcił się w myślach zanim zdradliwy impuls jeszcze zdążył przybrać wyraźniejszą formę.

Jak to określano w mniej formalnych kręgach, z którymi stykał się jedynie pośrednio? Czarny humor… Mechanizm obronny, dzięki któremu jednostka mogła znieść ciężar własnych doświadczeń poprzez ich bagatelizowanie, uczynienie z nich materii lekkiej. Fawley nie miał większej szansy, aby oddać się lekturze nauki ani studiów przypadku, jednakże obserwacja wystarczała mu, żeby dostrzec, że zjawisko to było powszechne.
— Nie powinienem… — zaczął. Nie powinien pozwalać sobie na rozbawienie żartem, który wynikał z doświadczenia cierpienia rozmówcy. Tym bardziej że relacja, w jakiej pozostawali, narzucała określony porządek rzeczy, a naruszenie groziło rozmyciem granic trudnych później do odtworzenia. W związku z tym, dotkliwiej odczuł własne uchybienie, jako że w akcie nieostrożności, wprowadził do rozmowy temat wieku stosownego do umierania, jak gdyby nie było zagadnienie dotykające bezpośrednio człowieka stojącego naprzeciw (Odysie, Odysie, potrafisz być taki głupi i ślepy). — Statystycznie rzecz ujmując, wynik ten i tak przekracza przeciętną — dodał i natychmiast pożałował tej uwagi. Co się z nim działo?

Falwey nie znał pojęcia wyjść towarzyskich. Nie odczuwał ich potrzeby, a przynajmniej taką wersję rzeczywistości podtrzymywał z uporem. Jego własne towarzystwo zdawało się wystarczające i satysfakcjonujące — było to jednak przekonanie kruche, acz starannie pielęgnowane, ponieważ pozostawało w sprzeczności z naturą samego człowieka, którego lekarz (mimo wszelkich roszczeń do wyjątkowości, prawie boskiej autonomii) nie był w stanie całkowicie porzucić.

Człowiek był istotą społeczną, ale przecież pragnienie obecności drugiego nie znikało wraz z jego zaprzeczeniem.

Odys, jakkolwiek natura poskąpiła mu zmysłu węchu, nie pozostawał ślepy na obecność skazy pozostawionej mu przez Spaloną noc. Jak Lazarus musiał potwierdzić, mężczyzna zapachu pojąć nie mógł, jednakże natrętne obciążenie materii w swoim mieszkaniu już tak. Mężczyzna zatrzymał się i powiódł dłonią po rękawie, upewniając się obecności owego zjawiska.
Coś przylegało do powierzchni rzeczy, tkanin, samej skóry. Ohyda. Sensoryczne piekło.
— Zapach — odpowiedział sucho. — Wspomniałeś o czymś, co sugerowało, że tu śmierdzi. Pozbądź się tego — następnie zmarszczył brwi zaskoczony własnym tonem wypowiedzi. Jego rysy złagodniały. — Proszę, jeśli to leży w twojej mocy.


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#8
11.05.2026, 22:20  ✶  
Nie powinienem…
Słusznie, pomyślał Lazarus. On też nie powinien.
Był tu na wpół zawodowo, jako klątwołamacz. Był tu jednocześnie na wpół prywatnie, jako… cokolwiek, czym była jego relacja z Odysem.
Nie jako pacjent, nie dzisiaj.
Ale zarazem nie jako ktoś, kto mógłby pozwalać sobie na podobne żarty.

Nie chodziło o czarny humor. Ten był między nimi obecny od dawna i Lazarus nie wierzył, żeby mógł komukolwiek zaszkodzić. To były tylko słowa, tylko koncepty. O ileż mniej realne, niż to, co… mógłby zrobić z podobnymi myślami.
Ale uwaga o piciu, popcornie i przyglądaniu się mu w czasie pracy… Lovegood nie miał pojęcia skąd się wzięła ani jakim cudem prześlizgnęła się z mózgu na zewnątrz.
To było nie na miejscu.
Na szczęście miał zadanie do wykonania, którym mógł się zająć, by nie myśleć o własnej niezręczności. 


Zapach.
Klątwołamacz odruchowo wciągnął powietrze. Opresyjny swąd spalenizny atakował nawet przytłumiony wypalonym niedawno papierosem węch. Nawet teraz, kiedy przebywał w nim kilka minut i przestał go właściwie rejestrować, świadomość jego obecności czaiła się z tyłu głowy, jak w jego własnym mieszkaniu.
Podążył wzrokiem za dłonią Fawleya przesuwającą po rękawie i pokiwał głową sam do siebie. Znał to uczucie. Palce jakby wiecznie pokryte czymś obcym, dotyk własnej skóry nienaturalny i sztywny. Gorsze, niż piach wykopalisk i kurz katakumb. Wzdrygnął się na to wspomnienie. Mył ręce dwa razy częściej niż normalnie, próbując pozbyć się fantomowej sadzy, której nie widział, ale wyczuwał. Starczyło na dziesięć minut, zanim zaróżowiona od tarcia i ciepłej wody skóra zetknęła się z dowolną powierzchnią w skażonym pomieszczeniu. Wobec tego wszystkiego nie dziwił się wcale rozkazującemu, niemal obcesowemu tonowi psychiatry. To raczej dodana po namyśle prośba go zaskoczyła.

- Który pokój? - doprecyzował, gotów ruszyć za wskazaniami Odysseusa - Musimy zacząć od jednego, najlepiej któregoś z mniejszych. Jeżeli usuniemy zacieki, zapach powinien ustąpić wraz z nimi.
dziewica moru
locked in a cage with all the rats
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm, kruczoczarne włosy i oczy

Odysseus Fawley
#9
17.05.2026, 19:18  ✶  
Lazarusa zaskoczyła sama prośba, Odysa ton jakim jej udzielił. Gdy głos wybrzmiał w dusznej ciszy mieszkania, pojął, że tracił panowanie nad sobą we własnych czterech ścianach przez ich stan. Co mu było po zmyśle węchu, niegdyś odbierany jak kalectwo, kiedy jawił się obecnie jako błogosławieństwo.
— Zaprowadzę cię do łazienki — natychmiast odparł. Fawley uczepił się praktycznego działania jedynie po to, aby nie dopuścić do siebie własnych myśli. — To najmniejsze pomieszczenie.
Odsunął się od stołu i ruchem dłoni wskazał dalszą część dużego mieszkania. Przed Spaloną nocą korytarz pozostawał równie nieskazitelny jak salon. Był wąski, chłodny, uporządkowany. Nie było tam również nic, co świadczyłoby o zwyczajnym ludzkim życiu — żadnych niedbale porzuconych gazet, płaszczy przewieszonych przez oparcie krzesła czy książek pozostawionych grzbietem ku górze. (Odysie, jesteś taki dziwny).
W związku z tym, tym bardziej niepokojąco prezentowały się ciemne smugi pełznące przy listwach podłogowych i w narożnikach sufitu. Przypominały lekarzowi ślady powolnej choroby toczącej budynek od środka.
— Nie rozumiem natury tego zjawiska — przyznał niechętnie. Brud można było usunąć. Zapach powinien posiadać źródło, tymczasem miał wrażenie, że mieszkanie gniło… — Zastanawia mnie dlaczego ty zdajesz się pozostawać wobec niego wyraźnie odporniejszy, ale jeżeli ostatecznie okaże się to klątwą, podziękuję ci na klęczkach — westchnął i złapał za klamkę. Nie miało to już znaczenia. Osad był wszędzie. Czarne smugi spływały spod sufitu cienkimi, nieregularnymi żyłami, niby zaschnięta krew wydobywająca się z ran ukrytych pod tynkiem. Zacieki osiadały w fugach, wokół odpływu wanny oraz przy krawędziach lustra, którego powierzchnia pozostawała matowa mimo wielokrotnego szorowania.


absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#10
07.06.2026, 19:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2026, 19:56 przez Lazarus Lovegood.)  
Klątwołamacz posłusznie ruszył we wskazanym kierunku. Minimalistyczny, bezosobowy  wystrój mieszkania i pedantyczny wręcz porządek nie przeszkadzały mu, wręcz przeciwnie - doceniał wizualny spokój wnętrz. Jego własne mieszkanie miało tak umiejscowione okna, że nie dostawało dużo światła. Było pełne książek, roślin, a nierzadko również papierów i pergaminów przyniesionych z pracy. Lazarus zaczął się mimo woli zastanawiać, czy nie czułby się lepiej w mniej zagraconym otoczeniu.

- U mnie w mieszkaniu dzieje się to samo - wzruszył ramionami - Spędzam ile się da czasu w pracy, usuwam zapach z ubrań zaklęciami… Powiedziałbym, że to raczej rezygnacja, niż odporność.
Nie dało się do tego przywyknąć, nie tak naprawdę, ale można było poddać się własnemu losowi. Prawda była taka, że za każdym razem, kiedy Lazarus otwierał drzwi własnego domu i czuł unoszący się w nim zapach spalenizny, robiło mu się lekko niedobrze. Do tego stopnia, że nabrał zwyczaju jedzenia tylko poza domem i unikał wracania do siebie o pełnym żołądku.

W samej łazience rozejrzał się dookoła. Może mógłby odprawić rytuał o wystarczająco dużym promieniu, żeby oczyścić całe pomieszczenie od razu? Na koniec przydałaby się jakaś pieczęć ochronna, ale jak na złość, jego wiedza w tej dziedzinie była zdecydowanie niekompletna. Może powinien się dokształcić.

Wyrysował kredą mały krąg ochronny na podłodze i drugi, na drzwiach. Łazienka, wypełniona dwójką czarodziejów i rytualnym kręgiem z zapaloną świecą w centrum, stała się dość ciasna, nie dokładnie niekomfortowo, ale jednak trochę rozpraszająco. Lazarus podwinął odruchowo rękawy czarnego swetra, zerknął na Odysseusa i wstąpił pomiędzy kredowe linie. Fawley mówił o dziękowaniu na kolanach, ale to Lovegood jako pierwszy uklęknął i przysiadł na piętach, aby być bliżej świecy - koncentratora i zarazem magicznego pryzmatu. 

Koncentracja. Zaklęcie.

Przepuścił magię przez płomień i równym tonem wypowiedział zaklęcie.

Rozproszenie - usiłuję przy pomocy przewagi Klątwołamanie i rytualnej świecy oczyścić łazienkę z Zacieków.
Rzut PO 1d100 - 44
Sukces!

- Hmm… - mruknął i podniósł wzrok - najpierw na sufit i ściany, by ocenić efekty czaru, a potem na Odysseusa.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (249), Lazarus Lovegood (2400), Odysseus Fawley (1792)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa