• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość

[21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#31
29.07.2026, 13:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2026, 14:04 przez Christopher Rosier.)  
– Pomijając kroje, wiele zależy też od charakteru kolekcji i pokazu. Przy niektórych modelka ma być wręcz przezroczysta. Jeżeli zwróci na siebie za dużo uwagi, odciągnie ją od ubrania. Ma wypromować ubranie, dopiero kobieta, które je kupi, ma w niej lśnić… Są oczywiście inne pokazy, jak na przykład ten, gdzie modelka miała uosabiać emocje, ale Henry miał tutaj bardzo określoną wizję. To kreacje miały być w centrum. Samą sylwetkę i tak byłoby w pewnym sensie widać, bo nawet jak niewidziana… wypełniałaby ubranie – wyjaśnił, w najlepszy sposób, jaki był w stanie. Upił jeszcze łyk, ale potem wygodniej rozłożył się w fotelu, jasną głowę wpasowując w oparcie. Zdołał stłumić ziewnięcie, chociaż nie przyszło mu to łatwo.
Wolał zachować dyplomatyczne milczenie na kolejne uwagi Victorii, bo jeszcze by go poniosło i wygłosiłby kolejną tyradę na temat tego, jak wielką wariatką była Cressida, a przecież nie musiał. Lestrange sama widziała ją w akcji. Zresztą mogła słyszeć jakieś plotki, bo to nie tak, że to była jedyna urządzona przez nią scena. No i Chris opowiadał jej, jak postanowiła zrujnować ślub i wesele bogom ducha winnej pary, byle mu dopiec: nawet jeżeli jego wtedy najbardziej bolało ryzyko utraty najwspanialszej kreacji, jaką uszył do tamtego momentu, to w wypadku większości panna młoda pozbawiona sukni w takich okolicznościach na pewno odpowiednio poruszała wyobraźnię.
– Jest to pocieszające – przyznał, bo jednak wolał, aby nie chodzili za nią maniakalni mordercy. – Za to dużo mniej to, co mówisz o Ministerstwie. Kraj z dykty i papieru… jakby to lepiej działało, już dawno wyłapali by tych szaleńców w szlafrokach – ocenił, chociaż pewnie się trochę mylił. Spalona Noc pokazywała w końcu, jak potężnymi mocami władał Voldemort. Chris po prostu niezbyt chciał tę świadomość do siebie dopuścić, wciąż tak daleki od wojny, jak to było możliwe, w ogóle mieszkając w czarodziejskiej Anglii lat siedemdziesiątych. – Nie, właściwie to nie. Po prostu kiedy udało się opanować zamieszanie… a powstało dość mocne, bo najpierw nie można było znaleźć właściwej modelki do właściwej sukienki, potem okazało się, że działanie eliksiru nie przechodzi, doszło w międzyczasie do paru wypadków, na przykład gdy modelka się przebierała wpadł na nią ktoś niosący rzeczy… okazało się, że nikt nie wie, gdzie jest jedna dziewczyna. Po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Obstawialiśmy, że znudziło się jej czekanie aż eliksir przestanie działać i sobie poszła, ale nie pojawiła się nigdy więcej. Co wywołało znowu trochę zamieszania - mruknął, opowieść kończąc już trochę sennym głosem.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#32
29.07.2026, 18:57  ✶  

– Czy to trochę nie podobne do uszycia sukienki na odpowiedni wymiar i zaczarowania jej do poruszania się? – zastanawiała się nad tym głośno, no bo można było zaczarować sukienkę w taki sposób żeby lewitowała i przy tym falowała. – W sensie wydaje mi się, że taka niewidzialna modelka jest w tym wypadku trochę jak taki bezosobowy manekin – czy to nie było więc podobne? Albo czy nie lepiej byłoby zaczarować manekiny do poruszania się zamiast zamieszania z niewidzialnymi modelkami… to nie tak, że podważała to co mówił, nie była w żadnej mierze ekspertem w dziedzinie, tym był Christopher. Po prostu głośno się zastanawiała i też próbowała to sobie wyobrazić i jakoś… miała wątpliwość czy taki pokaż oprócz chwilowej sensacji spełniał swoje zadanie w pełni. Ale nie ona była artystą, który chciał w ten sposób coś przekazać.

Rzeczywiście nie musiał tego mówić, bo inaczej wnioski Victorii odnośnie tego wszystkiego być może byłyby zupełnie inne, a tak… nie doszukiwała się w zachowaniu blondyna i jego reakcjach niczego nadzwyczajnego w stosunku do swojej byłej. Ot… Jakiekolwiek uczucie ich kiedyś łączyło, rozmyło się w niebyt i nie pozostała po tym nawet odrobinę słodkiego smaku, a sama gorycz i jakieś urazy, jątrzące się rany. Victoria wiedziała z tego wszystkiego bardzo jasno, że Cressida jest kobietą chorobliwie zazdrosną, terytorialną i pamiętliwą. A do tego wszystkiego, czego Christopher nie powiedział, ale dopowiedziała sobie sama, że najpewniej chodziło o manię sprawowania kontroli i tego, że to nie ona była panią sytuacji, skoro to Rosier postanowił zakończyć cokolwiek ich łączyło. Krócej byli razem niż czas, który minął od ich rozstania do teraz, a wypełniony był złością i zawiścią, a nie ciepłymi uczuciami. Victoria więc… nie czuła zazdrości – bo i o co?

– Ano… Ludzie u władzy zdają się bardziej zajęci zachowaniem stołków, a nie realnym działaniem – Victoria rzadko wypowiadała się na głos na temat Ministerstwa, w którym pracowała, ale takie były fakty. Miała mnóstwo przemyśleń na temat prawa, którego zobowiązani byli przestrzegać i sama dostrzegała bezsens przynajmniej części przepisów. Dykta i papier było też dość niezłym określeniem tego, jak to wyglądało, a Victoria najchętniej dopełniłaby ten obrazek stwierdzeniem, że trzyma się na ślinę. Część pracowników MM oczywiście robiła co mogła, a czasami naprawdę mieli związane ręce mimo najszczerszych chęci. Z tym że, uważała, jeśli ci ludzie, którym zależy, odejdą, to będzie jeszcze gorzej. A już i tak mieli braki kadrowe. To znaczy nie wierzyła, że nawet przy sprawnie działającym ministerstwie, wyłapaliby Śmierciożerców ot tak. Ale może nie byłoby przy tym tylu ofiar… Może Spalona Noc nie wyglądałaby tak, jak wyglądała.

– To brzmi jak… Idealny podkład do popełnienia jakiegoś przestępstwa – powiedziała, nim się połapała jak to zabrzmiało. Trochę ją zmartwiło to, że ta jedna nigdy więcej nigdzie się nie pojawiła. – To znaczy nic nie sugeruję! – powiedziała, gdy już do niej dotarło jak to brzmi. – Tylko chodzi mi o to, że w warunkach takiego chaosu… coś może się komuś stać… i może… hmm… – miała lekki problem się skupić na tym co mówi. Prawdę powiedziawszy, to zamykały jej się oczy i trudno było utrzymać powieki na otwarte. Napiła się jeszcze, mając nadzieję,  że to jej trochę oczyści umysł i odłożyła kubek na stolik. – Mam nadzieję, że po prostu wyjechała do Meksyku, a nie, że coś jej się stało – dodała cicho, przymykając oczy. Czemu akurat do Meksyku…? Być może dlatego, że Sauriel mówił jej, że to tam zamierza wyjechać i rzucić to wszystko w pizdu, gdy się z nią żegnał.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#33
30.07.2026, 09:16  ✶  
– Nie do końca. Zaklęciem bardzo trudno odwzorować sposób poruszania człowieka w pełni, poza tym… „niewidzialne modelki” brzmią ciekawiej na plakatach reklamowych niż „zaczarujemy ubrania” – wyjaśnił Rosier, chociaż to nie tak, że chciał Henry’ego szczególnie bronić. – Sam nie jestem fanem tej wizji, ale wtedy niewiele miałem do gadania.
Dopiero zaczynał budować sobie pozycję, a i od początku nie chciał robić dużych kolekcji. Wystawiał na pokazach raczej pojedyncze kreacje, sam skupiony szyciem dla konkretnych osób – ale wtedy dopiero zdobywał klientów, i był akurat zaoferowany przygotowaniem sukni dla żony jednego ze znajomych, która miała pojawić się w niej na wielkim balu… i zrobić mu reklamę.
– Albo chronią swoich – odparł Christopher krótko, znów myśląc o tym, że Dom Mody Rosierów w zaskakujący sposób ocalał. Jego mieszkanie ucierpiało, owszem, ale… to miejsce nie.
Ciężko było nie zastanawiać się, ilu śmierciożerców tkwi na wysokich stołkach. Albo ile osób na tych wysokich stołkach po prostu działa na ich rzeczy. Ukrywa jakieś rzeczy, broni ich, ucina śledztwa, bo chcą bronić siostry, brata albo po prostu nie chcą ryzykować i w efekcie mieli to, co mieli.
– Może ten człowiek ze snów też jest jakoś powiązany ze śmierciożercami i jakiś jego kuzyn, ojciec albo dziewczyna zadbał, aby ucięto śledztwo – zasugerował. Wprawdzie nie widział powodów, dla których śmierciożercy mieliby go napadać parę miesięcy temu, ale czy nie pasowało, że ot ich szeregi zasilił psychopata? Albo jakiegoś zdenerwował, bo odmówił uszycia sukienki jego córce lub żonie? – Stąd i zamieszanie. Próbowaliśmy się z nią skontaktować, dojść do tego, kto widział ją ostatni… i ktoś rozmawiał z nią ostatni, bo w sumie to nie to samo… i czy w ogóle wyszła podczas pokazu na scenę, bo skąd mieliśmy wiedzieć… że to na pewno była ona… – zaczął opowiadać, ale teraz już jakby bez wielkiego zaangażowania, trochę zaspanym głosem. Nie zdołał nawet powstrzymać ziewnięcia i uniósł dłoń, zakrywając usta. – Przepraszam, zdawało mi się… że się wyspałem, ale chyba ten sen mnie zmęczył. I jeszcze ta pogoda jakoś tak… – powiedział, ale chociaż próbował walczyć z sennością, powieki stawały się coraz cięższe, i cięższe. Sięgnął jeszcze raz ku ciastu, bo może cukier pomoże, ale chwilę później widelczyk po prostu wysunął się mu z ręki i Chris… zwyczajnie zasnął.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#34
30.07.2026, 16:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2026, 00:58 przez Victoria Lestrange.)  

– Hmmm… no może – zgodziła się, ale wydawało jej się, że to była chęć zrobienia zamieszania i rozgłos był tylko chwilowy i oscylował wokół niewidzialnych modelek, a nie samej kolekcji. Ale być może tonący brzytwy się chwyta i lepszy chwilowy szum nic przedłużająca się cisza. Wiedziała, oczywiście, że Chris ma zupełnie inny styl, że nie interesuje go masówka, a indywidualne projekty, na które ma konkretną wizję, ale i tak coś tam robił przy nie swoim pokazie… a teraz miał co opowiadać.

Kiwnęła głową na jego słowa. Głupotą byłoby uważać, że Śmierciożerców nie ma w Ministerstwie. Że niektórzy nie zajmują wysokich stołków. Victoria oczywiście nie miała pojęcia, kim mogą być, nie wydawało jej się za to by to była szefowa Biura Aurorów, która stoczyła z nimi pojedynek podczas Beltane, a to już dużo: że siłami, które były wytrenowane do łapania czarnoksiężników, nie kierował ktoś, kto był jednym z nich.

– Może tak być. Każda z opcji wchodzi w grę, ale też ta, że to ktoś zupełnie przypadkowy i niezwiązany z nimi. Niewiele znam się na snach prócz tego, jak robić eliksiry, po których się ich nie ma – uśmiechnęła się lekko do Chrisa. – Ale nie mam pewności, czy zadziałałyby też na niego. Może jest w stanie jakoś magicznie stworzyć sen, trudno mi powiedzieć, bo nie wiem co to w ogóle za magia – wyznała, bardzo lekko zahaczając o to, w czym naprawdę przodowała jeśli chodziło o eliksiry: nasenne. Potrzebowała ich ona, potrzebowała ich jej siostra, potrzebowało mnóstwo ludzi, którzy niekoniecznie chcieli chodzić po nie do apteki, więc wykonywała niektórym czarodziejom głównie czystej krwi na zamówienie. Tym więc dziwniejsze, że nie wykryła eliksiru nasennego w soku do herbaty – choć może dlatego, że nie ona go nalewała, a potem zmieszał się ze słodyczą soku i goryczą herbaty i… i nieświadoma zaczynała bardzo powoli przysypiać na fotelu naprzeciwko Chrisa, słuchając jego uspokajającego głosu, gdy opowiadał o zaginionej modelce.

Victoria prawdopodobnie nawet nie usłyszała, jak Christopher ją przeprasza. Wymamrotała tylko ciche: – Nic nie szkodzi – półprzytomna, spod półprzymkniętych powiek, a na pewno nie widziała już, jak widelczyk mu wypadł z dłoni, bo sama już spała.

***

Deszcz nadal padał. Może nie tak mocno jak wcześniej, ale wyraźnie nadal padało. Victoria w pierwszej chwili nie bardzo wiedziała gdzie jest – było ciemno, a ona ewidentnie spała w fotelu i to chyba nie był fotel w jej domu. Potrzebowała chwili, żeby przyzwyczaić wzrok do ciemności. Wtedy zobaczyła zarysy – kominek, kanapa, stolik… drugi fotel. Słyszała miarowy oddech, a szczegóły zaczęły do niej wracać. Wyjście z Chrisem, to że utknęli w domu, który oglądali dla niego, rozmowa, herbata i ciasto… nie pamiętała momentu zaśnięcia, ale zdecydowanie oboje musiało zmieść i to chyba w podobnym momencie. Victoria wymacała na stoliku swoją różdżkę – pomimo pierwszego niepokoju, nie czuła zagrożenia. Nie wiedziała, ile minęło czasu, ale nikt ich nie zaatakował, nikt nic nikomu nie zrobił, nie wyszedł na nich żaden potwór, ani bzyczące bahanki, ani nic.

Światło różdżki rozświetliło mrok i mogła dostrzec więcej szczegółów: rzeczy na stoliku stały tak, jak je zostawili. Głowa Chrisa opadła mu na ramię. Victoria przyglądała mu się przez chwilę, jak oddychał spokojnie, jak spał na wpół siedząco-wpół leżąco, niemal bezbronne. Jego ostre rysy twarzy wygładzily się trochę, gdy ani się nie uśmiechał, ani nie wykrzywiał ust w grymasie niezadowolenia. Na tyle go już poznała: że nie był osobą, która bardzo skrywa swoje emocje. Ale doświadczenie lat szkolnych mieszało się z doświadczeniem późniejszych spotkań towarzysko-biznesowych, aż do teraz, gdy poznawała go na zupełnie inny sposób. Nie spodziewała się tego, że przyjdzie taki czas, że pójdą razem nie na jedną, a na kilka randek, że będą spędzać ze sobą tyle czasu, że Chris w ogóle będzie chciał znać jej opinię na temat domu, który chciał kupić, albo że zupełnie przypadkowo zasną przy sobie… W tej sennej walijskiej scenerii, w nocy, przy szumie deszczu za oknem, Victoria myślała sobie, że lubiła spędzać z nim ten czas – i ta obserwacja na pewien sposób ją zaskoczyła. Na tyle, że gdyby nie to, że Rosier spał i byli tu sami, to ktoś mógłby dostrzec lekki rumieniec na jej twarzy.

I może ta scena trwałaby dłużej, gdyby nie pewna natrętna myśl jej charakteru, który nie lubił tracić kontroli: dlaczego w ogóle zasnęli?

Czarnowłosa wycelowała różdżką w Chrisa i machnęła, wyczarowując koc, który go otulił, w końcu w przeciwieństwie do niej, on czuł zimno, a może i byli w domu, ale raczej nie było tutaj ciepło, nie zapalili przecież wcześniej kominka… nie chciała go budzić. Zamiast tego po cichu przysunęła sobie talerzyk z niedojedzonym ciastem kawowym do nosa, próbując wyczuć, czy czegoś w nim nie było, ale jeśli tak, to kawa maskowała zapach. Później to samo zrobiła ze swoją herbatą, a chwilę później wstała po cichu i przeszła do kuchni najciszej jak mogła, by tam przejrzeć te szafki i zobaczyć czy coś nie było z tą herbatą. Tutaj z Chrisem jedli i pili to samo, a eliksiry nasenne działały dość szybko po zażyciu, była więc przekonana, że coś stało się właśnie tutaj. A dlaczego obudziła się ona, a nie Chris? Była pewna, że powodem jest jej chroniczna bezsenność. Dawka środka usypiającego była zapewne za mała, żeby mogła spać dłużej, a może był w jakiś sposób niedoskonały… Albo może już po prostu nie działał, a Chris zmęczony spał dalej, za to jej zaalarmowany mózg postanowił ją obudzić? Z tymi myślami znalazła w końcu herbatę, do której dostrzegła i nie znalazła tam niczego podejrzanego. Za to sok przykuł jej uwagę.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#35
31.07.2026, 14:12  ✶  
– Przyszło mi to do głowy, bo jeżeli używa magii, by atakować i krzywdzić… na pewno jest najmniej czarnoksiężnikiem. Czy tak potężny czarownik nie zainteresowałby… tego tam lorda? – rzucił Chris jeszcze na chwilę przed tym, jak po prostu zasnął. Głowa osunęła się ma na bok, jasne włosy częściowo przysłoniły jedno oko, ręka bezwładnie opadła z boku fotela. Rosier spał.
*
Kiedy się obudził, w pierwszej chwili nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. Nie chciało mu się ruszać, ale gdy uniósł powieki i zobaczył obce wnętrze, usiadł wreszcie i syknął, bo ramię i szyję miał całkiem zdrętwiałe. Rozmasował kark, i rozejrzał się: salon wciąż tonął w półmroku, takim, jaki panuje tuż przed świtem, gdy niebo zaczyna się już powoli rozjaśniać, ale słońce nie uniosło się dość wysoko, by całkiem rozproszyć ciemności. Szybę wciąż pokrywały krople wody, ale burza przeminęła. Zacisnął palce wolnej dłoni na kocu, próbując sobie przypomnieć, skąd się wziął, a potem zaklął znowu, święcie przekonany, że zasnął tylko on.
Brawo, Rosier, doskonała robota, pomyślał, wzdychając w duchu, by wyszło trochę głupio, nawet on mimo całej miłości własnej to przyznawał. To w końcu w pewnym sensie była randka, skoro zaczęli w restauracji Botta, a nie dość że zabrał ją do domu, w którym utknęli z powodu pogody, to jeszcze potem radośnie poszedł sobie spać. Czy w ogóle jeszcze tu była, czy już się teleportowała i nigdy więcej się do niego nie odezwie?
– Victoria? – rzucił, nie tyleż krzycząc, ile podnosząc nieco głos. Podniósł się z fotela, poruszył zdrętwiałymi łopatkami, i zaczął zastanawiać, czy nie powinien się teleportować do Londynu, kiedy dostrzegł, że jej płaszcz wciąż tu był. Prawdopodobnie nie poszła sobie bez niego? Ruszył w końcu w stronę kuchni, gdzie właśnie przypatrywała się herbacie i sokowi malinowemu. – Uch. Cześć. Dzień dobry – przywitał się i przeczesał jasne włosy palcami. [b] – Głupio wyszło, nie mam pojęcia, czemu tak zasnąłem, chyba ten deszcz mnie uśpił.[b/]
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#36
31.07.2026, 16:34  ✶  

Rzeczywiście zostawiła swój płaszcz przewieszony przez oparcie fotela w salonie i nie zawracała sobie nim głowy w tej chwili, bo nigdzie się stąd nie wybierała. Po pierwsze nie była na Christophera obrażona, nie potrzebowała więc w złości stąd uciekać i przestać się do niego odzywać (a bogini Matka jej świadkiem, że była do tego zdolna, bo gdy na jednym z pierwszych przymusowych wyjść z Saurielem ten ją obraził, to dokładnie to zrobiła, gdy poszedł do baru – i nawet się nie pożegnała). Po drugie skoro zjawili się tu razem, to wypadałoby odejść również we dwójkę. Victoria mogłaby teoretycznie spróbować się stąd teleportować, by upewnić się, że jest to już możliwe, ale nie chciała tego robić bo: co jeśli jednak bariera w drugą stronę nadal działała i nie będzie mogła wrócić, albo co jeśli zanim dorwie się do zapasu proszku fiuu Chris się obudzi i pomyśli dokładnie to, co sobie pomyślał, ale jej tutaj nie zastanie? Nie zamierzała ryzykować niepotrzebnym nieporozumieniem.

Głos Christophera musiał jej gdzieś umknąć pomiędzy otwieraniem, a zamykaniem kolejnej szafki, nie odpowiedziała więc na wołanie po imieniu. A gdy już znalazła herbatę i sok, stała przodem do blatu i tyłem do wejścia do kuchni. Chris więc, gdy się tam zbliżył, ujrzał jej sylwetkę w sukni, która ciągle na sobie miała, długie ciemne włosy spływające jej na plecy i różdżkę leżąca gdzieś na blacie. Odwróciła głowę za ramię, gdy go już usłyszała i nawet uśmiechnęła się lekko.

– Dzień dobry – przywitała się, nie czując do końca tego zakłopotania, choć może powinna… ale widząc jego minę przyszło jej do głowy, że coś jest nie tak. Odłożyła herbatę na miejsce, skoro stwierdziła, że chyba jest w porządku, ale sok ciągle trzymała w dłoni. – Wszystko w porządku? Mam nadzieję, że się nie przeziębisz, dość późno ci wyczarowałam ten koc – przyznała i spojrzała na buteleczkę soku pod światło, mrużąc lekko oczy. Ale chyba miała pojęcia o co może mu chodzić… – Nie wydaje mi się że to deszcz – powiedziała przenosząc na niego spojrzenie. – Myślę, że to eliksir nasenny i właśnie go próbuję zlokalizować – potrząsnął buteleczką po czym ją otworzyła i powąchała. Czuła intensywny zapach malin. I już miała dać za wygraną, gdy wydało jej się, że czuje bardzo ale to bardzo delikatną nutę czegoś jeszcze.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#37
02.08.2026, 17:22  ✶  
– Tak, wszystko w porządku – zapewnił, nawet zgodnie z prawdą, bo nie wyglądała na wściekłą, że poszedł sobie spać i mógł odetchnąć z ulgą. – Nie jestem aż tak delikatny, żebym się zaziębił od spania na fotelu – obruszył się, jakby zarzucano mu co najmniej nie bycie mężczyzną, choć jak zwykle w przypadku Chrisa, zapomniał o tym dwie sekundy później, ledwo Victoria wspomniała, że tym, co go uśpiło, nie była burza. (A i jakby się zastanowić, to gdyby na przykład zasnął za biurkiem przy pracy, pewnie narzekałby asystentce okropnie, że zmarzł i wszystko go boli, i natychmiast ma pędzić po kawę, koc i dobre śniadanie. Ale to była trochę inna sytuacja.)
– Nie deszcz? – powtórzył za nią, mrużąc lekko oczy i zastanawiając, czy zaraz padnie coś o tym, że to nie deszcz, a skandaliczny brak dobrych manier. – O, eliksir!
Prawie się niedorzecznie ucieszył, jak oświadczyła, że może chodzić o eliksir nasenny. Bo wprawdzie w pierwszej chwili nie miał pojęcia, jakim cudem wypił taki eliksir, ale jeżeli tak, to oznaczało, że był absolutnie niewinny i nikt nie mógł mieć do niego pretensji. Pękata buteleczka wypełniona czerwonym płynem, którą oglądała pod światło, wiele jednak wyjaśniała.
– Co za wariat trzyma eliksir nasenny w soku do herbaty? – zdziwił się szczerze. Po prawdzie jeszcze mógłby spodziewać się, że ktoś napchał do takiego amortencji, choćby po to, aby woń malin i kolor soku zamaskowały trochę specyficzny zapach eliksiru miłosnego, ale nasenny? – Jeżeli faktycznie kupię ten dom, muszę pamiętać o wyrzuceniu wszystkiego z szafek – ocenił, mierząc półki podejrzliwym spojrzeniem. Nie bał się, że wyskoczy z nich jakiś bogin, ale najwyraźniej proste rzeczy, jakie czasem zostają po poprzednich właścicielach, w rodzaju rondli, puszki z herbatą czy butelki soku właśnie mogły kryć tutaj różne niespodzianki. – Spytałbym, czy kiedy przestało padać, chcesz zerknąć na ogród, ale nie zdziwię się, jeśli masz dość.
On prawdę mówiąc, nawet jeżeli przespał parę godzin, był trochę zmęczony, i wczorajszym dniem, i tym fotelem. Ale skoro już raz się tu pojawił, chciał przynajmniej spojrzeć, jak wygląda dom z zewnątrz i w jakim stanie jest ogród.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#38
03.08.2026, 08:03  ✶  

Uniosła wyżej brwi w wyrazie… może lekkiego sceptycyzmu zmieszanego z rozbawieniem na jego reakcję.

– Trochę trudno mi określić czy jest tutaj zimno czy akceptowalnie – powiedziała za to. – Ale wydaje mi się, że może być chłodno, skoro kominek nie był zapalony – walczyła odrobinę z uśmieszkiem, który bardzo chciał pojawić się na jej twarzy. Chodziło o jego reakcję i stwierdzenie, że nie jest aż tak delikatny – och za aż tak delikatnego go nie miała, nie wyglądał na takiego słabowitego jak na przykład Laurent.

Przyglądała mu się jeszcze przez moment, nim wróciła do oględzin buteleczki z sokiem.

– Prawdopodobnie ktoś tutaj cierpiał na bezsenność i przy tym był w posiadaniu eliksiru, który nie był najlepsze w smaku – stwierdziła na jego pytanie raczej z serii retorycznej, ale i tak zdecydowała się odpowiedzieć. Oczywiście nie miała pewności, ale to był najsensowniejszy powód; trudno było jej też stwierdzić, czy ten eliksir był kupiony u zawodowego alchemika czy może osoba, która go stworzyła, nie była w tym zbytnio wprawiona, ale zgoła nie miało to większego znaczenia. – Sok malinowy jest intensywny i mógł pomagać w zamaskowaniu na przykład gorzkiego smaku – oczywiście jeśli twórca eliksirów potrafił, to już na poziomie warzenia dało się coś na to poradzić, akurat co jak co, ale na tym Victoria się znała, ale podejrzewała, że ten eliksir mógł nie być do końca doskonały.

I trochę z wyrazem triumfu na twarzy za chwilę znowu zakorkowała buteleczkę.

– Taaak, myślę że to eliksir – powiedziała bardziej do siebie niż do Chrisa, a w końcu odłożyła pękatą buteleczkę na swoje miejsce i teraz pełnię swojej uwagi przeniosła na Rosiera. Jego wizerunek był trochę… zmierzwiony od spania w fotelu przez te kilka godzin i nadal wyglądał na nie do końca obudzonego, ale nie winiła go, nie. Ostatecznie ona miała trochę więcej czasu, żeby się obudzić i jakoś doprowadzić do akceptowalnego stanu, co zresztą ją cieszyło, bo niekoniecznie chciała być przed kimkolwiek swoją nierozgarniętą wersją. A Chris chyba jeszcze nie wpadł na to, że i ona zasnęła i dlatego dopiero teraz szukała potencjalnego eliksiru. – Powiedziałabym, że skoro już tu jesteśmy, to grzechem byłoby na niego nie spojrzeć – stwierdziła, nadal delikatnie ubawiona, chociaż prawdę powiedziawszy sama nie wiedziała dlaczego. – To pytanie bardziej do ciebie, czy ten ogród w ogóle nadal cię interesuje – i z tymi słowami zamknęła szafkę i zabrała z blatu swoją różdżkę.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#39
04.08.2026, 10:03  ✶  
– Nie jest tak źle – zapewnił z uporem, chociaż w istocie we wnętrzu nie było faktycznie zbyt ciepło. Późny październik, żadnych zaklęć rozgrzewających i nieużywany w tej chwili kominek robiły swoje, mimo grubych ścian i szczelnych okien, był więc trochę zmarznięty, ale jak Chris pewnie umierałby na katar, to w takich momentach jak ten upierał się, że ani trochę nie odczuwa chłodu i w ogóle, bo to mało męskie.
Dopiero teraz za to uświadomił sobie, że sięganie po sok malinowy, nawet wyglądający i pachnący jak sok malinowy, w obcym domu, zapewne było głupie z jego strony. Nie pomyślał o tym, bo właściciele zdawali się dość… normalni, według tego, co o nich napisano w dokumentach i zdaniem jego asystentki. I nie sądził, że zostawiliby tu coś niebezpiecznego, chcąc dom oficjalnie sprzedać. W gruncie rzeczy eliksir na bezsenność nie był szkodliwy, ale pewnie powinien o tym pomyśleć.
Ostatnimi czasy świat jakby uparł się udowodnić mu, że jest zbyt beztroski. To nie była przyjemna myśl. I na razie nie miał w sobie dość samokrytycyzmu, aby wygłosić ją na głos, przeczesał więc tylko jasne włosy palcami i uśmiechnął się.
– Przynajmniej wyspałem się na najbliższe trzy dni i tym razem nie śnili mi się żadni mugole ani strzelby – stwierdził. – Tak, właściwie to tak, ostatecznie eliksir nie ma nic wspólnego z tym domem, a wydaje się całkiem w porządku? Nie podoba ci się? – spytał, cofając się nieco, aby poczekać na nią w przejściu. Potem ruszył ku drzwiom tarasowym, po drodze łapiąc za swój płaszcz, bo podejrzewał, że na zewnątrz po burzy może być chłodno.
Ziemia wciąż była mokra, podobnie jak trawa, już pożółkła i nie skoszona na czas, ale tego akurat Chris się spodziewał, podobnie jak gałęzi, które po nawałnicy tu i ówdzie zalegał na trawniku. W ogrodzie rosło kilka drzew, które wczoraj widać było w świetle błyskawic, gdy szarpał nimi wiatr. Na jednym z nich wisiała stara huśtawka. Chris ruszył przez trawnik, nie tyleż nawet po to, by przyjrzeć się krzewom, ścieżkom czy innym ozdobom, ile by oddalić się kawałek od domu i spojrzeć na niego z zewnątrz.

Czy ogród jest zadbany?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie

Co ciekawego w nim jest?
1 – altana
2 – krzewy róż
3 – fontanna
4 – wszystko powyższe
Rzut 1d4 - 2
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#40
04.08.2026, 17:36  ✶  

Nie zamierzała naciskać, ani się upierać, głównie dlatego, że w istocie nie czuła, czy jest tutaj wystarczająco ciepło, czy wręcz przeciwnie. Ciągle odczuwane zimno ostatecznie nie pomagało w takich chwilach i miała świadomość, że mogła się tutaj mylić. Przy czym przez to, jak wielki miała problem z określaniem temperatur i przez to odpowiednim dopasowaniem swojego ubioru, trzymała się zadziwiająco dobrze jeśli chodziło o zdrowie – a przynajmniej to fizyczne. Zaniedbywała eliksiry rozgrzewające, przy których upierała się Cynthia, z tego prostego powodu, że i tak nie czuła żadnej różnicy, a w czasie gdy spotykała się z Saurielem i jemu to nie przeszkadzało, poza tym traktowała to trochę jak swojego rodzaju manifest tego, co ją spotkało. Nie wstydziła się tego żadną miarą, a jeśli obcy wzdrygali się na jej obecność, to nie mogłaby się tym przejąć mniej. To o bliskich i ich reakcje jej chodziło. Tym niemniej nie miała nawet jak udowodnić mu, że nie ma sensu jej okłamywać, bo nawet gdyby złapała go za dłonie, to nie wyczułaby, że są zimne. Czy to męskie czy nie. Chyba nie robiło to na niej wrażenia, patrząc na to z jakimi facetami miała do czynienia choćby w pracy, ale na pewno nie chciała, żeby chłopak, z którym zaczynała się (?) spotykać, czuł się przy niej źle.

– Szkoda tylko, że na siedząco – była to mało optymalna pozycja do faktycznego odpoczynku, dobra od biedy, ale kark stawał się wtedy sztywny, mięśnie jakby bolały… zrozumiała, że Chris odrobinę sobie tutaj żartuje, a przynajmniej mówił to z jakimś przekąsem. – To był chyba eliksir z rodzaju tych, po których nie ma snów, bo mi też nic się nie śniło tym razem – uznała i zbliżyła się do stojącego przy wejściu do kuchni Rosiera. – Mi się podoba. Ktoś ewidentnie myślał jak rozplanowywał pomieszczenia i jest tu duże pole do ewentualnych przeróbek pod siebie. Poza tym ten dom jest zadbany – skoro chciał znać jej opinię, to dlaczego miałaby jej nie wygłosić? Jakby… no wiedziała, że między innymi dlatego ją tutaj zaprosił. To, że przy okazji tu utknęli na kilka godzin, to mała niedogodność.

Wyszli więc na zewnątrz, gdzie trawa ciągle była jeszcze mokra od niedawnego deszczu. Victoria zapomniałby o płaszczu gdyby nie to, że Chris zgarnął też swój i teraz narzuciła go na ramiona bardziej dlatego, że tak należało, niż dlatego, że czuła się wtedy lepiej. Ogród był… raczej przeciętny. Być może był bo był, nikt nie miał serca by się nim zająć porządnie, przydałoby się na nowo wytyczyć pewne miejsca, odpowiednio zatroszczyć się o rośliny, a nie pozwolić by rosły byle jak (chociaż teraz to zostały po nich bardziej kikuty niż faktyczne pędy). Z tej jednak perspektywy rzeczywiście lepiej było widać cały dom, na który Victoria zresztą rzuciła przelotne spojrzenie, ale co innego przykuło jej uwagę. Róże. Krzewy kapryśnych róż.

– O na brodę Merlina – powiedziała, patrząc w ich kierunku. – Ten ogród jest tak niezbyt zadbany, może już im się nie chciało, skoro wiedzieli że dom będzie na sprzedaż. Ale patrz tam. Róże – czyż to nie pasowało do domu kogoś od Rosierów? Właśnie róże, które mieli w nazwisku, czy w metce Domu Mody.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (10074), Victoria Lestrange (13753)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa