11.05.2026, 21:01 ✶
—02/10/1972—
Rejwach || Woody & Crow
Po Spalonej Nocy Woody Tarp nie wysłał wielu listów z pytaniami o zdrowie. Może by nie umiał wyliczyć wszystkich osób, do których powinny trafić, może czasu brakowało, a może bał się, że odpowie mu cisza. O swojej rodzinie i przyjaciołach wiedział przez sieci Zakonu, a ludzie Nokturnu… wiedział, że oni prędzej czy później sami wypłyną na powierzchnię. Szczególnie tacy ludzie jak Crow — bo gdzie by mu miał Woody w ogóle taki list wysłać? Na takich jak The Edge trzeba było cierpliwie czekać, gubić obawy między codziennym zamętem, a tego zmętu wcale nie brakowało.
Cierpliwość została nagrodzona, gdy Crow wynurzył się pewnego wieczora w piwnicy Rejwachu — ktoś mu na barze musiał powiedzieć, że stary siedzi na dole. I faktycznie Woody siedział wśród gości, jak jeden z nich, z półopróżnionym kuflem, sam przy stoliku, pod którym czatował szczuroszczet. Twarde zęby zwierzęcia rozgryzały z trzaskiem pancerze drobnych skorupiaków, gdy Tarp podrzucał pupilowi od czasu do czasu jakiegoś małego morskiego robala z blaszanego wiadra stojącego obok jego piwa.
Widać było, że dziad porobił się już trochę. Kapelusz miał przekrzywiony, wzrok nieco rozproszony, zmęczony. Garbił się nad stołem, jakby jeszcze nie całkiem zdążył zgubić ciążące na barkach doświadczenia Spalonej Nocy. Gdy jednak zobaczył znajomą facjatę, miał siłę uśmiechnąć się szczerze, odchylić na krześle, rozłożyć ramiona w geście powitania tego dawno niewidzianego gościa.
— Flynn!
piw0 to moje paliwo