01.08.2026, 15:45 ✶
Zagadka demona z chaty na kurzej łapie
Othello & Helloise
Othello & Helloise
Podwórze wiedźmowego zakątka w Dolinie Godryka okalały stare jabłonki o powykręcanych ramionach. Zdziczałe te drzewka rodziły owoce malutkie i kwaśne. Dookoła przechadzały się kury, których dziobki nurkowały co chwila w wysokie kępy chwastów, a bliżej tym zapuszczonym chaszczom było statusu zarośli niż trawnika. Przy wydeptanej ścieżce prowadzącej do domu straszyła murszejąca powoli czaszka wielkiego smoka. Od czasu Spalonej Nocy z traw wyrosły również dziwaczne instalacje artystyczne o abstrakcyjnych kształtach złożone ze spalonych framug okiennych i potłuczonych szyb. Wśród tego zacisznego krajobrazu oddalonego od miasta na chudej nóżce stała wyniesiona w przestworze chata, która między chmurami chowała sekrety żyjącej w niej wiedźmy. Helloise była w domu, z komina leciał dym, a na tyłach ogrodu suszyło się pranie.
Gdy Othello nadchodził już, kolanko kurzej stopki ugięło się, a ziemia zadrżała, gdy dom osiadł płasko na łysym klepisku. Drzwi ze skrzypieniem nienaoliwionych zawiasów samoistnie otwarły się, ukazując widok na kuchnię, gdzie pod sufitem, między wielkimi liśćmi magicznych roślin, fruwały drewniane ptaszyny wyrzeźbione przez wiedźmę. Na zapylonych deskach podłogi siedziała sama czarownica trzymająca w ramionach domagającego się uwagi liska. Spódnica brązowej sukni rozlewała się wokół niej po parkiecie, szerokie rękawy kobieta podwinęła po łokcie. Nie była to strojna szata; skrojono ją prosto, surowo i praktycznie. Ledwie przybycie Fawleya stało się Helloise wiadomym, uniosła ona na mężczyznę senny wzrok, po czym odsunęła od twarzy paszczę lisa próbującego ją w zabawie pokąsać.
— Musisz być ostrożny przy wchodzeniu — przestrzegła głucho wiedźma. Oswojone zwierzę zeskoczyło z jej kolan i pobiegło przez próg, mijając obojętnie Othella. Zniknęło zaraz w głębi podwórza przy akompaniamencie nasilającego się gdakania. — Ona teraz żyje własnym życiem. — Gospodyni powiodła wymownie wzrokiem dookoła domu. — Wczoraj z niej wypadłam, gdy z nagła podskoczyła.
Od czasu spotkania z Guineverą jednakże Helloise nie była już tak pewna tego, że to sama chata ożyła i uwzięła się na swoją właścicielkę. Po upiornych wydarzeniach ubiegłej nocy czarownica zaczęła nabierać szczególnego przekonania o tym, że wróżbitka nie myliła się, gdy mówiła, że wroga siła pochodziła z zewnątrz domku. Tej nocy Helloise zaczaiła się na nieproszonego gościa i ujrzała przesuwające się po ścianach cienie przypominające ludzkie sylwetki. Cienie, które próbowały ją zadusić. Kobieta przejęta wspomnieniem nieludzkich nocnych duszności położyła teraz dłoń na piersi, upewniając się, że wciąż oddycha, po czym, nie spuszczając wzroku z Othella, bez słowa złapała się obiema rękoma za szyję. Po chwili jej ramiona opadły bezwładnie jak u kukły porzuconej przez marionetkarza. Uśmiechnęła się ponuro do Fawleya.
dotknij trawy