• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 4 Dalej »
[09.10.1972] Ship to wreck

[09.10.1972] Ship to wreck
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#1
15.06.2026, 23:05  ✶  
[Obrazek: imgproxy.php?id=6zPzabA.png]

Powiedzieć, że zbierała się do tego jak do jeża, to jak nic nie powiedzieć. Niby miała informacje już jakiś czas, ale – jak to zwykle bywało w takich momentach – wszystkie inne rzeczy okazywały się być ważniejsze. Najpierw mało czasu ogólnie, bo było zbyt szybko po Spalonej Nocy, a informację dostała tuż przed nią i nie zdążyła na to nijak zareagować. Później problemy z kamienicą na Pokątnej i szybkie, niemalże nieprzemyślane (choć nie była to prawda) ruchy w stronę kupna nowego domu na zadupiu, sfinalizowane tuż na początku miesiąca, a to również, oprócz kosztów w postaci pieniędzy (których Victorii nie brakowało), wiązało się z kosztami czasowymi: załatwienie podłączenia sieci Fiuu, organizowanie przeprowadzki, godzenie tego z pracą na pełen etat… nie mówiąc o tym, że pracując próbowała zagłuszyć i zatopić niepowodzenia towarzysko-sercowe.

Ale dzisiaj nie miała wcale złego humoru. Po pierwsze w nocy udało się jej i Brennie dopiąć sprawę, nad którą pracowały chyba od czerwca, a Anthony, jako naczelny fan smoków, zapewne już słyszał, że w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami mieli kilka małych piskląt smoków zielonego walijskiego, trochę zabiedzone, ale żywe i całe, po tym, jak w końcu po niemal trzech miesiącach znalazły bazę kłusowników i urodzone smoki ze skradzionych matce jaj. Teraz tylko oby udało się namierzyć ich matkę i oby je przyjęła z powrotem… I co prawda miała przed sobą jeszcze trochę pracy by domknąć sprawę, czekało ją dzisiaj jeszcze jedno przesłuchanie, ale czuła satysfakcję już teraz. A po drugie naprawdę miło spędziła bal maskowy i co prawda czuła jakąś niepewność i nie wiedziała co sobie powinna myśleć o tym wszystkim, ale zgodziła się wyjść z Christopherem jeszcze gdzieś, tak poza balem, więc… To się miało jeszcze okazać.

A tymczasem korzystając z chwili przerwy w to poniedziałkowe popołudnie i jakiegoś przypływu siły, z listem od Dægberhta w rękach najpierw wpakowała się do windy, a potem wysiadła na poziomie piątym i skierowała się w dobrze znanym sobie kierunku do Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Nie zapowiedziała się wcześniej, bo ta wolna chwila złapała ją dość nagle i po prostu postanowiła kuć żelazo póki gorące, licząc, że Anthony nie będzie teraz jakoś piekielnie zajęty i że ją przyjmie i, jeśli nie będzie wiedział jak pomóc, to chociaż skieruje ją tam, gdzie trzeba.

Aurorzy w mundurze zawsze robili wrażenie, nawet jeśli wiedziało się, że Anthony to jej drogi wuj, którego odwiedzała tutaj nie raz i nie dwa. Ale grzecznie poczekała, aż ktoś ją zaprosi do gabinetu szefostwa.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#2
28.06.2026, 11:21  ✶  
Anthony Shafiq miał zazwyczaj ambiwalentny stosunek do swojego przebywania w biurze.

Kiedy "odsiedział" swoje jako zastępca szefa, osiągając w końcu szumne i dumne stanowisko szefowskie postanowił stać się bardziej pracownikiem terenowym, aniżeli biurowym. Rozwijał z resztą przy tym swoje pasje i zainteresowania – nawiedzał piętro Lazarusa Rowle'a pogłębiając swoją ekspertyzę z wiedzy o wilkołakach i smokach, często wyjeżdżał w Bardzo Poważnych Sprawach, albo po prostu w swoim domowym biurze rozważał jedyny słuszny kierunek, którym powinien podążać OMSHM. Oczywiście za godziny pracy uważał niekończące się bale i imprezy. Tak przecież robiło się politykę, wcale nie na obradach komisji i spotkaniach na szczycie w blasku magicznych fleszy.

Pracował.

Planował.

Ktoś złośliwy powiedziałby - knuł.

Od czasu Spalonej Nocy nie opuszczał biura, aby coś komuś udowodnić. A teraz, po szalonej wędrówce zepsutym świstoklikiem od Alp, przez Hiszpanie aż po znów Londyn… teraz nie wyobrażał sobie nie być w biurze.

Victoria nie musiała czekać długo, chociaż jej krótkie oczekiwanie było spowodowane tym, że Anthony i tak właśnie wychodził z biura, roześmiany, zarumieniony, z lśniącymi oczyma przywodzącymi na myśl zakochanego nastolatka.

– Wisisz mi lunch mój drogi, jestem zdewastowany myślą, jak lekko podchodzisz do opóźnień, które naruszają regularność moich posiłków och Victorio! Cóż Cię do mnie sprowadza kwiecie nocy? – wyciągnął ku jej ramionom dłonie, najwidoczniej nie robiąc sobie zbyt wiele z ministerialnego savoir-vivru, w którym aż tak nie podkreślano czystokrwistych koligacji, nawet jeśli wszyscy wiedzieli, że podziemny ul zbudowany był na nepotyzmie. Shafiq ubrany był w swoją ciemnogranatową szatę noszącą insygnia tak Departamentu operującymi sprawami międzynarodowymi, jak i dodatkowymi regaliami bezpośrednio biura, którym zarządzał. Wyglądał nader elegancko, a drogie perfumy spoczywające na gorącej skórze dopełniały wizerunku egzotyką złocistego ananasa i musującej słodyczy. Był tym samym Anthonym. W niczym nie przypominał Anthony'ego z którym rozmawiała przy bardzo dobrej kawie ledwie dwa tygodnie temu. Jakby Londyn nigdy nie spłonął. Jakby magiczna społeczność nie musiała podnosić się z tragedii ściągniętej na ich barki przez Voldemorta.

Strzepnął z jej ramienia nieistniejący pyłek i nieco bezczelnie zlustrował całą jej sylwetkę.
– Muszę przyznać, że gdyby dobór ścieżki zawodowej determinowany był strojem, namawiałbym Cię do pozostania na służbie aurorskiej. Prezentujesz się oszałamiająco Victorio… – dodał o wiele ciszej, powoli przypominając sobie gdzie jest. Zamiast zamknąć drzwi za sobą, rozchylił je w zapraszającym geście, gdyby jej sprawa wymagała poufności, pozostawił jednak swojej gościnii decyzję, gdzie chce podjąć z nim temat z którym przyszła. Nie zakładał ażeby było to cokolwiek bolesnego dla niego. Wierzył, że gdyby miała go aresztować, dałaby mu znać wcześniej, aby miał szansę wziąć "chorobowe" ze wskazaniem doboru sanatorium na drugim końcu świata.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#3
29.06.2026, 11:25  ✶  

Otaksowała wuja wzrokiem od góry do dołu i od dołu do góry, zatrzymując spojrzenie na jego rozradowanej twarzy, na co odpowiedziała uniesieniem jednej brwi i lekkim uśmieszkiem.

– Praca – odparła i w gruncie rzeczy była to prawda, bo jeszcze zanim wybuchło co wybuchło 8 września, to została przydzielona na własną prośbę do sprawy związanej z Czarnymi Różami. Tak oficjalnie, z ramienia biura, bo ta zagadka trochę wykraczała poza jej możliwości nie związane z przywilejami i uprawnieniami, jakie dawała odznaka aurora. Rzecz jasna nie uciekła od dotyku Anthonego, dalej mu się przyglądała, bo wystarczyły niemal trzy tygodnie i jego prezencja bardzo się zmieniła. Jasne, już wszyscy przywykli do tego, co się stało, jak wyglądała teraz Anglia, ludzie ogólnie mieli zadziwiającą właściwość do szybkiej adaptacji do różnych warunków i po pierwszym szoku szybko sobie poradzili, nawet jeśli morze problemów wcale nie zniknęło. Ale ta miana w Shafiqu była zastanawiająca. I na pewien sposób było w tym cos uspokajającego, że w tym świecie zniszczenia i rozpaczy ktoś potrafił się radować.

Wiedziała, że to nie tak, że cieszy się z ludzkiego nieszczęścia. Że to musiało być coś innego, personalnego. I nawet jeśli była ciekawa, to nie wypadało o to pytać tutaj, przed drzwiami do jego gabinetu. I pomyślała sobie, że przynajmniej u niego się jakoś układa.

– Hmmm, ostatnio od pewnego projektanta, który zobaczył mnie w mundurze, usłyszałam, że musi mi uszyć czarna sukienkę – odparła i zmrużyła lekko oczy w uśmiechu. – Dziękuję – dodała i puściła do niego oko, choć sama uważała, że Anthony w swojej szacie prezentował się lepiej niż ona w mundurze.
[a]Weszła więc do jego gabinetu, nie chcąc załatwiać sprawy w przejściu, gdzie każdy mógł sobie ich podsłuchać.

– Dzień dobry – przywitała się krótko z Jonathanem, a gdy Anthony zamknął drzwi powiedziała dość szybko, o co chodzi i skąd ta jej wizyta. Nie, nie planowała go aresztować, bo niby za co? – Szukam statku – przyznała i westchnęła. – Chodzi o to, że to raczej sprawa starsza niż nowsza, tyle, że nie wiem jak stara. Znam tylko nazwę. Chodzi o te cholerne czarne róże – Victoria wyglądała na zmęczoną, bo tak w istocie było, prawie dzisiaj nie spała, a nocy była na służbie i to nie był leciutki spacerek. A poza tym sprawa róż ją zwyczajnie męczyła.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#4
04.07.2026, 17:33  ✶  
– Och… statek oczywiście, jesteś więc absolutnie w najwłaściwszym miejscu. – Zatarł ręce, a potem roześmiał się serdecznie i ponownie skłonił się przed nią lekko wskazując dłonią drzwi. – Cóż… Nie do końca najwłaściwszym, tak na prawdę. Właściwy Departament, właściwe biuro, nie to pomieszczenie. Archiwum z księgami portowymi mamy kawałek drogi stąd. Zapraszam moja piękna pani.

Ruchem dłoni wprawił klamkę w ruch (owszem popisywał się) i otworzył przed Victorią drzwi, któe przed momentem zamknęli. Pożegnali się z Jonathanem i ruszyli eleganckim, bogato zdobionym korytarzem prowadzącym do jego gabinetu. Anthony był estetą i choć nie lubił za bardzo sztuk wizualnych ze wzglądu na własną ułomność oczu, zlecił po objęciu stanowiska freski, które prezentowały alegorie bóstw handlarzy i kupców, rozmawiające i umawiające się na kolejne umowy. Przed ścianami stały biurka specjalistów, czasami między mitycznymi postaciami widać było drzwi do gabinetów osób zarządzających podzespołami. Tym samym korytarzem Victoria przyszła, teraz wracali nim ku głównej "ogólnej" sali, gdzie stażyści i urzędnicy pełniący funkcję urzędników przekopywali się przez tonę biurokratycznej papeterii na zawalonych reklamacjami i raportami biurkach. Nim jednak do niej dotarli, odbili w lewo, wąskim korytarzykiem do archiwum. Anthony dysponował pękiem kluczy (normalnie będącym pod opieką Jonathana, gdyż to jego zastępca zdecydowanie częściej przebywał przed Spaloną Nocą w biurze), a gdy znalazł właściwy z zadowoleniem dopasował go do zamka, pozwalając pokojowi za skrzydłem na wiedzę, że potrzebują informacji o statku. Jakimś statku.

– Właściwie cieszy mnie Twoja obecność, miałem po balu pisać, gdyż pojawiły się nowe ogrodowe okoliczności warte porozmawiania – choć jego oczy lśniły tą samą ekscytacją, ton spoważniał, podobnie jak jego mikroekspresja. – Rozwiążmy te supełki jednak jeden po drugim… Jaki statek? Skąd wieści o nim? Każda informacja może być na wagę złota. – Mimowolnie postukał się po swoim złocistym sygnecie, który jak na zawołanie zmienił swój grawer z symbolu OMSHMu na prostą szalkową wagę. Choć pochodzenie tego pierścienia i jego symbolika były absolutnie inne, tak teraz niewątpliwie pasowało mu to do roztaczanej opowieści tak wybornie, że nie mógł powstrzymać gestu. Rozejrzał się po wąskim pomieszczeniu, które zamiast ścian miały ciągnące się regały ksiąg, akt i wykazów. Nawet się uśmiechnął na to zadanie, z rozrzewnieniem wspominając swój własny staż. Strzyknął kośćmi w dłoniach, szykując się do urzędniczego śledztwa, w pełni świadomy, że w razie własnego niepowodzenia, mógł poprosić o analizę danych kogokolwiek, zaczynając od swojego asystenta, który ostatnie lata spędził w Magicznym Urzędzie Celnym. Teraz jednak był pełen sił witalnych i przekonania o własnych możliwościach. Toczące się po żyłach endorfiny szeptały mu do ucha, że niema dlań zadań niemożliwych.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#5
05.07.2026, 13:16  ✶  

Tak jej się wydawało, że to właściwy departament, bo co prawda statek mógł służyć głównie do transportu ludzi, to jednak najprawdopodobniej płynął z Francji (a przynajmniej coś takiego powiedział  jej Laurent), więc wchodziło to na tematy międzynarodowe, a i istniała duża szansa, że i handlowe. Oczywiście to wszystko to był strzał, może ślepy, może nie, ale trochę już kończyły się Victorii opcje i należało sprawdzić wszystkie  niteczki wątku, jakie pozostały, bo a nuż doprowadzą do kłębka i rozwiązania tej całej zagadki.

Magię bezrózdżkową w akcji widziała wiele razy w wykonaniu Sauriela, pamiętała zresztą, jak Anthony ćwiczył w sierpniu, więc nawet nie mrugnęła, ani nie westchnęła zaskoczona, gdy otworzył drzwi ot tak, bez wyciągnięcia różdżki. Więc kiwnęła jeszcze do Jonathana, pożegnała się i wyszli, rada, że udało jej się złapać Shafiqa, a poza tym ewidentnie był wstanie pomóc, oraz co najważniejsze, miał na to czas w swoim z pewnością napiętym grafiku.

– Wydajesz się w dobrym humorze – zagaiła po drodze do archiwum, dokąd prowadził ich Anthony. – Rozumiem, że się układa? – nie miała pojęcia, że randka z sierpnia już nieaktualna. Że kto inny rozświetlał jego dni. I że był to mężczyzna. Nic a nic nawet nie podejrzewała, a zresztą jakie by to miało mieć znaczenie… Chyba każdy w tych ponurych dniach pragnął czegoś, co sprawi, że nabiorą one sensu. Victoria wyglądała do tych promieni słońca nieco nieśmiało, przygnieciona sercowymi niepowodzeniami, ale nie całkowicie zrażona.

– Ogrodowe okoliczności? Masz moją uwagę – stwierdziła z zastanowieniem, bo rzeczywiście to wyostrzało uwagę Victorii, nawet tak zmęczonej i niewyspanej, jak teraz. – No dobrze, jaki statek… To może zacznijmy od początku. Dwie znane mi osoby doświadczyły wizji związanej ze statkiem po tym, jak weszły do oranżerii i zobaczyły samotny kwiat róży w bardzo starej donicy. Jedna z tych osób był Laurent i akurat przy tym byłam, opowiadał mi chwilę później, co zobaczył. Był sztorm, a koronnym punktem tej wizji było coś związanego z kufrem albo walizką z symbolem kruka, które trzeba było ocalić, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Laurent twierdził, że to w ten sposób róże mogły się dostać do Anglii i że statek płynął najprawdopodobniej z Francji, możliwe że kilka wieków temu, ale to może być przesadzone, z tymi wiekami. I że reszta tej wizji była rozmazana, że najważniejsze były te uczucia i obrazy, które zobaczył. A druga osoba… - Victoria uniosła dłoń, w której ciągle ściskała kopertę, która teraz otworzyła i wyciągnęła włożoną do niej wiadomość. – Druga osoba napisała do mnie list. Moja droga – zaczęła czytać na głos. – Znalazłem się dzisiaj w ogrodach Maida Vale, w których doszło do fenomenu, o którym zapewne już słyszałaś, ale być może zainteresuje cię coś, czego doświadczyłem, przebywając na miejscu. Dotykając jednego z kwiatów, zapadłem w jakiś dziwny trans, podczas którego widziałem rejs i spostrzegłem nazwę statku, na którym płynął posiadacz zapisanego w nim wspomnienia. SS Canterbury. To może być dla was przydatny trop, bo rejsy i naprawy wszelkich statków są rejestrowane, o ile odbywa się to legalnie – skończyła i wyciągnęła do Anthonego dłoń, by sam mógł sobie odczytać nazwę statku z wiadomości. – Jest więc nazwa statku, kierunek najprawdopodobniej z Francji, raczej nic z ostatnich kilku lat, trzeba by poszukać nieco dalej – stwierdziła i westchnęła. – Co myślisz? – chciała znać jego zdanie na ten temat, na to wszystko, co udało się zebrać i jakoś złożyć do kupy.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#6
16.07.2026, 22:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2026, 22:58 przez Anthony Shafiq.)  
Czy się układało? Próbował zrobić zdziwioną minę, ale wyszła ona szalenie mało przekonująco. Anthony rozkwitał, październik od swojego progu stanowił dlań pasmo sukcesów zgodnie z wróżbami, które już otrzymał i które dopiero miały nadejść.

Rozkwit…

Tak orzekł mu Somnia, Morpheus jego najserdeczniejszy przyjaciel. I oto się działo. Fundacja, inicjatywa pozyskania funduszy, plany związane z kambodżańskim towarem, który lada moment miał zawitać do portu… I nawet bal, z którego musiał wyjść o wiele wcześniej nie zamieniwszy nawet słowa z Ministrą, nawet bal przyniósł swoje owoce. Gdy byli już w archiwum, przyciszył głos:
– Sam fakt, że w ogrodzie można znaleźć dziwne filakteria jest Ci zapewne znany. Wspomnienie ducha, element natury być może egzorcystycznej, choć moim zdaniem warto byłoby przebadać to miejsce wraz z dobrze zaopatrzonym widmowidzem. – Spoważniał nieco bo i sprawa była poważna. Przez moment chciał też powiedzieć o składzie tej straszliwej substancji, powstrzymał się jednak, by wypowiedzieć wprost, co może lepiej aby było zapisane. – Obawiam się też czarnoksięskiej aktywności niestety. Bardzo dziwi mnie, że Twoja familia otworzyła ogród na czas balu w tych niekoniecznie sprzyjających okoilcznościach. – Być może aurorzy powinni zamknąć go na dobre, przestać bawić się w półśrodki - wielu by tak powiedziało, ale nikt jak Anthony nie znał cienkiej osnowy politycznej tkanki magicznego społeczeństwa. Narażanie się Lestrangom nie leżało w niczyim interesie. Zwłaszcza nie leżało w interesie Jenkins.

– Skoro jednak tu jesteśmy… najpierw statek. Kursujący z Francji, walizka oznaczona krukiem być może własność Twojej rodziny ale nie powinniśmy przyjmować tego za pewnik… SS Canterbury… To powinno być gdzieś tutaj… – zamyślił się i ruszył wzdłuż ściany do regału, na którym mógł znajdować się właściwy rekord. Czułby się wyjątkowo dobrze, gdyby udało mu się znaleźć ten statek od ręki. Jeśli nie… Cóż, jego ulubiony asystent Lovegood będzie miał kolejną z niezliczonych okazji by zabłysnąć i zapracować na swoją premię. Teraz jednak poinstruował Victorię na którą kolumnę w rejestrze ma patrzeć i rozpoczął poszukiwania, zawężając je możliwie. Kto wie, może sam fakt symbolu kruka albo wspomnianej straszliwej burzy przywiedzie mu coś na myśl w kontekście daty Ostatecznie w ramach przerwy od pracy w Departamencie kilka lat spędził jako ambasador właśnie w Paryżu.

Szukamy informacji o statku SS Canterbury.
Korzystam z Wiedzy o Świecie ◉◉◉◉◉, wieloletniego doświadczenia w pracy biurowej w organie ogarniającym handel międzynarodowy, oraz ewentualnie znajomości kruczej heraldyki zwłaszcza z czasów stacjonowania we Francji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1230), Victoria Lestrange (1349)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa