• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [02/10/72] Róża z napisem „Zjedz mnie”

[02/10/72] Róża z napisem „Zjedz mnie”
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#1
28.05.2026, 22:06  ✶  

Czarne róże w Maida Vale


Helloise & Delyra


[Obrazek: imgproxy.php?id=AO1kRRB.png]

Jutrzenka zastała w ogrodzie Maida Vale czarownicę rozciągniętą leniwie na ławce pod jednym z różanych krzewów. Leżała bosa, od czasu do czasu haczyła stopą o wilgotną od rosy trawę, pod nosem nuciła piosenki. Przez podłokietnik, na którym oparła głowę, zwieszały się jej długie loki; sięgały ziemi, gdzie końcówki włosów zwijały się w miękkie gniazdko słomianej barwy. Przez pewien czas za całe towarzystwo kobieta miała nieme posągi pięknych muz oraz czarne róże. Uwity z jarzębin i traw wieniec Helloise zarzucony był niedbale na głowę z jednej z rzeźbionych w kamieniu bogiń, u stóp muzy zaś leżały ogryzki jabłek, którymi posiliła się uprzednio wiedźma. Wczesny ranek nad Londynem był słoneczny, lecz bynajmniej nie ciepły — chłód zakradał się pod wełnianą rdzawą spódnicę, nagie stopy marzły, a skórzane kozaki stały obok jak pogardzony rekwizyt.
Ociężałe główki czarnych kwiatów zwieszały się nad czarownicą, a ona od czasu do czasu sięgała ich dłonią i muskała czule palcami jedwabiste płatki. Wkrótce mijać będzie pora róż, przyjdzie im stracić śliczne czarne sukieneczki, umrzeć — i nawet w obliczu tego końca one wciąż uparcie milczały. Wciąż nikt nie wiedział, skąd się wzięły i dlaczego rozpleniły się tak licznie po Maida Vale.
Helloise odnalazła w sobie ostatnimi czasy nową tkliwość dla tych czarnych kwiatów, mimo że w pewnym momencie nie mogła na czerń patrzeć bez wstrętu. Dziś znów im współczuła, tak samo jak gdy przechadzała się po Maida Vale ledwo miesiąc wcześniej, jeszcze przed Spaloną Nocą. Miała wrażenie, jakby odbywała te spacery w jakimś innym, odległym życiu.
Tego ranka kobieta złożyła sobie na podołku pojedynczy czarny kwiat. Co jakiś czas obskubywała go z kolejnych płatków, składała je warstwami jeden na drugim i wkładała do ust, aby rozgryzać te soczyste pakiety i smakować na języku roślinne wonie. Zjadła już wiele czarnych róż, co ani trochę nie pomogło w rozwiązaniu zagadki, lecz — jak wierzyła — przybliżyło ją do samych kwiatów.

!Maida Vale


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
28.05.2026, 22:06  ✶  

Maida Vale


Podczas spaceru w okolicy rozarium słyszysz dziwne brzęczenie, które zdaje się pochodzić z ziemi. Gdy przyklękasz, zauważasz, że w glebie delikatnie pulsuje światło. Kopiąc palcami, natrafiasz na niewielki, szklany flakonik, w którym znajduje się srebrzysty płyn. Flakonik ma wyryty symbol róży na zakrętce. W chwili, gdy próbujesz go otworzyć, flakonik nagle robi się gorący i rozpływa się w twoich dłoniach, pozostawiając na nich wilgotny ślad, który pachnie mieszanką róż i popiołu.

Do kości można odnieść się w dowolnym fragmencie sesji - w przypadku nieznajdowania się w miejscu docelowym, należy się w nie przemieścić i odegrać scenę z kostki. Postać Nieuważna, Ślepa lub Pechowa nie zauważa światła, depcze po nim nogą i światło znika. Nikt biorący udział w sesji nie może wygrzebać z ziemi flakonika. Snob nie może grzebać w ziemi. Jeżeli postać biorąca udział w sesji posiada przewagę Tworzenie eliksirów i maści, może rzucić kością na Wiedzę Przyrodniczą. Udany rzut (w pierwszej próbie) gwarantuje rozpoznanie pewnej ilości składników płynu z flakonika po zapachu - zależnej od oceny ze statystyki. W celu uzyskania informacji gracz musi skontaktować się z Mistrzem Gry. Postacie biorące udział w tej sesji nie mogą już użyć kości Maida Vale w ten sam dzień fabularny. Daty sesji nie można przesunąć.
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#3
27.06.2026, 11:44  ✶  
Tak jak zawsze pojawiła się w pracy. Lekko pofalowane ciemne włosy związała pod siebie, by sięgały uszu, a potem głowę obwiązała chustką w róże. Chustka w róże pachniała jak róże, ciekawe dlaczego.

Przechodząc po ścieżkach ogrodu, czule głaskała każdy napotkany krzew, nieważne jakiego gatunku. Oczywiście znała każdą roślinę z ciągu, ale w jej umyśle nie było czegoś takiego jak faworyzacja. Poza tym nie dało się faworyzować roślin. Jaki byłby klucz? Piękność? Przydatność do eliksirów? Każde kryterium wydawało się gubić sens. Każda roślina była piękna, miała inne właściwości. Tak samo właściwie z ludźmi.

Mówiąc o ludziach…Delyra zatrzymała się w pół kroku, jakieś stopy zobaczyła. Stała przez chwilę jak wryta, gapiła się. Potem zobaczyła, że to przybyszka.

I ona je róże. Czarne róże.

Pierdolnięta.

Delyra odchrząknęła głośno, by dać kobiecie chwilę na doprowadzenie się do porządku zanim się odezwała. Z uprzejmym uśmiechem odezwała się — Dzień dobry.

Kojarzyła ją, odwiedzała Maida Vale przed i po Spalonej Nocy. Niestety nie złapała jej imienia, ani nazwiska, nic. Ale była ładna, więc Delyra mogła jej wybaczyć brak przedstawienia się za pierwszym razem.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#4
27.06.2026, 13:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2026, 13:24 przez Helloise Rowle.)  
Na próżno Dolohov czekała tego, aby Helloise się doprowadziła do porządku — oto był jej porządek. Nie było niczego, co powinna wokół siebie zmienić.
Uśmiechnęła się sennie do kobiety, a spod jej mglistego spojrzenia przebijała iskra bezczelności. Oglądała sobie Delyrę Dolohov, nie kryjąc się z tym — oceniała ją, a uśmiech na twarzy czarownicy podrygiwał tajemniczo przy każdej poczynionej obserwacji. Żadnej z nich nie wypowiedziała na głos.
Wiedziała, z kim ma do czynienia. Stała przed nią bowiem postać szeroko znana i nie tylko z tego, że mieniła się opiekunką tych smutnych różyczek. Delyra zawiodła widać swój ogród, podobnie jak Helloise zawiodła swój, choć ani jednej, ani drugiej kobiecie nie dałoby się przypisać winy. Czarownica zastanawiała się, czy Dolohov tak samo jak ona cierpi, widząc klątwę pleniącą się po miejscu tak bliskim swemu sercu. Czy cierpisz z nimi, Delyro? Czy ty coś wiesz?
Och, tak, to najwięcej interesowało Helloise: czy ona coś więcej wie?
— Witaj, Delyro — przywitała się czarownica.
Leniwie zsunęła się z siedziska i stanęła na nogi, aby się zaraz przeciągnąć, przymykając ciężkie powieki. Opuściła ramiona, poruszyła nimi, aby rozluźnić mięśnie zesztywniałe od leżenia na twardej ławie. Zbliżyła się do Dolohov, obserwując ją okiem bystrego, zaciekawionego zwierza. Więcej słychać było szelest jej długiej sukni ciągnącej się po trawach niż miękkie kroki bosych stóp.
Oto Helloise miała przed sobą siostrę Williama. Ostatnio poznała bliżej również drugiego z braci: Louvaina. Uroczy, genialny William i ten lekkomyślny, gwałtowny Louvain — trudno było uwierzyć, że wydało ich to samo łono.
Kim była pani ogrodów? Tej z Lestrange’ów Helloise nigdy dobrze nie znała.
— Powinnaś mnie oprowadzić — stwierdziła uprzejmie, stając naprzeciw ciemnowłosej czarownicy, która górowała nad nią wyraźnie. Helloise znajdowała coś zabawnego w tej różnicy pomiędzy nimi. — Powinnaś mi o nich opowiedzieć. — Obróciła w rękach pojedynczą czarną różę, którą zerwała wcześniej. — Czy twoje kwiaty nie są szalenie smutne?


dotknij trawy
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#5
27.06.2026, 13:42  ✶  
Delyra czuła tą emanującą od Helloise bezczelność, ale zdecydowała się ją zignorować zamiast wywoływać. Tak to było z arystokratami. Zawsze lepiej było potraktować coś ciszą niż jakąś uszczypliwą uwagą. A Dolohov naprawdę czuła coś od Helloise. Bezczelność tak, ale też coś więcej.

Tym czymś był wzrok. Czarnowłosa napięła się pod wzrokiem przybyszki. To ona oceniała, a nie była oceniana. Zacisnęła żuchwę, coś pod jej skórą zafałdowało. To masseter, mięsień żwacz zapulsował. Jednak Lyra musiała się uspokoić. Zamiast tego też patrzyła na drugą kobietę. Jej oblicze uspokoiło się, nie widoczne były na nim emocje. Dolohov przecież została wyszkolona jak ukrywać uczucia na twarzy. Dlatego teraz bez kompletnych skrupułów oceniała Helloise. Jej baaardzo długą suknię, odnotowała jak ta suknia musi być brudna od chodzenia. Nic więcej nie widziała. Ale zwróciła uwagę na włosy, ładne nawet, takie zboże w słońcu. Nie aż rzepak, ale pszenica?

Potem to powitanie. Wiedziała, że wszyscy ją znają, więc nie zdziwiła się, że ta niezwykle dziwna, ale dość ładna istota też ją znała. Więc odpowiedziała, choć zdecydowanie ona powinna powiedzieć witaj, bo ten ogród to była jej własność — Witaj, nieznajoma — skinęła delikatnie głową. Mogła dodać coś zgryźliwego albo śmiesznego typu 'witaj w moich skromnych progach', ale to ani nie były jej progi, bo były w ogrodzie ani skromne.

Obserwowała jak szanowna Helloise w końcu wstała. Delyra zdobyła się na kolejne spojrzenie i szybką ocenę. Wyglądała na dość biedną materialnie. Może mugolaczka jakaś? Z chęcią wysunęłaby jakieś fajne pochopne wnioski, ale ugryzła się w język, normalnie, fizycznie. Aż żelazny posmak został jej w ustach. Nie przełknęła go tylko zostawiła w spokoju. Może ten smak będzie trzymał ją na wodzach.

Ale trochę się zdumiała tą ofertą, szczególnie że dotyczyła jej samej, a nie że Helloise coś dla niej zrobi. Jej szare oczy poszerzyły się znacznie, ale po chwili się zmniejszyły. Co za tupet. Ale może powinna? Choć, widziała Helloise kilka razy tutaj już, więc druga czarownica powinna wiedzieć co nie co o tych roślinach.

Delikatnie się uśmiechnęła na te ostatnie słowa. Jej uśmiech mógłby wyjść na smutny gdyby nie fakt, że od razu odpowiedziała — Nie są — zaprzeczyła i wskazała na jeden krzew, złotokap, który spuszczał swoje złote kwiaty w dół, ale wyglądał jak anielskie łzy — On nie jest smutny.

Wzrok powrócił na Helloise — Mogę Panią oprowadzić — tym razem ona zaproponowała uprzejmie.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#6
30.06.2026, 17:01  ✶  
Każdemu oku wolno oceniać, każdym ustom wolno witać. Helloise z zadowoleniem dawała się oglądać i oceniać, na pozór nie ukrywając o sobie niczego. Lubiła być postrzegana. Nie bała się osądów, choćby błędnych. Te nieprzychylne przyjmowała z większą może jeszcze uciechą niż komplementy, jako że doskonale znała swoją wartość, lubiła zaś patrzeć, jak ludzie się mylą i błądzą.
Przypuszczenia Delyry może i miały podstawy. W zagłębieniach linii papilarnych na dłoniach Helloise drzemała ziemia, skóra była podrapana, pełna drobnych skaleczeń, odbarwiona eliksirami — zdolne, pewne ręce kogoś, kto wiele pracował. Kobieta nie dbała o plamy na ubraniu, a choć było to ubranie wysłużone, to uszyte porządnie.
Czarownica obejrzała się na obsypany żółtymi łańcuchami krzew wskazany jej przez Dolohov, a uśmiech na jej twarzy odmienił się w nowym odcieniu rozbawienia.
— Tak myślisz? Że nie jest smutny? — zapytała w zamyśleniu, przesuwając palcami po jednej z delikatnych kwietnych kiści. — Powinien dawno przekwitnąć i wydać nasiono, ale mu nie pozwoliłaś. Odmówiłaś mu płodności, kazałaś mu stać tu w zimnie i słocie, podczas gdy Matka Natura przeznaczyła jego złote kwiaty dla wiosennych promieni słońca. Jesteś okrutna — zauważyła lekko, bez cienia oskarżenia w głosie.
Helloise opuściła krzew, aby stanąć przy Delyrze. Za sobą zostawiła swoje kozaki, wianek i ogryzki jabłek, nie zastanawiając się, czy po nie wróci.
— Prowadź — zachęciła, gotowa ruszyć za gospodynią. Owijał Helloise gęsto zapach kadzidła i ciętego drewna. Nie ciągnęła się za nią nuta żadnych perfum. To być może kolejna oznaka biedy. — Twój złotokap to trucizna — kontynuowała, gdy ruszyły w ogród. — Laburnum. Wspaniałe drewno. Bogate, twarde, lecz wdzięcznie się z nim pracuje. Zdarzył mi się ten honor, że przeszedł przez moje ręce złotokap alpejski sprowadzony ze szkockich gór. Tamtejsi rzemieślnicy umieli to drewno zawsze właściwie docenić. Jeśli znudzi ci się kiedyś twój złotowłosy sługa i każesz go ściąć, wyślij mi gałązkę. Upewnię się, że odrodzi się w nowym przedmiocie i nawet po swojej śmierci będzie cieszył twoje surowe oko, Delyro.


dotknij trawy
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#7
07.07.2026, 11:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2026, 11:34 przez Delyra Dolohov.)  
— Jedna z moich ulubionych roślin — Delyra delikatnie podzieliła się tą informacją, kiedy obserwowała palce Helloise jak sokół. Pszenicowłosa była ciekawym okazem człowieka, to dokładnie pomyślała sobie Dolohov. Też podeszła do złotokapa, czule gładząc jego kwiaty — Wiem, że jest trujący, dlatego go tu trzymam — przyznała cicho, aż serce jej rosło, że ktoś zna te same fakty co ona.

Podzieliła się uśmiechem z Helloise, ogólnie rzadko się ostatnio uśmiechała - ostatnio to chyba na Spalonej Nocy, co buduje ciekawą wizję. Ona jeszcze została przy krzewie, dodając do swojej rozpoczętej wcześniej wypowiedzi — Niegdyś robiono z jego drewna plomby — podniosła wzrok na kobietę, skinęła głową. Oczywiście, że wyśle gałązkę. Czemu miałaby zgrywać sknerę, jeżeli ta Pani też lubiła rośliny, może nawet na wielkim poziomie spirytualnym. Dlatego dodatkowo zapytała — Gdzie powinnam wysłać gałązkę mojego anielskiego krzewu?

Zaczęła jeszcze raz iść, kompletnie nie pytając Helloise o jej imię. Na początku była ciekawa, ale teraz właściwie odpuściła, bo skoro pasja do natury je łączyła, to po co jej imię pszenicowłosej istoty tak cicho idącej po ścieżce?

Dlatego poprowadziła Helloise głębiej do ogrodu. Wkrótce Rowle miała zrozumieć, że Dolohov nie była tylko opiekunką róż, ale miała też inne pasje. Czy może powinna pokazywać od razu swój zakątek roślin trujących? Swoją czułą rabatkę śmierci? Przynajmniej śmierć nie oceniała. Rośliny też nie. No może czasem, kiedy miały za mało czynników rozwoju i więdły. Wtedy dopiero były smutne. A złotokap na pewno nie był smutny, mimo tego co Helloise mówiła wcześniej. Był wesoły, i to jak! Z magicznym nawozem, wynalazkiem Delyry.

Niestety nie dane było jej podzielić się ogródkiem rychłego końca, bo usłyszała brzęczenie. Instynktownie rozejrzała się, omiatając szybkim wzrokiem Helloise, sprawdzając czy czasem ona czegoś nie robi. Potem spojrzała w dół, przekręciła głowę, by lepiej widzieć, nie zadziałało. Światło z wnętrza ziemi? Dziwne. Uklękła. Zanużyła palce w trawie, kopiąc. Żyzna gleba Maida Vale wylądowała pod jej równymi paznokciami.

Flakonik? Róża na zakrętce? To by się zgadzało, Lyra była przecież opiekunką róż. Nie mogła otworzyć, więc powąchała przez nakrętkę. Niestety w połowie tego ruchu flakonik się rozpuścił. Na rękach pozostała tylko maź o zapachu róż i popiołu. Przez chwilę patrzyła na dłonie zdziwiona.

//Lyrka ma przewagę Tworzenie Eliksirów i maści, więc rzucam na wiedzę przyrodniczą

Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#8
08.07.2026, 16:24  ✶  
Helloise nie kategoryzowała roślin według żadnego kryterium mającego wyłonić te lubiane bardziej i mniej. Postrzegała przyrodę jako całość, jako system. Nie miało dla wiedźmy znaczenia, czy ogród Delyry obrasta truciznami, choć byłaby to niewątpliwie interesująca wskazówka o kobiecie. Tak samo nie miało dla Helloise znaczenia, czy są owe toksyny do czegoś wykorzystywane, czy tylko istnieją wokół Dolohov dla jej zwyrodniałej przyjemności.
Wędrowały razem przez jesienny ogród i czarownica wszystkiemu na swojej drodze ofiarowała tyle samo uwagi. Wydawała się nieobecna, gdy tak jej myśli rozwijały się między krzewami i rabatami, lecz nie zapomniała bynajmniej, że ma obok siebie Delyrę.
— Przychodzę z Kniei, ale zapiszę ci, jak mogą trafić do mnie ptaki — rzekła, niespiesznie przemierzając kolejną alejkę w ślad za panią ogrodu.
Wtem coś zabrzęczało, pojaśniało w ziemi. Wyciągnęło ze wspomnień czarownicy podobne wydarzenie; poprzedni raz, gdy natrafiła w tym ogrodzie na takie znalezisko.
Na ustach wiedźmy wykwitł dobrotliwy uśmiech, gdy patrzyła z góry, jak elegancka i ważna Delyra Dolohov schodzi na kolana i nurza palce nagich rąk w miękkiej glebie. Bez zawahania — tak jak powinna. Zyskała w tamtej chwili w oczach Helloise nieco uznania.
Nie musiała wiedźma długo czekać, nim jej przypuszczenia się potwierdziły: Delyra wyciągnęła z ziemi flakon bliźniaczy temu, który nie tak dawno odnalazła tu sama Helloise.
Kobieta klęknęła obok, ciekawa, czy i ten egzemplarz stopnieje w rękach, które wyjęły go z ziemi — tak też się stało. Gdy szkło rozgrzało się i rozpłynęło, Helloise chwyciła szczupły nadgarstek Dolohov i przysunęła go bliżej swojej twarzy. Zamknęła oczy, aby skupić się na zapachu i przekonać się, czy tym razem woń odsłoni przed nią więcej.

// rzucam WOP na rozpoznanie składników eliksiru
Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#9
08.07.2026, 19:06  ✶  
Skupiona na okropnym odorze krwi orientujesz się, że twój instynkt cię nie zawiódł – chociaż mogłaś domyślić się tego już wcześniej, teraz odnalazłaś w nim potwierdzenie – ktokolwiek stworzył ten eliksir, użył do tego krwi ludzkiej pozyskanej w sposób niegodziwy. To nie był smród opalania, lecz czarnej magii. @Helloise Rowle
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#10
12.07.2026, 14:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2026, 14:30 przez Delyra Dolohov.)  
— Oczywiście, dziękuję — odrzekła grzecznie Delyra. Dzięki tej informacji Penny ładnie dostarczy list. Po chwili dodała — Niestety mój list może iść dość długo, więc uzbrój się w cierpliwość, miła Pani. — wyszło to dość szarmancko, ale Dolohov chciała by taki wydźwięk miały jej słowa. Brzmiało to trochę męsko nawet, więc na końcu skinęła głową. Ale nie miała kapelusza. Gdyby miała to już by się z nim ukłoniła, chociaż podrywanie to nie był jej cel w ogóle na ten dzień. Ogólnie dzisiaj się nie spodziewała wizyty.

Lekko się spięła, kiedy Helloise tak przyciągnęła do siebie jej nadgarstek. Nawet dech jej zaparło w piersiach na chwilę. Przestała się ruszać, oddychać. Z jednej strony chciała dać pszenicowłosej moment na powąchanie tej mazi, ale z drugiej strony zamarła, bo nagle druga kobieta wydawała się bardzo blisko. Delyra nerwowo połknęła ślinę, skupiając się na czymś innym, żeby się nie gapić jak idiota.

Więc patrzyła na swoje pazkoncie, jak równe są od pilnika, którym odgrywała cudy wczoraj w nocy, jak brudne są od żyznej gleby Maida Vale, jak nie ma na nich żadnej nie pożądanej plamki, którą najczęściej widziała u osób z historią obgryzania paznokci. Uspokajała swój oddech, przestała zwracać uwagę na bliskość Helloise, jej percepcja szalała w drugą stronę, nagle bardzo zainteresowana butami i sukienką. W końcu powiedziała tym swoim delikatnym głosem, którym porozumiewała się z ładnymi panienkami i w ciszy ogrodu — Cóż to, myśli pani, jest? — Delyra też to powąchała, ale subtelnie się wzdrygnęła — Pachnie źle — wygłosiła dosadnie — Nie tak pachną wyroby z roślin.

Spojrzała w dół na drugą kobietę, oczekując ładnej, długiej odpowiedzi. Wiedziała, że Helloise jest w stanie taką udzielić. Po tej całej rozmowie o złotokapie? Na pewno mogła się wysłowić o tej dziwnej mazi. Na twarzy Dolohov zagościł grymas, konsystencja stopionego eliksiru nie podobała jej się — Mogę już to zmyć? W kącie ogrodu — pokazała stronę — jest kran.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Delyra Dolohov (1526), Eutierria (50), Helloise Rowle (1622), Pan Losu (205)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa