Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
W mieszkaniu było cicho, tylko gdzieś za oknem wiatr zawiewał donośnie, przeciskając się pomiędzy wąsko ulokowanymi kamienicami, gdy zmierzaliśmy w kierunku salonu. Towarzyszący nam kot, wbrew obawom Sunny, nie śledził już każdego naszego kroku i nie wyglądał na zatrwożonego przebiegiem bieżącej sytuacji - ewidentnie powoli dochodził do wniosku, że skoro nikt nie planował się już przewracać, mógł wrócić do swoich codziennych obowiązków polegających głównie na nicnierobieniu, my też mogliśmy powoli odzyskać rytm.
- Dopsz. Telas najwaszniejsze pytanie tego wieczolu. Chcesz jeszcze tlochę alkoholu, sok, helbatę, kawę, eliksil nieśmieltelności albo cokolwiek innego, co nie wymagałoby ode mnie włamania do Ministelstwa Magii? - Zapytałem, docierając do miękkiego, wygodnego narożnika, na którym wcześniej czekałem na powrót mojej żony. Wiedziałem, co prawda, iż z pewnością w biurze koronera mogłem znaleźć bardzo ciekawe fanty, kusząca sprawa, ale podchodziłem dosyć sceptycznie, nawet jak na mnie, do pozostawiania jej tu całkiem samej z dosyć sprzedajnym kotem. Nie to, że nie dawałem mu jeść już znacznie wcześniej, on po prostu odziedziczył przemianę materii po mojej stronie tego rodzinnego układu, co oznaczało, iż miał być lub już był głodny, a to, jak już zdążyłem to ocenić i wygłosić, skłaniało go do różnych radykalnych opcji. Nie mogliśmy zatem ryzykować, że tuńczyk będzie ciekawszy…
- Oficjalnie lekomendowałbym wodę, ale poniewasz jesteś dolosłą, niezaleszną kobietą, któla od wczolaj ma męsza i najwylaśniej uznała, sze naleszy to uczciś ilością alkoholu wystalszającą do zachwiania osią planety, pozostawiam decyzję w twoich dłoniach. - Uśmiechnąłem się pod nosem, obserwując jej twarz z tą samą ciekawością, z jaką obserwowałbym kogoś próbującego rozwiązać wyjątkowo skomplikowaną zagadkę runiczną. Dopiero po paru sekundach ponownie zerknąłem w kierunku Hainta, który praktycznie natychmiast po naszym przejściu do salonu najwyraźniej uznał, że sytuacja została opanowana i wskoczył na drugi koniec kanapy, obserwując nas z tym samym wyrazem pyszczka, z jakim zwykle obserwował ptaki latające w jesiennym deszczu padającym za oknem kamienicy przy Horyzontalnej. Obaj zdecydowanie byliśmy zaintrygowani, była ku temu bardzo konkretna przyczyna, chociaż nie do końca taka sama w detalach - była nią Prudence, moja i jego Pani, zachowująca się osobliwie lekko, chociaż jej ciało chyba nie do końca to odnotowało. Przez chwilę pozwoliłem jej dojść do siebie, a sam przyciągnąłem sobie krzesło od stołu, by zająć miejsce naprzeciwko niej, po czym wyciągnąłem nogi przed siebie, czując przyjemne zmęczenie późnej nocy. Nie zmieniało ono jednak faktu, iż mieliśmy rozmowę do przeprowadzenia, nawet jeśli Prue wróciła, nie mogłem bowiem zasnąć, gdy rzuciła mi taką bombę. Ja i jej babcia?
- Dopsze, wlóśmy do tej splawy, zanim uznam, sze plóbowałaś szuciś coś absolutnie niedoszesznego i liczyłaś, sze o tym zapomnę. - Obróciłem głowę w jej stronę i zmrużyłem oczy z udawaną podejrzliwością. - Powiedziałaś, sze Ellie jest jak ja. Nie wiem, czy powinienem czuś się zaszczycony, zaniepokojony czy oblaszony, więc potszebuję większej ilości infolmasji. - Pochyliłem się, oparłszy łokieć o podłokietnik kanapy, na której uprzednio pomogłem jej usiąść, i przyjrzałem jej się z autentycznym zainteresowaniem, nie odrywając od niej wzroku. Znałem Ellie wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że potrafiła być absolutnie wyjątkowa, ale nigdy nie przyszło mi do głowy porównywać nas do siebie.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)