• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest 07.10.72 — Don't Blink

07.10.72 — Don't Blink
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#11
09.06.2026, 19:15  ✶  
– Sprawdzałem, jak daleko sięga twoja naiwność.

Nie brzmiało to zbyt dobrze, ale szczerość była dla niego o wiele bardziej wartościowa niż siłowanie się z własną głową w celu nadwyrężania złożonej Pani Księżyca obietnicy. Prawda miała go w jakimś sensie wyzwolić. Przysięga wiążąca go z boginią stanowiła prawdopodobnie jedyną gwarancję bezpieczeństwa przy tak irytującym charakterze. Była jednym, co uchroniło go od egzystencji perfidnego łgarza i kłamcy. Uwielbiał przecież na przeróżne sposoby unikać odpowiedzialności, uciekać od zaangażowania i spojrzeń innych. Wmawiał sobie, że to dla ich i jego dobra, ale w glebie duszy wiedział jak bardzo go to umartwia. Kobieta, której powierzył swoje serce zaręczy się zaraz po raz trzeci, a druga strona jego łóżka pozostawała zimna. Wydawało mu się, że nawet powściągliwy i skryty Peregrinus przywiązał się do kogoś w ten sposób, tylko nie dojrzał jeszcze do podzielenia się tą rewelacją ze światem. Nawet kiedy tym światem była ledwie garstka przyjaciół.

Nie chciał nikogo czynić uwiązanym do włóczęgi, ale uwiązywał ich i tak, a później cierpiał razem z nimi. Wbrew temu co mógł pomyśleć o nim teraz Eugene, Dægberht był człowiekiem pełnym ciepła. Skwasił się teraz i napiął, bo cyrkowiec nieświadomie nadepnął mu na odcisk.

Oczy mu błysnęły, nos się zmarszczył. Kiedy ludzie o jego urodzie się gniewali, mogło to wręcz rozbawić – ale ten gniew był realny, a ręce marynarza były o wiele silniejsze niż wskazywała na to delikatna postura.

– Jak mnie nazwałeś? – Głos mu się momentalnie zmienił. Zabrakło w nim piękna, chociaż jeszcze przed chwilą tam było. Zastąpiły je ciężar oburzenia i szorstkość. – Nie nazywaj mnie tak nigdy więcej. I nie jestem dziewczyną.

Nie trzeba było dodawać, że do środka nie wszedł. Stał w progu, z rękoma splecionymi na wysokości klatki piersiowej. Czerwień nie wypełzła na opaloną skórę, ale skoro o herbacie mowa – ktoś kto spróbował niegdyś fasolek Bertiego Botta wiedział dobrze, że do dopełnienia tegoż obrazu oburzonej księżniczki i zignorowania przez wysłannika Matki pytania o nią, brakowało jedynie buchnięcia parą z odstających uszu. Niewątpliwie przypominałby wtedy wkurwiony czajnik. Wypolerowany, błyszczący i rozgrzany aż z niego leciało.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#12
13.06.2026, 22:29  ✶  
Uśmiechnął się kątem wargi na wzmiankę o naiwności, w pełni świadomy przywary, na ślad której przypadkiem natrafił Dægberht. A może coś w jego postawie sprzyjało takim właśnie interpretacjom? Nagle zapragnął spojrzeć na siebie cudzymi oczami. Gościnności nauczył się dopiero od Bellów; wcześniej traktował obcych jak zagrożenie. Niebezpieczeństw należało unikać, no i zasznurować usta, gdy z jakichś względów okazywało się to niemożliwe. Dziś nieustannie kursował między nowym i starym sobą, nie bardzo wiedząc, na ile rozsądne są próby budowania osobowości od fundamentów, gdy przekroczyło się trzydziesty rok życia. Pozostawał więc blisko wierzeń, bo to znał, ale oddalił się od źródła własnej wiary, otoczył się bałwochwalczymi figurkami i szukał podstaw, by lepiej zrozumieć prawidła rządzące innymi systemami religijnymi. Założył, że ciemnowłosy będzie otwarty na taką rozmowę.
Spędził chwilę w swojej głowie, zanim zorientował się, że jego słowa spotkały się z dezaprobatą adresata i stały się bezpośrednią przyczyną urwania rozmowy. Woda zdążyła się zagotować. Nie przemyślał tego zdania, ale też dawno nie musiał się zastanawiać, czy kogoś nie urazi, bo na jego najbliższe środowisko składali się ludzie, którzy dawno przyzwyczaili się do jego uwag. Ta była w zasadzie próbą zobrazowania rzeczywistości; chłopak był niezwykle piękny, no i trochę odklejony, jakby spadł między te drzewa prosto z księżyca, co sprzyjało nazwaniu go raczej stworzeniem, „istotą”, niż osobą. Nie był dziewczyną, ale miał nieoczywisty, androgeniczny typ urody i włosy długie jak jego siostry. Wsypał łyżeczkę herbacianych liści do ceramicznego kubka (najlepszego, jaki miał, bo nieuszczerbionego) i zalał je wrzątkiem; wybrał dość klasycznie: Earl Grey z dodatkiem bławatka. Chabrowe płatki rozłożyły się na powierzchni napoju ślicznie jak nigdy. Pomyślał, że szkoda byłoby zmarnować tak ładną herbatę na siebie samego i cofnął się, już z kubkiem w dłoni, by go przeprosić.
– Przepraszam, to było niepotrzebne. Nigdy więcej tego nie zrobię.
I tyle. Eugene nie miał złych intencji i na ogół dobrze radził sobie z przestrzeganiem cudzych granic, a gorzej z dyskomfortem w relacjach, niezależnie od stopnia zażyłości. Nie pomagało też to, że złość na pięknej twarzy bolała zwykłego człowieka jakoś bardziej. Czuł się tak, jakby skrzywdził szczeniaczka. Wyciągnął rękę z herbatą w jego stronę; ekwiwalent dla próby pogłaskania go po pyszczku. Był świadomy, że może ugryźć, ale z drugiej strony trudno było traktować to wszystko zupełnie poważnie.
– To dla ciebie, Dægberhtcie.
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#13
25.06.2026, 20:45  ✶  
Chociaż nie bał się odrobinę pogrozić, w rzeczywistości Dægberht nie gryzł. Nie dlatego, że się wyprał z emocji – gniewał się tak samo, jak gniewała się większość ludzi – po prostu nie był kimś zepsutym, ani nie objawiał złości w sposób, który nawarstwiałby innych w strach i obawy. Nie nosił przecież ze sobą miecza, tylko pióro i opowieści – liczył na to, iż postrzega się go jako kogoś o usposobieniu obiektywnie dobrym. Nie skrzywdził nigdy nikogo bez powodu i nie zamierzał tego zmieniać. Nie tracił więc nadziei, że jego wybuch zostanie uznany za stanowczość, a nie za przejaw nieuzasadnionej agresji. Zwłaszcza po tym, jak Eugene momentalnie się ze swoich karygodnych słów wycofał.

– Przyjmuję te przeprosiny – oświadczył, lekko poprzestając na zadzieraniu nosa.

Przestał krzyżować ręce, wsparł się na moment o framugę drzwi i poprawił włosy, zanim je wiatr zmiecie. Był jeszcze częściowo skąpany w świetle poranka, ale wtem zrobił krok w przód – i znalazł się we wnętrzu wozu testującego swoje szczęście Bella, uważnie badając spojrzeniem wyraz jego twarzy. To w nim właśnie doszukiwał się odpowiedzi, czy nie popełnił błędu wchodząc tu nieroztropnie, nie poświęcając większej uwagi ewentualnym pułapkom czającym się w zacienionych kątach jednoizbowego… mieszkania? Bo wóz był mieszkaniem, tak…?

– Dziękuję, Eugene – odparł, wyciągając rękę w kierunku kubka z naparem. Głos miał taki, jaki ukradkiem chciał wtrącić pomiędzy wiersze „o ile w ogóle nazywasz się Eugene”, ale po samej minie widać było, że żarty sobie stroił. Nie zaciągnął się za to zapachem naparu, nie zajrzał też do środka, żeby ocenić kształt zalanych wrzątkiem liści. Czuł jednak aromat, który podświadomie zaczął powiązywać w głowie z bezpieczeństwem. Dopiero wtedy pozwolił sobie na głębsze, organoleptyczne zanurzenie się w tym, co zostało mu podane. Zakładał, że po wcześniejszym, ostrożnym podejściu, Bell nie zdziwi się wielce badaniem przez niego tego, co zostało mu przekazane. Nie wydał się mimo wszystko w tym, że potrafił rozpoznać skład tego co trzymał po zapachu. – Skorośmy się w szkole spotkali, ciężko mi uwierzyć w to, iż udało ci się ominąć wiedzę o wierze w Rogatego Boga i Panią Księżyca. Czy Bellowie nie występują podczas sabatów?

@The Hollow


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#14
27.06.2026, 19:20  ✶  
– Jestem więc zaszczycony – mruknął jeszcze w żartobliwym tonie i skinął teatralnie głową, aż jasna grzywka zasłoniła mu pół twarzy, ale szybko ją odgarnął. To, co Dægberht miał w sobie naturalnie, dramatyzm i ujmującą zadziorność, Eugene potrafił odegrać jak każdą inną rolę. Zabrakło jedynie wyćwiczonego ukłonu, no i publiczności, bo gość okazywał mu limitowane zainteresowanie, dawkowane ostrożnie, jedynie na własnych warunkach i istniała nikła szansa, że nagle zacznie klaskać. Nie mógł go za to winić, bo takim jak Flint wolno było więcej, a i tak głupia gawiedź chciała tylko na nich patrzeć. Jak Bell teraz, chociaż przez chwilę, wgapiony w niego jak w obraz, stojącego wśród całej reszty przedmiotów, które uważał za piękne i cenne. Sięgnął po termos, bo poczuł, że trochę się odkleja, i zapragnął powrotu do psychicznej równowagi. Zawsze dziwił się, jak szybko cudza obecność potrafiła zaburzyć jego własny rytm. Potrafił dogadać się z duchami, ale przerastało go zwyczajne bycie obok kogoś i zastanawianie się, co ta osoba myśli o nim i jego herbacie.
Usiadł na łóżku, ale w rogu, upił łyk kawy z wódką i podwinął długie nogi pod samą brodę. Miał wrażenie, że wszystko wokół pachnie mokrym psem, szczeniaczkiem może, no i że to ciemnowłosy przyniósł ze sobą ten zapach.
– Nie chodzi mi o to, że nie mam podstaw. Nie proszę o to, żebyś wykładał mi doktrynę, choć oczywiście wysłucham i tego. Pytałem raczej o indywidualne doświadczenie, o ile nie jest to coś, co uważasz za zbyt intymne. „Opowiedz mi” to znaczy „narysuj mi”, ale użyj słów zamiast farb. Mam wrażenie, że potrafisz.
Uśmiechnął się lekko, całkiem przyjaźnie. Przeniósł wzrok na jego ramiona. Nie był pewien, czy nadal dygocze.
– Od mojej wiary bolały kolana i piekły oczy. Niektórzy boją się ognia od zawsze.
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#15
01.07.2026, 15:40  ✶  
Dægberht szybciej wypuścił z siebie powietrze. Trochę, jakby miał się zaraz zaśmiać, ale nie zrobił tego – główną zmianą była zmiana w jego postawie. Rozluźnił nieco ramiona, przestał napinać mięśnie w sposób, który sprawiał, że wyglądał na gotowego do fuknięcia na siedzącego spokojnie Eugene'a. A poza tym? Zdawało się, że chociaż serdeczny i promienny uśmiech nie zawitał jeszcze na jego twarz, to i na niej złagodniał, kiedy przestał marszczyć brwi i zaciskać wargi w głębokim oburzeniu. Tym czego nie stracił, była bezczelność.

– To ci dopiero słownictwo – zauważył od razu – niewątpliwie jesteś kimś wykształconym. – Nie był kimś okrutnym, ale znał świat przecież. Grupa sierot mieszkająca w wozach, unikająca społeczeństwa, bez wykształcenia i perspektyw innych niż zarabianie na pracy swoich ciał i wyobraźni. Kreatywność wcale nie szła w parze z mówieniem w sposób, w jaki mówił Eugene. Uznał więc jego przypadek za wyjątkowy, z należytą dla siebie kąśliwością – bo zwyczajnie nie lubił, kiedy inni go przegadywali, ukrywając się za woalką przeciętności i ubóstwa. Odbierało to znaczenie dekadzie pracy nad jego umiejętnościami.

Rozejrzał się wokół, szukając miejsca, w którym również mógłby usiąść. Wyraźnie nie chciał jednak siadać tuż obok – pragnął mieć tego Bella naprzeciw siebie, do tego stopnia, aby w przypadku braku odnalezienia dodatkowego krzesła lub biurka, zdecydować się na podpieranie ściany.

– Poglądy czarodziejów odnośnie naszego pochodzenia i przeznaczenia są wielorakie, wszystkie jednak sprowadzają się do jednej myśli zadowalającej moją duszę odkąd ujrzałem Panią Księżyca w jej pełnym majestacie – jesteśmy częścią wielkiego i żywego kosmosu, z którego możemy czerpać energię, aż nie umrzemy i nie oddamy jej z powrotem. Życie jest cyklem, tak stworzono świat w którym żyję, a ja kocham żyć. Wiara jest tego celebracją.

Nie odniósł się do tego, iż spotkanie z boginią było spotkaniem dosłownym w znaczeniu usłyszenia jej głosu – zdawał sobie sprawę z tego, iż większość osób zinterpretowałaby jego słowa jako widzenie tarczy księżyca w Jej pełni i na tym poziomie wymiany zdań zamierzał to zostawić. Nie uważał tego za kłamstwo, lecz za zapewnienie sobie bezpieczeństwa – nie wszystkim przecież musiał dzielić się od razu.

@The Hollow


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#16
04.07.2026, 14:13  ✶  
Nie miał na tyle rozwiniętych zdolności poznawczych, by jednoznacznie określić, czy słowa Flinta były komplementem, czy zawoalowaną obelgą. Nie pomagało też to, że mimo wielu drobnych podobieństw, z których zdawali sobie sprawę jedynie pobieżnie, na głębszym poziomie byli zbyt różni, by prawdziwie się porozumieć. W tej uwadze było – lub mogło być – coś, co uderzało w jego czułą strunę. Był jednym z Bellów, a więc według niektórych nie powinien być zdolny do sklejenia zdania wielokrotnie złożonego, które trzymałoby się kupy. Przewrócił oczami na tę niesamowitą zdolność dedukcji. Tak, bo użycie w zdaniu metafory i znajomość słowa „doktryna”, najtrudniejszego spośród tych, których użył, wykraczały poza możliwości intelektualne przeciętnego cyrkowca.
– No, siedem klas Hogwartu, Dom Kruka…
Mógł jeszcze wspomnieć o stażu w Ministerstwie, ale nie chciał go zawstydzać swoim imponującym doświadczeniem zawodowym. Nie reagował najlepiej, gdy ktoś sprowadzał go do parteru albo zachowywał się kąśliwie wobec jego jedynej rodziny. W takich okolicznościach uroda brzydła i zupełnie traciła znaczenie.
– Zarabiam, opowiadając historie, więc musi dać się mnie słuchać. Niektórzy mówią, że to naturalny talent.
Na przykład jego matka, której nie widział od dwóch dekad. Uważała, że Eugene może zostać prawą ręką Proroka, jeśli tylko da swoim zachowaniem świadectwo, to znaczy będzie grzeczny i usłużny, i odmówi wystarczająco dużo modlitw. Przynajmniej do czasu, aż społeczność uznała go za opętanego. Zamknął oczy i przetarł powieki, wyraźnie przygaszony.
Sam nie wiedział, po co to wyjaśnia. Może dlatego, że tak naprawdę nie dążył do otwartej konfrontacji? Nie był konfliktowy i potrafił odpuszczać mniejsze i większe świństwa, świadomy przecież dualizmu ludzkiej natury, ale konsekwentnie pilnował własnych granic, żeby ci, którzy uważali się za lepszych od innych – zwykle na podstawie marnych przesłanek – nie wchodzili mu na głowę.
– Myślę, że mógłbym w to uwierzyć, w tę całą cykliczność energetyczną, w uwielbienie życia.
Uśmiechnął się łagodnie, ukrywając w tym skrzywieniu warg ciche rozbawienie, bo dla niego cały świat był raczej napędzany przez eros tanatos. Otworzył jedno oko, żeby uchwycić wyraz jego twarzy; bogatą, trochę przesadzoną mimikę. Jak wyglądał, gdy opowiadał przybłędzie o swojej Bogini, stojąc na tle tylu gratów?
– Jak się czujesz, Dægberhtcie?
Nieuleczalna natura opiekuna. Spytał bardziej z kurtuazji, już prawie przekonany, że wszystko z nim w porządku; jasne policzki odzyskały właściwy kolor, a spojrzenie wydawało się spokojniejsze, jakby dawne zagrożenie przestało być aktualne.
– Jeśli mogę coś dla Ciebie zrobić, chętnie to uczynię.
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#17
11.07.2026, 10:17  ✶  
Najwyraźniej nie zauważył tego, że jego założenia mogły rozchodzić się po cudzej duszy jak przytyki. Nie postrzegał swoich wypowiedzi w taki sposób – ślepy na rozdrażnienie, jakie mógł wywołać w swoim rozmówcy, skupił się na aromacie trzymanej przez niego herbaty.

– Nawet wierząc w talent nie jesteś w stanie uzasadnić tak wielkich zdolności krasomówczych bez zaczytywania się w książkach lub podejmowania rozsądnych wyborów co do towarzystwa. Wie to każdy, kto zajmuje się słowem.

Brzmiał stanowczo. Nie agresywnie, ale mówił to tonem sugerującym, że to coś w co wierzy do stopnia przesłaniającego możliwość spojrzenia na to z innej perspektywy. Wyprany z agresji, prześliczny, a jednak… niepozbawiony wad i bardzo w tym wszystkim ludzki.

Na moment odstawił kubek na bok, żeby ściągnąć z siebie narzutę i przewiesić ją przez ramię, odsłaniając tym samym białą koszulę z koronką, której rękawy momentalnie podciągnął na wysokość łokci. Obnażył tym samym pierwsze linie zamkniętych w kołach tatuaży runicznych. Nawet na nie nie spojrzał. Nie zawahał się choćby na sekundę. Wyraźnie nie należał do tej kategorii ludzi, która zastanawiała się nad każdym swoim ruchem i rozważała, czy nie powinna ustawić się w inny sposób.

– To dobrze – rzucił, słysząc jego skwitowaną uśmiechem wypowiedź – jesteś częścią tego świata niezależnie od tego, czy chcesz wierzyć w zasady nim rządzące. No chyba, że jesteś z tej kategorii ludzi, którzy szukają miliona sposobów by zaprzeczyć temu, co widzą na własne oczy. – A co on sam widział teraz? Nie był pewien. Eugene nie pasował mu do układanki, jaką zdążył ułożyć sobie w głowie, ale kiedy przesuwał spojrzeniem to po cyrkowcu, to po otoczeniu w jakim się znajdował, powoli docierało do niego coś, o czym nie pomyślał wcześniej: może on po prostu nie rozumiał mugolaków? Rozumiał przecież działanie cyrku, znał plotki, historie mniej i bardziej wiarygodne, bo te niosły się po Anglii razem z wozami zataczającymi kolejne koło na mapie wysp – wydawało mu się, że głupi nie był. – Zrobiłeś mi herbatę – zażartował, ale nie trzymał się tego zbyt długo. – Opowiedz mi coś w takim razie.

Zadarł w górę podbródek, zmrużył srebrne oczy. Mało dało się z nich wyczytać prócz zwyczajnej ciekawości. Flint miał wrażenie, że wszechświat wystawił go na próbę, jaką było odwrócenie ról.

@The Hollow


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#18
11.07.2026, 16:38  ✶  
Nie sądził, że padnie ofiarą tak cennych interpretacji. Po co komu psychoanaliza, skoro można przyprowadzić sobie do domu zbłąkanego chłopca z lasu, napoić go herbatą i nieco oswoić? W ostatecznym rozrachunku wyjdzie przecież taniej. Uśmiechnął się nieznacznie, zwłaszcza dzięki celnej uwadze o tym, że musiał wyrobić swoje słownictwo w oparciu o literaturę, bo brzmiało to niezwykle odkrywczo w sytuacji, w której Dægberht był otoczony jego księgami właściwie z każdej strony, bo jedyną wolną od nich przestrzenią pozostawało łóżko. Pomyślał, że świat ciemnowłosego jest równie piękny, co on sam – taki prosty i działający według przewidywalnych mechanizmów, odporny na klasowe uproszczenia. Zazdrościł mu siły, dziwnej osobowościowej nieustępliwości.
Zaciekawiły go runy, ale uczył się ludzi zbyt szybko, by pozwolić sobie na kolejny komentarz dotyczący jego ciała. Starał się jednak zapisać w głowie ich obraz, żeby móc go później odtworzyć i ewentualnie, w chwili słabości lub nudy, samodzielnie spróbować pobawić się w odczytywanie znaczeń.
– Obawiam się, że nie należę do żadnej kategorii, która byłaby Ci bliska, ale chciałbym się też mylić. Paradoksalnie, zawsze chciałem zmieścić się w jakiejś ciasnej szufladzie. Może dlatego mieszkam właśnie tutaj?
Bywał sceptyczny, ale nie przesadnie racjonalizujący. Wyróżniała go otwartość i skłonność do uznawania wielu punktów widzenia, choć niekoniecznie przyjmowania ich jako własnych. Kochał cyrk i chował się w cyrku, był kiepskim czarodziejem i przeciętnym człowiekiem o małym znaczeniu. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej miał ochotę schować się pod swój piękny, wyszywany koc i zniknąć na jakieś trzy miesiące albo dłużej. Wspomnienie było dobrym zakotwiczeniem, więc poszedł w to jak w dym; skoro miał przeszłość, to czekała go i przyszłość.
– Latem, ostatniego lata w domu, zanim trafiłem do Hogwartu, najstarsza z moich sióstr wychodziła za mąż. Nie pamiętam, czy się cieszyła, choć pewnie nie, bo to oznaczało, że opuści nasz dom. Nie wiem też, jak wyglądała i czy była piękna, jednak mogę zakładać, że była taka jak wszystkie panny młode w naszym wyznaniu, a więc nie, nieszczególnie – raczej skromna. Nie mam również pojęcia, który z wersetów przypieczętował łączącą ją z mężem przysięgę, co według niektórych czyniłoby mnie już mentalnym odstępcą, a wtedy jeszcze uważałem, że mój Bóg o wszystkim wie i podskórnie czułem, że czeka mnie za to kara. Tak czy inaczej, czekałem tylko na to, aż usiądziemy do stołu i zjem w końcu zapiekankę pasterską. Niczego w życiu nie pragnąłem bardziej niż wtedy zapiekanki pasterskiej. Później już nigdy jej nie zjadłem.
Sam nie rozumiał, dlaczego się zaśmiał ani dlaczego przyszło mu do głowy akurat to.
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#19
24.08.2026, 10:06  ✶  
Flint mierzył go spojrzeniem sugerującym wprost, że męczy go jakieś pytanie, którego nie zamierzał uzewnętrznić. Nie chciał bowiem czynić z tej rozmowy czymś kręcącym się wokół niego – a cisnęło się na usta przecież wiele tematów dalekich od gustów ludzi lubiących konkrety. Lubił filozoficzne dylematy rozciągnięte w czasie tak, aby się to przy końcu ludziom kojarzyło z męczącą duszę agonią, jaką należało za wszelką cenę ukrócić, ale wcale nie cieszył się, kiedy ktoś próbował nazywać rzeczy jakie czuł, ani kiedy ten temat stawał się zbyt osobisty. Więc był ciekawy – jakież to niby kategorie miały nie być mu bliskie, czego zdaniem tego Eugene'a nie rozumiał w otaczającym go świecie – jednocześnie wcale nie chciał tego wiedzieć. Nasłuchał się już w życiu wiele o dwóch siłach prowadzących go przez życie: o pragnieniach i zwyczajnym przyzwyczajeniu, o tym jak porzucał zobowiązania i odpowiedzialność, żeby się oddawać sprawom brzmiącym w cudzych opisach jak wizyta w domu uciech. Inni ludzie zwykli opisywać go słowami, od których robiło mu się niedobrze. Szczególnie, kiedy wydawało im się, że wiedzieli o nim wszystko. Po czasie sądził na odwrót – czarodzieje przypominali mu nieustannie o czymś, co kiedyś powiedziała mu Vivianne – laicy potrafili dostrzec głębię obrazu i rozpoznać mistrzostwo szybciej od wyszkolonych krytyków, a że każdy w tych czasach tym krytykiem chciał być, Dægberht uznał samego siebie za jedyną odpowiednią personę do spisania własnej biografii.

Wzniosłe przemyślenia nie przeszkadzały mu, rzecz jasna, uważać samego siebie za godnego wystawiania wszelakich ocen (no bo jak każdy to każdy). Kolejna z nich opuściła jego usta ledwie kilka sekund po tym, jak Eugene skończył mówić.

– Smutne.

A później przez dłuższą chwilę milczał, wyraźnie niewzruszony tym, jak musiał czuć się ktoś skwitowany czymś takim po opowieści zakończonej głośnym śmiechem. Smutne. To naprawdę było smutne.

– Scena rozmyta melancholią, opowiadająca o tym, ze musiałeś bać się kogoś, kto powinien prowadzić cię przez życie i tłumaczyć jego zawiłości.

Łatwo było wyłapać, na czym się skupił. Na emocjach, na tym co zamazał czas, na każdym nie mam pojęcia przeciętym tym, jak się czuł. A siostra, wesele, to jak bardzo nie pasowało mu to do cyrku hodującego swoich wychowanków na wiecznych jego pracownikach – to wydawało się tłem dla tego, co gnieździł w sobie mężczyzna siedzący naprzeciwko niego. Może nie zawsze tu mieszkał, a może zwyczajnie kłamał.

Upił spory łyk herbaty. Podrapał się kciukiem przy kąciku ust.

– Na Whitecroft Street w Londynie znajduje się kowen Macmillanów. Możesz kiedyś przyjść posłuchać tego, co mają do powiedzenia.

Częścią tego, co mieli do powiedzenia, były wiersze, które napisał o Niej Dægberht.

@The Hollow


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#20
26.09.2026, 08:49  ✶  
Smutne?
Miał to pytanie w szarych oczach, w zatrzymanym na drugiej parze spojrzeniu, w asyście przedłużającej się ciszy, która zastąpiła salwę śmiechu. Nie analizował własnej przeszłości w oparciu o oceniające kategorie, więc gdy Dægberht to zrobił, naruszył zasady wewnętrznego kodeksu wieszczka, o którym nie miał przecież pojęcia. Inna sprawa, że jego gość nie sprawiał wrażenia osoby specjalnie przejmującej się innymi, na podstawie tych kilku wspólnych chwil jawił mu się jako człowiek pozornie dobrze wychowany, ale jednak na wskroś i na wylot egotyczny. Z drugiej strony, czy próba nazwania jego przeżyć nie była przejawem empatii? Ostatecznie uznał, że nie warto zadawać sobie aż tylu pytań, nie wczesnym rankiem, nie na kacu i rauszu jednocześnie. Nakrył ramiona ulubionym kocem, zrobiło mu się zimno.
– To nie jest nieszczęśliwe wspomnienie – mruknął po chwili, bo poczuł się w obowiązku sprostować, ale we własnych ramach, uparcie odrzucających i pejoratywne, i melioratywne określenia przeszłości. Nie miał dostępu do emocji z tamtego okresu, były zablokowane. Był w stanie wymienić fakty rozrysować kontekst i chronologię, ale przecież nie chciał; w tej jednej kwestii mógł tylko malować werbalne obrazy i nadawać im płytkie interpretacje.
– Nie niesie ze sobą też aż takiego znaczenia, to historia o chłopcu i jego ulubionym daniu obiadowym, o przedłużającym oczekiwaniu na upragniony posiłek. O kosztowaniu czegoś po raz ostatni, ale jeszcze bez świadomości, że właśnie tak będzie, o jednym z wielu końców, ale przede wszystkim o nostalgii. Jeśli tego nie wyłapałeś, okazuje się, że nie umiem opowiadać, co podważa wszystkie miłe słowa, które wypowiedziałeś dziś w moją stronę.
Tak czy inaczej, był za nie wdzięczny, świadczył o tym choćby wyraz twarzy, spokojny mimo naruszeń.
Uważał kowen Macmillanów za jakiś rodzaj sekty religijnej. Sam nie wiedział, czy z tego względu bardziej go to odrzuca, czy przyciąga. Czuł jednak, że jest związany z Flintem tajemnicą tego poranka i tylko z tego względu chciał go jeszcze kiedyś zobaczyć. Niezaprzeczalnie ciągnęło go do ludzi dziwnych i inteligentnych.
– Chętnie, jeśli tylko mnie oprowadzisz.
Wyobrażał sobie, co powie Jim, gdy o tym usłyszy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dægberht Flint (3725), The Hollow (4050)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa