• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[9.10.1972] Who I am Inside | Astoria, Rodolphus

[9.10.1972] Who I am Inside | Astoria, Rodolphus
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
08.06.2026, 14:24  ✶  
Rodolphus nawet nie drgnął, gdy rzuciła w jego stronę tę subtelną, słowną szpilę. Pozwolił jej słowom zawisnąć w gęstym od sadzy powietrzu, idealnie odmierzając moment, w którym cisza przestała być komfortowa, a stała się polem bitwy na spojrzenia. Na jej uwagę o ukrytych intencjach uśmiechnął się tylko kącikiem ust – niespiesznie, z tą irytującą, magnetyczną pewnością siebie, która mówiła wyraźnie, że doskonale wie, jakie wrażenie wywołuje.
– Ukryte intencje, Astorio? – powtórzył nisko, nienagannie akcentując jej imię. Nie odwrócił się do niej, gdy płynnym ruchem różdżki unosił nadpalony regał, rzucając na niego bezgłośne zaklęcie stabilizujące. – Przeceniasz moją skomplikowaną naturę. Czasem mężczyzna po prostu nie potrafi patrzeć, jak piękna kobieta marnuje swoje idealne dłonie na szorowanie podłóg, z którymi prosty chłoczyść poradzi sobie w trzy sekundy.
Kątem oka zarejestrował jej nieudaną próbę naprawienia szafki. Widział, jak jej różdżka drgnęła, jak zaklęcie rozmyło się w powietrzu, a jej spojrzenie znów powędrowało w jego stronę. To go bawiło. Fakt, że jego obecność wybijała ją z rytmu, był o wiele lepszą zapłatą za to poniedziałkowe popołudnie niż jakakolwiek inna forma wdzięczności. Nie skomentował jednak jej porażki. Czystokrwiści dżentelmeni nie wytykali damom chwilowej dekoncentracji, zwłaszcza gdy sami byli jej powodem.

Kiedy w końcu rzuciła rzadkim, choć nieco ostrożnym komplementem, Rodolphus opuścił różdżkę i odwrócił się do niej całym ciałem. Przesunął dłonią po mankiecie koszuli, jakby sprawdzał, czy pył z podłogi ośmielił się naruszyć jego nienaganny wizerunek, po czym spojrzał na nią z góry, mrużąc lekko oczy o niepokojąco jasnych, stalowych tęczówkach.
– Staram się, jak mogę – odparł z lekkim ukłonem głowy. – Choć muszę przyznać, że gdyby mój ojciec zobaczył mnie teraz z podwiniętymi rękawami, machającego różdżką nad zniszczoną komodą w zapomnianym przez Merlina domu, prawdopodobnie wydziedziczyłby mnie przed kolacją.
Zrobił dwa kroki w jej stronę, a podeszwy jego butów chrupnęły na drobinach szkła. Zatrzymał się tuż obok szafki, przy której klęczała. Nachylił się odrobinę, skracając dystans na tyle, by poczuła od niego subtelny zapach wody kolońskiej, całkowicie gryzący się z otaczającym ich sproszkowanym węglem.
- Chociaż nie ukrywam, że mój… Pedantyzm, jak to nazywał ojciec, sam w sobie doprowadzał go do pasji - uśmiechnął się nieco kpiąco, znowu machając różdżką. Szafka była wyczyszczona, podobnie jak podłoga pod nią, ale pozostała reszta. Kolejno sadza, drobinki kurzu i inne nieczystości metodycznie, upierdliwie wolno acz dokładnie, zmieniały się w świeżą, pachnącą świeżo wypraną pościelą czystość. - Mawia, że od sprzątania są skrzaty. Ale zawsze omijał jeden punkt w swoim rozumowaniu. Satysfakcję.
Zerknął na Astorię przelotnie. Satysfakcja z układania czegoś ręcznie, poprawiania metodycznie ułożenia kubków czy ścierania kurzu - to było coś, co kochał i nienawidził, gdy skrzaty mu to odbierały.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#12
09.06.2026, 13:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2026, 14:28 przez Astoria Avery.)  
Rzut N 1d100 - 44
Słaby sukces...

rzut na renowację

Zajęła się pęknięciami, starała się odzyskać pierwotny wygląd mebli, chociaż czuła, że nie idzie jej tak dobrze, jak powinno. Była zbyt rozkojarzona, nawet jeśli sama nie chciała przed sobą przyznać prawdziwego powodu tego braku skupienia. Wypełniała szczeliny, scalała rozwarstwione drewno, wygładzała nadpalone powierzchnie. A jednak wygląd ostateczny nie do końca ją zadowalał, więc próbwała znowu. I znowu.
Kiedy wspomniał o idealnych dłoniach, przewróciła oczami - wciąż tyłem do niego, żeby nie mógł jej zarzucić braku manier. Słyszała podobne komplementy przez większość swojego życia i uważała dziewięćdziesiąt procent z nich za stratę tlenu. A jednak gdzieś głęboko poczuła znajome, niewygodne ukłucie satysfakcji. Niewielkie. Prawie niezauważalne. I może dlatego jeszcze bardziej irytujące.
- A więc to zwykły akt rycerstwa? Pod tą całą zimną fasadą kryje się jakiś kompleks bohatera? Potrzeba ratowania dam w opresji? - odezwała się w końcu, przeciągając słowa z wyraźnym sceptycyzmem. Kącik jej ust drgnął. Nie próbowała go analizować, wcale nie chciała lepiej go rozumieć, ale to się działo samoistnie, jej umysł pracował na wysokich obrotach i aktualnie skupiała się na renowacji… i na nim. Znacznie wygodniej byłoby go nie rozumieć. Zostawić go w szufladce opisanej prostym: nieznośny. Tymczasem z jakiegoś powodu człowiek ten uparcie komplikował sprawę. - A może tylko mnie traktujesz jak bezsilną dziewczynkę, potrzebującą pomocy mężczyzny na każdym kroku? - w jej oczach pojawiło się coś zaczepnego. Uniosła lekko podbródek. Arogancja była dla niej równie naturalna jak oddychanie. Szczególnie wtedy, gdy próbowała ukryć coś znacznie mniej wygodnego. Na przykład fakt, że jego obecność wcale jej nie przeszkadzała tak bardzo, jak usiłowała udawać. - Bo jeśli tak, panie Lestrange, muszę przyznać, że pańska opinia na mój temat jest wyjątkowo obraźliwa. - wypowiedziała to tonem kobiety głęboko dotkniętej, nawet jeśli to ona ułożyła sobie całą narrację dookoła jego słów. Kilka ciemnych kosmyków wysunęło się z upięcia i opadło wzdłuż policzka, ale nawet nie zwróciła na nie uwagi.
- Może ojciec miałby rację? - mruknęła, a kąciki ust rozszerzyły się w rozbawieniu. Im dłużej patrzyła na Rodolphusa zajętego sprzątaniem, tym bardziej nie pasowało jej to do obrazu, który przez lata budowała sobie w głowie. Arystokraci pomagali przy takich rzeczach wyłącznie wtedy, gdy chcieli coś udowodnić. Albo zrobić pokaz. Albo zostali do tego zmuszeni. On natomiast wyglądał tak, jakby naprawdę sprawiało mu to przyjemność. Jakby odnajdywał jakiś dziwny rodzaj porządku w usuwaniu chaosu. Jej spojrzenie przesunęło się po nim z tą charakterystyczną, niemal nieprzyzwoitą dokładnością, z jaką oceniałaby autentyczność obrazu wystawionego na aukcji. Jakby próbowała znaleźć miejsce, w którym fałszerz popełnił błąd. Bo przecież musiał istnieć jakiś błąd.
- Mam uwierzyć, że czarodziej twojego pokroju odczuwa satysfakcję ze sprzątania? Czynności godnej skrzata domowego? - patrzyła na niego z powątpiewaniem, bo spodziewała się oszustwa, próby zyskania jej sympatii poprzez zręczne kłamstwo. Problem polegał na tym, że za każdym razem, gdy była przekonana, że już go rozgryzła, robił coś, co całkowicie burzyło jej wcześniejsze wnioski. A tam, gdzie spodziewała się zobaczyć znudzonego arystokratę, który po kilku minutach znajdzie wymówkę, by uciec od kurzu, sadzy i ciężkiej pracy, znajdował się mężczyzna metodycznie doprowadzający do porządku kolejne fragmenty zrujnowanego pomieszczenia. Bez narzekania. Bez teatralnych westchnień. Bez ostentacyjnego podkreślania własnej szlachetności.
- Spodziewałabym się raczej, że odczuwasz satysfakcję z wygranych sporów. Z rozwiązanych zagadek. Z postawienia kogoś pod ścianą podczas rozmowy - wymieniała, uparcie wpatrzona w kawałek mebla, którego próbowała poskładać. - Ewentualnie z doprowadzania ludzi do irytacji - kolejna szpilka, z subtelnym rozbawieniem w głosie. - Ale sprzątanie? - pokręciła głową z niedowierzaniem. Pedantyzm sam w sobie była w stanie zrozumieć, bo przecież sama przejawiała go w pracy. Może i poza pracą.
- Nie wiem, czy bardziej niepokoi mnie fakt, że naprawdę sprawia ci to przyjemność, czy to, że zaczynam ci wierzyć - westchnęła.
W tym momencie do pomieszczenia weszła staruszka i zaproponowała im ciasteczka i herbatę.


learn the rules
then
break some

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
24.06.2026, 08:03  ✶  
Lestrange uśmiechnął się kącikiem ust na tę uwagę Astorii. Miała rację, chociaż nie do końca.
- Kojarzysz moją matkę. Myślisz, że wychowałaby kogoś, kto stoi z boku i patrzy na to, jak kobieta pracuje? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Tu nie chodzi o to, czy jesteś bezsilną dziewczynką czy nie, Astorio. Tu chodzi o męskie ego.
Odwrócił się do niej, rozkładając ręce w bezradnym, rozbrajającym geście. Uśmiech się pogłębił, a w jasnych oczach pojawiły się ogniki rozbawienia, czegoś ulotnego, czegoś… szczenięcego wręcz.
- W przeciwieństwie do wielu moich znajomych, Astorio, ja nie musiałem się boleśnie uczyć o tym, że z pozoru najbardziej delikatne kwiaty mają najostrzejsze kolce. Ja to po prostu wiem - odparł nico filozoficznie na tę wzmiankę o obraźliwej opinii. Nie uważał jej za słabej, chociaż wciąż mogła tak uważać po tym, co wokół niej robił i jak ją uratował podczas Spalonej Nocy. Ale to był jej problem, nie jego, jej projekcja, nie jego zdanie.

- To także, nie mylisz się - schował różdżkę do wewnętrznej kieszeni marynarki. - Ale czasem satysfakcja z najprostszych rzeczy jest przyjemniejsza.
Skrzaty domowe - jak on ich, kurwa, nienawidził, ale nie miał zamiaru opowiadać Astorii (jeszcze nie) o spotkaniu, które poskutkowało takim a nie innym skrzywieniem. Wtedy, gdy z Robertem poszli do domku w Szkocji i gdy napotkali skrzata pani Lovegood. Gdy ten rozjebał ich niemal w drobny mak. O jednej z dwóch przysiąg wieczystych. Jeszcze nie, jeszcze było za wcześnie - a ta sytuacja była na tyle skomplikowana, a przysięga na tyle wiążąca, że pewnie nigdy te słowa nie opuszczą jego ust.

Chciał odpowiedzieć, czy do jej wyobrażenia bardziej pasowałaby informacja, że ma w szafie lub w piwnicy trupy, nad którymi po kryjomu pracuje, i czy wtedy byłaby mniej niespokojna, ale wtedy przyszłą staruszka. Grzecznie podziękował za herbatę, wymigując się obowiązkami. Czuł, że ta praca fizyczna w towarzystwie Astorii była… Dziwnie satysfakcjonująca.

!BINGO C2

Koniec sesji
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#14
24.06.2026, 08:03  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: C2
wariant: 2
typ: zdarzenie

Dom rodzinny.

Znaleźliście się w miejscu publicznym, żeby miło spędzić czas, ale coś poszło nie tak. Para obok jest głośna. Najpierw przewracacie oczami, ale później jedno z was czuje nieprzyjemne ukłucie w brzuchu – bo któreś z tych zachowań brzmią aż za znajomo. Twój partner też często to robi i to jedna z rzeczy, które cię w nim drażnią. Czy to tylko irytacja cudzym brakiem manier, czy może odbicie czegoś, czego wolałbyś nie widzieć we własnym związku?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (3257), Pan Losu (83), Rodolphus Lestrange (2762)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa