![[Obrazek: imgproxy.php?id=6zPzabA.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6zPzabA.png)
Powiedzieć, że zbierała się do tego jak do jeża, to jak nic nie powiedzieć. Niby miała informacje już jakiś czas, ale – jak to zwykle bywało w takich momentach – wszystkie inne rzeczy okazywały się być ważniejsze. Najpierw mało czasu ogólnie, bo było zbyt szybko po Spalonej Nocy, a informację dostała tuż przed nią i nie zdążyła na to nijak zareagować. Później problemy z kamienicą na Pokątnej i szybkie, niemalże nieprzemyślane (choć nie była to prawda) ruchy w stronę kupna nowego domu na zadupiu, sfinalizowane tuż na początku miesiąca, a to również, oprócz kosztów w postaci pieniędzy (których Victorii nie brakowało), wiązało się z kosztami czasowymi: załatwienie podłączenia sieci Fiuu, organizowanie przeprowadzki, godzenie tego z pracą na pełen etat… nie mówiąc o tym, że pracując próbowała zagłuszyć i zatopić niepowodzenia towarzysko-sercowe.
Ale dzisiaj nie miała wcale złego humoru. Po pierwsze w nocy udało się jej i Brennie dopiąć sprawę, nad którą pracowały chyba od czerwca, a Anthony, jako naczelny fan smoków, zapewne już słyszał, że w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami mieli kilka małych piskląt smoków zielonego walijskiego, trochę zabiedzone, ale żywe i całe, po tym, jak w końcu po niemal trzech miesiącach znalazły bazę kłusowników i urodzone smoki ze skradzionych matce jaj. Teraz tylko oby udało się namierzyć ich matkę i oby je przyjęła z powrotem… I co prawda miała przed sobą jeszcze trochę pracy by domknąć sprawę, czekało ją dzisiaj jeszcze jedno przesłuchanie, ale czuła satysfakcję już teraz. A po drugie naprawdę miło spędziła bal maskowy i co prawda czuła jakąś niepewność i nie wiedziała co sobie powinna myśleć o tym wszystkim, ale zgodziła się wyjść z Christopherem jeszcze gdzieś, tak poza balem, więc… To się miało jeszcze okazać.
A tymczasem korzystając z chwili przerwy w to poniedziałkowe popołudnie i jakiegoś przypływu siły, z listem od Dægberhta w rękach najpierw wpakowała się do windy, a potem wysiadła na poziomie piątym i skierowała się w dobrze znanym sobie kierunku do Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Nie zapowiedziała się wcześniej, bo ta wolna chwila złapała ją dość nagle i po prostu postanowiła kuć żelazo póki gorące, licząc, że Anthony nie będzie teraz jakoś piekielnie zajęty i że ją przyjmie i, jeśli nie będzie wiedział jak pomóc, to chociaż skieruje ją tam, gdzie trzeba.
Aurorzy w mundurze zawsze robili wrażenie, nawet jeśli wiedziało się, że Anthony to jej drogi wuj, którego odwiedzała tutaj nie raz i nie dwa. Ale grzecznie poczekała, aż ktoś ją zaprosi do gabinetu szefostwa.